poniedziałek, 13 lutego 2023


Rosja bada obecnie linie obronne Ukrainy przed spodziewaną ofensywą, która zdaniem wielu może nastąpić lada dzień. W tym samym czasie sama prawdopodobnie straciła całą elitarną 155. Brygadę Piechoty Morskiej podczas szturmu na Wuhłedar.

— Duża liczba sił wroga, w tym sztab dowodzenia, została zniszczona w pobliżu Wuhłedaru i Marjinki w obwodzie donieckim. Ponadto w ciągu ostatniego tygodnia przeciwnik stracił około 130 jednostek sprzętu, w tym 36 czołgów — powiedział POLITICO Ołeksij Dmytraszkiwski, przedstawiciel sił krymskiego kierunku obrony armii ukraińskiej.

— Siły rosyjskie traciły dziennie od 150 do 300 żołnierzy piechoty morskiej w pobliżu Wuhłedaru — powiedział. Ocenił, że brygada liczyła łącznie około 5 tys. żołnierzy.

Rosyjskie porażki taktyczne wokół Wuhłedaru prawdopodobnie jeszcze bardziej osłabiły przekonanie rosyjskich ultranacjonalistów co do tego, że siły Moskwy są w stanie przeprowadzić decydującą operację ofensywną — poinformował w swojej najnowszej aktualizacji Instytut Studiów nad Wojną. Prokremlowscy blogerzy wojskowi opłakiwali ogromne straty i krytykowali rosyjskie dowództwo za wysłanie elitarnych oddziałów do frontalnych ataków.

Ukraińscy żołnierze opublikowali także wideo, na którym widać panikę rosyjskich żołnierzy i ich gromadzenie się na polu bitwy w pobliżu Wuhłedaru. — Idźcie zrobić cmentarz! Rany, pierwsza kolumna poszła tam i została zniszczona na skutek wybuchu, a potem druga poszła dokładnie tą samą trasą — słychać ukraińskich artylerzystów, obserwujących Rosjan zbliżających się do Wuhłedaru.

— 155. brygada musiała już trzykrotnie uzupełniać skład osobowy. Pierwszy raz po Irpieniu i Buczy, drugi raz, gdy została pokonana pod Donieckiem — znów się odbudowała. Teraz prawie cała została zniszczona pod Wuhłedarem — powiedział Dmytraszkiwski.

Rosyjskie środowisko wojskowych i nacjonalistów boleśnie przyjęło porażkę pod Wuhłedarem. Instytut Studiów Wojennych poinformował, że ostatnie nagrania z nieudanych rosyjskich ataków w pobliżu miasta skłoniły niektórych rosyjskich blogerów wojskowych do wezwania do publicznych procesów przeciwko wysokim rangą oficerom, ponieważ wciąż powtarzają te same błędy.

Porażka nastąpiła zaledwie kilka dni po tym, jak minister obrony Rosji Siergiej Szojgu poinformował o "udanej ofensywie pod Wuhłedarem". W odpowiedzi na to ukraińskie Ministerstwo Obrony zamieściło wideo przedstawiające niszczenie rosyjskiej kolumny wojskowej w tym rejonie.

Były pułkownik FSB i były dowódca prorosyjskich bojówek w Donbasie Igor Girkin, (...), nazwał rosyjskich generałów "kompletnymi kretynami, którzy nie uczą się na własnych błędach".

Na swoim kanale na Telegramie Girkin, który używa pseudonimu Igor Striełkow, powtórzył trwającą od pewnego czasu krytykę rosyjskiego środowiska wojskowego wobec dowódców. Potwierdził, że siły rosyjskie pod Wuhłedarem musiały posuwać się w kolumnach zmotoryzowanych i czołgowych po wąskich drogach, co skończyło się ich spiętrzeniem.

"Ukraińska artyleria strzela wyjątkowo celnie. Stracono ponad 30 jednostek pojazdów pancernych. Zginęły dziesiątki czołgistów, jeszcze więcej marines, sił specjalnych i strzelców zmotoryzowanych" — napisał Girkin. "Wszystkie te straty okazały się »jednostronne« — Ukraińcy strzelali do napastników jak na strzelnicy".

