czwartek, 29 stycznia 2026



Premier Kanady Mark Carney oświadczył, że oczekuje ze strony USA poszanowania dla suwerenności Kanady. Odniósł się w ten sposób do doniesień czwartkowych mediów, że separatyści z Alberty kontaktują się z administracją amerykańską w sprawie oderwania tej prowincji od Kanady.

"Oczekuję, że amerykańska administracja będzie szanować suwerenność Kanady" - powiedział Carney, dodając we francuskiej części swojej odpowiedzi: "Cały czas, bez wyjątków". Podczas konferencji prasowej z premierami kanadyjskich prowincji i terytoriów Carney został zapytany, czy działania amerykańskiej administracji uważa za próby wpływania na kanadyjską politykę.

Carney dodał, że poruszył tę kwestię w rozmowie z prezydentem USA Donaldem Trumpem, zaś zapytany, czy Trump kiedykolwiek sam podjął temat separacji Alberty odpowiedział: "Nie".

Wcześniej w czwartek premier Kolumbii Brytyjskiej, sąsiadującej z Albertą, David Eby nazwał separatystów "zdrajcami". Podczas konferencji prasowej podkreślił, że rozumie chęć przeprowadzenia referendum, "ale jechać do obcego kraju i prosić o pomoc w zniszczeniu Kanady? Jest na to starodawne słowo - a tym słowem jest zdrada".

Zaś premier Alberty Danielle Smith, której konserwatywna partia UCP popiera działania "suwerennościowe" Alberty, dodała, że "zawsze" jasno się opowiadała za "silną i suwerenną Albertą w ramach silnej Kanady". Winą za separatystyczne nastroje obarczyła poprzedniego premiera Kanady Justina Trudeau i podkreśliła, że mieszkańcy Alberty muszą zobaczyć nadzieję i to, "że Kanada działa".

Premier Kanady i premierzy prowincji zareagowali w ten sposób na czwartkowy artykuł w "Financial Times" ("FT"), w którym napisano, że przedstawiciele administracji Trumpa odbyli kilka tajnych spotkań z liderami Alberta Prosperity Project (APP), grupy opowiadającej się za secesją prowincji od Kanady. Do spotkań tych doszło trzykrotnie od kwietnia 2025 roku, a kolejne spotkanie planowane jest na luty. Liderzy APP zamierzają wystąpić o pożyczkę w wysokości 500 mln dolarów na sfinansowanie potrzeb prowincji w przypadku referendum w sprawie niepodległości.

W ub.r. o takich spotkaniach i pożyczce donosił m.in. portal faktchekingowy DeSmog i kanadyjski magazyn TheTyee.

W zeszły piątek separatystów w Albercie poparł amerykański sekretarz skarbu (minister finansów) Scott Bessent, wypowiadając się dla skrajnie prawicowego kanału Real America’s Voice (Głos Prawdziwej Ameryki).

Cytowany w "FT" rzecznik amerykańskiego Departamentu Stanu oświadczył, że jego resort "regularnie spotyka się z przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego", ale nie zostały podjęte żadne zobowiązania. Źródło znające stanowisko Bessenta poinformowało dziennikarzy, że ani on, ani inni pracownicy ministerstwa finansów nie wiedzieli o propozycji pożyczki i nie zamierzają jej omawiać.

APP zbiera obecnie podpisy pod petycją o referendum w sprawie odłączenia Alberty od Kanady. Jednak wcześniej, w październiku ub.r., ponad 456 tys. osób podpisało się pod petycją o referendum w sprawie zgody na pozostanie Alberty jako prowincji w Kanadzie. Termin referendum nie został jeszcze podany.

Natomiast na początku stycznia grupa narodów indiańskich (First Nations) z Alberty zaskarżyła do sądu rząd Alberty za umożliwianie działalności separatystycznej APP. Indianie przypomnieli, że rząd Alberty jest związany traktatami, które narody indiańskie podpisywały z Koroną brytyjską jeszcze przed powstaniem prowincji i bez zgody Indian nie ma możliwości odłączenia Alberty od Kanady.

