niedziela, 23 czerwca 2024



Według raportu firmy konsultingowej McKinsey & Company jesienią 2021 roku Chiny wyprzedziły USA w wyścigu o miano najbogatszego kraju świata. Nawet gdy krytycznie podejdzie się do kwestii, czy ekonomiczny prymat Państwa Środka jest już faktem, czy jeszcze trzeba na to poczekać, nie sposób odmówić prawdziwości temu, że Chiny wzbogacają się – a z pewnością wzbogacały do niedawna – najszybciej na świecie. Wystarczy dodać, że w pierwszych dwóch dekadach obecnego wieku wzbogaciły się o 113 bilionów dolarów (do 120 bilionów); dla porównania Stany „jedynie” podwoiły swoje zasoby, sięgając w tym okresie 90 bilionów dolarów. I chociaż z pewnością nie jest to jedyny wskaźnik sukcesu ekonomicznego, jest on na tyle obrazowy, że pozwala zadać sobie pytanie o przyczyny tak spektakularnego rozwoju Chin. Wyjaśnienie tak bezprecedensowego wzrostu nie jest łatwe, podobnie jak ocena tego, jak Chińska Republika Ludowa korzysta ze swojego prymatu i finansowej hegemonii.

By zrozumieć spektakularny sukces ekonomiczny Chin, należy się cofnąć przynajmniej do reform Deng Xiaopinga, który do władzy doszedł w 1978 roku, po rewolucji kulturalnej. Nowa wizja partii pod jego przewodnictwem była klarowna: wzrost gospodarczy. Koniec z konfliktami politycznymi i dominacją ideologii. Zmiany wprowadzano stopniowo, powoli, lecz konsekwentnie. Odblokowano potencjał tkwiący w narzędziach kapitalistycznych. Wolność gospodarcza – tak, ale w ściśle określonych ramach. Przede wszystkim zniesiono kolektywizm na wsi, rozwinięto indywidualną działalność gospodarczą, ale też postawiono na długofalowe zmiany – rozwój kadr naukowych oraz biznesowych i ośrodków naukowych, a także tworzenie specjalnych, otwartych na współpracę międzynarodową stref ekonomicznych. W ciągu dekady ukuto hasło, które znalazło odzwierciedlenie nawet w konstytucji: „socjalizm o chińskiej specyfice”. Wzorem dla ChRL nie był zatem ani upadający ZSRR, ani ekstremalnie wolnorynkowe USA, ale niewielkie azjatyckie państwa, nazywane małymi smokami, które osiągały ogromny sukces ekonomiczny, na przykład Singapur. Wizję Xiaopinga kontynuował Zhu Rongji, który postawił na maksymalizację mechanizmów wolnorynkowych wpuszczonych w struktury chińskiego systemu gospodarczego. Powstawały nowe firmy, zreformowano podatki, wiele nieskutecznych mechanizmów oraz instytucji po prostu zlikwidowano. Zhu Rongji odniósł sukces. Udało mu się nadać Chinom pęd gospodarczy i otworzyć kraj na zagraniczny kapitał, łącznie z inwestycjami i rezerwami finansowymi. Dzięki jego staraniom Chiny przystąpiły do Światowej Organizacji Handlu.

Przez pierwszą dekadę XXI stulecia Chiny przeszły bez szwanku w przeciwieństwie do kryzysów ekonomicznych w Stanach Zjednoczonych i na zachodzie Europy. Stało się tak przede wszystkim dzięki ogromnym zgromadzonym rezerwom finansowym i spektakularnym inwestycjom infrastrukturalnym w kraju i poza jego granicami. Podczas gdy USA tkwiły w kryzysie, ChRL w 2008 roku przeznaczyła na swoją gospodarkę kwotę 600 miliardów dolarów, które przełożyły się na inwestycje i modernizację kraju, a w konsekwencji na wzrost poziomu życia mieszkańców Państwa Środka. Chiny stały się największą gospodarką świata, z największymi rezerwami i olbrzymim rynkiem wewnętrznym. Gdy osiągnięto sukces finansowy, nadeszła pora na zapowiadany od kilku lat kolejny etap rozwoju. Chiny mają stać się innowacyjne i przewodzić światu w kwestii nowoczesnych technologii i działań prośrodowiskowych.

(...)

