wtorek, 24 sierpnia 2021


W czasach Zimnej Wojny licząca ponad 300 tys. żołnierzy niemiecka armia dysponowała bardzo silną obroną przeciwpancerną. Składały się na nią środki mające zwalczać nieprzyjacielskie pojazdy opancerzone na dalekim dystansie, w tym artyleria lufowa i rakietowa z amunicją kasetową oraz lekkie śmigłowce Bo-105 z wyrzutniami przeciwpancernych pocisków kierowanych HOT, których było ponad dwieście. Kolejną „warstwę” stanowiły niszczyciele czołgów z naziemnymi wyrzutniami HOT i TOW. Wysokim nasyceniem środkami przeciwpancernymi charakteryzowały się też jednostki piechoty z ppk Milan oraz granatnikami przeciwpancernymi. Na szeroką skalę używano również systemów minowania. Nie sposób nie zapomnieć także o wojskach pancernych Bundeswehry liczących swego czasu ponad 4 tys. czołgów, w tym Leopard 2 i starsze Leopard 1.

A jak sytuacja wygląda dzisiaj? Wbrew pozorom – całkiem dobrze. Pomimo redukcji stanów liczebnych, Niemcom udało się utrzymać i rozwinąć system obrony przeciwpancernej, bazując na nowoczesnej technologii, a w ostatnich latach jest on dynamicznie wzmacniany. To sytuacja zupełnie odmienna na przykład od obrony powietrznej krótkiego zasięgu, która przed dekadą została zredukowana praktycznie do zera, a sami Niemcy dopiero się zastanawiają jak ją odbudować.

Jeśli chodzi o obecne zdolności Bundeswehry, to posiada ona dwa systemy, które można uznać za służące do obrony przeciwpancernej na dalekim dystansie. Pierwszym są śmigłowce Tiger, uzbrojone w pociski PARS 3LR oraz starsze HOT-3, które albo już są albo niedługo zostaną wycofane. Te pierwsze są rakietami naprowadzanymi termowizyjnie o dużej prędkości, a dzięki systemowi celowniczemu na wirniku Tiger może wystrzelić salwę czterech pocisków w ciągu dziesięciu sekund, a następnie ukryć się za przeszkodą. Program PARS był opóźniony, jednak w ubiegłym roku niemiecki resort obrony informował o zakończeniu dostaw rakiet. HOT-3 to starszy system przeciwpancerny kierowany przewodowo, wymagający więc eksponowania śmigłowca po odpaleniu rakiet. Niemcy mają łącznie 57 Tigerów, z czego 40 przeznaczonych jest do wykorzystania operacyjnego. (...)

Drugim systemem obrony przeciwpancernej służącym do rażenia celów „na dystans” są pociski precyzyjnego rażenia SMArt 155, używane do haubic 155 mm Panzerhaubitze 2000. Każdy z nich dysponuje dwoma podpociskami, naprowadzającymi się za pośrednictwem radaru milimetrowego oraz systemu termowizyjnego i rażącymi cele opancerzone z góry ładunkami formowanymi wybuchowo (typu EFP). Zapewnia to wysoki stopień skuteczności zwalczania celów opancerzonych. (...)

Kolejną „warstwą” obrony przeciwpancernej Bundeswehry są przeciwpancerne pociski kierowane odpalane z wyrzutni lądowych. Do niedawna podstawę potencjału w tym zakresie stanowiły dość już stare rakiety Milan 2, odpalane z wyrzutni przenośnych, ale też z dostosowanych do tego BWP Marder, na których montowano wyrzutnie, obsługiwane przez żołnierzy we włazach. Milany są jednak zastępowane przez pociski MELLS, pod taką odmianą służą w Niemczech ppk Spike-LR/LR2, produkowane przez Eurospike. (...) Niedawno zakończyły się jednak testy BWP Puma zintegrowanego z wyrzutnią MELLS, po czym podpisano kontrakt na seryjną integrację prawie 300 wozów, z uwzględnieniem prawa opcji dla ponad 40 Pum, skierowanych do zestawu sił natychmiastowego reagowania NATO VJTF zamówienie złożono już wcześniej. (...)

