Swoją szansę na wojenny sukces Moskwa upatruje głównie w słabości Zachodu. Postępowanie świata zachodniego ze Stanami Zjednoczonymi na czele w pierwszych miesiącach inwazji wprawiło Kreml w zdumienie tym bardziej niemiłe, że nieoczekiwane. Bez wsparcia militarnego i finansowego z Zachodu państwo ukraińskie nie jest i nie będzie w stanie dalej walczyć ani zachować stabilności gospodarczo-społecznej. Problem w tym, że wybuch wojny wywołał wprawdzie szok w zachodnich elitach politycznych, lecz nie potrafiły one zamienić go w długoterminową strategię względem Rosji. Ponadto coraz wyraźniej widać podział między podejściem Europy Zachodniej a państw wschodniej flanki NATO (z wyjątkiem Węgier) i nordyckich. Ich diagnoza sytuacji i wizja niezbędnych działań różnią się zasadniczo.
Wsparciu Ukrainy po 24 lutego 2022 r. towarzyszyło zarazem samoograniczanie się kluczowych krajów Zachodu w zakresie ilości i jakości przekazywanego sprzętu, co wynikało z silnie zakorzenionego strachu przed ewentualną eskalacją wojny. Mimo zapewnień o „wsparciu tak długo, jak będzie to potrzebne” Waszyngton oraz Berlin chciały w istocie stworzyć warunki do zmuszenia Moskwy do negocjacji z Kijowem, a przynajmniej do zamrożenia konfliktu. Podejście to opierało się jednakże na niezrozumieniu sposobu myślenia reżimu putinowskiego. Postrzega on politykę jako grę o sumie zerowej, a postawę najważniejszych stolic zachodnich potraktował jako przejaw ich słabości, którą należy bezwzględnie wykorzystać. Do zaognienia konfliktu doprowadzić może nie tyle zwiększenie dostaw – w tym systemów rakietowych i pocisków artyleryjskich dalekiego zasięgu – ile ich niedostarczenie Ukrainie. Nic bowiem nie prowokuje Moskwy bardziej niż słabość Zachodu, jego wewnętrzne spory i próby poszukiwania z nią „kompromisu”.
Podobnie jak w 2022 r. pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę przekroczyła wyobraźnię strategiczną większości zachodnich elit, tak i dzisiaj Zachód – a przynajmniej jego część – tkwi w zadziwiającej niemocy. Takie wrażenie można odnieść, obserwując brak działań i decyzji politycznych dotyczących dalszego wspierania walczących Ukraińców, które w trybie pilnym powinny były zostać podjęte wiele miesięcy temu. Kreml widzi niekończące się dyskusje w amerykańskim Kongresie o pakiecie pomocy wojskowej dla Kijowa oraz unijne o kształcie funduszu wsparcia wojskowego dla Ukrainy w ramach Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju czy spóźnione i dalece niewystarczające kroki mające doprowadzić do zwiększenia produkcji zachodnich firm zbrojeniowych. Na tego typu przedłużające się negocjacje wewnętrzne Zachód mógłby sobie pozwolić w warunkach pokoju, a nie największego od ponad siedmiu dekad konfliktu w Europie, który – jeśli nie zostanie ugaszony – grozi eskalacją.
Co gorsza, czasami pomoc dla Ukrainy zamienia się w autopromocję. Mistrzostwo w tej dziedzinie osiągnęły Niemcy. Można odnieść wrażenie, że niektórym państwom chodzi nie tylko o wsparcie dla Ukrainy, lecz także o możliwie najgłośniejszą demonstrację tego wsparcia niezależnie od tego, czy narracja na ten temat ma pokrycie w rzeczywistych działaniach. W przypadku RFN ma to również służyć naprawieniu fatalnego wizerunku z pierwszych miesięcy pełnoskalowej wojny.
Powrót wiary Kremla w zwycięstwo opiera się zatem na diagnozie licznych i pogłębiających się słabości Zachodu oraz, przede wszystkim, na oczekiwaniu na zmianę w Białym Domu z nadzieją, że kolejnym prezydentem USA zostanie Donald Trump. W rosyjskich kalkulacjach miałoby to wywołać kryzys w relacjach transatlantyckich i co najmniej znacząco skurczyć amerykański parasol bezpieczeństwa nad Starym Kontynentem. Kreml, tradycyjnie zmierzający do oparcia swojej siły na podziałach i problemach wewnętrznych Zachodu, obserwuje więc sytuację i zauważa tam otwierające się okno politycznych możliwości. Rosja jest krajem umiejącym wykorzystywać nadarzające się okazje i niezasłużone prezenty. Stwarza to niebezpieczeństwo postawienia przez Kreml kolejnej błędnej diagnozy, a co za tym idzie – powzięcia przezeń ryzykownych i niebezpiecznych decyzji. Reżim putinowski może bowiem uznać, że okoliczności zewnętrzne w USA i UE sprzyjają przetestowaniu zachodniej odporności, to zaś grozi podjęciem decyzji o eskalacji już trwającej wojny hybrydowej z Zachodem lub wręcz o ograniczonej operacji zbrojnej. Stawia to państwa NATO przed koniecznością stworzenia efektywnej polityki odstraszania Rosji poprzez odpowiednią komunikację strategiczną, a także – nawet w szerszym zakresie – szybkie zmiany planów obronnych.
osw.waw.pl