PAP


Tim Cook najwyraźniej poczuł się zmuszony do wydania oświadczenia. W wewnętrznym komunikacie skierowanym do pracowników koncernu Apple — który nieprzypadkowo szybko trafił do wielu amerykańskich mediów — wykazał się zaskakującą emocjonalnością. Napisał, że jest "głęboko wstrząśnięty wydarzeniami w Minneapolis" i osobiście poinformował prezydenta Donalda Trumpa o swoim zaniepokojeniu. Dodał, że priorytetem jest teraz złagodzenie napięć.

"Wierzę, że Ameryka jest najsilniejsza, gdy realizujemy nasze najwyższe ideały, gdy traktujemy każdego z godnością i szacunkiem, bez względu na to, kim jest i skąd pochodzi, oraz gdy akceptujemy nasze człowieczeństwo. W tym tygodniu odbyłem owocną rozmowę z prezydentem, podczas której przedstawiłem mu swoje poglądy i doceniam jego otwartość na kwestie, które są ważne dla nas wszystkich" — napisał prezes Apple w komunikacie.

Fakt, że czuł się zmuszony do zabrania głosu, może mieć również związek z tym, że spotkał się z krytyką opinii publicznej i własnych pracowników. Zaledwie kilka godzin po tym, jak w sobotę pielęgniarz Alex Pretti został zabity w Minneapolis przez funkcjonariuszy ICE, Cook uczestniczył w wieczornym wydarzeniu w Białym Domu. Atmosfera wydawała się być wesoła — po zakończeniu Cook obejrzał "Melania": nowy film o pierwszej damie Melanii Trump.

(...)

Giganci technologiczni, tacy jak Meta czy Microsoft, stali się nieodzownym elementem drugiego co do wielkości kompleksu wojskowego na świecie. Kristi Noem, sekretarz bezpieczeństwa krajowego Stanów Zjednoczonych, nie ukrywa, że jej departament przeznacza ogromne kwoty na wzmocnienie ochrony granic.

Republikanka twierdzi, że dzięki "Wielkiej, pięknej ustawie" ("The One Big Beautiful Bill Act") jej departament otrzymał "niesamowicie duże środki". Według "Washington Post" pierwsza transza sięga do 6 mld dol. (21 mld zł). Wkrótce kwota ta może znacznie wzrosnąć. Biznes związany z wojskiem i ochroną granic jest zabezpieczony na lata.

Również funkcjonariusze ICE coraz częściej korzystają z produktów koncernów technologicznych, zwłaszcza Palantir [amerykańskiej firmy tworzącej produkty do analizy dużych zbiorów danych]. Nic więc dziwnego, że dotychczas w zarządach w Kalifornii i Teksasie starano się unikać otwartego krytykowania prezydenta. Dlatego też obecne wyrazy zaniepokojenia ze strony Doliny Krzemowej są bardzo ostrożne.

Sam Altman, prezes OpenAI, powiedział jasno i wyraźnie. — ICE posuwa się za daleko. Istnieje ogromna różnica między deportacją brutalnych przestępców a tym, co dzieje się obecnie, i musimy jasno to rozróżnić — stwierdził.

Następnie jednak w komunikacie wysłanym do pracowników przemycił pochlebstwo pod adresem prezydenta. "Kocham Stany Zjednoczone i ich wartości demokracji i wolności i będę wspierał ten kraj z całych sił. Prezydent Trump jest bardzo silnym przywódcą i mam nadzieję, że sprosta temu wyzwaniu i zjednoczy kraj. Reakcje z ostatnich godzin dodają mi otuchy i mam nadzieję, że dzięki przejrzystym dochodzeniom uda się przywrócić zaufanie" — napisał.

Krytyka ze strony Doliny Krzemowej jest następstwem listu protestacyjnego z początku tygodnia. Podpisało go 60 szefów przedsiębiorstw, w tym znanych firm, takich jak 3M, United Health czy sieć handlowa Target. Zamaskowani funkcjonariusze ICE wielokrotnie wpadali do ich sklepów i zatrzymywali w nich osoby, które podejrzewali o nielegalny pobyt w kraju.