Klęskę pod Wuhłedarem Girikin uznał za koniec ofensywy armii rosyjskiej na całym froncie donieckim.

Kijów nie spieszy się jednak ze świętowaniem zwycięstwa. Siły rosyjskie nadal szturmują ukraińskie pozycje pod Wuhłedarem, Awdijiwką i Bachmutem, gdzie Ukraińcy przygotowują się do walk ulicznych.

onet.pl/Politico

Finansista Grupy Wagnera, Jewgienij Prigożyn, próbuje ocalić swoje malejące wpływy w Rosji, podczas gdy Kreml nadal spycha go i jego najemników na boczny tor. Prigożyn próbował poprawić pogarszającą się reputację swoich najemników Wagnera w wywiadzie z 10 lutego dla wybitnego, związanego z Kremlem blogera Siemiona Pegowa (znanego pod pseudonimem Wargonzo). Prigożyn odpowiedział na szereg pytań dotyczących kontrowersji Wagnera, takich jak wysokie straty i nieskuteczność werbowanych skazańców, egzekucje dezerterów, traktowanie zwerbowanych sił jako mięsa armatniego, ostra krytyka ze strony Prigożyna rosyjskiego Ministerstwa Obrony (MON) i jego rzekome aspiracje polityczne oraz wagnerowscy najemnicy noszący „symbole III Rzeszy” pomimo walki o "denazyfikację" Ukrainy. Prigożyn potwierdził w szczególności, że Wagner wstrzymał rekrutację w więzieniach z powodu wygaśnięcia umowy zezwalającej na taką rekrutację z bliżej nieokreśloną agencją – prawdopodobnie rosyjskim MON. Prigożyn fałszywie zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek krytykował rosyjskie wojsko konwencjonalne i niedokładnie przedstawił swoją krytykę jako podobną do powszechnie wyrażanej frustracji wśród rosyjskich blogerów w związku ze słabą komunikacją między rosyjskim dowództwem wojskowym a jednostkami rosyjskimi, a także powszechnie krytykowanymi, szeroko komentowanymi wysiłkami na rzecz profesjonalizacji. Prigożyn zaprzeczył również aspiracjom politycznym i zaatakował swojego wieloletniego wroga, gubernatora Petersburga Aleksandra Biegłowa.

Kreml nadal przyćmiewa gwiazdę Prigożyna, pozbawiając go prawa do werbunku w więzieniach i celując w jego wpływy w przestrzeni informacyjnej. Oprócz wywiadu z Wargonzo, związany z Wagnerem bloger uzyskał dokument, który określa zasady relacjonowania wojny na Ukrainie z wyraźnymi wymaganiami, aby nie wspominać Wagnera i Prigożyna w mediach. Dokument wzywa również przedstawicieli mediów i blogerów do powstrzymania się od wychwalania zastępcy dowódcy Rosyjskiego Połączonego Zgrupowania Sił na Ukrainie, generała armii Siergieja Surowikina, który podobno jest powiązany z Wagnerem. Milbloger zauważył, że nie jest pewien co do autentyczności dokumentu, ale rosyjskie Ministerstwo Obrony i Kreml już celowo unikały wzmianki o Wagnerze i Prigożynie w przeszłości, jak wcześniej zauważył ISW.

Prigożyn prawdopodobnie próbował odwrócić uwagę od swoich kontrowersji, podważając nierealistyczne cele Kremla dotyczące wojny na Ukrainie. Prigożyn przewidywał, że dotarcie do granic administracyjnych obwodu donieckiego zajmie siłom rosyjskim do dwóch lat, a dojście do Dniepru od wschodu zajmie trzy lata. Prigożyn dodał, że rosyjskie społeczeństwo musiałoby zostać drastycznie zmilitaryzowane, aby Kreml dotarł do kanału La Manche, prawdopodobnie albo hiperbolizując rosyjskie cele zniszczenia NATO, albo nawiązując do sowieckich planów wojennych z czasów zimnej wojny, których celem było przeprowadzenie szybkiego blitzkriegu na wybrzeże kanału. Prigożyn prawdopodobnie starał się przyczynić do obecnych obaw w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej o zdolność rosyjskiego dowództwa wojskowego do utrzymania dużej ofensywy w obwodzie donieckim, aby przywrócić swoją reputację w stosunku do rosyjskiego MON. Sam wywiad z Wargonzo był prawdopodobnie kremlowską zasadzką Prigożyna, mającą na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na kontrowersje Wagnera. Prigozhin prawdopodobnie postrzegał ten wywiad jako okazję do podniesienia swojego imienia, ale zamiast tego przez cały czas znajdował się w defensywie.

