środa, 3 stycznia 2018


Putin odwiedził zakłady, produkujące samochody GAZ, z okazji ich 85-lecia i uczestniczył tam w mityngu połączonym z koncertem. Jeden z robotników dziękując mu za przyjazd zapewnił, iż wszyscy zgromadzeni na sali popierają go, i poprosił, by szef państwa poinformował o swojej decyzji w sprawie przyszłorocznych wyborów.

Putin zareagował uwagą, że "nie ma lepszego miejsca i lepszej okazji, by o tym ogłosić", i zadeklarował: "wysunę swoją kandydaturę na stanowisko prezydenta Federacji Rosyjskiej". Dodał następnie: "jestem przekonany, że wszystko nam się wspólnie uda". Sala przyjęła jego słowa wybuchem entuzjazmu.
Spotkanie z robotnikami poprzedziła w środę rozmowa Putina z uczestnikami ogólnokrajowego zjazdu wolontariuszy. Również tam padło pytanie o wybory, na co Putin zapytał młodych wolontariuszy, czy w razie decyzji o starcie może liczyć na ich poparcie. Sala zareagowała aplauzem i chóralnym okrzykiem "Tak!". Wówczas Putin obiecał, iż podejmie decyzję w najbliższym czasie.

Również w środę rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział dziennikarzom, że decyzja Putina w sprawie udziału w wyborach może zapaść w każdym momencie.

bankier.pl

Owszem, Stany Zjednoczone są zamożnym krajem. Ale słynna maksyma lorda Actona pasuje na tyle dobrze do państw, na ile do pojedynczych ludzi: każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. Amerykańscy plutokraci od tak dawna dysponują tak wielką władzą, że teraz zachowują się wobec słabszych i wobec środowiska naturalnego, jakby nie mogła ich spotkać za to żadna kara.

Od lat sytuację dominują dodatkowo cztery potężne ośrodki lobbingowe: Big Oil (nafta), prywatna opieka zdrowotna, kompleks wojskowo-przemysłowy i Wall Street. Wydaje się, że o interesy tych grup szczególnie dobrze dba administracja prezydenta Donalda Trumpa, który w gabinecie ma samych korporacyjnych lobbystów i paru prawicowych miliarderów. (...)

Emisje CO2 z sektora energetycznego rocznie w przeliczeniu na głowę mieszkańca wynoszą w Stanach 16,4 tony i są najwyższe na świecie wśród dużych gospodarek. Ten sam wskaźnik w Niemczech wynosi 9,2 tony. Amerykańska agencja ochrony środowiska, która teraz przeszła w ręce lobbystów z sektora paliw kopalnych, co tydzień usuwa jakieś regulacje dotyczące ochrony środowiska (wiele z podjętych przez nią działań zostało zaskarżonych do sądów).

Cele Zrównoważonego Rozwoju zakładają też zmniejszenie nierówności społecznych. Różnice w dochodach między obywatelami USA przez ostatnie 30 lat wzrosły niebotycznie. Współczynnik Giniego, który wynosi w Stanach 41,1, jest drugim najwyższym na świecie w grupie państw zamożnych (po Izraelu – 42,8). Republikańskie postulaty cięć podatkowych jeszcze bardziej powiększyłyby te nierówności. Wskaźnik ubóstwa względnego (odsetek gospodarstw z dochodami poniżej połowy mediany) to 17,5 proc., co jest z kolei drugim najwyższym w OECD (znów tuż za Izraelem).

Dalej: chociaż zgodnie z założeniem Celów Zrównoważonego Rozwoju powinniśmy dążyć do zapewnienia powszechnego, jakościowego zatrudnienia, to amerykańscy pracownicy jako nieomal jedyni w grupie OECD nie mają gwarantowanego urlopu zdrowotnego, urlopu ze względów rodzinnych i wakacji. Coraz więcej z nich haruje w fatalnych warunkach bez żadnego zabezpieczenia socjalnego. Około dziewięć milionów znalazło się w egzystencjalnej pułapce życia poniżej poziomu ubóstwa.

Amerykanie cierpią również z powodu epidemii niewłaściwego odżywiania, której patronuje potężne lobby branży fast-foodowej. Ten przemysł de facto zatruł mój naród, serwując wszystkim dietę z produktów przetworzonych w niezdrowy sposób, pełnych nasyconych tłuszczów, cukru i chemicznych dodatków. Rezultat tych działań to wskaźnik otyłości, który wynosi w USA 33,7 proc. i jest zdecydowanie najwyższy w grupie OECD. Ma to ogromne negatywne konsekwencje dla zapadalności na choroby niezakaźne. Oczekiwana długość życia w dobrym zdrowiu (lata przeżyte bez poważnych chorób, liczone od urodzenia) wynosi w USA tylko 69,1 lat, podczas gdy w Japonii to 74,9, a w Szwajcarii – 73,1.

Cele Zrównoważonego Rozwoju wzywają do zapewnienia pokoju, tymczasem amerykański kompleks wojskowo-przemysłowy dąży do rozpoczynania potencjalnie niekończących się wojen (Afganistan, Irak, Syria, Jemen, Libia, by wymienić tylko kilka) i prowadzi sprzedaż broni na wielką skalę.

krytykapolityczna.pl

Zdaniem Myśliwiec obecne nasilenie nastrojów separatystycznych spowodowały dwie kwestie - kryzys ekonomiczny z 2008 roku oraz sprawa statutu Katalonii. "Najbardziej zapalnym punktem" był rok 2006, gdy Katalończycy z socjalistycznym wówczas rządem centralnym opracowali nowy statut autonomii, w którym główne kwestie dotyczyły uznania Katalończyków za naród i negocjowania z politycznym centrum specjalnych warunków rozliczania się z Madrytem. "Statut został zaakceptowany przez regionalny parlament, przez obywateli w referendum, jak również zatwierdzony przez parlament centralny Hiszpanii i podpisany przez króla, (...) jednak (rządząca obecnie) Partia Ludowa skierowała ten statut do Trybunału Konstytucyjnego" - tłumaczyła Myśliwiec.

