wtorek, 11 lipca 2023


Przede wszystkim współczesna technologia pozwala obserwować pole walki z "bezprecedensową dokładnością", a sztuczna inteligencja jest w stanie identyfikować cele i priorytety szybko i precyzyjnie.

Jednak zachodnie armie nie są jeszcze dostosowane do optymalnego wykorzystania takich technologii, zaś tempo działania sił zbrojnych USA dostosowane jest do potrzeb "czołgów lub śmigłowców", ale "zbyt wolne, by dotrzymać tempa cyber (technologii)" - mówi T.J. Holland z XVIII Korpusu Sił Powietrznych USA.

Druga lekcja z walki z rosyjskim agresorem jest taka, że armia, by przetrwać, musi umieć się rozproszyć, kryć i nieustannie pozostawać w ruchu. Kamuflaż "jest z powrotem w modzie", kwatery główne powinny być małe, często przemieszczane i muszą koniecznie maskować swoje sygnały radiowe. Jeden z brytyjskich rozmówców "Economista" zwraca uwagę, że ukraińscy żołnierze, którzy w dramatycznych warunkach nauczyli się minimalizować swój ślad elektroniczny, nie włączają swoich telefonów komórkowych nawet podczas szkoleń na angielskiej wsi.

Po trzecie: technologia pozwala na zbieranie informacji i podejmowanie decyzji wojskowym coraz niższej rangi. Ukraiński żołnierz posiadający aplikację Delta, terminal Starlink i dron kamikadze może zadecydować o uderzeniu w ważny cel, co do niedawna byłoby tylko w gestii wysokiej rangi dowódców. Decydującym wydarzeniem pierwszego dnia rosyjskiej agresji było strącenie pierwszego samolotu bojowego najeźdźcy, czego "prawdopodobnie dokonała jedna osoba z telefonem, (pociskiem) Stinger i dronem" - mówi brytyjski generał Chris Barry.

Te zmiany na polu walki poważnie skomplikują logistykę, zmuszą siły zbrojne do zmian w rekrutacji i szkoleniach, tak by położyć nacisk na inicjatywę i wiedzę techniczną. Kiedyś armie koncentrowały siły, aby osiągnąć masę krytyczną. Teraz będą musiały działać w sposób zdecentralizowany, a logistycy będą musieli dostarczyć żywność, leki i pomoc medyczną do bardzo wielu małych oddziałów.

Jest też czwarta lekcja - pisze "Economist". - Jeśli obie strony konfliktu dysponują technologią na podobnym poziomie, to nadal ta armia, która jest mniejsza i nie jest w stanie uzupełniać strat, przekona się, że "żadna doza cyfrowej magii i taktycznego myślenia nie jest w stanie jej uratować".

PAP

Kilka dni po "buncie" Prigożyna do Libii udał się rosyjski wysłannik, by spotkać się z Khalifą Haftarem, samozwańczym generałem, rządzącym na dużym obszarze tego kraju. Jego przesłanie było uspokajające: ponad 2000 bojowników, techników, agentów politycznych i administratorów grupy Wagnera pozostanie w kraju, informuje gazeta.

- Nie będzie żadnych problemów. Mogą nastąpić pewne zmiany na szczycie, ale mechanizm pozostanie ten sam: ludzie w terenie, ludzie z pieniędzmi w Dubaju, kontakty i zasoby zaangażowane w Libii - powiedział wysłannik Haftarowi. - Nigdzie się nie wybieramy - dodał.

(...)

Siergiej Ławrow, rosyjski minister spraw zagranicznych, zapewnił w zeszłym tygodniu, że bojownicy Grupy Wagner rozmieszczeni na kontynencie nie zostaną wycofani. W wywiadzie dla Russia Today Ławrow obiecał, że "instruktorzy" i "prywatni najemnicy wojskowi" pozostaną w Republice Środkowej Afryki i w Mali, dwóch krajach, w których Grupy Wagnera prowadzi największe działania.

Najbardziej rozwinięte operacje handlowe Grupa Wagnera prowadzi w Republice Środkowoafrykańskiej, gdzie jest obecna od 2018 r., a przybyła, by wzmocnić reżim prezydenta Faustina-Archange'a Touadery, który walczył z ofensywą rebeliantów. Wagnerowcy rządzą tam kopalniami złota, produkują piwo i napoje spirytusowe, uzyskali też koncesję na eksploatację lasów deszczowych na południu kraju.

Wydobyciem i handlem złotem Grupa Wagnera zajmuje się również w Sudanie, choć działania te zostały trochę ograniczone z powodu walk wewnętrznych w tym kraju. Wagnerowcy nie angażują się tam w starcia zbrojne, lecz skupiają na wydobyciu, przetwórstwie i sprzedaży kruszcu za granicę w porozumieniu z Siłami Szybkiego Reagowania (RSF), jedną ze stron domowego konfliktu, której wagnerowcy dostarczają też broń.