Żadne państwo nie pożyczy innym tyle co Chiny. Intensywność udzielania kredytów, w dodatku krajom, o których z góry wiadomo, że mogą mieć ze spłatą długu trudności, ściągnęła na Pekin oskarżenia o wpędzanie ich w spiralę zadłużenia. Państwu Środka ma chodzić o przejęcie kontroli nad kluczowymi aktywami dłużników oraz możliwość wywierania nacisków politycznych. Stany Zjednoczone twierdzą, że Pekin zachęca do zależności za pomocą nieprzejrzystych umów, które pogrążają narody w długach i podkopują ich suwerenność. Ile w tym prawdy? W ostatniej dekadzie Chiny potroiły liczbę pożyczek dla krajów o niższych i średnich dochodach, zwłaszcza z Afryki Subsaharyjskiej oraz Azji Południowej. Od chwili powstania inicjatywy Pasa i Szlaku zadłużenie niektórych państw (wśród nich tak dużych jak Mongolia, Republika Konga, Kirgistan, Kambodża, Zambia czy Laos) wobec ChRL przekroczyło 20% ich PKB. Chiny, będąc największym oficjalnym wierzycielem na świecie, są jednocześnie wierzycielem najbardziej tajemniczym: dysponujemy bardzo niewielką ilością danych na temat finansowych zależności poszczególnych krajów od Państwa Środka. Bardzo ograniczony jest chociażby dostęp do umów między chińskimi kredytodawcami a kredytobiorcami.

Jak podaje opublikowany w 2021 roku raport How China Lends opracowany przez AidData we współpracy z ekspertami z Center for Global Development, Kiel Institute for the World Economy oraz Peterson Institute for International Economics, w którym przeanalizowano sto umów dłużnych między chińskimi podmiotami państwowymi a pożyczkobiorcami rządowymi w dwudziestu czterech krajach na całym świecie, kluczową sprawą jest dyskrecja, a nawet zatajanie informacji przed obywatelami i społecznością międzynarodową. Klauzule poufności w chińskich umowach zabraniają ujawniania warunków pożyczek, a nawet samego ich istnienia. Umowy mają w końcu charakter komercyjny, chociaż Chiny bezustannie starają się tworzyć wrażenie, że właśnie „nie o pieniądze tutaj chodzi”, lecz o wsparcie rozwojowe.

Gdy czyta się w umowie o procedurze cross-default, polegającej na prawie do rozwiązania przez Chiny umowy w każdej chwili i zażądania spłaty całości długu w zasadzie zawsze i bez powodu, można odnieść inne wrażenie. Typowe dla tych umów zapisy mogą być wykorzystane jako narzędzie międzynarodowego oddziaływania politycznego. Wszak wszystkie umowy uwzględnione w raporcie zawierają zapis o zerwaniu stosunków dyplomatycznych między Chinami a kredytobiorcą w przypadku niewykonania zobowiązania. Podobnym powodem do wypowiedzenia umowy i uzyskania pełnego zwrotu może być „antychińska” polityka wewnętrzna lub postawa na arenie międzynarodowej państwa. Państwo Środka uznaje zatem udzielanie pożyczek mniejszym krajom (głównie pozaeuropejskim) za świetny zabieg finansowy, ale też geopolityczny i – chociaż narracja jest zupełnie inna – komercyjny i polityczny właśnie. O jakie naciski polityczne może chodzić ChRL? Choćby w kwestii poparcia polityki Pekinu jednych Chin, a więc uznawania zależności Tajwanu od Chin kontynentalnych czy łamania umowy zawartej z Brytyjczykami w sprawie praw Hongkongu. Przykładem tego, że polityka ta przynosi efekty, jest między innymi Nikaragua. W 2022 roku władze tego kraju oznajmiły, że „na świecie są tylko jedne Chiny, Chińska Republika Ludowa jest jedynym prawowitym rządem, który reprezentuje całe Chiny, a Tajwan jest niezbywalną częścią chińskiego terytorium”. Następnie Republika Nikaragui zerwała stosunki dyplomatyczne z Tajwanem i dołączyła do inicjatywy Pasa i Szlaku.

(...)