W 2010 r. Trybunał wydał orzeczenie, uznając wiele przepisów statutu za niekonstytucyjne, "upokarzając Katalończyków; a na to wszystko nałożył się kryzys ekonomiczny z 2008 roku" - oceniła rozmówczyni PAP, dodając, iż jako że Trybunał unieważnił wówczas część zawartych w statucie przepisów, Katalonia ma statut, w którym nie określa się Katalończyków jako naród i który ich zdaniem "nie wygląda tak, jak powinien".

Zapytana, czy niepodległa Katalonia przetrwałaby poza Hiszpanią, Myśliwiec odpowiedziała: "Po odprowadzeniu wszystkich należnych Madrytowi podatków Katalonia ma budżet regionalny na poziomie mniej więcej jednej trzeciej (budżetu) państwa polskiego, przy 7 mln mieszkańców". "Myślę, że przy rozważeniu przypadku, w którym Katalonia nie musiałaby odprowadzać podatków do Madrytu, (...) odpowiedź na to pytanie jest absolutnie jasna" - dodała.

forsal.pl

„Nie robię tego dla pieniędzy. Mam ich aż nadto, więcej niż kiedykolwiek będę potrzebował. Robię to, bo chcę to robić. Interesy to moja forma sztuki”. To pierwsze zdanie ze słynnej „autobiografii” Trumpa „The Art of a Deal”, napisanej przez dziennikarza Tony’ego Schwartza. Pierwsze zdanie i pierwsze kłamstwo.

Miłość do pieniędzy to jedna z dwóch najważniejszych cech Donalda Trumpa, które zdaniem Davida Cay Johnstona, autora biografii prezydenta Stanów Zjednoczonych „Donald Trump. Jak on to zrobił?”, najlepiej pomagają zrozumieć jego decyzje i metody działania. Owa namiętność jest tak wielka, że przybiera niekiedy kuriozalne formy. W 1990 r. satyryczny magazyn „Spy” postanowił sprawdzić, jak skąpi są najbogatsi nowojorczycy. W tym celu dziennikarze założyli lipną firmę i do 58 nowojorskich bogaczy wysłali informację o rzekomo należnym im zwrocie pieniędzy. Suma wypisana na czeku była zawrotna – 1 dolar i 11 centów – a celem zabawy było sprawdzenie, czy któryś z adresatów zrealizuje czek. Każdy, kto to zrobił, otrzymywał kolejny, tym razem na kwotę o połowę mniejszą. Kiedy zabawę zakończono, na polu bitwy zostało tylko dwóch uczestników, w tym Donald Trump. Rzekomy miliarder, samozwańczy król luksusu, który twierdzi, że interesów „nie robi dla pieniędzy”, podpisał i zdeponował czek na… 13 centów, czyli niespełna 50 groszy [Johnston, s. 155].

Podobną historię opowiada w swojej książce „Trump & Me” dziennikarz „New Yorkera” Mark Singer, który wysłał Trumpowi czek na 37,82 dolarów, czyli około 140 zł. Miał to być ironiczny dowód wdzięczności za skok sprzedaży książki Singera po tym, jak Trump publicznie ją skrytykował, odsądzając autora od czci i wiary. Po kilku dniach Donald pieniądze pobrał.

(...)

Myliłby się jednak ten, kto uważałby, że stosunek Trumpa do mediów jest wyłącznie instrumentalny. Prezydent nie tylko z nich korzysta. On kocha w nich być, a strach przed utratą zainteresowania publiczności to druga – obok miłości do pieniędzy – cecha, która zdaniem Johnstona pozwala najpełniej zrozumieć Trumpa.

To właśnie dlatego, choć nasz bohater już nie raz zapowiadał start w wyborach prezydenckich, ale potem zawsze szybko się wycofywał, tym razem Johnston od początku traktował jego kandydaturę poważnie. Dlaczego?

„Trump opadał w rankingach. Zagrażało mu zdjęcie z anteny jego programu [reality show, „The Apprentice”, w którym uczestnicy pracują jako handlarze nieruchomości i walczą o nagrodę w postaci pracy w firmie Trumpa; przyp. red.]. Wiedziałem, że on, człowiek nabożnie czytający nowojorskie tabloidy, nie mógłby sobie chyba wyobrazić gorszego losu (poza śmiercią) niż przeczytanie w dziennikach «Daily News» lub «New York Post» nagłówka: «NBC do Trumpa: wylatujesz!»” [Johnston, s. 11].

Obsesyjne wręcz zainteresowanie Trumpa oglądalnością jego programu i tym, jak jest przedstawiany w mediach, potwierdzają inne źródła. Autorzy „Trump Revealed” opisują swoją rozmowę z przyszłym prezydentem w Trump Tower, podczas której Trump zaprowadził ich do niewielkiego pokoju ze stołem konferencyjnym ustawionym pośrodku pomieszczenia. Stół był szczelnie przykryty grubą warstwą rozmaitych gazet i magazynów z Trumpem na okładce. „Wszystko to z ostatnich czterech miesięcy”, miał powiedzieć Donald. „Okładka «Time’a» trzy razy w ciągu czterech miesięcy. Nikt nigdy przedtem. To niesamowite” [Kranish, Fisher, s. 333].

kulturaliberalna.pl