Najmniejsze zyski z handlu złotem wagnerowcy mają w innym państwie Afryki Subsaharyjskiej, w Mali, jednak władze USA uważają, że rząd tego kraju zapłacił Prigożynowi ponad 200 milionów dolarów za "utrzymanie porządku" w kraju, co miało wpływ na wycofanie misji pokojowej ONZ z tego kraju.

Destabilizujący wpływ Grupy Wagnera na afrykańskie reżimy jest już widoczny - zauważa "The Guardian". W Republice Środkowoafrykańskiej wysocy rangą urzędnicy domagali się zapewnienia, że Rosja będzie nadal wspierać kampanię prezydenta Touadery na rzecz zmiany konstytucji, aby umożliwić mu trzecią kadencję na stanowisku prezydenta. Referendum ma się odbyć w przyszłym miesiącu.

"The Guardian" poinformował też, że Grupa Wagnera działa także (choć z różnym natężeniem) w Kenii, Mozambiku, Burkina Faso, Gwinei Równikowej, Demokratycznej Republice Kongo, Zimbabwe, RPA oraz na Madagaskarze.

PAP

Wojska ukraińskie kontynuują działania zaczepne na froncie zaporoskim. W ostatnich dniach walki koncentrowały się w okolicy wsi Robotyne, gdzie pododdziały 47. i 65. Brygady Zmechanizowanej od ponad miesiąca próbują sforsować linię obrony rosyjskiej 42. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych. Ukraińcy nie zanotowali istotnego postępu również na południe od Wełykiej Nowosiłki, przy czym punkt ciężkości ich natarcia znajdował się w ostatnich dniach w okolicach Pryjutnego. Według źródeł rosyjskich atakujący używają na tych kierunkach głównie niewielkich grup szturmowych piechoty (w sile plutonu–kompanii), wspieranych ogniem pojedynczych czołgów i bojowych wozów piechoty. Ciężkie walki toczą się pod Bachmutem, gdzie oddziały ukraińskie atakują skrzydła rozciągniętego zgrupowania rosyjskiego – napotykają tam jednak twardy opór i nie dokonują przełamania pozycji przeciwnika. Kluczowe odcinki natarcia to pas Kurdiumiwka–Andrijiwka–Kliszczijiwka oraz wieś Berchiwka (odpowiednio na południe i na północ od Bachmutu).

Najeźdźcy utrzymują inicjatywę na odcinku frontu rozciągającym się od granicy państwowej do Dońca (pogranicze obwodów charkowskiego, donieckiego i ługańskiego). Oddziały ze składu 1. Armii Pancernej, 11. Korpusu Armijnego, 2., 20. i 41. Armii oraz zgrupowania wojsk powietrznodesantowych atakują pozycje ukraińskie, próbując w całości opanować drogę Kupiańsk–Swatowe oraz osiągnąć linię rzeki Żerebeć od Makijiwki do ujścia. Najcięższe walki toczyły się w ostatnich dniach w okolicach wsi Nowoseliwśke i Torśke oraz w lasach nad Dońcem, lecz nie przyniosły one Rosjanom istotnych zysków terenowych. Bezskutecznie atakowali oni także pozycje obrońców w Donbasie, przede wszystkim w Marjince oraz w okolicach Awdijiwki.

W ciągu ostatnich czterech dni zmalała intensywność ataków agresora na cele położone w głębi Ukrainy. W nocy z 7 na 8 lipca obrona przeciwlotnicza zadeklarowała zestrzelenie pięciu dronów Shahed 136/131, jednak kilka innych trafiło w nieznane obiekty położone w obwodach dniepropetrowskim i kirowohradzkim. W nocy z 10 na 11 lipca Rosjanie wystrzelili 28 dronów, z których 26 mieli zestrzelić Ukraińcy. Głównym celem ataku był port zbożowy w Odessie, gdzie dwa drony trafiły w budynki administracyjne (spośród 24 skierowanych na ten obszar), a odłamki miały spowodować zapłon terminali zbożowych. Według lokalnych źródeł agresor użył także rakiet S-300 do uderzenia na Zaporoże (7 lipca) oraz Mikołajów (10 lipca). Nie zanotowano przy tym żadnego ataku dokonanego za pomocą pocisków balistycznych i manewrujących. Ze względu na rosnącą aktywność rosyjskiej artylerii, moździerzy oraz grup dywersyjnych 10 lipca władze obwodu sumskiego zadecydowały o przymusowej ewakuacji ludności cywilnej w pięciokilometrowej strefie nadgranicznej.

(...)