O tym, jak ważnym partnerem handlowym są dla wielu krajów Chiny, świadczą również wydarzenia podczas ostatniego szczytu Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN). Joe Biden pojechał do Kambodży z jasną misją: przeciągnąć stowarzyszenie na swoją stronę. Zachętą miały być podpisane wówczas umowy podnoszące relacje USA i ASEAN do rangi kompleksowego partnerstwa strategicznego. Biden nie otrzymał jednak tego, po co przyjechał. Raz, że ASEAN od dawna stara się unikać uwikłania w rywalizację Waszyngtonu i Pekinu, dwa – stowarzyszenie jest podzielone, a państwa członkowskie mają różne podejścia do chińsko-amerykańskiej rywalizacji. Dla wielu z nich obecność Chin to gwarant ekonomicznego rozwoju, kreowania rynków zbytu, rozbudowy infrastruktury, wielkich i ambitnych inwestycji. Chiny też były na szczycie obecne – zwróciły się do państw ASEAN z inicjatywą Pasa i Szlaku. Pekin podpisał w Kambodży kontrakty obejmujące budowę rozległej sieci dróg i mostów, w tym drogę ekspresową o wartości ponad półtora miliarda dolarów, łączącą Phnom Penh z Bavet na granicy kambodżańsko-wietnamskiej. Chiny pomogą również Kambodży w modernizacji bazy morskiej – co ciekawe, deklaracja ta padła dwa dni po tym, gdy Joe Biden wyraził zaniepokojenie chińską działalnością w kambodżańskiej bazie marynarki wojennej.

(...)

W jeszcze gorszej sytuacji finansowej znajduje się Syria, w której po ponad dziesięciu latach wojny domowej inflacja szybuje w górę (roczne stopy wzrostu cen towarów w Syrii wynoszą obecnie około 300–400%), a wartość lokalnej waluty gwałtownie spada. W wielu częściach kraju brakuje podstawowych artykułów spożywczych (w tym chleba), a 80% społeczeństwa żyje w ubóstwie. Podobnie jak w przypadku Egiptu inwestycje zagraniczne są ważnym elementem odbudowy państwa, ale – i tu kolejne podobieństwo – mało kto chce inwestować w tak niepewnej sytuacji politycznej, w dodatku w kraju rządzonym przez reżim. Stany Zjednoczone i Unia Europejska nie poczynią żadnych inwestycji, dopóki Baszar al-Asad pozostaje przy władzy. Trudno więc się dziwić, że w ubiegłym roku Damaszek dołączył do inicjatywy Pasa i Szlaku. Zresztą Chiny już wcześniej wspierały Syrię, w dodatku w czasach, gdy pandemia dobijała tamtejszą gospodarkę, a Waszyngton zwiększył nałożone na ten kraj sankcje. 

new.org.pl


Marie Luise Goldmann, "Die Welt": Stawiasz dość radykalną tezę — żadnych smartfonów dla dzieci poniżej 14. roku życia, żadnych mediów społecznościowych dla młodych ludzi poniżej 16. roku życia, żadnych smartfonów w szkole. Wiele szkół zmierza obecnie w odwrotnym kierunku.

Jonathan Haidt: Nie sądzę, by moje propozycje były czymś naprawdę radykalnym. Wyobraź sobie, że w 1990 r. zaproponowałbym, by dać dzieciom superkomputer, który będzie im przeszkadzał i odrywał od zajęć setki razy dziennie, nawet podczas lekcji. Ludzie powiedzieliby najpewniej: "jesteś szalony, dlaczego mielibyśmy to robić?". Gdyby ktoś w 1990 r. zasugerował, by wystawić dzieci na kontakt z nieznajomymi z całego świata, pozwalając im na wymianę zdjęć z obcymi czy na oglądanie pornografii — to byłaby naprawdę radykalna sugestia.

Czy był jakiś szczególny moment, w którym zdałeś sobie sprawę z tego, że sprawa jest poważna? Poważniejsza niż dotąd zakładaliśmy?

W badaniach, które prowadziłem z Gregiem Lukianoffem, przez długi czas skupialiśmy się na USA i Wielkiej Brytanii, ponieważ tamtejsze uniwersytety doświadczały tych samych problemów w tym samym czasie. W naszej książce "The Coddling of the American Mind" zajmowaliśmy się nadopiekuńczością, tj. faktem, że rozpieszczane dzieci nie zdobywają żadnego doświadczenia życiowego. Już wtedy podejrzewaliśmy, że związane jest to z mediami społecznościowymi.

