wtorek, 16 grudnia 2025



W dalekim roku 1924 – cztery miesiące po śmierci Lenina, w Nowym Jorku sowieckie władze utworzyły „prywatną” spółkę akcyjną Amtorg Trading Corporation. Stało się to na dziewięć lat przed oficjalnym uznaniem przez amerykański rząd ZSRS i nawiązaniem stosunków dyplomatycznych. Działająca formalnie jako organizacja czysto gospodarcza spółka stała się więc nieformalną sowiecką ambasadą, która przy okazji wypełniała funkcje wywiadowni gospodarczej oraz bazy dla zwykłych szpiegów.

Amerykańskie władze mimo szpiegowskich skandali dotyczących Amtorgu, rozumując w zachodnich kategoriach państwa prawa i liberalizmu gospodarczego, postrzegały go jako organizację komercyjną. To pozwalało mu np. na oficjalne wnioski do federalnych organów o informacje o przyszłych amerykańskich kontrahentach, czyli na możliwość dotarcia do ważnych danych wywiadowczych w majestacie prawa.

Oficjalnie Amtorg zajmował się zakupami sprzętu z USA potrzebnego sowieckiej gospodarce i nadzorował ich wysyłkę. Ponadto od 1924 r. wydawał miesięcznik naukowo-techniczny „Amerykańska Inżynieria i Przemysł”, który był wysyłany do ZSRR i dystrybuowany wśród radzieckich przedsiębiorstw oraz instytucji naukowych, by mogły się zapoznać z amerykańskimi nowinkami. Wizja zarobku szybko została dostrzeżona przez miejscowych kapitalistów: Amtorg konsultował i prowadził jego finanse jeden z największych amerykańskich banków – Chase, dziś będący częścią JPMorgan Chase Bank.

Jednak sowieckie władze wyznaczyły swojemu przedstawicielstwu w USA bardziej dalekosiężne cele niż zwykły import towarów i maszyn. W 1928 roku

Józef Stalin ogłosił „wielki przełom” i początek pierwszej pięciolatki, w czasie której ZSRS miał zamienić się z kraju rolniczego w wysoko uprzemysłowiony.

Wielki stalinowski projekt industrializacji kraju nie miał oczywiście przyziemnego zapewnienie dostatku ludności ZSRR. Chodziło o stworzenie wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, nowych ludzi – oderwanych od tradycyjnego sposobu życia. Chodziło też o zniszczenie chłopstwa jako warstwy najbardziej niezależnej od sowieckiej władzy.

Przemysł, nawet cywilny, był postrzegany nie jako ten, który zajmuje się zaspokajaniem ludzkich potrzeb, ale jako część wojennej maszyny przeciwko staremu porządkowi.

– Pozdrowienia i gratulacje dla pierwszego w ZSRS traktorowego giganta. 50 tys. traktorów, które powinniście dawać krajowi corocznie, to 50 tys. pocisków niszczących stary burżuazyjny świat i kładących drogę nowemu socjalistycznemu ustrojowi na wsi [...] – pisał w 1930 r. Józef Stalin w telegramie dla robotników zaprojektowanej przez Amerykanów Stalingradzkiej Fabryki Traktorów.

Jednak naczelnym zadaniem sowieckiego przemysłu była budowa militarnej potęgi. Zakłady powstałe w ZSRR, nawet te produkujące w teorii wyroby cywilne, były pomyślane jako przyszłe fabryki broni w nieuniknionym konflikcie kapitalistycznego i komunistycznego świata. Do dziś zaprojektowany przez Amerykanów w latach 30. Urałwagonzawod (Uralska Fabryka Wagonów) jest głównym dostawcą czołgów, które trafiają na Ukrainę. Część traktorów produkowana w czasach ZSRS były pomyślane również jako artyleryjskie ciągniki itd.

O tym, że przemysłowy system produkcji może być kluczowy dla sowieckich planów zniszczenia kapitalizmu, pisał jeszcze w 1924 r. komunistyczny przywódca i ideolog Lew Trocki:

– Zamerykanizowany bolszewizm zmiażdży i pokona imperialistyczny amerykanizm – stwierdził w swoim artykule z 1924 r. pt.„Perspektywy rozwoju świata”.

