piątek, 27 grudnia 2024



Markku Hassinen, zastępca szefa fińskiej straży granicznej, wyjaśnił, że o godzinie 0:28 w nocy ze środy na czwartek służby weszły na pokład statku Eagle S. Załoga została poproszona o podniesienie kotwicy, ale na powierzchnię wypłynął tylko łańcuch kotwiczny, co wzbudziło podejrzenia o nietypową aktywność statku. Statek został zajęty przez policję i jest obecnie przetrzymywany na fińskich wodach w pobliżu Porkkala.

(...)

Premier Finlandii Petteri Orpo stwierdził, że Finlandia podjęła zdecydowane działania w związku z tym incydentem, wysyłając jasny sygnał, że problem musi zostać rozwiązany i zakończony. Podkreślił jednak, że Finlandia musi zwiększyć swoją gotowość na takie sytuacje. Orpo zauważył, że bezpieczeństwo dostaw w Finlandii pozostaje silne i potwierdził, że był w kontakcie z krajami nordyckimi, krajami bałtyckimi, Polską, NATO i Unią Europejską w tej sprawie. Dodał, że potrzebne są dodatkowe metody, aby rozprawić się z flotą cieni.

- Statki floty cieni zasilają rosyjską machinę wojenną, umożliwiając Rosji kontynuowanie wojny przeciwko Ukrainie. Statki te są stale dodawane do pakietów sankcji, które już wywarły znaczący wpływ - powiedział Orpo. Podkreślił również, że statki te stanowią zagrożenie dla środowiska Morza Bałtyckiego.

Połączenie elektroenergetyczne Estlink 2, utrzymywane przez fiński Fingrid i estoński Elering, ma długość ok. 170 km, z czego na odcinku ok. 145 km przebiega po dnie Zatoki Fińskiej między estońskim Pussi a fińskim Porvoo. Kabel oddano do użytku w 2014 r. Stanowi ważne połączenie przesyłowe między Finlandią a krajami bałtyckimi o mocy ponad 650 MW (działający obecnie kabel EstLink 1 ma moc 350 MW).

i.pl


Grzegorz Osiecki, Tomasz Żółciak, money.pl: Czy w przededniu formalnej kampanii prezydenckiej widać jakieś nowe tendencje w sieci?

Michał Fedorowicz, analityk mediów społecznościowych, specjalista od komunikacji kryzysowej, przewodniczący Res Futura: Widać wkurzonych facetów, którzy idą jak po swoje. Podobnie jak zrobiły wkurzone kobiety w 2023 roku.

O co chodzi z tymi facetami?

Najłatwiej dostać dzisiaj lajka i zasięg, będąc facetem w mediach społecznościowych, który chce wyrazić swoją opinię. Widać ogromny wzrost zaangażowania mężczyzn z małych i średnich miast, którzy bezdyskusyjnie wchodzą w politykę, ale nie szczegółowo - oddają atmosferę wkurzenia na gospodarkę, zmęczenia. Tego, że muszą tyrać na dwa etaty, a mimo to im nie starcza. Tego, że wszystko jest dla kobiet, dla dzieci, a dla nich nie ma nic. Ja to nazywam powolną kontrrewolucją, która przyszła z Donaldem Trumpem przy drugich wyborach, gdzie są faceci, którzy mówią wprost: żadne już LGBT, żadne "pier***lolo", po prostu zwyczajny, normalny, poukładany świat.

Czyli po roku nowych rządów ci faceci już mają dość?

Chodzi raczej o to, że z perspektywy informacyjnej to jest dla nich jakiś chaos. Media produkują liczbę komunikatów tak dużą, a politycy tworzą taki chaos, że nic już nie jest stałe. Wojna, polityka, sądy, kto jest winny, kto niewinny, czyj sąd jest lepszy. I to wszystko sprowadza się do tego, że z perspektywy ułożonego życia, jakie było przez ostatnie osiem lat, świat się nagle załamuje.

Ale jakie to było "poukładane życie"? Była wojna, pandemia i narzekanie na rząd PiS.

Tylko że dziś z perspektywy tego wkurzonego faceta nie ma kasy. Rośnie za to liczba zapytań dotyczących kredytów, chwilówek, dodatkowych etatów na Ubera, codziennie jakiś zakład gdzieś zwalnia. Może to bezrobocie nie rośnie, ale gdzieś nagle coś się kończy, szczególnie w mniejszych miejscowościach. To wszystko rodzi bardzo duży poziom niepewności. Chaos dla faceta.

