piątek, 18 lipca 2025



Ministrowie ds. europejskich państw UE przyjęli w piątek w Brukseli 18. pakiet sankcji unijnych wobec Rosji - poinformowała duńska prezydencja w Radzie UE. Zdaniem szefowej unijnej dyplomacji Kai Kallas to jeden z najsurowszych pakietów sankcji od początku wojny.

Pakiet zakłada m.in. objęcie restrykcjami kolejnych 105 statków z rosyjskiej tzw. floty cieni, ich armatorów oraz ograniczenie dostępu rosyjskich banków do finansowania.

(...)

Osiemnasty pakiet sankcji UE przewiduje również całkowity zakaz działalności gazociągów Nord Stream. Obniżony zostanie też pułap cenowy na rosyjską ropę. Limit ceny surowca - eksportowanego do krajów trzecich - będzie ustalany na poziomie 15 proc. poniżej wartości rynkowej z ostatnich trzech miesięcy. Obecny pułap, ustalony w 2022 r., wynosi 60 dolarów za baryłkę i jest powyżej ceny rynkowej. Po obniżeniu będzie wynosił ok. 47-48 dolarów za baryłkę.

(...)

Kallas poinformowała też, że nowy pakiet zakłada wywarcie dodatkowej presji na rosyjski przemysł zbrojeniowy, a także na chińskie banki pomagające Rosji w obchodzeniu sankcji. Ograniczony zostanie też eksport technologii wykorzystywanych w produkcji dronów bojowych.

Sankcjami objęto ponadto największą rafinerię rosyjskiej firmy naftowej Rosnieft w Indiach. Restrykcje obejmują też osoby zaangażowane w systemową indoktrynację ukraińskich dzieci.

Przyjęcie pakietu skomentowała szefowa KE Ursula von der Leyen. "Uderzamy w samo serce rosyjskiej machiny wojennej, obierając za cel jej sektor bankowy, energetyczny i wojskowo-przemysłowy oraz nowy, dynamiczny limit cenowy (eksportowanej przez Rosję - PAP) ropy naftowej. Wywieramy presję i utrzymamy ją, dopóki (przywódca Rosji Władimir) Putin nie zakończy wojny" - napisała na X.

Słowacja długo blokowała 18. pakiet sankcji, uzależniając poparcie dla niego od uzyskania od Brukseli gwarancji wsparcia w związku z przyjęciem przez Komisję Europejską planu rezygnacji z rosyjskiego gazu od 2028 r.

W czwartek premier tego kraju Robert Fico zapowiedział, że znosi blokadę, bo Słowacja osiągnęła już wszystko, co mogła, starając się uzyskać gwarancje przed szkodami, których obawia się w związku z planowanym przez KE całkowitym zakończeniem importu gazu z Rosji od 2028 roku.

Przyjęcie każdego pakietu sankcji w UE wymaga jednomyślności.

PAP


Na początku marca 2022 r. na Zachód padł blady strach. Putin wie, że po latach zimnej wojny i katastrofie w Czarnobylu sprzed blisko 40 lat Europa i USA są szczególnie wyczulone na każdy komunikat, w którym znajduje się fraza "bezpieczeństwo atomowe". To status quo zostało naruszone w momencie, gdy stara elektrownia została pozbawiona prądu w marcu 2022 r. Choć jądrowe reaktory już od lat nie funkcjonują, to wciąż trzeba chłodzić np. zużyte paliwo. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej natychmiast poinformowała świat, że brak energii elektrycznej to naruszenie "kluczowego filaru bezpieczeństwa" w Strefie. Jednocześnie dodano, że ilość wody chłodzącej wypalone paliwo jest wystarczająca, a przez 48 godzin sytuację ratowały awaryjne generatory diesla.