"W tym trudnym dla naszej społeczności czasie wzywamy do pokoju i ukierunkowanej współpracy między lokalnymi, stanowymi i federalnymi przywódcami" — napisali w poniedziałkowym liście.

Teraz, gdy dyrektorzy firm technologicznych, tacy jak Cook i Altman, wyrazili swoje stanowisko, krytyka ze strony świata biznesu powinna ucichnąć, przynajmniej na razie. Niezadowolenie panuje tam już od dłuższego czasu, ale prawie nikt nie odważył się wejść w konflikt z administracją Trumpa.

(...)

Niepokojące obrazy z Minneapolis nie wywołują jednak sprzeciwu wszystkich firm technologicznych. Palantir na przykład najwyraźniej poczuł się zmuszony uzasadnić swoje działania przed pracownikami, ale powstrzymał się od publicznych oświadczeń na temat ostatnich wydarzeń.

Dzięki oprogramowaniu Palantir ICE może generować widoki map, zaznaczać punkty newralgiczne lub całe dzielnice, w których przebywa wiele potencjalnych migrantów, a tym samym planować naloty. Dzięki monitorowaniu w czasie rzeczywistym funkcjonariusze ICE mogą również śledzić ruchy wybranych osób — na przykład poprzez informacje o ich podróżach i lotach, metadane z telefonów komórkowych lub inne ślady cyfrowe.

Jak donosi platforma śledcza Wired, wśród pracowników Palantir rośnie niezadowolenie z wykorzystywania oprogramowania przez funkcjonariuszy ICE. Niedawno zadali kierownictwu krytyczne pytania dotyczące przykładowo celowości dalszej współpracy z ICE. "Moim zdaniem ICE to ci źli. Nie jestem dumny z tego, że firma, dla której tak chętnie pracuję, bierze w tym udział" — napisał jeden z pracowników na Slacku. Nie są jednak znane żadne wypowiedzi zarządu w tej sprawie.

Drugi przypadek śmiertelnego postrzelenia przez funkcjonariuszy ICE w Minneapolis w ciągu kilku tygodni wywołał również nową debatę na temat prawa do posiadania broni — co może stać się poważnym problemem dla Trumpa. — Nie wolno posiadać broni, nie wolno wchodzić z bronią, to nie jest możliwe — powiedział prezydent USA przed dziennikarzami, zaprzeczając w ten sposób drugiej poprawce do konstytucji, która zasadniczo zezwala Amerykanom na noszenie broni.

Wypowiedzi te spotkały się ze szczególnym sprzeciwem jednego z najpotężniejszych lobby w USA: National Rifle Association (NRA, Krajowego Stowarzyszenia Strzeleckiego), od dziesięcioleci jednego z największych i najbardziej wpływowych darczyńców Partii Republikańskiej. Niezadowolenie budzi również to, że prezydent stosuje podwójne standardy: podczas publicznych wydarzeń MAGA organizowanych przez jego zwolenników w wielu miastach USA często pojawiają się ciężko uzbrojeni demonstranci.

Teraz jednak NRA i inne amerykańskie lobby broni palnej domagają się "pełnego śledztwa" w sprawie zabójstwa Alexa Prettiego. NRA wydało oświadczenie — wypowiedź prokuratora federalnego Billa Essayli, który stwierdził, że osoby noszące broń narażają się na to, że zostaną legalnie zastrzelone przez funkcjonariuszy, nazwało "niebezpieczną i błędną". Essayli napisał wcześniej w serwisie X: "jeśli zbliżasz się do policji z bronią, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie ona miała prawo do oddania strzału. Nie rób tego!".

NRA natomiast nie zgadza się z twierdzeniem administracji Trumpa, że to Pretti sprowokował strzały. "Odpowiedzialne głosy publiczne powinny poczekać na zakończenie pełnego śledztwa i nie generalizować ani nie potępiać przestrzegających prawa obywateli. Czekając na te fakty i uzyskanie jaśniejszego obrazu sytuacji, wzywamy decydentów politycznych do uspokojenia sytuacji, aby zapewnić bezpieczeństwo swoim wyborcom i funkcjonariuszom organów ścigania" — czytamy w oświadczeniu.

onet.pl