W dodatku PiS bardzo szybko przeszedł na taką komunikację, że za wszystko odpowiada obecny rząd, że tak naprawdę nikt nie podpisywał Zielonego Ładu, nie było żadnego Polskiego Ładu. I z perspektywy faceta - którego jest coraz więcej na TikToku - wystarczy, że się skrytykuje Tuska i od razu są lajki, wyświetlenia, zasięgi. Rośnie pewien rodzaj kontrrewolucji, która przekłada się na to, że ci ludzie ani nie chcą PiS, ani PO i, co widać w sondażach, rośnie powoli, ale systematycznie Konfederacja.

Czyli obecny rząd tych ludzi wkurza, ale nie przekłada się to na narrację "PiS-ie, wróć"?

Absolutnie nie. Jest za to myślenie "to może w końcu Konfederacja".

Mieliśmy w tym roku dwucyfrowe wzrosty płac, duże podwyżki w budżetówce. Realnie te płace też wzrosły. A mimo to frustracja dotycząca stanu gospodarki rośnie?

Tematy związane z inflacją, gospodarką, płacami, zwolnieniami są codziennie pierwszym, drugim albo trzecim najczęściej komentowanym tematem w Polsce. Teoretycznie, z perspektywy gospodarczej państwa, dane są dobre, ale mieliśmy już taką sytuację w 2014 roku, gdzie dane były dobre, wychodziliśmy z kryzysu, a społeczeństwo tego nie akceptowało.

Dziś ponownie widać, że atmosfera w mediach społecznościowych jest taka, że jest źle gospodarczo. To zaczęło się zaraz po powodzi i trwa do dzisiaj. Mamy trzeci miesiąc takiego poczucia, że jest beznadziejnie.

Rząd pewnie jest dodatkowo obwiniany za powódź i jej skutki?

Internet stwierdził, że za powódź odpowiada Anna Zalewska (chodzi o sprawę oprotestowanych planów budowy systemu suchych zbiorników retencyjnych w okolicach Kłodzka - przyp. red.). W raportach takich wskazań było najwięcej. Zaledwie 6 proc. wskazań było o tym, że pogoda spowodowała powódź. Za powódź są odpowiedzialne albo PiS, albo Platforma. Nie deszcz.

A co z tematami, które próbują narzucić nam politycy? Np. kwestia rozliczeń PiS?

Najważniejszym tematem z perspektywy użytkownika sieci są tematy gospodarcze. Drugim są tematy polityki tożsamościowej - "PiS, PO - jedno zło" i do tego Konfederacja, która wchodzi na scenę bardzo mocno. To są trzy główne ośrodki, które dystrybuują informacje.

Kwestia rozliczeń jest ważna tylko dla sympatyków Platformy Obywatelskiej. Jeżeli nie idzie, tak jak np. z Marcinem Romanowskim - rząd może im tłumaczyć, że jest on po prostu ruskim agentem. To jest wytłumaczenie wszystkich niepowodzeń rządu. Po oblanym teście na aborcję, bo ta koalicja od roku nie potrafi tej sprawy załatwić, jest wytłumaczenie, że PiS cały czas rządzi jako taki deep state (ci, którzy rządzą z ukrycia - przyp. red.). Z perspektywy użytkowników Platformy rozliczenia są więc bardzo ważne, natomiast absolutnie nie są ważne np. dla wyborców Konfederacji.

money.pl


W biografii Małgorzaty Braunek aż mnoży się od Andrzejów. Szczególnie istotnych było dwóch: Andrzej Żuławski oraz Andrzej Krajewski. Najpierw chciałbym się dowiedzieć, którego z nich darzysz większą sympatią i dlaczego akurat Krajewskiego? 

(śmiech) Pierwszego spotkania z Andrzejem Krajewskim byłam bardzo ciekawa. Zastanawiałam się, co ma w sobie takiego, że Braunek rzuciła dla niego Żuławskiego, który w tamtym czasie wydawało się, że ma wszystko: talent, pasję, erudycję, no i jeszcze jest bardzo przystojny. Od pierwszego spotkania z Krajewskim nie miałam wątpliwości, dlaczego to zrobiła. I dlaczego do śmierci była z nim taka szczęśliwa. 

No?

Napisałam w biografii, że Andrzej ma przenikliwe spojrzenie, trudny do opisania rodzaj magnetyzmu i głębię, która niemal natychmiast ujawnia się w trakcie rozmowy. Żuławski nazywał go "siłą seksualną". Gdy go poznał, uderzyło go to, jak męski Krajewski się wydaje. Rozliczał się z nim m.in. w filmie „Opętanie". Dopiero oglądając go, zrozumiałam, dlaczego Żuławski tak często używał sformułowania o ośmiornicy, np. po rozstaniu mówił, że ona sypia z ośmiornicą. 