Inni badacze zakwestionowali jednak nasze wnioski, stwierdzili, że nie ma dowodów na poparcie tej tezy. Szukałem więc eksperymentów i badań, które pozwolą odpowiedzieć na pytanie: co dzieje się ze zdrowiem psychicznym ludzi na całym świecie i jakie są dowody na to, że problemem są media społecznościowe? Szybko stało się dla mnie jasne, że to samo dzieje się w Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii. Ostatnio zauważyliśmy też, że problem ten dotyka przede wszystkim ludzi w Europie Północnej.

To jak globalna pandemia. Nie jest to tylko dziwactwo amerykańskiej edukacji czy amerykańskiego rodzicielstwa. Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że jest to zjawisko międzynarodowe, zdecydowałem, że muszę przestać pisać książkę o demokracji i napisać książkę o zdrowiu psychicznym.

Czy są kraje, w których nie widać, by wychowywanie dzieci od małego ze smartfonami wywoływało jakieś problemy?

Wychowywanie dzieci od małego z telefonami komórkowymi pociąga za sobą dwie ważne konsekwencje. Jedną z nich jest wzrost niepokoju i przypadków zachorowań na depresję — widać to w większości rozwiniętych krajów. Młodzi ludzie stają się coraz mniej szczęśliwi. Kiedyś badania pokazywały, że młodzi i starsi ludzie są z reguły najszczęśliwsi. Choć reguła ta sprawdzała się przez dziesięciolecia, obecnie należy do przeszłości. Od 2015 r. młodzi ludzie są najmniej szczęśliwą grupą w społeczeństwie. Mnożą się wśród nich problemy ze zdrowiem psychicznym. Chodzi jednak również o coś więcej — o zakłócenie procesu dojrzewania.

A czy to nie jest tak, że są to właśnie normalne objawy dojrzewania? I że po kilku latach ten najtrudniejszy okres minie?

Badania pokazują, że obecnie 10 proc. dziewcząt jest uzależnionych od mediów społecznościowych, a 10 proc. chłopców ma problemy z nadmiernym korzystaniem z gier wideo czy oglądaniem pornografii. Myślę, że efekty tego będą trwałe. Jeśli spędzasz kilka godzin dziennie na robieniu czegoś, co szybko wyzwala w tobie dopaminę, po prostu otrzymujesz stymulację, nie pracując na nią. Potencjał ludzki jest niszczony na dużą skalę. W niektórych przypadkach może to być nieodwracalne — tego po prostu nie wiemy.

onet.pl


Wołczańsk dzieli się na dwie części rzeką Wołczją. W mniejszej, północnej części miasta znajdują się osiedla bloków mieszkalnych, budynki administracyjne i obiekty przemysłowe. Południowa część to głównie sektor prywatny. Linia frontu przechodzi w północnej części miasta, gdzie Siły Zbrojne Ukrainy stopniowo wypychają Rosjan z zabudowy.

W ostatnich dniach w centrum uwagi znalazła się sytuacja w Wołczańskim Zakładzie Agregatów, położonym właściwie na brzegu rzeki. Według źródeł ukraińskich otoczono tam do 400 żołnierzy rosyjskich. Ukraińscy wojskowi piszą, że Rosjanie próbują uwolnić okrążony personel wojskowy, ale ponoszą straty i nie mogą osiągnąć swoich celów – wszystkie podejścia do strefy przemysłowej są pod ostrzałem. W tym samym czasie lotnictwo ukraińskie kontynuuje uderzenia w teren zakładu kierowanymi bombami lotniczymi.

Ze strony rosyjskiej pierwszy o okrążeniu Sił Zbrojnych Rosji w fabryce agregatów napisał 14 czerwca korespondent wojskowy Anatolij Radow, następnie usunął swój post z Telegrama. Już następnego dnia zaprzeczył swojemu pierwotnemu komunikatowi, stwierdzając, że w rzeczywistości nie doszło do okrążenia („ZSU tymczasowo zablokowały logistykę”), a wieczorem 15 czerwca problem został rozwiązany. Co prawda, ​​​​w niedzielę znowu zasugerował, że Rosjanie na terenie zakładu napotkali problemy. O „trudnej sytuacji na terenie zakładu agregatów” pisze także kanał telegramowy „Rybar” powiązany z Ministerstwem Obrony Federacji Rosyjskiej.

