piątek, 7 czerwca 2024



Analiza fundamentalna spółek, czyli wyciąganie wniosków z ich sprawozdań finansowych, to kluczowa umiejętność inwestorów indywidualnych oraz zarządzających funduszami inwestycyjnymi. Jest to przy tym bardzo trudna sztuka – większość zarządzających i inwestorów nie uzyskuje lepszych wyników niż szeroki rynek, choć zdarzają się tacy, np. Benjamin Graham czy Warren Buffet, którzy dzięki analizie fundamentalnej dorobili się fortuny. Opłaty za zarządzanie w funduszach inwestycyjnych są jednak na tyle wysokie (nawet 3-4% kapitału w skali roku) a wyniki nieprzekonujące, że coraz większą popularnością cieszą się fundusze pasywne (tzw. ETFy), które wyłącznie replikują wyniki indeksów giełdowych. Nie starają się uzyskać lepszej stopy zwrotu dla swoich inwestorów, ale oferują im w zamian niskie opłaty za zarządzanie.

Niedługo na rynku pojawi się trzecia kategoria funduszy. Aktywnie zarządzane, ale nie przez kosztownych analityków finansowych, lecz przez sztuczne inteligencje o niewygórowanych oczekiwaniach płacowych. Niedawno ukazało się ciekawe badanie o tym, jak w analizie sprawozdań finansowych radzi sobie popularny GPT 4.0. Zadaniem sztucznej inteligencji było określenie, czy w kolejnym okresie sprawozdawczym badana spółka odnotuje wzrost czy spadek przychodów. To bardzo trudna prognoza (i zarazem kluczowa dla wyceny spółek), gdyż przychody firm obarczone są bardzo dużym szumem informacyjnym (przypominają błądzenie losowe) i profesjonalni analitycy osiągają jedynie 52-57% trafnych wskazań, czyli niewiele więcej od rzutu monetą. Nieco lepiej radzą sobie wyspecjalizowane modele statystyczne (regresje logistyczne i sieci neuronowe) – osiągają niespełna 60% trafności. A jak rodzi sobie niewyspecjalizowany GPT 4.0? Przy prostym pytaniu niezbyt imponująco: 52%. Ale jeśli dodatkowo poprosi się to go o skorzystanie z konkretnego wzorca rozumowania (tzw. Chain-of-Thought prompting), to jego trafność skacze do 60%.

Oznacza to, że GPT 4.0 mógłby założyć swój własny fundusz inwestycyjny i zaoferować inwestorom strategię kupowania spółek, których przychody wg jego szybkiej oceny będą rosnąć i sprzedawania na krótko tych spółek, których przychody będą spadać. (...) Taka strategia ma sporą szansę wygenerować nieco wyższą stopę zwrotu niż szeroki rynek akcji (jak sugeruje backtesting) za ułamek kosztów aktywnie zarządzanych funduszy.

Nie od dziś wiadomo, że generatywne sztuczne inteligencje są bardzo dobre w zapamiętywaniu dużych korpusów tekstów i operowaniu językiem – sami pisaliśmy o tym, że dorównują ludziom w analizie umów prawnych (a są przy tym dużo szybsze i tańsze). Okazuje się, że ich rozumienie liczb i umiejętności operowania nimi, czyli kluczowe kompetencje w analizie sprawozdań finansowych firm również jest bardzo dobre. Już samo to rozszerza znacznie zakres prac, jakie będą w stanie wykonywać, co potwierdza intuicję, że sztuczne inteligencje będą miały ogromny wpływ na gospodarkę. 

pekao.com.pl


Na Petersburskim Forum Gospodarczym zostało zaprezentowane drzewo genealogiczne Władimira Putina. Pierwszą osobą wspomnianą w rekonstrukcji jest Nikita (bez nazwiska), chłop z guberni twerskiej, żyjący na początku XVII wieku, gdy datuje się początek dynastii Romanowów. Ze szczególnym pietyzmem podkreślają to rosyjskie media, sugerując, że ów Nikita był „człowiekiem pierwszego z Romanowów”. Kolejne pokolenia Putinów to także chłopi żyjący w tym regionie. Rozrysowanie gałęzi rodowego drzewa zamówił kuzyn Władimira, Aleksandr Putin, autor książki „Ród prezydenta W.W. Putina”. Prac podjęła się firma Christian, specjalizująca się w odtwarzaniu historii rodzin na podstawie zachowanych dokumentów archiwalnych.

Ciekawostką jest to, że na rycinie przedstawiającej ród Putinów nie znalazło się miejsce dla współczesnych krewnych – brakuje wszystkich, którzy urodzili się po 1950 roku. Nie ma zatem np. córek Władimira Władimirowicza. Ale za to obie – i Katerina Tichonowa, i Maria Woroncowa – osobiście wystąpią podczas forum z prezentacją swoich projektów.

Informacje o członkach rodziny Władimira Putina są utajnione – zapewne na polecenie samego prezydenta, który uzasadnia taką ostrożność względami bezpieczeństwa. Zamiast faktów do wiadomości publicznej podawane są legendy, czasem przedstawiane osobiście przez Putina, a potem utrwalane przez usłużne media.