Krytyka kampanii wojskowej Kremla przez Prigożyna przypomina retoryczne podejście byłego rosyjskiego bojownika Igora Girkina. Girkin wcześniej pomagał Kremlowi, kierując zastępczymi formacjami zbrojnymi na Krymie i Donbasie w 2014 r., dopóki Kreml nie pozbawił go żadnych wpływów po kapitulacji Słowiańska w lipcu 2014 r. Girkin stał się rozgoryczonym krytykiem Kremla i rosyjskiego dowództwa wojskowego, starając się zrehabilitować swoją reputację w ekstremistycznych rosyjskich kręgach nacjonalistycznych. Nietypowo nihilistyczne prognozy Prigożyna dotyczące perspektyw rosyjskiej ofensywy ściśle odzwierciedlają prognozy Girkina i możliwe, że Prigożyn również zmienia się w zgorzkniałego fanatyka, który traci zdolność do wywierania nacisku na równoległe siły zbrojne w celu uzyskania wpływów politycznych. Z drugiej strony, jeśli obecna rosyjska ofensywa utknie w martwym punkcie, gwiazda konwencjonalnej armii rosyjskiej może ponownie przygasnąć...

understandingwar.org

Pierre Andurand, jeden z najlepszych traderów w sektorze energetycznym na świecie, zamknął wszystkie swoje pozycje na rynkach gazu - donosi "Financial Times". 

Przez kilka ostatnich lat fundusze Anduranda dobrze zarabiały na wysokich cenach energii - przypomnijmy, że kryzys energetyczny nie zaczął się wraz z wybuchem wojny w Ukrainie, a na długo przed tym, jak zaczęliśmy się jej obawiać, bo jeszcze w połowie 2021 roku (w tym roku jego fundusz energetyczny jest jak dotąd na minusie). Ceny energii, w tym gazu ziemnego, rosły m.in. z powodu działań Rosji, ograniczających podaż surowca. Teraz, jak widać, finansista już w takie wzrosty nie wierzy. Zresztą, mówi to dziennikarzom wprost. 

- Myślę, że Putin przegrał wojnę energetyczną - stwierdza Andurand w wywiadzie dla "FT". Dodaje, że ceny gazu wróciły z bardzo wysokiego do bardziej "rozsądnego" poziomu, a jeśli na nim zostaną, nie będzie potrzeby tak mocno martwić się o gospodarkę, inflację czy stopy procentowe. - Nie ma już strachu przed kryzysem energetycznym - mówi ekspert i pyta retorycznie: "Teraz, kiedy Europa przyzwyczaja się do życia bez rosyjskiego gazu, dlaczego miałaby kiedykolwiek do niego wracać?". 

Notowania gazu na europejskiej giełdzie w Holandii (a dokładnie kontraktów terminowych na ten surowiec) wróciły do poziomu sprzed wybuchu kryzysu. Widać to dobrze na wykresie obejmującym ostatnie dwa lata.

Trader uważa, że Rosja popełniła błąd, zakręcając w zeszłym roku kurek z gazem dla Europy. W krótkim terminie cel Putina został osiągnięty: presja na rządy wzrosła, bo ceny surowca wystrzeliły. Tyle że jednocześnie zwiększyła się presja na dostosowanie się do tej sytuacji i zmianę dostawcy surowca - tej możliwości Rosja najwyraźniej, według Anduranda, niedoszacowała. 