Trocki szybko stał się wrogiem Stalina. Jednak jego idea wykorzystania do walki z kapitalizmem amerykańskiego systemu produkcji stała się oficjalną ideologią przemysłową ZSRS. Wzorem – fordowska taśma produkcyjna, przy której trudzić się miała „proletariacka armia”.

Osobą, która wywarła zauważalny do dziś wpływ na sowiecki i rosyjski przemysł, był bez wątpienia amerykański przemysłowy architekt Albert Kahn. Dał się on poznać jako główny projektant fabryk i budynków użyteczności publicznej w Detroit – stolicy amerykańskiej motoryzacji. Ten pochodzący z żydowskiej rodziny emigrantów samouk i self-made man dał się poznać jako twórca rewolucji w projektowaniu przemysłowym. Dzięki niemu projekty przestrzennych, uniwersalnych budynków przemysłowych powstawały w tygodnie, a zastosowana nowa technologia używania betonu sprawiła, że zmalał ich koszt i skrócił się czas budowy.

Osiągnięcia te dostrzeżono w Amtorgu. W 1929 r. jego szef Saul Bron podpisał Kahnem pierwszy kontrakt na projektowanie Stalingradzkiej i Czelabińskiej Fabryk Traktorów. Projekty tych pierwszych fabryk powstawały w Detroit. Także ich elementy konstrukcyjne oraz wyposażenie przyjechały z USA, a produkowane traktory były kopiami tamtejszych modeli.

Gdy amerykański inżynier poradził sobie z tym zadaniem, zza oceanu ruszyły hurtowe zlecenia na de facto budowę wszechsowieckiego systemu przemysłowego. Specjalnie w tym celu w 1930 roku Najwyższa Rada Gospodarki Narodowej ZSRR i firma Kahna uzgodniły utworzenie przedsiębiorstwa konsultingowo-projektowego o nazwie Gosproektstroj z siedzibą w Moskwie, ale zarządzanego przez współpracownika Kahna,

Georga Scrimgeoura. Pracujących tam kilkudziesięciu amerykańskich konsultantów przeszkoliło ponad 4 tys. radzieckich inżynierów i wzięło udział w projektowaniu ponad 500 przedsiębiorstw. Powstały fabryki traktorów, samochodów i samolotów, zakłady metalurgiczne produkujące łożyska kulkowe, aluminium i azbest, fabryki maszyn i narzędzi, fabryki tekstylne i przetwórstwa spożywczego, elektrownie.

Moskwa, Stalingrad, Samara, Kalinin, Dniepropietrowsk, Charków, Kołomna, Magnitogorsk, Niżny Tagił, Ługańsk, Sormowo, Wierchniaja Salda, Kramatorsk, Podolsk, Nowosybirsk, Jakuck, Kamieńsk-Uralski, Kuźnieck, Czelabińsk – to sowieckie miasta, w których powstały zaprojektowane przez niego fabryki, z których większość funkcjonuje do dziś.

Kahn zresztą nie był jedynym projektantem wielkiego przemysłu. W tym samym czasie – na przełomie lat 20. i 30. XX w. – w ZSRS projektowaniem sowieckiej metalurgii zajmowała się firma Henry Freyn and Co. Przy jej współudziale powstały stalownie w Kuźniecku i Magnitogorsku. Ten ostatni, także zaprojektowany przy wsparciu firmy Kahna, był kopią największego amerykańskiego zakładu tego typu w mieście Gary w stanie Indiana.

W uprzemysłowianiu ZSRR brały udział takie amerykańskie giganty jak General Electric, Standard Oil, Radio Corporation of America czy Ford. Za technologiczną stronę budowy Gorkowskiej Fabryki Samochodów (GAZ) odpowiadał właśnie Ford. Powstanie elektrowni wodnej na Dnieprze – DnieproGES – nadzorował amerykański inżynier Hugh Cooper. Sowiecki przemysł naftowy zbudowano przy wsparciu amerykańskiego specjalisty Freda Kocha.