Komentarz

Na froncie zaporoskim Ukraińcy konsekwentnie prowadzą działania zaczepne, polegające na atakowaniu Rosjan niewielkimi pododdziałami szturmowymi wspieranymi przez broń pancerną. Jak się wydaje, głównym celem dowództwa ukraińskiego na tym etapie operacji nie jest posuwanie się do przodu za wszelką cenę, lecz systematyczne osłabianie oddziałów piechoty przeciwnika na pierwszej linii, niszczenie jego artylerii, punktów dowodzenia i logistyki. Wykorzystując doświadczenia z ofensywy w obwodzie chersońskim z ubiegłego roku, Ukraińcy będą dążyli do zaatakowania osłabionego wroga w dogodnym dla siebie miejscu i czasie. Aktualnie zgrupowanie rosyjskie na froncie o długości ponad 150 km (liczonej od Wasyliwki do Wuhłedaru) składa się z rozciągniętych w pierwszej linii czterech armii (58., 35., 5. i 36.), przy czym nie posiada ono silnych odwodów, które mogłyby zostać wykorzystane do wyprowadzenia kontrnatarcia w wypadku przerwania frontu przez Ukraińców. Rezerwy rosyjskie na froncie zaporoskim złożone są w tym momencie z kilku brygad, z których znaczna część znajduje się już w rejonie walk.

Decyzja o przekazaniu przez USA artyleryjskich pocisków kasetowych DPICM Kijowowi wzbudziła kontrowersje w gronie państw zachodnich. Stany Zjednoczone, Ukraina, Rosja nie są sygnatariuszami Konwencji o zakazie użycia amunicji kasetowej z 2008 r., której stroną jest szereg państw Sojuszu. Prezydent Joe Biden zaznaczył jednocześnie, że decyzję spowodowały niedobory pocisków artyleryjskich po stronie zarówno ukraińskiej, jak i amerykańskiej. Dostarczanie DPICM będzie trwało jedynie do momentu, aż Pentagon uzupełni swoje zapasy klasycznej amunicji artyleryjskiej i znów będzie mógł wysyłać jej więcej Ukrainie. Proces ten może zająć nawet parę miesięcy. Pojedynczy artyleryjski pocisk kasetowy 155 mm DPICM zawiera 88 podpocisków, które rozpraszają się na obszarze ok. 200 m oraz są zdolne obszarowo zwalczać piechotę i cele opancerzone (pancerz do 4 cm).

Uwolnienie internowanych w Turcji żołnierzy pułku Azow należy uznać za duży sukces prezydenta Ukrainy, który wykazał, że jest zdolny doprowadzić do zerwania niejawnych porozumień z Rosją w kwestii przetrzymywania jeńców. Kluczowe było w tej sprawie pozyskanie osobistego wsparcia ze strony prezydenta Erdoğana prowadzącego asertywną politykę wobec Moskwy. W wymiarze wewnętrznym Zełenski umocnił wizerunek skutecznego polityka dbającego o los każdego ukraińskiego żołnierza.

osw.waw.pl

Turcja zrezygnowała ze sprzeciwu wobec przystąpienia Szwecji do NATO. Turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan zgodził się na przekazanie szwedzkiego wniosku do zatwierdzenia w parlamencie — powiedział sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg w poniedziałek wieczorem, tuż przed szczytem NATO w Wilnie.

W ten sposób Turcja dokonała zwrotu. Wcześniejsza decyzja Erdogana była nową przeszkodą na drodze Sztokholmu do członkostwa w NATO. Turcja blokowała przyjęcie Szwecji, argumentując, że ​​kraj na północy Europy nie angażuje się w walkę z kurdyjskimi grupami, które przez tureckie władze są postrzegane jako ekstremistyczne. W poniedziałek na dzień przed szczytem Stoltenberg podjął ostatnią próbę mediacji.

Szwecja przez długi czas pozostawała neutralna militarnie. Po ataku Rosji na Ukrainę jej podejście się jednak zmieniło i kraj ten, podobnie jak Finlandia, złożył wniosek o członkostwo w NATO. Helsinki mogły przystąpić do Sojuszu Północnoatlantyckiego już w kwietniu. Wniosek Szwecji został jednak zablokowany przez Turcję i Węgry.

W czwartek szef gabinetu węgierskiego premiera Viktora Orbana zadeklarował, że Węgry nie będą blokować szwedzkich starań. "Zakończenie procesu ratyfikacji pozostaje teraz już tylko kwestią techniczną" – wyjaśnił minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto na Facebooku. Stanowisko Węgier jest jasne: rząd popiera wejście Sztokholmu do Sojuszu Atlantyckiego.

Stoltenberg nie powiedział, kiedy parlament turecki ratyfikuje przystąpienie Szwecji do NATO. Erdogan obiecał, że zrobi to jak najszybciej. Kolejne posiedzenie tureckiego parlamentu planowane jest na dziś, co oznacza, że ​​przynajmniej w teorii decyzja może zostać podjęta jeszcze w trakcie trwającego szczytu w Wilnie. Jeśli węgierski parlament również dokona ratyfikacji wystarczająco szybko, Szwecja mogłaby oficjalnie zostać wkrótce 32. członkiem NATO.

onet.pl