To weekendowa opinia, ciekawa, ze strony jednego z zarabiających na rynku energii. W poniedziałek rano poznaliśmy też konkretne wyliczenia, ile walka z kryzysem energetycznym kosztowała Europę. Zgodnie z analizą think tanku Bruegel, europejskie państwa przeznaczyły na to łącznie od września 2021 roku 792 mld euro. Co ważne, ekspert Bruegla podkreśla, że to pieniądze, które przydzielono i przeznaczono na działania mające na celu łagodzenie skutków kryzysu dla konsumentów i firm - ale niekoniecznie zostały już one w całości wydane. 

Z tej łącznej kwoty, 681 mld euro na walkę z kryzysem energetycznym zarezerwowały sobie kraje Unii Europejskiej, w tym najwięcej, aż 268 mld euro, Niemcy. 103 miliardy zaklepała Wielka Brytania, na trzecim miejscu znalazły się Włochy z 99,3 mld euro, a dalej Francja z 92,1 mld euro. Kolejne państwa pod względem zaplanowanych wydatków są już dużo, dużo dalej. Hiszpania i Holandia chcą wydać po około 40 mld euro.

Polska przeznaczyła na działania mające łagodzić skutki kryzysu energetycznego 12,4 mld euro. To 2,2 proc. naszego PKB. W porównaniu do innych to niedużo, bo na przykład w przypadku Słowacji to 9,3 proc. PKB, Niemcy zarezerwowały 7,5 proc. PKB, Bułgaria 5,7 proc., a Czechy 3,8 proc. W przeliczeniu na jednego mieszkańca najwięcej na kryzys energetyczny zaplanowały wydać: Luksemburg, Dania, Niemcy, Austria i Holandia. Polska w takim zestawieniu znalazła się blisko samego końca. 

gazeta.pl

Dziennikarze rozmawiali z dwoma najemnikami z Grupy Wagnera za zgodą ukraińskiego wojska. Bojownicy trafili na front prosto z więzienia, gdzie jeden z nich odsiadywał 20-letni wyrok za nieumyślne spowodowanie śmierci. W wywiadzie opowiadają o tym, jak wyglądało ich pierwsze zetknięcie z walką na froncie.

– Było nas 90 osób. Sześćdziesięciu zginęło już w pierwszym szturmie (...) Kilku zostało rannych – powiedział jeden z nich, wspominając swój pierwszy atak w pobliżu wsi Biłohoriwka w obwodzie ługańskim. – Jeśli jednej grupie się nie powiodło, natychmiast wysyłano następną. Jeśli druga też zawiodła, wysyłano kolejną – dodaje.

— Pierwsze kroki w lesie były trudne ze względu na rozrzucone miny. Z dziesięciu mężczyzn, siedmiu od razu zginęło — wspomina drugi wagnerowiec.

Jeden z byłych bojowników Grupy Wagnera przyznaje, że Rosjanie ostrzeliwani przez Ukraińców nie byli w stanie pomagać rannym, bo straty mieli ogromne.

– Ludzie obok umierają, modlą się, błagają o wodę – relacjonował. Dodaje, że Rosjanie nie dbali nawet o to, by sprawdzić, czy ich towarzysze żyją. – Kiedy przywożą ofiary, dostajesz rozkaz, żeby je załadować i nie zastanawiasz się, kto jest ranny, a kto martwy – opowiadał rozmówca CNN.

Jak wspominają, nie mogli się wycofać, bo jeśli nie wykonaliby rozkazu, zostaliby od razu zabici. — Jeden mężczyzna pozostał na stanowisku i był bardzo przestraszony, bo to był jego pierwszy szturm. Kazano nam biec naprzód, ale on schował się za drzewem i odmówił. Zgłoszono to dowództwu. Został zabrany 50 m od bazy. Kopał sobie grób, a potem został zastrzelony — opowiadają.

Wspominają też, że byli pozostawieni sami sobie. — Jeśli jesteś ranny, najpierw toczysz się sam, wszelkimi możliwymi sposobami, w jakieś bezpieczne miejsce, gdzie nie ma ostrzału, a jeśli nie ma nikogo w pobliżu, sam sobie udzielasz pierwszej pomocy — powiedział przepytywany bojownik.

Mężczyźni opisali, w jaki sposób zostali zwerbowani do Grupy Wagnera. Z ich relacji wynika, że w sierpniu i we wrześniu ubiegłego roku Jewgienij Prigożyn przyleciał helikopterem do więzień, w których byli przetrzymywani, oferując sześciomiesięczne kontrakty w zamian za ułaskawienie. Była to oferta kusząca szczególnie dla więźniów, którzy mieli wysokie wyroki.