Związek Sowiecki miał szerokie plany industrializacyjne, jednak nie miał do tego odpowiednich kadr. Dlatego nagłe i długotrwałe załamanie światowej gospodarki w 1929 r., nazywane wielką depresją, było dla niego jak manna z nieba. Krach gospodarczy zaczął się właśnie w USA i na tamtejszym rynku pojawiły się tysiące bezrobotnych inżynierów i pracowników technicznych. Władze ZSRR postanowiły ich wykorzystać i rozpoczęły werbunek poprzez ogłoszenia prasowe. Chętnych zapraszano do „kraju, w którym przeprowadzany jest największy eksperyment na świecie, kraju, w którym mieszkają malownicze narody, panuje wspaniała przyroda, zachwycająca architektura i egzotyczne cywilizacje”.

Jednak przede wszystkim obiecywano im wysokie pensje i przywileje, których na oczy nie widzieli ich sowieccy koledzy. Gwarantowano im bezpłatną podróż, mieszkanie, otrzymywali pół wypłaty w twardej walucie, mieli dostęp do specjalnych sklepów, zapewniony wypoczynek itd. Setki tysięcy Amerykanów odpowiedziało na te wezwania, a do ZSRR trafiło kilkanaście tysięcy pracowników. Przebywali oni tam do połowy lat trzydziestych, gdy w wyniku wykształcenia się sowieckich kadr nie byli już potrzebni.

Działalność sklepów Torgsinu szczególnie nabrała obrotów w czasie wielkiego głodu lat trzydziestych w ZSRS – sprowokowanego specjalnie przez władze, które rabowały chłopów z ziarna, by móc je sprzedać na Zachodzie. Był to najbardziej ludobójczy aspekt sowieckiej industrializacji. 

Głodujący mieszkańcy wsi także byli zmuszani do zaopatrywania się w żywność w Torgsinach, gdzie w tym czasie sprzedawano najwięcej zwykłej żytnej mąki.

Sowieckie władze w ten sposób wyssały od swoich obywateli 283 mln złotych rubli, czyli w przeliczeniu ponad 2 tys. ton złota. Niemal wszystko to poszło na „amerykanizację bolszewizmu” – czyli zbudowanie przemysłowej potęgi

Industrializacja w ZSRS była też oparta na niewolniczej pracy. W Magnitogorsku w czasie budowy kombinatu stalowego na początku lat 30. prawie 40 proc. mieszkańców – ponad 80 tys. osób – stanowili więźniowie GUŁAG-u, skazani za „kontrrewolucyjną działalność”, i tzw. spiecpieriesieleńcy – głównie bogatsi chłopi „kułacy”, deportowani z innych regionów ZSRS.

Amerykańskie firmy projektowe przestały być potrzebne dokładnie w momencie, gdy ruszyły zaprojektowane przez nie fabryki i został wyszkolony personel, który mógł już projektować następne zakłady. W 1932 sowieckie władze nie przedłużyły kontraktu Albertowi Kahnowi. A wkrótce sowieckie władze i ich propaganda zaczęły wypierać się amerykańskiego wkładu w industrializację. Miała być ona przeprowadzona „bez grabieży kolonii” i kapitału zagranicznego. Sowiecka prasa, reagując na publikacje Kahna o budowie sowieckiego przemysłu, oskarżała go o nadmierne akcentowanie swojej roli. Okazało się, że żadna filia firmy Kahna nie funkcjonowała w Moskwie, a amerykańskim inżynierom wyznaczono rolę jedynie pomocy technicznej.

Podobnie przestali być potrzebni amerykańscy specjaliści w wybudowanych zakładach. Wykształcili oni bowiem miejscowe kadry. Do 1935 r. większość z nich wróciła do swojego kraju. Jednak bywali tacy, którzy na swoje nieszczęście zakładali rodziny w ZSRS i przyjmowali sowieckie obywatelstwo. Stawali się automatycznie ofiarami wielkiej stalinowskiej czystki jako szpiedzy kapitalistycznej Ameryki.

