Pierwszy etap transformacji energetycznej dobiega końca. Energetyka w UE stała się dużo mniej emisyjna, ale również bardziej kosztowna a przestrzeń do rozwoju OZE na kontynencie wyczerpuje się. Źródeł odnawialnych jest już na tyle dużo, że w sprzyjających warunkach pogodowych są w stanie zaspokajać blisko 100% popytu na energię. Wówczas ceny energii spadają poniżej zera. Nowe moce OZE mają więc coraz mniejszą rentowność i uzasadnienie. Tania i czysta energia jest wciąż potrzebna, ale w okresach gdy zależne od pogody OZE nie pracują.
Po pierwsze sprzyja im otoczenie rynkowe: duże dobowe wahania cen energii dają coraz więcej okazji do arbitrażu. Po drugie na ich korzyść przemawiają usługi elastyczności: magazyny energii to dobre zabezpieczenie przed blackoutami w trudnych do ustabilizowania systemach energetycznych z dużym udziałem zależnych od pogody OZE. Po trzecie stanowią logiczny kolejny krok dekarbonizacji energetyki. Dyskusja będzie dotyczyć nie tylko magazynów bateryjnych (akumulatorowej), lecz także elektrowni szczytowo-pompowych oraz magazynów energii cieplnej. Nie wierzymy natomiast w magazyny wodorowe - technologia ta ma mniejszą sprawność, wyższe koszty i mniej korzystne otoczenie rynkowo-regulacyjne niż konkurencja do zagospodarowania nadwyżek energii z OZE.
Nie ma łatwej drogi obniżenia cen energii w UE do poziomów z Chin lub USA. Zatrzymanie transformacji energetycznej tego nie spowoduje – jedyną nadzieją jest 4-krotny spadek kosztów magazynowania energii. Zanim (o ile) do niego dojdzie, Unia Europejska będzie musiała wydzielić z rynku energii usługi mocy dyspozycyjnej i utrzymać w ten sposób duży udział energetyki gazowej i jądrowej w miksie. Można sobie wyobrazić kilka strategii osiągnięcia takiego celu, w tym modyfikację systemu merit order. Metodą na obniżenie cen energii dla przemysłu będzie zaś ich subsydiowanie.
(...)
Unijny przemysł ma za sobą pięć trudnych lat - najpierw zaburzenia łańcuchów dostaw na skutek Covid-19, następnie kryzys energetyczny po wojnie w Ukrainie, a wreszcie osłabienie popytu w wyniku spowolnienia wzrostu gospodarczego. Wolumen produkcji zmniejszył się, tak jak i udziały w globalnym rynku oraz rentowność branży. Obniża to zdolność unijnego przemysłu do finansowania inwestycji w dekarbonizację i jego odporność na jej potencjalne skutki.
Unia Europejska z jednej strony chciałaby rozpocząć dekarbonizację przemysłu, ale w dobie napięć geopolitycznych nie może sobie pozwolić na utratę branż o strategicznym znaczeniu, np. przemysłu stalowego, chemicznego czy mineralnego. Dlatego do ich dekarbonizacji w większym stopniu zastosowane zostaną zachęty i wsparcie ze środków publicznych. Komisja Europejska zapewni im też większą ochronę przed konkurencyjnym importem, a być może zdecyduje się na subwencjonowanie eksportu. Nie wykluczamy przy tym nawet pewnego „rozmiękczenia” samej polityki klimatycznej względem strategicznych gałęzi przemysłu czy łagodzenia skutków wzrostu kosztów emisji, jeśli okaże się to konieczne dla zachowania ich stabilności.
Samochody elektryczne będą wypierać spalinowe
Już teraz mają wiele przewag: są cichsze, szybsze, nie generują spalin, są tańsze w eksploatacji i lepiej przygotowane do jazdy autonomicznej. Ich problemy: wyższa cena, krótszy zasięg i brak punktów ładowania zniweluje postęp techniczny oraz inwestycje. Ich upowszechnianie wydłuży się jednak w czasie ze względu na przyzwyczajenia użytkowników aut. Wymusi to na UE odłożenie w czasie zakazu sprzedaży samochodów spalinowych poza 2035 r.