Według ukraińskiego DeepState, który 16 czerwca po południu podsumował dotychczasowe wyniki walk o fabrykę agregatów, Rosjanie od ponad miesiąca przebywają w strefie przemysłowej, gdzie przybyli w pierwszych dniach bitwy o Wołczańsk. Trasy do zakładu znajdują się od początku czerwca pod ogniem Sił Zbrojnych Ukrainy, a zaopatrywanie okopanych tam Rosjan wiąże się ze stratami i nie zawsze jest możliwe.

Równolegle z walkami miejskimi w Wołczańsku Rosjanie kontynuują umacnianie nowej linii obronnej po ukraińskiej stronie granicy – w odległości około 4 km od ukraińskich pozycji. Siły Zbrojne Ukrainy uderzają w sprzęt budowlany, ale sieć fortyfikacji stale rośnie.

Według ukraińskich żołnierzy walczących w obwodzie charkowskim, rosyjska ofensywa pomogła uzyskać pozwolenie na używanie zachodniej broni precyzyjnej do ataków na obszary przygraniczne na terytorium Rosji. O ile na początku rosyjskiej ofensywy polowe obozy, dowództwo i składy amunicji znajdowały się wystarczająco blisko strefy działań bojowych, co pozwalało skutecznie koordynować przebieg operacji wojskowej i szybko dostarczać niezbędne zaopatrzenie, to teraz Rosjanie zmuszeni są przenosić je dziesiątki kilometrów w głąb własnego terytorium. Co więcej, skupiska sprzętu i żołnierzy są teraz rażone także po rosyjskiej stronie granicy, co również nie pozwala Siłom Zbrojnym Rosji na gromadzenie sił w bezpośredniej bliskości strefy działań bojowych.

belsat.eu


Tego lata wiele barów w Moskwie pękało w szwach. Imprezy techno (na przykład zeszłotygodniowy festiwal Sigma), a także duże festiwale muzyczne (takie jak Outline i Signal, zaledwie kilka godzin jazdy od stolicy) gromadziły tysiące ludzi. Moskiewskie festiwale filmowe są nie mniej popularne.

Wojna już dawno zeszła na dalszy plan dla znacznej części obywateli. Wyjątkiem są ci, którzy zostali bezpośrednio wcieleni do walki — powiedział Denis Wołkow, szef niezależnej agencji sondażowej Levada Center. — Życie toczy się jak zwykle. W Moskwie widać ludzi, którzy jedzą na mieście, relaksują się, restauracje i teatry są pełne — powiedział portalowi The Moscow Times Wołkow.

W każdy weekend w stolicy odbywa się około 40 imprez w klubach nocnych — powiedział jeden z organizatorów, który poprosił o anonimowość, aby wypowiedzi na temat wojny nie wpłynęły na jego zarobki.

Choć liczba wydarzeń spadła, a imprezy odbywają się obecnie około półtora do dwóch razy rzadziej niż przed wojną, to rosyjskie życie nocne zdaje się kwitnąć. — Wielu naszych artystów wyjechało, a sporo międzynarodowych gwiazd zbojkotowało Rosję — powiedział organizator.

(...)

— Widzimy teraz, że liczba wydarzeń rośnie, ponieważ wiele osób wraca do Rosji — powiedział organizator imprez. Dodał, że brak obecności muzyków z zagranicy "pomimo niefortunnych okoliczności stworzył nowe możliwości dla rosyjskich artystów".

Wielu imprezowiczów powtórzyło jego pogląd. — Życie imprezowe zmieniło się w tym sensie, że kluby przestały zapraszać niektórych zagranicznych artystów, ale to daje naszym utalentowanym chłopakom świetną okazję do wyrażenia siebie — powiedziała Daria.

onet.pl/The Moscow Times


Zdobycie niemal wymarłego miasta, niegdyś zamieszkałego przez 12 tys. osób, nie powinno stanowić specjalnego wyzwania dla liczniejszej i lepiej uzbrojonej armii rosyjskiej. Jednak 10 tygodni później atak zatrzymał się, a wykrwawieni Rosjanie zdobyli może kilkadziesiąt budynków na przedmieściach Czasiw Jaru.

Co gorsza dla Rosjan, ukraiński kontratak na południe od Czasiw Jaru w ostatnich dniach wypchnął siły okupacyjne z wioski Kliszcziwka, jednego z południowych przyczółków sił rosyjskich, które próbują otoczyć Czasiw Jar.