Wróćmy jednak do obrony przeciwpancernej Bundeswehry. Do odpalania pocisków MELLS mają też być dostosowane lekkie transportery Wiesel, przenoszące pierwotnie pociski TOW i służące w pododdziałach wsparcia jednostek zmotoryzowanych oraz powietrznodesantowych, a więc tych które nie mają bojowych wozów piechoty. Na Wieselach, podobnie jak na Marderach, sposób odpalania jest jednak dużo prostszy, bo odbywa się to z włazu, podczas gdy w Pumie pocisk przeciwpancerny jest w pełni zintegrowany z systemem kierowania ogniem.

Nota bene, pojazdy Wiesel zostaną przynajmniej częściowo zastąpione przez transportery Boxer z wieżami z armatami 30 mm i wyrzutniami Spike, co będzie stanowić ważne wzmocnienie zdolności obrony pododdziałów zmotoryzowanych. Dziś bowiem niemieckie transportery tego typu nie mają wyrzutni ppk, ale jedynie zdalnie sterowane stanowiska strzeleckie z lekką bronią. Z kolei nowe wieże ma otrzymać kilkanaście wozów w każdym batalionie, pełniących rolę wsparcia.

Oczywiście kluczową rolę w niemieckim systemie obrony przeciwpancernej pełnią czołgi, mianowicie ponad 260, a docelowo ponad 320 Leopardów 2 w sześciu batalionach pancernych i jednostkach wsparcia. Wozy te są stopniowo modernizowane i już około 2026 roku większość z nich należeć będzie do wersji 2A7V, co oznacza możliwość stosowania amunicji przeciwpancernej o zwiększonej przebijalności pancerza w stosunku do tej używanej w Leopardach 2A5 i A6.

Wreszcie, niemiecka armia dysponuje nowoczesnym uzbrojeniem przeciwpancernym do walki na krótkim dystansie. Podczas gdy większość sił zbrojnych państw NATO stawia na lżejsze granatniki, których zadaniem nie jest penetrowanie przednich pancerzy nowoczesnych czołgów, ale niszczenie lżejszych pojazdów, rażenie słabych punktów czołgów czy umocnień, to Niemcy nadal utrzymują i rozwijają zdolności pozwalające na zwalczanie z użyciem granatników nawet ciężkich, chronionych pancerzem reaktywnym. Tą funkcję pełni w Bundeswehrze granatnik Panzerfaust 3, który ma być zastąpiony przez system RGW 110. Oczywiście uzupełnieniem są lżejsze RGW 90, w tym w wersji z amunicją programowalną, jeszcze lżejsze RGW 60, a od niedawna także lekkie kierowane pociski Enforcer, zakupione niedawno dla sił specjalnych. Podstawowym środkiem na poziomie pododdziału jest jednak i pozostaje granatnik ze zdolnością do zwalczania ciężko opancerzonych celów. Ostatnim elementem obrony przeciwpancernej Bundeswehry, o którym dzisiaj powiemy, są przywracane do służby systemy układania min.

defence24.pl

Doświadczenia z 2015 r. pokazały, że temat migracji rzeczywiście budzi takie emocje wśród opinii publicznej i że mogą być one dodatkowo podgrzewane kampanią dezinformacyjną. Warto przy tym zaznaczyć, że w 2015 r. tylko część ówczesnego kryzysu (tj. migracja na kierunku wschodnio-śródziemnomorskim) miała charakter ataku demograficznego przeprowadzonego przez Turcję, podczas gdy główny strumień migracyjny na kierunku środkowo-śródziemnomorskim miał w zasadzie charakter naturalny. Niemniej występująca od samego początku dezinformacja łącząca strumień migracyjny płynący z Afryki z syryjskim kryzysem uchodźczym doprowadziła do dezorientacji europejskiej opinii publicznej i wymieszania pojęć, na czym zresztą dodatkowo skorzystał Erdogan odgrywając rolę „powstrzymującego migrację” i żądającego za to wynagrodzenia finansowego i politycznego (coś co obecnie w sposób nieudolny próbuje naśladować Łukaszenko). Ponadto wojna informacyjna, w którą wówczas bardzo mocno zaangażowała się Rosja, nie miała na celu wsparcia jednej ze stron toczącego się wtedy w sposób bardzo emocjonalny sporu. Rosja bynajmniej nie miała interesu w tym by wspierać skuteczne powstrzymywanie migracji do Europy. Jej celem było natomiast wzmacnianie ekstremalnej narracji obu stron w celu polaryzacji opinii publicznej i przez to destabilizacji sytuacji wewnętrznej w Europie. Idealnym efektem takiego działania byłyby krwawe starcia między zwolennikami polityki całkowicie otwartych drzwi a zwolennikami strzelania do migrantów na ulicach europejskich miast.

