sobota, 6 stycznia 2024


Przykładem modelowej transformacji energetycznej jest Chile. W 2012 r. ze słońca i wiatru pochodziło zaledwie 0,6 proc. podaży energii. Dziesięć lat później te dwa źródła generowały już 28 proc. energii w kraju i wyprzedziły węgiel. Spowodowało to spadek emisji dwutlenku węgla w sektorze elektroenergetycznym o 15 proc. mimo całkowitego wzrostu popytu na energię o ponad jedną czwartą – wynika z analizy Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE). Rok 2022 był wyjątkowy dla chilijskiej energetyki. Produkcja energii ze słońca wzrosła o jedną trzecią, a z wiatru i wody – o ponad 22 proc. Udział energii słonecznej w produkcji energii w kraju w 2022 r. przekraczał 17 proc. Chile zastosowało szczególne rozwiązanie. Na pustyni Atakama, w miejscu o największym nasłonecznieniu na świecie, wykorzystuje wieże ze skoncentrowanym roztworem soli, które w ciągu dnia gromadzą energię cieplną pochodzącą z paneli PV i oddają ją w nocy w postaci pary wodnej do turbin. Pozwala to nieprzerwanie produkować prąd ze słońca. Kraj zadeklarował całkowitą dekarbonizację energetyki do 2030 r.

Ciekawym przypadkiem realizacji słonecznej strategii jest Holandia. W 2015 r. słońce generowało tam zaledwie 1 proc. energii, a obecnie to unijny rekord – 15 proc. i ponad 2 mln domów z panelami na dachach. Tym samym słońce dostarcza więcej energii niż elektrownie węglowe. W kraju jest mało ziemi i należy ona do najdroższych w Europie, dlatego fotowoltaikę instaluje się niemal wszędzie: na garażach, lotniskach, stacjach kolejowych, opuszczonych kościołach, sztucznych jeziorach i łąkach. Przy czym standardem są uzgodnienia z lokalnymi społecznościami, a niepisaną zasadą – oddawanie im nawet 50 proc. wytwarzanej energii. To sprawia, że w kraju jest zainstalowanych obecnie ponad 48 mln paneli PV. Według SolarPower Europe, stowarzyszenia zrzeszającego sektor fotowoltaiczny, Holandia ma obecnie średnio dwa panele fotowoltaiczne na mieszkańca, a moc zainstalowana przekracza 1 kilowat (KW) na osobę, co jest nie tylko europejskim rekordem. W tych warunkach narodowy cel – 70 proc. energii ze źródeł odnawialnych do 2030 r. –można uznać za realny.

Do krajów europejskich, w których najdynamiczniej przybywa instalacji solarnych, trzeba zaliczyć też Polskę. Rok 2021 był pod tym względem rekordowy, ponieważ przybyło wówczas aż 3,3 GW mocy. Obecnie prosumenci dysponują mniej więcej 70 proc. instalacji, pozostała część ma charakter komercyjny. Taka struktura jest wynikiem działania rządowego programu wsparcia prosumentów „Mój Prąd”, ale także ograniczeń w przyłączeniach do sieci większych instalacji komercyjnych. W marcu 2023 r. ponad 1,24 mln instalacji PV o zainstalowanej łącznej mocy 9,35 GW było przeznaczonych dla polskich gospodarstw domowych. Łącznie z instalacjami komercyjnymi stanowiło to 12,2 GW przy mocy całkowitej wszystkich źródeł energii w Polsce w wysokości 61,5 GW. Udział fotowoltaiki w całkowitej mocy generowanej w Polsce nie przekraczał jednak w 2022 r. 5 proc., przede wszystkim ze względu na warunki atmosferyczne. Turbiny wiatrowe, mimo że ich moc zainstalowana była wyraźnie mniejsza, w rzeczywistości wyprodukowały więcej energii. Największą – zarówno w Polsce, jak i Europie Środkowo-Wschodniej – instalacją PV jest farma fotowoltaiczna Zwartowo (204 MW) w województwie zachodniopomorskim uruchomiona w 2022 r. przez firmę Respect Energy.

obserwatorfinansowy.pl


Czy moździerze kal. 120 mm mogą być jakimś substytutem artylerii kal. 105 mm?