Kahn, główny projektant sowieckich fabryk, nie był wcale zwolennikiem komunizmu i traktował swoją relację z ZSRS jak „lekarza z pacjentem”, który pomaga temu krajowi w rozwiązaniu problemu braku przemysłu. Z kolei Henry Ford przynajmniej oficjalnie widział swój udział w industrializacji ZSRS w bardziej idealistyczny, „postępowy” sposób.

– [...] niezależnie od tego, gdzie prosperuje przemysł – czy w Indiach, Chinach czy Rosji – tym większy zysk odniosą wszyscy, w tym my. Cały świat z pewnością odniesie z tego korzyści – mówił, komentując podpisanie kontraktu na budowę fabryki GAZ.

Nie wszyscy amerykańscy kapitaliści pozostali ślepi na to, czemu służyli, tworząc sowiecki przemysł. Wspomniany już nafciarz Fred Koch, po odwiedzeniu ZSRS, przeraził się panującą tam rzeczywistością i do końca życia wyrażał żal, że brał udział w budowie komunistycznego państwa (choć akurat popchnęło go to do wspierania nazistowskich Niemiec).

Zbudowanie przy pomocy amerykańskich firm sowieckiego przemysłu zagrało na rzecz interesów USA w czasie II wojny światowej. ZSRS dzięki niemu pokonał III Rzeszę i Japonię. Potem jednak rozpoczęła się kosztowna dla Ameryki zimna wojna, w czasie której również lała się krew amerykańskich żołnierzy – i to już pięć lat po zakończeniu II wojny światowej, w czasie wojny koreańskiej. Dla naszej części Europy sowiecka potęga przemysłowa oznaczała zaś podbój i narzucenie władzy Moskwy.

Po II wojnie światowej USA zaczęły prowadzić świadomą politykę unikania współpracy gospodarczej z ZSRS. Pod koniec lat 70. zaczęto szukać równowagi dla Sowietów w komunistycznych Chinach. I tak jak w latach 30. XX w. – ZSRS – właściwie powtórzyły scenariusz uprzemysłowienia przyszłego geopolitycznego przeciwnika. Tyle że w jeszcze bardziej negatywny dla USA sposób. Amerykańskie prywatne firmy zbudowały swoje fabryki za swoje pieniądze dezindustrializując przy tym same USA. Chińczycy na tej podstawie zdobytego doświadczenia stworzyli swoją bazę produkcyjną, dzięki której skutecznie konkurują z Zachodem.

pl.belsat.eu


Sto lat temu kto, jak kto, ale wielcy biznesmeni ówczesnego świata mieli jak najmniej powodów, by ufać Leninowi i bolszewikom. Ci otwarcie komunikowali, że ich celem jest wytępienie kapitalistów. A jednak był taki czas, kiedy wielki biznes z Zachodu, a zwłaszcza z Ameryki uwierzył Włodzimierzowi Leninowi. 

"– Czułem się, jakbym został wyniesiony na szczyt góry z widokiem na całą Rosję, a Lenin powiedział: Teraz wybierz, co chcesz robić. Przede mną rozciągał się rozległy kraj z niezliczonymi zasobami naturalnymi, niewyczerpanymi rezerwami siły roboczej i praktycznie niewykorzystanym potencjałem, a ja otrzymałem przyjazne wsparcie od jego przywódcy, prawdopodobnie najpotężniejszego wówczas człowieka na świecie. Byłem zachwycony możliwościami, jakie się przede mną otwierały."

Tak wspominał w swoich zapiskach biograficznych pewien amerykański biznesmen.  Był nim Armand Hammer. Kontrowersyjny miliarder sto lat temu robił interesy w ZSRR. Pochodził wprawdzie z rodziny zafascynowanej komunizmem i sam w idee Lenina wierzył. Sprytnie jednak wytłumaczył sobie, jak połączyć kapitalistyczną potrzebę maksymalizacji zysku z radzieckim komunizmem. 

Hammer pojechał do Moskwy w 1921 r. jako 23-latek. I był oczarowany Leninem. Radziecki dyktator roztoczył przed Amerykaninem wizję gigantycznych interesów. Po rewolucji i wojnie domowej bolszewicy potrzebowali dwóch rzeczy: kapitału i technologii. Kraj był wyniszczony, biedny i głodował. Lenin nie mógłby ruszyć ze swoimi wielkimi projektami industrializacji i budowy machiny wojennej bez inwestycji z zewnątrz nic z tych planów by nie wyszło. Doraźnie potrzebna była żywność, bo w ZSRR panował głód. 

