poniedziałek, 26 lutego 2024


Rosyjscy urzędnicy oraz państwowe i powiązane z państwem kanały telewizyjne prawdopodobnie powstrzymali się od komentowania dwóch lat od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na pełną skalę, aby uniknąć zwrócenia uwagi na niepowodzenia Rosji w osiąganiu wyznaczonych celów strategicznych na Ukrainie i jej bardziej bezpośrednich cele polegające na zajęciu wszystkich obwodów ługańskiego i donieckiego, przy jednoczesnym poniesieniu dużych strat personalnych. Niedawny sondaż opinii publicznej w Rosji wykazał, że nastroje Rosji wobec wojny na Ukrainie w dużej mierze pozostały niezmienione w ostatnich miesiącach i że większość Rosjan jest w dużej mierze apatyczna wobec wojny, choć większość nie popiera drugiej fali mobilizacji. Prezydent Rosji Władimir Putin i urzędnicy rosyjskiego rządu prawdopodobnie powstrzymali się od podkreślania drugiej rocznicy rosyjskiej inwazji na pełną skalę, starając się utrzymać publiczną apatię wobec wojny, co częściowo pozwala rosyjskim urzędnikom na kontynuowanie wojny bez znaczącej reakcji opinii publicznej. ISW w dalszym ciągu ocenia, że ​​Putin prawdopodobnie jest świadomy, że druga fala mobilizacji byłaby powszechnie niepopularna, i obawia się, że takie rozwiązanie wywołałoby powszechne niezadowolenie. Putin może jednak mniej martwić się nastrojami społecznymi po swojej reelekcji w marcu 2024 r. i uznać, że rosyjskie potrzeby w zakresie generowania sił przeważają nad ryzykiem powszechnego niezadowolenia w kraju.

understandingwar.org

Swoją szansę na wojenny sukces Moskwa upatruje głównie w słabości Zachodu. Postępowanie świata zachodniego ze Stanami Zjednoczonymi na czele w pierwszych miesiącach inwazji wprawiło Kreml w zdumienie tym bardziej niemiłe, że nieoczekiwane. Bez wsparcia militarnego i finansowego z Zachodu państwo ukraińskie nie jest i nie będzie w stanie dalej walczyć ani zachować stabilności gospodarczo-społecznej. Problem w tym, że wybuch wojny wywołał wprawdzie szok w zachodnich elitach politycznych, lecz nie potrafiły one zamienić go w długoterminową strategię względem Rosji. Ponadto coraz wyraźniej widać podział między podejściem Europy Zachodniej a państw wschodniej flanki NATO (z wyjątkiem Węgier) i nordyckich. Ich diagnoza sytuacji i wizja niezbędnych działań różnią się zasadniczo.

Wsparciu Ukrainy po 24 lutego 2022 r. towarzyszyło zarazem samoograniczanie się kluczowych krajów Zachodu w zakresie ilości i jakości przekazywanego sprzętu, co wynikało z silnie zakorzenionego strachu przed ewentualną eskalacją wojny. Mimo zapewnień o „wsparciu tak długo, jak będzie to potrzebne” Waszyngton oraz Berlin chciały w istocie stworzyć warunki do zmuszenia Moskwy do negocjacji z Kijowem, a przynajmniej do zamrożenia konfliktu. Podejście to opierało się jednakże na niezrozumieniu sposobu myślenia reżimu putinowskiego. Postrzega on politykę jako grę o sumie zerowej, a postawę najważniejszych stolic zachodnich potraktował jako przejaw ich słabości, którą należy bezwzględnie wykorzystać. Do zaognienia konfliktu doprowadzić może nie tyle zwiększenie dostaw – w tym systemów rakietowych i pocisków artyleryjskich dalekiego zasięgu – ile ich niedostarczenie Ukrainie. Nic bowiem nie prowokuje Moskwy bardziej niż słabość Zachodu, jego wewnętrzne spory i próby poszukiwania z nią „kompromisu”.

Podobnie jak w 2022 r. pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę przekroczyła wyobraźnię strategiczną większości zachodnich elit, tak i dzisiaj Zachód – a przynajmniej jego część – tkwi w zadziwiającej niemocy. Takie wrażenie można odnieść, obserwując brak działań i decyzji politycznych dotyczących dalszego wspierania walczących Ukraińców, które w trybie pilnym powinny były zostać podjęte wiele miesięcy temu. Kreml widzi niekończące się dyskusje w amerykańskim Kongresie o pakiecie pomocy wojskowej dla Kijowa oraz unijne o kształcie funduszu wsparcia wojskowego dla Ukrainy w ramach Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju czy spóźnione i dalece niewystarczające kroki mające doprowadzić do zwiększenia produkcji zachodnich firm zbrojeniowych. Na tego typu przedłużające się negocjacje wewnętrzne Zachód mógłby sobie pozwolić w warunkach pokoju, a nie największego od ponad siedmiu dekad konfliktu w Europie, który – jeśli nie zostanie ugaszony – grozi eskalacją.

Co gorsza, czasami pomoc dla Ukrainy zamienia się w autopromocję. Mistrzostwo w tej dziedzinie osiągnęły Niemcy. Można odnieść wrażenie, że niektórym państwom chodzi nie tylko o wsparcie dla Ukrainy, lecz także o możliwie najgłośniejszą demonstrację tego wsparcia niezależnie od tego, czy narracja na ten temat ma pokrycie w rzeczywistych działaniach. W przypadku RFN ma to również służyć naprawieniu fatalnego wizerunku z pierwszych miesięcy pełnoskalowej wojny.

Powrót wiary Kremla w zwycięstwo opiera się zatem na diagnozie licznych i pogłębiających się słabości Zachodu oraz, przede wszystkim, na oczekiwaniu na zmianę w Białym Domu z nadzieją, że kolejnym prezydentem USA zostanie Donald Trump. W rosyjskich kalkulacjach miałoby to wywołać kryzys w relacjach transatlantyckich i co najmniej znacząco skurczyć amerykański parasol bezpieczeństwa nad Starym Kontynentem. Kreml, tradycyjnie zmierzający do oparcia swojej siły na podziałach i problemach wewnętrznych Zachodu, obserwuje więc sytuację i zauważa tam otwierające się okno politycznych możliwości. Rosja jest krajem umiejącym wykorzystywać nadarzające się okazje i niezasłużone prezenty. Stwarza to niebezpieczeństwo postawienia przez Kreml kolejnej błędnej diagnozy, a co za tym idzie – powzięcia przezeń ryzykownych i niebezpiecznych decyzji. Reżim putinowski może bowiem uznać, że okoliczności zewnętrzne w USA i UE sprzyjają przetestowaniu zachodniej odporności, to zaś grozi podjęciem decyzji o eskalacji już trwającej wojny hybrydowej z Zachodem lub wręcz o ograniczonej operacji zbrojnej. Stawia to państwa NATO przed koniecznością stworzenia efektywnej polityki odstraszania Rosji poprzez odpowiednią komunikację strategiczną, a także – nawet w szerszym zakresie – szybkie zmiany planów obronnych.

osw.waw.pl