W rosyjskiej niewoli znajdowało się wówczas blisko 100 pracowników elektrowni i 200 ochroniarzy. Jedną z więzionych osób była inż. Ludmiła Kozak, która pilnuje procedur bezpieczeństwa w nieczynnej elektrowni od 2003 r. – 24 lutego nad ranem na wszystkich monitorach zobaczyłam, że przez płoty, ogrodzenia i bramy przechodzą czarne ludziki. Było ich bardzo dużo i po kilku godzinach nasze dotychczasowe miejsce pracy stało się więzieniem. Rosjanie przyszli z automatami. Początkowo po prostu kazali nam pracować dalej. Nic szczególnego z nami nie robili, ale nie pozwolili nam ze sobą rozmawiać ani korzystać z telefonów. Po prostu mieliśmy robić swoje, ale za plecami siedzieli nam żołnierze z karabinami – opowiada kobieta.

– Żadnych świństw narobić nie chcemy, ale rozumiecie, że obiekt jest znaczący, więc będzie wokół dużo zamieszania – mówili. Dla nich okupacja Czarnobyla to była reklama na cały świat. Chcieli, żeby Zachód wyraźnie zarejestrował, że zaczęła się wojna. Na początku dotarli tu ludzie dość wykształceni. Dobrze znali teren, procedury i konstrukcję. Wyglądało, jakby przygotowywali się do tej operacji w innych tego typu stacjach np. w Petersburgu czy w Kursku, bo tam znajdują się bliźniacze elektrownie. Bardzo dobrze wiedzieli, co i jak u nas działa. Czuli się jak u siebie – opowiada pracowniczka czarnobylskiej elektrowni.

– Musieliśmy pracować niemal 24 godziny na dobę. Ludzie panikowali. Płakali. Tracili przytomność. Nie wytrzymywaliśmy stresu. Rosjanie też po kilku dniach zrobili się bardziej nerwowi, bo nie udał im się trzydniowy marsz na Kijów. Zaczęły się bombardowania. Słyszeliśmy wystrzały, wybuchy. Było coraz gorzej. Im więcej ich przyjeżdżało z Kijowa poturbowanych i rannych, tym częściej zaczynali snuć różne scenariusze, co z nami zrobią. Zaczęli się na nas wyżywać. Mówili, że Kijowa już nie ma. My nie wiedzieliśmy, co dzieje się z naszymi rodzinami. To chyba było w tym wszystkim najgorsze. Im dłużej trwały walki, tym mniej było tu na miejscu tych wykształconych oficerów, a coraz więcej takich prymitywnych wojskowych – wspomina Ludmiła Kozak.

Rosjanie na terenie elektrowni atomowej w Czarnobylu i w Strefie Wykluczenia urządzili sobie bezpieczny przyczółek. Wiedzieli dobrze, że tego obszaru Ukraina nie może zaatakować ciężkim kalibrem. Dlatego "zona" zamieniła się w bazę wojskową. Tutaj Rosjanie przyjeżdżali odetchnąć po bojach, odnowić siły, przegrupować się.

– Zwozili ciężki sprzęt wojenny, broń. Śmiali się, że mają tu sanatorium. Autobus do Homla kursował dwa razy dziennie i przywoził im wszystko, co tylko chcieli. Ci, którzy przyjechali później, nie mieli już takiej wiedzy, jak ci z początku i zachowywali się bardzo nieostrożnie, mimo naszych ostrzeżeń. Chodzili do lasów na polowania, piekli szaszłyki z tego mięsa, dużo pili alkoholu i wtedy robiło się bardzo nieprzyjemnie. Krzyczeli na nas, a im pod Kijowem było gorzej, tym stawali się jeszcze bardziej agresywni. Kłócili się i bili nawet między sobą – opowiada inżynierka.

Z jej opowieści, a także ze słów przewodnika i byłego pracownika elektrowni Wołodymyra Werbickiego, dziś członka lokalnej obrony terytorialnej wynika, że to właśnie Rosjanie z tej późniejszej zmiany kopali wokół Strefy Wykluczenia okopy w najbardziej skażonych miejscach.