Tylko że ówczesny świat zachodni był przerażony rewolucją w Rosji. Zachód dopiero co poniósł porażkę, wspierając kontrrewolucję i interweniując po jej stronie w wojnie domowej. Europa i Ameryka było w szoku, dowiadując się o bestialstwie bolszewików, krwawych masakrach, egzekucji carskiej rodziny i planach Lenina eksportu rewolucji do Europy. Radziecka Rosja znalazła się w całkowitej izolacji. 

Bolszewicy wymyślili jednak sprytny plan, jak z owej izolacji wyjść. Lenin ogłosił NEP (Nową Ekonomiczną Politykę), czyli wprowadził wiele elementów wolnego rynku do komunistycznej gospodarki ZSRR. Młody Armand Hammer dostał koncesje na wydobycie azbestu, import kawioru i skór z Rosji. Do ZSRR dostarczał pszenicę i inne dobra. Poprzez spółkę, Allied American Corp. którą dziś można by nazwać joint-venture z bolszewikami, prowadził handel, ale i stopniowo wprowadzał do państwa Lenina kolejne, amerykańskie koncerny. Hammer był po prostu lobbystą i agentem Kremla w USA. Lenin mawiał, że “kapitaliści sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy”. Wódz bolszewickiego przewrotu potrafił skutecznie zachęcić “sprzedawców sznurka”. 

W okresie NEP-u w ZSRR pojawiło się wiele, dużych, amerykańskich firm. Ford wybudował fabrykę w Niżnym Nowogrodzie (późniejsze miasto Gorki i zakłady GAZ, produkujące potem m.in. samochody marki Wołga). General Electric dostarczał turbiny, generatory i oprzyrządowanie dla elektrowni. W ZSRR inwestowały giganty: DuPont, Westinghouse, International Harvester (maszyny rolnicze – sukcesorami firmy są dziś Case i Navistar), Singer i firmy naftowe. Amerykańskie koncerny hojnie dostawały koncesje i tworzyły spółki joint-venture w ZSRR. 

W tym samym czasie Kreml prowadził podjazdową wojnę z Zachodem, wysyłał agentów i cały czas groził eksportem rewolucji. Inwestycyjne eldorado i marzenia o rosyjskich bogactwach skończyły się wraz z dojściem Stalina do pełnej władzy. Stalin od razu zlikwidował koncesje, a amerykańskie firmy wycofały się szybko z ZSRR. Mimo że handel z USA trwał jeszcze w latach 30. i Amerykanie nadal dostarczali technologie, to inwestycyjne eldorado się skończyło.  

pl.belsat.eu


W ostatnich czterech miesiącach o prawie 100 proc. wzrosła liczba antyukraińskich treści - do blisko 186 tys. - wynika z najnowszego raportu Instytutu Monitorowania Mediów (IMM) i Stowarzyszenia Demagog. Ich zasięg oszacowano na 66,4 mln, co oznacza, że statystyczny internauta powyżej 15. roku życia mógł zetknąć się z takimi treściami średnio dwa razy.

(...)

Według raportu znaczną część antyukraińskich narracji w sieci tworzą konta związane ze środowiskami politycznymi. Autorzy podkreślają, że prym wiodą profile powiązane z Grzegorzem Braunem: jego konto w serwisie X, prywatny fanpage na Facebooku oraz oficjalny profil partii Konfederacja Korony Polskiej. 

W zestawieniu facebookowych kont najbardziej aktywnych w publikowaniu antyukraińskiej propagandy pierwsze miejsce po raz kolejny zajmuje profil europosła Brauna, a trzecie - fanpage jego ugrupowania. Dziesiąte miejsce przypadło innemu politykowi tej formacji, Włodzimierzowi Skalnikowi.

