środa, 9 lipca 2025



Pierwszy etap transformacji energetycznej dobiega końca. Energetyka w UE stała się dużo mniej emisyjna, ale również bardziej kosztowna a przestrzeń do rozwoju OZE na kontynencie wyczerpuje się. Źródeł odnawialnych jest już na tyle dużo, że w sprzyjających warunkach pogodowych są w stanie zaspokajać blisko 100% popytu na energię. Wówczas ceny energii spadają poniżej zera. Nowe moce OZE mają więc coraz mniejszą rentowność i uzasadnienie. Tania i czysta energia jest wciąż potrzebna, ale w okresach gdy zależne od pogody OZE nie pracują.

Po pierwsze sprzyja im otoczenie rynkowe: duże dobowe wahania cen energii dają coraz więcej okazji do arbitrażu. Po drugie na ich korzyść przemawiają usługi elastyczności: magazyny energii to dobre zabezpieczenie przed blackoutami w trudnych do ustabilizowania systemach energetycznych z dużym udziałem zależnych od pogody OZE. Po trzecie stanowią logiczny kolejny krok dekarbonizacji energetyki. Dyskusja będzie dotyczyć nie tylko magazynów bateryjnych (akumulatorowej), lecz także elektrowni szczytowo-pompowych oraz magazynów energii cieplnej. Nie wierzymy natomiast w magazyny wodorowe - technologia ta ma mniejszą sprawność, wyższe koszty i mniej korzystne otoczenie rynkowo-regulacyjne niż konkurencja do zagospodarowania nadwyżek energii z OZE.

Nie ma łatwej drogi obniżenia cen energii w UE do poziomów z Chin lub USA. Zatrzymanie transformacji energetycznej tego nie spowoduje – jedyną nadzieją jest 4-krotny spadek kosztów magazynowania energii. Zanim (o ile) do niego dojdzie, Unia Europejska będzie musiała wydzielić z rynku energii usługi mocy dyspozycyjnej i  utrzymać w ten sposób duży udział energetyki gazowej i jądrowej w miksie. Można sobie wyobrazić kilka strategii osiągnięcia takiego celu, w tym modyfikację systemu merit order. Metodą na obniżenie cen energii dla przemysłu będzie zaś ich subsydiowanie.

(...)

Unijny przemysł ma za sobą pięć trudnych lat - najpierw zaburzenia łańcuchów dostaw na skutek Covid-19, następnie kryzys energetyczny po wojnie w Ukrainie, a wreszcie osłabienie popytu w wyniku spowolnienia wzrostu gospodarczego. Wolumen produkcji zmniejszył się, tak jak i udziały w globalnym rynku oraz rentowność branży. Obniża to zdolność unijnego przemysłu do finansowania inwestycji w dekarbonizację i jego odporność na jej potencjalne skutki. 

Unia Europejska z jednej strony chciałaby rozpocząć dekarbonizację przemysłu, ale w dobie napięć geopolitycznych nie może sobie pozwolić na utratę branż o strategicznym znaczeniu, np. przemysłu stalowego, chemicznego czy mineralnego. Dlatego do ich dekarbonizacji w większym stopniu zastosowane zostaną zachęty i wsparcie ze środków publicznych. Komisja Europejska zapewni im też większą ochronę przed konkurencyjnym importem, a być może zdecyduje się na subwencjonowanie eksportu. Nie wykluczamy przy tym nawet pewnego „rozmiękczenia” samej polityki klimatycznej względem strategicznych gałęzi przemysłu czy łagodzenia skutków wzrostu kosztów emisji, jeśli okaże się to konieczne dla zachowania ich stabilności.

Samochody elektryczne będą wypierać spalinowe

Już teraz mają wiele przewag: są cichsze, szybsze, nie generują spalin, są tańsze w eksploatacji i lepiej przygotowane do jazdy autonomicznej. Ich problemy: wyższa cena, krótszy zasięg i brak punktów ładowania zniweluje postęp techniczny oraz inwestycje. Ich upowszechnianie wydłuży się jednak w czasie ze względu na przyzwyczajenia użytkowników aut. Wymusi to na UE odłożenie w czasie zakazu sprzedaży samochodów spalinowych poza 2035 r.