– Ci pierwsi mieli dokładne mapy, wiedzieli perfekcyjnie, w jakich miejscach radiacja jest w zonie najwyższa, a gdzie niższa. Nie pomyliliby się – przyznaje Werbicki. – To, co oni narobili w tzw. Czerwonym Lesie to z punktu widzenia zagrożenia radiacyjnego po prostu katastrofa. Kopali w ziemi, w której w latach 80. zakopywano najbardziej napromieniowaną glebę. Kiedyś był tu wielki las, drzewa miały charakterystyczny czerwony kolor, ale większość z nich została ścięta lub obumarła, właśnie ze względu na to, że rośliny przyjęły ogromną dawkę radiacji – wyjaśnia Werbicki, który w dniu katastrofy 26 kwietnia 1986 r. był jednym z mieszkańców Prypeci. Wraz z innymi został ewakuowany z zagrożonego obszaru i nigdy więcej nie wrócił do swojego mieszkania. Kiedy podchodzimy do przypadkowych drzew przy drodze, zbliża do nich licznik Geigera. Wskaźnik promieniowania gwałtownie rośnie.

– Pracownicy elektrowni tłumaczyli Rosjanom, że nie powinni tu niczego ruszać, bo to wyjątkowo niebezpieczne, ale oni z kolei mówili, że w ten sposób robili ich dziadkowie podczas II wojny światowej. Takie podejście wynika najprawdopodobniej z tego, że rosyjska armia ma dotychczas wyższe dzienne normy napromieniowania. Z tego, co wiem, tam dopuszczalna dawka radiacji na wojskowego to 50 rentgenów dziennie. Czyli żołnierz w sytuacji bojowej, w przypadku wojny jądrowej, może przebywać w niebezpiecznym środowisku 12 dni, a później umiera. W tym miejscu, gdzie stoimy, poza asfaltem, radiacja jest wielokrotnie wyższa. Dlatego w trawie można jeszcze znaleźć puste rosyjskie apteczki. Jest wiele opakowań po środkach przeciwwymiotnych. To jeden ze sposobów jak pozbyć się z organizmu skażenia. To bardzo silne substancje, które działają jak środki narkotyczne, ale w wypadku napromieniowania one podtrzymują czynności życiowe – tłumaczy nasz przewodnik.

onet.pl


W Europie obecnie liderem inwestycji w broń pancerną jest Polska, która do tej pory zamówiła 546 czołgów (116 M1A1FEP, 250 M1A2SEPv3 i 180 K2). Do tego należy doliczyć zakup 63 wozów wsparcia (38 wozów zabezpieczenia technicznego M88A2 i 25 mostów szturmowych M1110). Całość dostaw ma się zakończyć do 2026 roku. Natomiast obecnie oczekiwane jest podpisanie drugiej umowy na kolejne 180 czołgów K2/K2PL oraz 80 wozów wsparcia (wozów zabezpieczenia technicznego, czołgów saperskich i mostów szturmowych).

Po realizacji drugiej umowy wykonawczej na K2 łącznie Polska posiadać będzie 959 czołgów wraz z flotą 233 wozów Leopard 2PL/Leopard 2A5. Tym samym RP dysponować będzie jedną z największych i najnowocześniejszych flot czołgów w Europie. Oczywiście potrzebna i planowana jest dalsza rozbudowa struktur. Z czasem czołgi Leopard 2 trzeba będzie wycofać i zastąpić nowymi wozami. MON zapowiadał zresztą kolejne zakupy czołgów K2PL po realizacji drugiej umowy wykonawczej.