Najwięcej antyukraińskich treści jest na platformie X. Siedem z dziesięciu najpopularniejszych kont szerzących narracje antyukraińskie pojawiło się już w poprzedniej edycji raportu. Wśród autorów wyróżniono m.in. Gadowskiego Witolda, Martina Demirowa, Grzegorza Brauna oraz profil "Chłop Antoni".

Eksperci wskazują konkretne momenty, w których nastroje antyukraińskie w internecie gwałtownie narastały. Najwięcej wpisów pojawiło się pod koniec sierpnia, po zawetowaniu przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawy o pomocy Ukraińcom. Kolejne fale nastąpiły we wrześniu - po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony - oraz w połowie listopada, po akcie kolejowej dywersji przypisywanej Rosji.

Raport odnotowuje również wzmożenie nastrojów antyukraińskich po sierpniowym koncercie białoruskiego rapera Maxa Korzha w Warszawie, na którym pojawiła się czerwono-czarna flaga OUN-UPA. Wydarzenie to wywołało oburzenie opinii publicznej i przełożyło się na kolejne fale wpisów.

Propaganda antyukraińska obejmuje szeroki zakres tematów, m.in.:

narracje obwiniające Ukraińców za wybuch wojny,
treści negujące trwający konflikt,
zaprzeczanie rosyjskim zbrodniom wojennym w Buczy czy Mariupolu,
dezinformację dotyczącą wewnętrznej polityki Ukrainy, w tym przerw w dostawach prądu,
krytykę polskiego wsparcia dla Ukrainy, w tym ataki na Radosława Sikorskiego i działania rządu.

W raporcie opisano również kampanie uderzające w prezydenta Ukrainy. Wołodymyrowi Zełenskiemu przypisywano m.in. "defraudację pieniędzy (np. na rzekomy zakup hotelu)", zaś byli posłowie Jacek Wilk i Janusz Korwin-Mikke mieli powielać "fałszywą narrację przedstawiającą ukraińskiego prezydenta jako nielegalnego uzurpatora".

Analitycy zwracają uwagę na aktywne wykorzystywanie trudnej historii polsko-ukraińskiej przez rosyjskie ośrodki wpływu. Marcin Fic z Demagoga podkreśla, że Kreml chętnie sięga po wątki związane z rzezią wołyńską czy działalnością UPA, aby podsycać niechęć pomiędzy narodami.

Przykładem manipulacji jest dewastacja pomnika w Domostawie, której - jak ustalono - dopuścił się Ukrainiec działający na zlecenie Rosji. 

Aktorzy dezinformacji, w tym politycy - Grzegorz Braun i Ewa Zajączkowska - pominęli kontekst działania na zlecenie Rosji i wykorzystali to zdarzenie do antagonizowania Polaków i Ukraińców - wskazuje Fic. 

W internecie szeroko kolportowane są również kremlowskie twierdzenia o rzekomej "powszechności nazizmu" w Ukrainie.

Antyukraińskie treści stały się, jak oceniają autorzy raportu, stałym elementem polskiego internetu. Eskaluje przy każdym wydarzeniu wywołującym emocje - i to zazwyczaj te negatywne - zwraca uwagę Monika Ezman, dyrektor zarządzająca usługami IMM. Jak dodaje, platforma X szczególnie sprzyja rozprzestrzenianiu radykalnych przekazów, ponieważ obowiązują tam mniej restrykcyjne zasady moderacji.

Jednym z przykładów budowania napięcia społecznego są komentarze sugerujące "ukrainizację" Polski. W raporcie przytoczono m.in. wypowiedź Konrada Berkowicza, który w październiku komentował niebiesko-żółte oznaczenia strefy Kiss&Ride w Rzeszowie, pytając: "Czy to jeszcze Polska?"

Inne narracje przedstawiają Ukraińców jako obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. Marcin Fic podkreśla: Profile, które obserwujemy, budują poczucie zagrożenia ze strony Ukraińców w inny sposób - przedstawiają ich jako obciążenie dla systemu opieki zdrowotnej, z powodu czego Polacy rzekomo ponoszą straty. 

Tego rodzaju przekazy fałszywie sugerują konflikt interesów pomiędzy leczeniem Polaków a pomocą uchodźcom.

rmf24.pl