W filmie zemścił się, hmm, w efektowny sposób. 

Tak, Isabelle Adjani ucieka do pewnego mieszkania, by sypiać z potężną ośmiornicą, która oplata ją swoimi mackami. Żuławski przedstawiał Krajewskiego jako demona, który opętał Małgosię. Tymczasem ona mówiła, że przyciągnęła ją do niego obietnica wolności. Żuławski potrafił zafascynować kobietę, ale nie potrafił dać jej poczucia bezpieczeństwa. Krajewski to potrafi. 

Braunek i Żuławski przeżyli razem pięć intensywnych lat. Doczekali się syna Xawerego. Z wielu powodów jednak to uczucie musiało się wypalić. Byli jak ogień i woda. Żuławski w jednym z wywiadów powiedział, że jeśli człowiek kiedykolwiek wyleczy się z miłosnej klęski, to znaczy, że to nie była miłość i że to nie była klęska. Jego zdaniem człowiek się z tego nie leczy.

(...)

Tak, nie da się ukryć, że była to postać skomplikowana i intrygująca. 

Krytyk filmowy i wykładowca UJ, prof. Tadeusz Lubelski, słusznie zauważa, że Żuławski ma dwa sprzeczne wizerunki: pełnego czaru europejskiego intelektualisty wysokiej klasy i nawiedzonego szaleńca, opętanego przez erotyzm. Dr Jekyll i Mr Hyde. Czytelnicy mówią mi, że rozdział o Żuławskim jest jednym z ich ulubionych w tej książce. Chyba czują, że zrobiłam solidny research. Małgorzata Braunek na pytanie dziennikarki o to, który z Andrzejów ją bardziej zmienił, odpowiedziała: "Ja bym wolała powiedzieć, że to nie oni mnie zmienili, ale że to dzięki nim ja siebie odnajdywałam". 

(...)

Właśnie, wspomniałaś o, "powiedzmy, konflikcie" z Brylską. Czy twoim zdaniem żadnego konfliktu nie było?

Powiedziałam tak, bo one nie miały otwartego konfliktu. Na początkowym etapie znajomości patrzyły na siebie z podziwem. Braunek w PWST uwielbiała przyglądać się Brylskiej. Uważała ją za zjawiskowo piękną. Potem była zdania, że w "Albumie polskim" Brylska pokazała ogromny talent dramatyczny. One były wikłane w konflikty przez osoby trzecie, jako że obie w tym samym czasie były niezwykle popularne. Antagonizowano je, wmanewrowywano w konkursy o palmę pierwszeństwa, dlatego że brano je pod uwagę przy obsadzaniu tych samych ról. Pierwsza taka sytuacja miała miejsce na planie "Diabła", najmroczniejszego filmu w karierze Żuławskiego. Rolę, która była przewidziana dla Braunek, pewnego dnia zaproponowano Brylskiej z powodu zaawansowanej ciąży konkurentki. Praca w takim stanie była wbrew obowiązującym przepisom. Brylska podpisała umowę na zastępstwo. Po jednym dniu zdjęciowym reżyser przestał ją informować, kiedy odbędą się kolejne zdjęcia. Czekała tygodniami. Mąż Brylskiej, który był ginekologiem, zdążył odebrać poród Braunek. Na świecie pojawił się Xawery Żuławski. 

A tata Żuławski zagonił Braunek prosto ze szpitala na plan swojego demonicznego dzieła.

Brylska zgłosiła sprawę roli w "Diable" do sądu koleżeńskiego. On zadecydował, że za krzywdę moralną ma zostać jej wypłacona cała gaża, a Braunek będzie grała za darmo. Tak się stało. Małgorzata w połogu wróciła na plan. Była wycieńczona, atmosfera tego filmu ją przerażała. Na planie była chora z wyczerpania, bo Żuławski żądał od niej forsowania granic wytrzymałości. Była zdania, że narodzinom jej dziecka nie powinny towarzyszyć ciemne sprawy, jakich dotyka "Diabeł". Ale nie potrafiła się sprzeciwić mężczyźnie, którego wtedy jeszcze kochała. Wiedziała, że Brylska ma uzasadniony żal. Wiedziała też, że należało się zbuntować. Tymczasem schowała głowę w piasek. Przyznawała, że dręczyło ją potem poczucie winy i że teraz postąpiłaby inaczej. Ale wtedy nie umiała.

gazeta.pl