(...)

Tymczasem Łukaszenko całkowicie zaniedbał tę kluczową tj. informacyjno-propagandową stronę ataku bronią D. Białoruś nie była znana dotąd jako kraj „przyjmujący uchodźców”, zresztą dystans dzielący ten kraj od Bliskiego Wschodu czy Afryki powoduje, że trudno uznać, że osoby pochodzące np. z Iraku znalazły się tam w sposób naturalny. Łukaszenko swoje działania przeciwko Litwie zaczął przy tym od ściągania Irakijczyków co miało zapewne na celu wywołanie strachu przed przenikaniem w ten sposób terrorystów ISIS. Problem w tym, że Irak, choć wywołuje skojarzenia z ISIS i zagrożeniem terrorystycznym (w dużym stopniu jest to przesadzone) ma dość umiarkowany potencjał migracyjny. Wprawdzie kraj ten jest pogrążony w licznych problemach wewnętrznych ale nawet w czasie wojny z ISIS Irakijczycy nie stanowili dużego odsetka migrantów zmierzających do Europy. Ponadto wielu z nich później wróciło do Iraku. Wynika to m.in. z tego, że Irak mimo wszystko nie jest krajem biednym i nawet w najgorszych latach wojny z ISIS w Bagdadzie, Irbilu, Nadżafie czy Basrze można było spotkać migrantów zarobkowych z Bangladeszu, Filipin, a nawet Gruzji.

defence24.pl

- Konsekwencją rozległego wsparcia przez państwo sektora prywatnego w przeciwdziałaniu negatywnym skutkom epidemii była głęboka nierównowaga finansów publicznych. Deficyt budżetu państwa wyniósł 85 mld zł, a deficyt całego sektora instytucji rządowych i samorządowych przekroczył 161 mld zł. Tak wysoka nierównowaga finansów publicznych spowodowała znaczący wzrost długu publicznego. Dług ten, obliczony zgodnie z metodologią Unii Europejskiej, wzrósł w 2020 roku aż o 290 mld zł, do 1336 mld zł. Wcześniejsze zwiększenie długu publicznego obliczonego według tej metodologii o podobną wartość, jaką zaobserwowano w jednym tylko 2020 roku, trwało prawie dziesięć lat – punktuje NIK.

Polski dług publiczny, który zgodnie z metodologią unijną wzrósł z 45,6 proc. wartości produktu krajowego brutto na koniec 2019 roku do 57,5 proc. analogicznej wartości na koniec 2020 roku. Tymczasem według krajowego sposobu liczenia zadłużenie wzrosło z 43,3 proc. do 48 proc. Powodem było „wyprowadzenie” dużych operacji finansowych prowadzących do zwiększenia długu z pominięciem budżetu państwa. Przykład stanowiły np. emisje obligacji PFR i BGK, które gwarantowane były przez Skarb Państwa.

(...)

„Nasza filozofia działania jest zgodna z zalecaniami Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który podkreśla, że kraje mające przestrzeń fiskalną, powinny z niej korzystać. My taką przestrzeń mamy. Wszystkie państwa Unii Europejskiej prowadzą w latach 2020-22 polityki budżetowe bez ograniczeń ze strony UE co do tempa wzrostu wydatków. KE rekomenduje Polsce prowadzić politykę budżetową wspierającą wzrost gospodarczy. Wszystkie główne agencje ratingowe potwierdziły na wiosnę posiadaną przez Polskę wysoką inwestycyjną ocenę ratingową (A- w przypadku S&P i Fitch, A2 w przypadku Moody’s) z perspektywą stabilną” – tłumaczy MF.

Ministerstwo stwierdziło, że raport NIK opiera się na strategii zarządzania długiem z września 2020 r., „której prognozy w obecnym momencie straciły na aktualności”.

bankier.pl