Po wizytach Prigożyna setki więźniów przewieziono autobusami i samolotami na poligon w obwodzie rostowskim. Jak przyznają rozmówcy, obowiązywał ścisły zakaz spożywania narkotyków i alkoholu. Wspominają, że szkolenie było krótkie i na podstawowym poziomie, głównie pokazano im jak posługiwać się bronią. — Nie mówili nic o niebezpieczeństwie — dodał jeden z nich.

Tłumaczyli także, że nie mieli pojęcia o tym, co dzieje się w Ukrainie. Myśleli, że armia ukraińska opuściła kraj. — Myśleliśmy, że będziemy walczyć z Polakami i różnymi najemnikami, Niemcami. Nie myśleliśmy, że ktoś został w ukraińskiej armii. Myśleliśmy, że wyjechali z kraju — mówili.

— Szybko stało się jasne, że kłamali tylko po to, by skłonić nas do walki z Ukraińcami. Nikt tak naprawdę nie myślał, że Siły Zbrojne Ukrainy faktycznie będą walczyć za swój kraj, za swoich bliskich. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero pójściu na front — tłumaczy jeden z rozmówców.

onet.pl/CNN

Jak podkreśla "The New York Times", Kreml zaczyna mieć problem z Jewgienijem Prigożynem i jego aktywnością medialną w ostatnich dniach. Proputinowski analityk polityczny Siergiej Markow powiedział gazecie, że Moskwa obawia się "nieprzewidywalnego" szefa Grupy Wagnera.

Jak przekazał, Kreml zabronił państwowej telewizji "nadmiernie promować Prigożyna i Grupę Wagnera". Markow nie wyjaśnił jednak, kto dokładnie stał za pismem wysłanym do mediów. Wiadomo, że pochodzi ono od "przywództwa". - Najwyraźniej nie chcą go wprowadzać do sfery politycznej, ponieważ jest taki nieprzewidywalny. Trochę się go boją - zaznaczył analityk.

Jak zaznacza "NYT", po dołączeniu wagnerowców do wojny Jewgienij Prigożyn stał się symbolem bezwzględności, bezwstydności i bezprawia. Kiedy okazało się, że plan Władimira Putina się nie sprawdził, a Rosja nie zdobyła Kijowa w ciągu kilku dni, szef Grupy Wagnera rozpoczął objazd po więzieniach w poszukiwaniu osób, które mógłby zrekrutować do swojej formacji. W ten sposób pozyskał ok. 50 tys. ludzi. 

Prigożyn chwali się zdobyczami swoich najemników w Ukrainie, podczas gdy rosyjski minister obrony ponosi porażki, a armia Rosji - ogromne straty na froncie. Co więcej, szef Grupy Wagnera nazwał dowódców wojska "klaunami", a jego "żołnierze" nagrali wideo, na którym krytykowali Walerija Gierasimowa, szefa rosyjskiego sztabu generalnego, za niedostarczenie amunicji. Sam Prigożyn powiedział również, że "trudno jest usłyszeć problemy z frontu, kiedy siedzi się w ciepłym biurze".

W styczniu biznesmen po raz pierwszy wszedł do pierwszej dziesiątki najczęściej wymienianych w prasie osób, minister obrony Siergiej Szojgu natomiast z niej wypadł.

Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej odcięło już Grupę Wagnera od możliwości werbowania poborowych. Zresztą sam jej założyciel mówił mediom, że zaprzestał już rekrutacji więźniów. Zaprzeczył, jakoby miał używać ich jako mięso armatnie. Oznajmił też, że ma "zerowe" ambicje polityczne. W mediach społecznościowych sam przedstawia się jako przywódcę z czasów wojny, walczącego ze skorumpowanymi urzędnikami i oligarchami, którzy woleliby przypodobać się Zachodowi.

