Dzieje Francji ostatnich 200 lat to sinusoida rewolucji i kontrrewolucji, walka idei republikańskiej z żywymi tendencjami monarchistycznymi i autorytarnymi. Odbijało się to gwałtownymi podziałami na życiu społecznymi i politycznym Francji przed drugą wojną światową. Stąd powtarzające się w społeczeństwie obawy przed wybuchem wojny domowej.
Państwo Francuskie, tzw. państwo Vichy (reżim Vichy), obejmujące południową Francję, utworzone pod przywództwem marszałka Petaine'a w porozumieniu z Niemcami hitlerowskimi, było swoistą odpowiedzią na te zagrożenia.
Powstałe na gruzach III Republiki latem 1940 r., pomimo swej proweniencji nie jest jednoznacznie oceniane ani w historiografii powszechnej, ani tym bardziej francuskiej. Oczywiście, podkreśla się wasalczy stosunek tego reżimu do nazistowskich Niemiec, jego urzędowy antysemityzm, współudział w Holokauście i zwalczanie francuskiego ruchu oporu, ale jednocześnie wskazuje się na legalne źródła władzy rządu Vichy (akty prezydenta i Zgromadzenia Narodowego), równy i wrogi dystans zarówno do komunizmu, jak i francuskiej wersji faszyzmu, praktycznie masowe poparcie dla starego marszałka czy mało znany fakt nieprawdopodobnego rozkwitu życia kulturalnego i czytelnictwa w latach 1940–1944 (33 tys. tytułów, w ponad 12 mln egzemplarzy!).
Państwo Francuskie Petaine'a posiadało też wiele atrybutów suwerenności, w tym najważniejszy, a więc ius legatum et tractatum: prawo nawiązywania i utrzymywania stosunków dyplomatycznych, nie mówiąc już o posiadanym zwierzchnictwie nad francuskim imperium kolonialnym.
Problem ze stosunkiem do Vichy jest zatem gdzie indziej.
Kilka lat temu nieżyjący już Sebastian Rybarczyk zauważył, że przedwojenne podziały polityczne wśród Francuzów zostały rzucone na grunt okupacyjnej rzeczywistości, a przegrana w kompromitującym stylu kampania obronna tylko umocniła tendencje antyrepublikańskie i antydemokratyczne.
Vichy bowiem było eksperymentem prawicy tradycjonalistycznej, wrogiej dziedzictwu rewolucji francuskiej i świeckiemu republikanizmowi. Odpowiedzią elit skupionych wokół Petaine'a na kryzys państwowości francuskiej była rewolucja narodowa prowadzona pod hasłami praca – rodzina – ojczyzna, z odrzuceniem zasady wolności, równości i braterstwa. I choć Marsylianka pozostawała hymnem narodowym, to w Vichy wdrażano program etatystyczny, konserwatywny w hasłach i socjalistyczny w praktyce, wrogi Żydom, demokratom i komunistom, co stanowić miało o wspólnocie ideowej nazistów i petainowców.
Jednocześnie samo Państwo Francuskie Vichy żyło życiem „podwójnym". Kolaboracja bowiem, jak opór, była powszechna i trudno tutaj wskazać wyraźną linię, bo różne były formy zarówno jednego, jak i drugiego. Państwo Vichy bowiem w latach 1940–1942 było neutralnym państwem satelickim Trzeciej Rzeszy, posiadającym, jak wskazano wcześniej, wiele atrybutów suwerenności, a jego status w tych relacjach z Niemcami był zbliżony do Węgier czy Rumunii. Większość Francuzów uznawała służbę czy pracę na rzecz Państwa Francuskiego, będącego prawnym sukcesorem III Republiki, za coś oczywistego. Uznawanie bowiem legalności Państwa Francuskiego i bycie lojalnym jego urzędnikiem nie przeszkadzało być jednocześnie wrogim wobec Niemiec, a po zajęciu Vichy przez hitlerowców w 1942 r. aktywnie już zwalczać okupanta.
Ten paradoks dotknął praktycznie wszystkich grup społecznych, a zwłaszcza takich elit, jak urzędnicy, wojskowi, prywatny biznes czy intelektualiści – zarówno prawicowi, jak i lewicowi. Do anegdoty przeszło, jak prześladowani przez Josepha Darnanda, szefa policji Vichy, działacze Komunistycznej Partii Francji, zwrócili się do okupacyjnych władz niemieckich o wznowienie wydawania dziennika „L'Humanite" w Paryżu, czemu Niemcy, przez wzgląd na sojusz ze Związkiem Sowieckim, byli przychylni. Tylko zdecydowana interwencja premiera Vichy Lavala utrąciła tę inicjatywę.
Niewolni od tych dylematów byli również prawnicy, przede wszystkim sędziowie, którzy na dodatek wydawali orzeczenia w imieniu Państwa Francuskiego i na podstawie obowiązujących przed wojną przepisów. Nie wahali się przy tym zarówno przed skazywaniem członków Resistance, jak i wydawaniem zarządzeń umożliwiających policji Vichy udział w obławach na Żydów latem 1942 r.
(...)
Wobec powszechnej niemal akceptacji dla rządów Vichy w społeczeństwie francuskim, zwłaszcza w latach 1940–1942, a jednocześnie minimalnym, choć stale rosnącym poparciu dla Wolnej Francji de Gaulle'a, oczywiste się stało, że wolność Francji przyniosą Anglosasi. Francuzi bowiem byli pogodzeni z istniejącym stanem i pielęgnowali, nawet w obliczu okupanta, przedwojenne podziały polityczne. Dlatego z wyjątkiem kilku spektakularnych procesów czołówki politycznej Vichy, Petaine'a, Lavala czy Darnanda oraz kilkuset pomniejszych, a także samosądów, ofiarą których padło ok. 1000 osób, państwa Vichy nie rozliczono.
Stworzono za to już w czasie wojny i przy aktywnym współudziale gen. de Gaulle'a koncepcję tzw. uzupełniających się wzajemnie ról: Komitetu Wolnej Francji pod jego kierownictwem na emigracji i rządów marszałka Petaine'a w kraju. Obaj działali bowiem w tym samym celu, a więc utrzymania ciągłości państwa francuskiego i przetrwania substancji narodowej. Lecz w tym założeniu wyłącznie de Gaulle reprezentował Francję suwerenną, nawiązującą do dzieła Wielkiej Rewolucji Francuskiej, do republikanizmu rozumianego jako synteza myśli Rousseau, idei niepodzielności i laickości.
Taka ryzykowna parabola pozwoliła Francuzom nie tylko bardzo szybko zapomnieć o wstydliwych latach kolaboracji, ale przede wszystkim umożliwiła bezbolesne przejście całego aparatu administracyjnego i wymiaru sprawiedliwości Vichy na służbę IV Republiki.
rp.pl