Dotychczas UE stymulowała rynek samochodów elektrycznych zachętami do ich zakupu i karami dla sektora motoryzacyjnego za emisje. Polityka ta odniosła sukces, ale europejscy producenci pozostają w tyle za chińskimi, zwłaszcza pod względem produkcji baterii. Zbudowanie przewag technologicznych stanie się priorytetem UE w najbliższych latach. Spodziewamy się subsydiów dla producentów na badania i rozwój, ceł na import samochodów z Chin i ponownej próby zbudowania europejskiego łańcucha dostaw baterii (NorthVolt 2.0).

(...)

Rolnictwo paradoksalnie trudno zazielenić

Nie da się bowiem obecnie prowadzić konkurencyjnej produkcji rolnej bez zużycia dużych ilości kłopotliwych dla środowiska substancji: nawozów, środków ochrony roślin czy antybiotyków. Emisje gazów cieplarnianych w rolnictwie są zaś trudne do uniknięcia. Najskuteczniejsza byłaby zmiana diety Europejczyków na bardziej roślinną, ale trudno się takiej spodziewać a próby jej wymuszenia byłyby bardzo niepopularne (zarówno wśród konsumentów, jak i rolników).

Brak skutecznych sposobów na ekonomiczne „zazielenienie” rolnictwa oraz rosnące znaczenie bezpieczeństwa żywnościowego UE sprawią, że Unia Europejska złagodzi presję regulacyjną w tym sektorze. Przy okazji może to być jeden ze sposobów na pozyskanie poparcia krajów członkowskich dla porozumienia handlowego UE z krajami Mercosuru – ważnego dla przemysłu, ale kłopotliwego dla rolnictwa. Osłabienie restrykcji klimatycznych mogłoby być sposobem na podniesienie jego konkurencyjności względem rolnictwa z Ameryki Południowej.

(...)

Globalna konsumpcja rośnie szybciej niż populacja, a choć niektóre firmy zwiększają wykorzystanie materiałów z recyklingu, większość w ogóle nie zajmuje się tym tematem i nie ponosi z tego tytułu żadnych konsekwencji. W efekcie społeczeństwa generują więcej odpadów, niż systemy recyklingu są w stanie przetworzyć.

Nawet gdyby udało się przetworzyć wszystkie potencjalnie recyklingowalne produkty (co i tak jest mało prawdopodobne, bo wiele z nich jest zbyt trudna lub zbyt kosztowna do recyklingu), globalny wskaźnik recyklingu osiągnąłby maksymalnie 25%. Oznacza to, że aby przeciwdziałać narastającemu globalnemu kryzysowi odpadów, konieczna jest znaczna redukcja konsumpcji.

(...)

Unia Europejska zainicjowała strategiczny zwrot w podejściu do regulacji zrównoważonego rozwoju, przechodząc od fazy intensywnego tworzenia nowych przepisów do etapu ich upraszczania i zwiększania spójności. (...) Celem tych działań jest nie tylko zwiększenie efektywności regulacyjnej, ale również poprawa konkurencyjności europejskich przedsiębiorstw bez rezygnacji z ambicji klimatycznych i społecznych.

Niezależnie od tego, czy chodzi o bezpieczeństwo energetyczne (jak w USA), czy transformację energetyczną (jak w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii oraz niektórych krajach Azji i Pacyfiku), polityka (w tym regulacje) coraz mocniej wspiera sektor energii. Wydaje nam się, że UE z "Zielonym Ładem" próbuje być awangardą transformacji energetycznej. W rzeczywistości to co najwyżej próba gonienia takich krajów jak Chiny, które szybko elektryfikują swoją gospodarkę. Obrazek współczesnych Chin to linie wysokich napięć przecinające cały wschód kraju wzdłuż i wszerz, podobnie jak autostrady. To dwa krwioobiegi współczesnego przemysłu i gospodarki ogółem.

pekao.com.pl


Prezydent USA sprawuje pełnią władzy na ogół jedynie przez dwa pierwsze lata swojej kadencji, gdyż po tym okresie przynajmniej jedną izbę Kongresu zdobywa na ogół opozycja, która skutecznie torpeduje przyjmowanie jakichkolwiek większych reform. Nawet bez tego zresztą głosowanie ustaw w Kongresie jest  trudne ze względu na tzw. filibuster czyli szeroko sankcjonowaną obstrukcję. Nie dotyczy to jedynie ustaw budżetowych (tzw. appropriations). Istnieje więc w USA tradycja, że prezydenci wszystkie swoje istotne reformy wysyłają do Kongresu w jednym pakiecie z ustawą budżetową w pierwszym i/lub drugim roku swojej kadencji. Takim właśnie pakietem była przegłosowana w ub. tygodniu ustawa: „One Big Beautiful Bill Act” (w skrócie OBBBA) – kodyfikująca wiele priorytetów politycznych D. Trumpa.