gazeta.pl

Siły ukraińskie wprowadziły do działań na kierunkach Kreminnej i Wuhłedaru nowe jednostki, dzięki czemu udało im się powstrzymać natarcie wroga i częściowo wyprzeć go na wcześniej zajmowane pozycje. Na większości odcinków linii styczności, na których toczą się walki, presja rosyjska wymusza jednak na obrońcach stopniowe wycofywanie się. Jednostki agresora posuwają się w głąb pozycji przeciwnika w tempie kilkuset metrów, rzadziej kilku kilometrów, na dobę. Ich natarcie w północno-wschodniej części obwodu charkowskiego miało skutkować osiągnięciem przeprawy na Oskole na wysokości Dworicznej (na północ od Kupiańska). Według Ukraińców w sąsiadującej z nią przez rzekę Hrianykiwce wciąż mają trwać starcia.

Głównym rejonem walk pozostają okolice Bachmutu, gdzie najcięższe boje wciąż toczą się o kontrolę nad najważniejszymi trasami na zachód (w kierunku Konstantynówki i dalej Kramatorska) i północny zachód (autostrada M03 w kierunku Słowiańska). Rosjanie mieli także bezskutecznie ponawiać natarcia w rejonie miasta Czasiw Jar, gdzie próbują przeciąć ostatnią drogę zaopatrzenia Bachmutu. Według lokalnego dowództwa ukraińskiego 10 lutego miała tam miejsce rekordowa liczba 54 starć, a artyleria wroga ostrzeliwała pozycje obrońców 124 razy. 11 lutego doszło również do największej liczby rosyjskich ostrzałów – 424 – na odcinku frontu pomiędzy Kreminną a Łymanem. Szczególnie ciężkie starcia mają trwać na podejściach do rzeki Żerebeć w okolicy Torśkego (12 km na wschód od Łymanu). Najeźdźcy mieli też wznowić natarcie w rejonie Hulajpola w obwodzie zaporoskim, zostali jednak zatrzymani na zachód od miasta.

10 lutego agresor przeprowadził kolejny (według operatora sieci Ukrenerho – czternasty) atak rakietowy na ukraińską infrastrukturę energetyczną, do której niszczenia wykorzystał także drony kamikadze i artylerię. Trafione zostały hydroelektrownie, elektrociepłownie oraz podstacje i linie energetyczne wysokiego napięcia w sześciu regionach na wschodzie, południu i zachodzie kraju. Największe zniszczenia odnotowano w obwodach charkowskim, chmielnickim, dniepropetrowskim i zaporoskim. W podsumowaniu ataku Sztab Generalny zakomunikował, że wróg użył łącznie 106 rakiet, w tym 74 pocisków manewrujących, z których obrońcy mieli zestrzelić 61, oraz 28 dronów Shahed-136, z których zneutralizowano 22. Armia ukraińska poinformowała o naruszeniu przez rosyjską rakietę przestrzeni powietrznej Rumunii, lecz rumuński resort obrony nie potwierdził tego doniesienia.

Rosjanie ponawiali ataki rakietowe na zaplecze logistyczne wojsk przeciwnika w północno-zachodniej części obwodu donieckiego oraz na obiekty przemysłowe w Charkowie. 11 lutego przeprowadzili ponadto uderzenie rakietowe (odpalanymi z Krymu pociskami Oniks) na nadbrzeżne okolice Odessy. Pozycje i zaplecze sił ukraińskich wzdłuż linii styczności i na obszarach przygranicznych są także nieprzerwanie atakowane przez artylerię i lotnictwo agresora. Od kilku do kilkunastu razy na dobę najeźdźcy ostrzeliwują Chersoń i okoliczne miejscowości, rejon nikopolski oraz nadbrzeżną część obwodu mikołajowskiego. Po raz pierwszy od ponad pół roku bomby spadły również na Wyspę Wężową. Artyleria ukraińska uderzyła z kolei na zaplecze sił wroga w Melitopolu i okolicach Mariupola, a do kolejnego aktu dywersji miało dojść w rosyjskim obwodzie biełgorodzkim.