(...)

W Twerze badania nad genealogią rodu Putinów trwały od wielu lat. Miejscowi historycy lansowali odkrywczą tezę, że Władimir Putin pochodzi w linii prostej od Rurykowiczów (nie mylić z dynastią Romanowów) – opisałam to niezwykłe zjawisko w „Twerskich korzeniach” na blogu „17 mgnień Rosji”.

Historyk Nikołaj Gajdukow na łamach gazety „Karawan + Ja” dowodził: „Nie można zostać prezydentem tak po prostu. Ponadto Władimir Putin jest związany więzami rodzinnymi z ziemią twerską. W średniowieczu Twer był siedzibą władzy książęcej. Na ziemi twerskiej jest obecna symbolika Rurykowiczów, a to wszystko wchodzi w duchową genealogię Putina. Zresztą mówimy również o genealogii krwi”.

(...)

Twerscy badacze z każdą publikacją nabierali wiatru w żagle i ogłaszali kolejne rewelacje: na przykład taką, że Władimir Putin pochodzi od księcia Michała Jarosławowicza Twerskiego, świętego męża, kanonizowanego przez Cerkiew prawosławną. Dowody? Wystarczy tylko spojrzeć na zdjęcie Putina i portret księcia: kubek w kubek, taka sama łysinka, takie same uduchowione oczy, taki sam rasowy nos (zaiste). Tak na marginesie: żadne wizerunki księcia się nie zachowały, a te, które znamy, zostały „napisane” po śmierci Michała Jarosławowicza, ikony świętych zaś „pisze się”, nie odwzorowując podobieństwa fizycznego, lecz duchowość, świętość.

(...)

Ale wróćmy z historycznej wycieczki do czasów obecnych – czasów intensywnego budowania kultu Putina. Wśród rytuałów kremlowskiego dworu ważne miejsce zajmują ceremonie wręczania nagród i odznaczeń. W Związku Sowieckim były nagrody Leninowska i Stalinowska, które przyznawano naukowcom, architektom, inżynierom czy pisarzom za wybitne zasługi dla budowy socjalizmu, Putin natomiast osobom zasłużonym dla budowy putinizmu przyznaje gwiazdy Bohatera Rosji i ordery „Za Zasługi dla Ojczyzny”.

Taki właśnie order I stopnia otrzymała z rąk Putina podczas uroczystości na Kremlu 30 maja trenerka Irina Winer. Winer zasługi ma niepodważalne – trenuje (choć przeciwnicy mówią, że raczej tresuje) zawodniczki w trudnej i pięknej dyscyplinie: gimnastyce artystycznej. Była m.in. trenerką Aliny Kabajewej, mistrzyni olimpijskiej, wielokrotnej mistrzyni Europy i świata (jak powtarzają od lat znawcy prywatnego życia moskiewskiej socjety – Kabajewa to konkubina Putina i matka jego nieślubnych dzieci). Irina Winer jest zaangażowaną putinistką, należy do partii Jedna Rosja, w przeszłości była też mężem zaufania Putina. Znana jest z brutalnych metod treningowych, używa ciętego języka nie tylko wobec swoich wychowanek, ale także na forum międzynarodowym. Za nieetyczne wypowiedzi po przegranej rosyjskiej ekipy na igrzyskach olimpijskich w Tokio w 2020 r. została czasowo zawieszona przez Międzynarodową Federację Gimnastyki Artystycznej. Gdy okazało się, że w nadchodzących igrzyskach rosyjska kadra nie będzie miała prawa do występu pod flagą państwową, a możliwy jest jedynie start indywidualnych sportowców w statusie neutralnym, Winer w firmowym stylu nazwała potencjalnych olimpijczyków „ekipą kloszardów, pozbawionych flagi, hymnu i kibiców”.

(...)

Irinie Winer zawtórował Stas Michajłow, wyrobnik estrady, uwielbiany przez niezliczone zastępy spragnionych ciepła rosyjskich niewiast za rzewne piosenki obiecujące prawdziwe uczucie. Michajłow odebrał odznaczenie i tak się wzruszył, że też poniosło go na boskie orbity: „Cała władza pochodzi od Boga. Niech Bóg będzie z panem, niech Bóg będzie z naszym krajem, niech Bóg będzie z nami. A jeśli Bóg z nami, to kto jest przeciwko nam? Jesteśmy z panem, zwycięstwo będzie nasze” (...). Michajłow być może naoglądał się propagandowych programów telewizyjnych, które w dużej obfitości lansują hasło „Jesteśmy Rosjanami, z nami Bóg” i używają słynnego cytatu z radiowego wystąpienia Wiaczesława Mołotowa z 22 czerwca 1941 roku, zapewniającego o przyszłym zwycięstwie w wojnie z faszyzmem. To częsty chwyt propagandowy: zmiksowanie prawosławia i sowieckiej doktryny.

tygodnikpowszechny.pl