Wręcz przeciwnie! To stare haubice 105 mm L118/M119 i Mod. 56 stały się substytutem stale brakujących Ukraińcom ciężkich moździerzy. Wojna na Ukrainie pokazuje ogromną rolę moździerzy podczas walk o miasta i w terenach leśnych. Ponadto mają one ogromne znaczenie dla jednostek lekkich, takich jak brygady desantowo-szturmowe, piechoty morskiej czy obrony terytorialnej, przy czym te ostatnie w ogóle nie posiadają ciężkiej artylerii (samobieżnej i rakietowej)…

Bez klasycznych 120 i 81 mm moździerzy pododdziały piechoty w obronie, zarówno w terenie zurbanizowanym jak i fortyfikacjach polowych – pozostają bez wsparcia. Natomiast moździerze samobieżne nie spełniają swej roli w tych warunkach.

(...)

Na koniec chciałbym Cię zapytać jak wojna na Ukrainie wpłynęła na postrzeganie artylerii ciągnionej wśród wojskowych? Czy widać jakąś zmianę w rozumieniu jej roli na współczesnym polu walki, czy raczej udowodnienie dawno postawionych tez?

Wojna na Ukrainie ukazuje nam ciekawy precedens: artyleria ciągniona, która przed rokiem 2014 wydawała się być w stanie schyłkowym, odgrywa dziś w walce ogromną rolę i to po obu stronach konfliktu. Cóż z tego, że jest mniej mobilna od artylerii samobieżnej, a przez to (teoretycznie) bardziej podatna na zniszczenie, skoro jest jej dużo, jest tańsza, a więc bardziej i szybciej dostępna. Mówiąc „szybciej” mam na myśli nie tylko ekspresowe dostawy na duże odległości (działa ciągnione z Zachodu), ale i szybsze przywracanie do służby niż w wypadku dział samobieżnych (Rosja).

Co jednak najważniejsze: przy długotrwałej wojnie i przy powołaniu ogromnych rzesz rezerwistów – artyleria ciągniona jest prostsza w obsłudze. Dlatego haubica M777, choć okazała się niewygodna w manewrowaniu i (teoretycznie) bardziej wrażliwa na ogień przeciwnika, jest jednak łatwa w obsłudze i bardzo celna, a z nową NATO-wską amunicją ma taki sam zasięg, jak jej samobieżne koleżanki. Jeśli więc mamy tworzyć jakieś zapasy sprzętowe w zakresie artylerii, to nowoczesne działa ciągnione nadają się do tego najlepiej.

Poza tym musimy myśleć o artylerii zdolnej do przerzutu. Skoro zrezygnowaliśmy z koncepcji Kryla, to coś go musi zastąpić, abyśmy mogli realizować zadania wsparcia sił Sojuszu na flankach, lub w przyszłości – kto wie – w kolejnych misjach zagranicznych…

Myślę, że niewielu ludzi te cechy artylerii ciągnionej dziś dostrzega i docenia. Wielu z nas, także artylerzystów, uległo (podobnie jak w latach 60. ubiegłego wieku) fascynacji możliwościami artylerii rakietowej lub nie dostrzega problemów artylerii samobieżnej…

Przede wszystkich chciałbym jednak zaprzeczyć powszechnie panującemu poglądowi, że działa ciągnione są bardziej narażone na duże straty z powodu swej niskiej manewrowości i braku osłony obsług. W toku wojny Ukraina otrzymała z Zachodu ponad 400 dział ciągnionych, z czego straciła około 10%. Czy to dużo? Porównajmy to ze stratami systemów samobieżnych: otrzymano ich ponad 450, a utracono około 13%. Najbardziej miarodajne będzie moim zdaniem porównanie dwóch najliczniej występujących tam dział w obu kategoriach: straty ciągnionych M777 i samobieżnych Krabów kształtują się na tym samym poziomie – około 20%…

defence24.pl