Resort obrony Litwy oświadczył, że na Ukrainę dotarła pierwsza partia automatycznych armat przeciwlotniczych 40 mm Bofors L/70. Zapowiedział też przekazanie 36 kompleksów artyleryjsko-rakietowych (nie wskazano typu) do zwalczania dronów. Indyjska prasa podała, że na początku lutego Pakistan wysłał na Ukrainę 10 tys. rakiet niekierowanych 122 mm do wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków rakietowych Grad. Szefowa resortu obrony Holandii oznajmiła, że Berlin nie zgodził się na dostarczenie Kijowowi 18 dzierżawionych przez jej armię czołgów Leopard 2A6. Z kolei Szwajcaria miała nie wyrazić zgody na przekazanie Ukrainie przez Hiszpanię dwóch armat przeciwlotniczych 35 mm.

W połowie lutego Niemcy mają rozpocząć przyspieszone szkolenie ukraińskich czołgistów. Sześcio–ośmio-tygodniowy kurs ma im umożliwić nabycie podstawowych umiejętności z zakresu obsługi czołgów Leopard 2A6 oraz ich współdziałania z bojowymi wozami piechoty Marder. Zgodnie z planem pierwsze ukraińskie leopardy mają trafić na front pod koniec marca. Grupa tamtejszych wojskowych przybyła do Belgii, gdzie w ramach misji szkoleniowej Unii Europejskiej (EUMAM Ukraine) mają się nauczyć wykorzystywać podwodne drony rozpoznawcze.

9 lutego prezydent Wołodymyr Zełenski – po wcześniejszych rozmowach z premierem Wielkiej Brytanii w Londynie oraz prezydentem Francji i kanclerzem Niemiec w Paryżu – złożył wizytę w Brukseli. W wystąpieniu w Parlamencie Europejskim ponowił apel o przyspieszenie dostaw uzbrojenia – systemów artyleryjskich dalekiego zasięgu, amunicji, czołgów i myśliwców. Oficjalnie poprosił także Słowację o przekazanie Kijowowi posowieckich samolotów myśliwskich MiG-29. Przedstawiciele władz tego kraju potwierdzili rozpoczęcie dialogu w tej sprawie, lecz podkreślają, że armia słowacka od dłuższego czasu nie wykorzystuje już migów i nie dysponuje częściami zamiennymi do nich. Bratysława zapowiedziała również rozpoczęcie rozmów na ten temat w ramach UE i negocjacji z KE odnośnie do pokrycia poniesionych przez Słowację kosztów wsparcia wojskowego dla Ukrainy. O złożeniu przez Kijów oficjalnego zapytania o możliwość przekazania mu maszyn F-16 powiadomiła z kolei minister obrony Holandii. W drodze powrotnej do ojczyzny Zełenski spotkał się w Rzeszowie z prezydentem Polski. Omówiono problematykę bezpieczeństwa w regionie oraz wskazano na konieczność dalszych wspólnych działań na rzecz wsparcia militarnego armii ukraińskiej.

Ukraiński państwowy koncern zbrojeniowy Ukroboronprom poinformował o rozpoczęciu wspólnie z jednym z krajów NATO produkcji grantów moździerzowych 120 mm. Ujawnione w ostatnich tygodniach porozumienia o współpracy zbrojeniowej wskazują na Czechy. Ukraiński przemysł obronny kooperuje też ze swoimi odpowiednikami w Polsce i na Słowacji.

Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksij Daniłow ocenił 11 lutego, że siły rosyjskie mają problemy z przeprowadzeniem dużej ofensywy. Komentując oświadczenie wiceministra spraw zagranicznych FR Siergieja Wierszynina, który stwierdził, że Moskwa jest rzekomo gotowa do negocjacji z Kijowem „bez warunków wstępnych”, oznajmił, że najeźdźcy próbują realizować projekt „Drugiej Ukrainy”. Przewiduje on popularyzowanie tzw. rozwiązania koreańskiego, zakładającego ustanowienie nowej linii rozgraniczenia, która pozwoli im utrzymać anektowane terytoria. Tego samego dnia ukraiński wywiad wojskowy (HUR) potwierdził, że wróg zamierza w najbliższych tygodniach zintensyfikować wysiłki militarne we wschodniej Ukrainie, choć nie oznacza to operacji ofensywnych na dużą skalę. HUR oświadczył także, że przeciwnik przygotowuje się do drugiej fali mobilizacji, ale będzie ona opóźniona ze względu na brak wystarczającej ilości nowoczesnego sprzętu i liczby oficerów oraz przedłużające się szkolenia wcielonych do wojska. Również 11 lutego minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow stwierdził, że siły rosyjskie utraciły dominację na Morzu Czarnym, desant w rejonie Odessy nie jest obecnie możliwy, a miasta bronią m.in. rakietowe systemy przeciwokrętowe Harpoon.