Dotychczas UE stymulowała rynek samochodów elektrycznych zachętami do ich zakupu i karami dla sektora motoryzacyjnego za emisje. Polityka ta odniosła sukces, ale europejscy producenci pozostają w tyle za chińskimi, zwłaszcza pod względem produkcji baterii. Zbudowanie przewag technologicznych stanie się priorytetem UE w najbliższych latach. Spodziewamy się subsydiów dla producentów na badania i rozwój, ceł na import samochodów z Chin i ponownej próby zbudowania europejskiego łańcucha dostaw baterii (NorthVolt 2.0).
(...)
Rolnictwo paradoksalnie trudno zazielenić
Nie da się bowiem obecnie prowadzić konkurencyjnej produkcji rolnej bez zużycia dużych ilości kłopotliwych dla środowiska substancji: nawozów, środków ochrony roślin czy antybiotyków. Emisje gazów cieplarnianych w rolnictwie są zaś trudne do uniknięcia. Najskuteczniejsza byłaby zmiana diety Europejczyków na bardziej roślinną, ale trudno się takiej spodziewać a próby jej wymuszenia byłyby bardzo niepopularne (zarówno wśród konsumentów, jak i rolników).
Brak skutecznych sposobów na ekonomiczne „zazielenienie” rolnictwa oraz rosnące znaczenie bezpieczeństwa żywnościowego UE sprawią, że Unia Europejska złagodzi presję regulacyjną w tym sektorze. Przy okazji może to być jeden ze sposobów na pozyskanie poparcia krajów członkowskich dla porozumienia handlowego UE z krajami Mercosuru – ważnego dla przemysłu, ale kłopotliwego dla rolnictwa. Osłabienie restrykcji klimatycznych mogłoby być sposobem na podniesienie jego konkurencyjności względem rolnictwa z Ameryki Południowej.
(...)
Globalna konsumpcja rośnie szybciej niż populacja, a choć niektóre firmy zwiększają wykorzystanie materiałów z recyklingu, większość w ogóle nie zajmuje się tym tematem i nie ponosi z tego tytułu żadnych konsekwencji. W efekcie społeczeństwa generują więcej odpadów, niż systemy recyklingu są w stanie przetworzyć.
Nawet gdyby udało się przetworzyć wszystkie potencjalnie recyklingowalne produkty (co i tak jest mało prawdopodobne, bo wiele z nich jest zbyt trudna lub zbyt kosztowna do recyklingu), globalny wskaźnik recyklingu osiągnąłby maksymalnie 25%. Oznacza to, że aby przeciwdziałać narastającemu globalnemu kryzysowi odpadów, konieczna jest znaczna redukcja konsumpcji.
(...)
Unia Europejska zainicjowała strategiczny zwrot w podejściu do regulacji zrównoważonego rozwoju, przechodząc od fazy intensywnego tworzenia nowych przepisów do etapu ich upraszczania i zwiększania spójności. (...) Celem tych działań jest nie tylko zwiększenie efektywności regulacyjnej, ale również poprawa konkurencyjności europejskich przedsiębiorstw bez rezygnacji z ambicji klimatycznych i społecznych.
Niezależnie od tego, czy chodzi o bezpieczeństwo energetyczne (jak w USA), czy transformację energetyczną (jak w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii oraz niektórych krajach Azji i Pacyfiku), polityka (w tym regulacje) coraz mocniej wspiera sektor energii. Wydaje nam się, że UE z "Zielonym Ładem" próbuje być awangardą transformacji energetycznej. W rzeczywistości to co najwyżej próba gonienia takich krajów jak Chiny, które szybko elektryfikują swoją gospodarkę. Obrazek współczesnych Chin to linie wysokich napięć przecinające cały wschód kraju wzdłuż i wszerz, podobnie jak autostrady. To dwa krwioobiegi współczesnego przemysłu i gospodarki ogółem.
pekao.com.pl