Podobnie Niemcy planują również zwiększyć swoją flotę czołgów do maksymalnie około 1000 maszyn z obecnych około 300-400. Zakupy na mniejszą skalę prowadzą inne państwa, jak Australia (M1A2SEPv3), Bahrajn (M1A2SEPv3), Rumunia (M1A2SEPv3), Szwecja (Strv123A i Strv123B), Norwegia (Leopard 2A8), Węgry (Leopard 2A7HU), Holandia (Leopard 2A8), Czechy (Leopard 2A4 i Leopard 2A8) czy Słowacja (Leopard 2A4). Niektóre z tych państw również zastanawiają się nad zakupem dodatkowych maszyn innych typów (np. Słowacja i Rumunia nad czołgami K2).

Wielka Brytania pracuje nad modernizacją czołgów Challenger 2 do standardu Challenger 3, natomiast Francja modernizuje czołgi Leclerc do standardu Leclerc Rénové (Leclerc XLR). Z kolei Izrael kupuje kolejne wozy Merkawa Mk4. Nawet Włochy modernizują czołgi C1 Ariete do standardu C2 oraz nawiązały współpracę z Rheinmetall w celu pozyskania nowych czołgów.

(...)

Tutaj warto zwrócić uwagę na tworzenie rozwiązań zwiększających przeżywalność czołgów i innych pojazdów opancerzonych, w tym ich odporności na ataki prowadzone za pomocą dronów FPV. Takie rozwiązania to między innymi aktywne systemy ochrony pojazdów, jak Trophy, który zainstalowany może być na czołgach M1A2SEPv3 i K2PL. System ten został już zmodyfikowany pod kątem zwalczania dronów i ponownie umożliwia on swobodę manewru.

Należy tutaj również podkreślić, że także Rosja i Chiny inwestują w broń pancerną. Rosja nie tylko remontuje i modernizuje starsze konstrukcje, ale również produkuje nowe czołgi T-90M Proryw-3 oraz pracuje nad jego modernizacją do standardu T-90M2 Rywok-2. Kontynuowane są także prace nad czołgiem T-14 Armata oraz projektem jego dalszej modernizacji w ramach programu Rywok. Rosjanie również intensywnie pracują nad integracją aktywnych systemów ochrony pojazdów Arena-M i Afganit.

Nie inaczej jest w Chinach, które wznowiły produkcję czołgów ZTZ-99A. Pracują również nad modernizacją swoich maszyn instalacji aktywnych systemów ochrony. Przeprowadzono już pierwsze udane próby ataków z górnej półsfery, także za pomocą dronów. A zatem znajdujemy się obecnie w swego rodzaju okresie przejściowym, w którym czołgi i inne pojazdy opancerzone przechodzą ewolucję mającą dostosować je do nowych warunków obecnego i przyszłego pola walki.

Nie inaczej jest na Zachodzie, choćby w USA, gdzie od 40 lat ciągle na bazie nowych doświadczeń pola walki rozwijana jest konstrukcja czołgu M1 Abrams. Choć od 2018 produkowana jest najnowsza wersja czołgu M1 M1A2SEPv3, to obecnie U.S. Army pracuje równolegle zarówno nad jego dalszą modernizacją, choćby poprzez implementację dodatkowego opancerzenia stropu wieży, jak również nad czołgiem nowej generacji M1E3/M1A3, który będzie posiadał o wiele większą przeżywalność, skuteczniejszą ochronę pancerną, lepiej zintegrowany aktywny system ochrony, napęd hybrydowy, a wszystko to przy niższej masie.

Podobne inwestycje w aktywne systemy ochrony i nowe technologie widzimy w wypadku Japonii oraz Republiki Korei, które pracują zarówno nad modernizacją istniejących konstrukcji jak w wypadku Republiki Korei oraz nad maszynami nowej generacji. Inne państwa posiadające ograniczone zdolności kupują gotowe konstrukcje jak Tajwan (M1A2T), tudzież wchodzą w kooperację z większymi producentami i starają się pozyskać odpowiednie kompetencje, czego przykładem są Indie (T-90S) czy Pakistan (Haider).

defence24.pl