Zgodnie z informacjami brytyjskiego wywiadu wojskowego szef tzw. grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn pod naciskiem Ministerstwa Obrony FR przerwał nabór najemników w zakładach karnych. Jednym z powodów było przypisywanie sobie przez niego sukcesów na froncie. Rekrutację mają przy tym utrudniać doniesienia o tragicznych realiach walk na Ukrainie. Brytyjczycy wskazali także, że pomimo skoncentrowania sił w Donbasie kluczowe znaczenie dla Rosjan ma też utrzymanie obrony w rejonie Zaporoża. Agresor miał wzmocnić fortyfikacje w centralnej części obwodu z obawy, że potencjalny przełom dokonany przez przeciwnika postawiłby pod znakiem zapytania bezpieczeństwo „mostu lądowego” łączącego region rostowski z Krymem.

Nie cichną spekulacje na temat dalszych losów ukraińskiego ministra obrony. 11 lutego Mariana Bezuhła z frakcji Sługa Narodu potwierdziła, że przygotowano projekt zmian legislacyjnych pozwalających powołać na tę posadę czynnego wojskowego. Sygnalizuje to, że wciąż rozważa się nominowanie na to stanowisko obecnego szefa wywiadu wojskowego Kyryła Budanowa. Od 2018 r., zgodnie z obowiązującym ustawodawstwem, ministrem obrony może być tylko cywil.

Na Ukrainie trwa operacja antykorupcyjna. 10 lutego Państwowe Biuro Śledcze i Służba Bezpieczeństwa Ukrainy przeszukały pomieszczenia wykorzystywane przez Państwową Służbę Celną w Kijowie, we Lwowie, w Tarnopolu, Czerniowcach i Odessie. Według wstępnych danych proceder przynosił budżetowi państwa straty w wysokości 10 mld hrywien (ok. 280 mln dolarów) miesięcznie. Z kolei 11 lutego prezydent Zełenski odwołał Rusłana Dziubę ze stanowiska zastępcy dowódcy Gwardii Narodowej odpowiedzialnego za pion logistyki. Nie podano powodów tego posunięcia, lecz niewykluczone, że może być ono związane z ujawnianymi aferami korupcyjnymi dotyczącymi zakupów dla formacji wojskowych.

Komentarz

Zgodnie ze swoimi zapowiedziami władze w Kijowie nie planują poddania Bachmutu, a armia ukraińska podejmuje szeroko zakrojone działania na rzecz utrzymania linii obrony w Donbasie. Skierowane dotychczas do rejonów walk wzmocnienia pozwoliły jednak tylko na lokalne ustabilizowanie linii frontu, zaś starcia pomiędzy Kreminną a Łymanem wskazują, że na tym kierunku może mieć ono charakter krótkotrwały. Do względnego utrwalenia pozycji stron doszło natomiast w rejonie Wuhłedaru, gdzie po początkowych sukcesach agresor nie jest w stanie przełamać linii obrony na południowych i wschodnich obrzeżach miasta, a wyłom na zachód od niego (w kierunku Bohojawłenki) został zlikwidowany przez siły ukraińskie. W rejonie Bachmutu Ukraińcom nie udało się zatrzymać wroga – uporczywa obrona tylko go spowalnia. Kwestią otwartą pozostaje rozwój sytuacji w północno-wschodniej części obwodu charkowskiego – tu najeźdźcy zanotowali postępy na północ od Kupiańska. Osiągnięcie przeprawy w rejonie Dworicznej otworzyłoby przed nimi możliwość przeniesienia starć na zachodni brzeg rzeki Oskoł i dalej, w głąb obwodu charkowskiego bez konieczności wyprowadzania uderzenia z terytorium Rosji.

osw.waw.pl