Ukraińska obrona Chasiw Jaru, dowodzona przez 41. i 67. Brygadę Zmechanizowaną, 56. Brygadę Zmotoryzowaną i 5. Brygadę Szturmową, a także 241. brygadę obrony terytorialnej, przeszła najśmielsze oczekiwania. Jeszcze pod koniec maja ukraińska grupa analityczna Frontelligence Insight przewidywała, że Czasiw Jar „ostatecznie zostanie utracony na rzecz sił rosyjskich”.

Chociaż nadal może się to zdarzyć, obecne trendy nie wyglądają dobrze dla Rosjan atakujących Czasiw Jar. Ich wyczucie czasu było nietrafione.

Na początku kwietnia ukraińskim brygadom rozpaczliwie brakowało amunicji - głównie z powodu Republikanów w Kongresie USA, blokujących dalszą pomoc dla Ukrainy. - Nasza artyleria milczała - powiedział Kyiv Independent żołnierz 5. Brygady Szturmowej o imieniu Dmytro.

W tym samym czasie 67. Brygada Zmechanizowana, broniąca wówczas najbardziej wrażliwej dzielnicy Czasiw Jaru po odsłoniętej wschodniej stronie Kanału Donbas, topniała. Urzędnicy z Ministerstwa Obrony w Kijowie zidentyfikowali głębokie dysfunkcje w sztabie dowodzenia brygady, co skłoniło resort do rozformowania brygady, a następnie jej odbudowy - proces ten trwał tygodnie.

Dwa miesiące temu ukraiński garnizon w Czasiw Jarze był słaby. Jego obrona przeciwlotnicza była tak niewystarczająca, że rosyjskie odrzutowce szturmowe Su-25 mogły latać w odległości zaledwie kilku kilometrów od miasta, aby wystrzelić swoje rakiety - co byłoby praktycznie samobójstwem dla ich pilotów zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Na niebie roiło się od rosyjskich dronów FPV.

W pierwszych tygodniach walk w kwietniu, rosyjski 1. Korpus Armijny i sąsiednie jednostki posunęły się kilka kilometrów na północ i południe od Czasiw Jaru, ostatecznie zajmując Kliszcziwkę i Iwaniwske. Aby zdobyć tę ostatnią wioskę, Rosjanie zaatakowali ukraińską kompanię za pomocą dronów FPV i zabili lub ranili 80 proc. z jej 70 żołnierzy.

Ale potem wszystko się zmieniło. Pod koniec kwietnia przychylni Rosji Republikanie ustąpili i 24 kwietnia prezydent USA Joe Biden podpisał ustawę o nowej pomocy dla Ukrainy w wysokości 61 mld dol. W ciągu kilku dni ogromne partie amerykańskiej amunicji znalazły się w drodze na Ukrainę.

Wkrótce Rosjanie pogorszyli swój błąd. Zamiast wzmocnić swoje siły na wschodzie, 10 maja rozpoczęli ofensywę na północy Ukrainy. To Dzień Zwycięstwa w Rosji, rocznica podczas której Rosjanie świętują pokonanie nazistowskich Niemiec przez Związek Radziecki w II wojnie światowej.

Północne zgrupowanie sił rosyjskich natarło na ukraińskie brygady zmechanizowane. Od tego czasu północne pole bitwy stało się śmiertelną pułapką dla rosyjskiej piechoty.

Walki w Czasiw Jarze i jego okolicach trwały nadal. Ale po raz pierwszy od tygodni żadna ze stron nie miała znaczącej przewagi ogniowej. Ukraińcy mieli naturalną przewagę nad atakującymi armiami. Mogli okopać się i czekać na wzgórzu, podczas gdy Rosjanie musieli opuścić względne bezpieczeństwo własnych okopów i bunkrów i przejść przez nisko położony otwarty teren.

Las wokół kanału zapewnia pewną osłonę przed wszechobecnymi ukraińskimi dronami. Ale przekroczenie samego kanału oznacza opuszczenie lasu i przebiegnięcie przez jeden z dwóch mostów lądowych przecinających kanał.

To właśnie przy tych mostach lądowych ukraińskie drony i artyleria masakrują atakujących Rosjan. Kiedy niektórzy Rosjanie szukali schronienia w szerokich rurach wodociągowych, ukraińskie drony zrzucały granaty przez otwory w rurach.

onet.pl/Forbes