Ustawa ta, podobnie jak sam prezydent D. Trump budzi liczne kontrowersje i ataki polityczne, więc trudno się zorientować co dokładnie zawiera. Postaramy się więc ją rozebrać na części pierwsze i nadać pewien kontekst historyczny. Zacznijmy od największej i najczęściej podawanej liczby związanej z OBBBA, czyli:
  • 4,8 bilionów USD – to łączna wartość cięć podatków PIT i CIT, które przegłosowano wg Congressional Budget Office. Kwota ta nie ma zarazem prawie nic wspólnego z impulsem fiskalnym, jaki pojawi się w gospodarce, chociażby dlatego, że jest to kwota rozłożona na 10 lat. Zanim ten termin upłynie polityka fiskalna USA może się jeszcze dwa razy zmienić. Poza tym...
  • 2,2 biliony USD – to 10-letni koszt wydłużenia bezterminowo cięć podatków, które zostały przegłosowane w 2017 r. za pierwszej kadencji D.Trumpa. Kwota ta jest uwzględniona w tych 4,8 bln USD o których pisaliśmy wyżej. Gdyby nic nie zrobiono, to ówczesne cięcia wygasłyby z końcem 2025 r. i stawki podatkowe poszłyby w górę. Ani Republikanie, ani Demokracji (wg programu K. Harris) nie byli skłonni do tego dopuścić.
  • 2,6 bilionów USD – to koszt nowych cięć podatków D.Trumpa, przede wszystkim podwyższenia kwoty wolnej PIT (1,4 bln USD) oraz zwiększenia ulgi na dzieci (0,8 bln USD).
  • 1,6 bilionów USD – to wartość oszczędności wydatkowych w ciągu 10 lat, które zakłada OBBBA, aby przynajmniej częściowo zrównoważyć koszty cięć podatków. Blisko połowa tej kwoty to cięcia w publicznym systemie ochrony zdrowia (Medicaid: 0,8 bln USD). Ważnym źródłem oszczędności jest też wygaszenie części kredytów podatkowych dla energetyki odnawialnej (wartych ok. 0,5 bln USD) uchwalonych w ramach Inflation Reduction Act z 2022 r.).
  • 0.3 biliona USD – to wartość dodatkowych wydatków, głównie na utrzymanie armii oraz politykę migracyjną, które w horyzoncie 10-lat zakłada OBBBA.
  • Ok. 1,3 bilion USD – to przybliżona wartość netto impulsu fiskalnego, jaki generuje OBBBA w ciągu 10 lat względem obecnie obowiązujących stawek podatkowych i wydatków administracji federalnej USA. Dla porównania – roczna wartość PKB USA w cenach bieżących wyniosła w ub. roku 29,2 biliony USD, więc wspomniany impuls fiskalny wynosi ok. 3,5% rocznego PKB. Ale ponieważ impuls ten został rozpisany na 10 lat, wiec w praktyce jego skala jest co najmniej 10-krotnie mniejsza (PKB USA będzie raczej rosnąć a nie spadać), czyli wyniesie ok. 0,35% PKB. To niby niewiele, ale należy pamiętać, że finanse publiczne w USA są w tej chwili dalekie od zbilansowania (deficyt za 2024 wyniósł 6,4% PKB) a OBBBA ten problem pogłębia, zamiast rozwiązywać. Dług publiczny USA wynosi obecnie 121% PKB i jest na umiarkowanej ścieżce wzrostowej (w 2023 wyniósł 116% PKB). Wspomniany impuls fiskalny sprawi, że wzrost ten przyspieszy i w ciągu kilku najbliższych lat przekroczy najpewniej 130% PKB.
Kształcące jest też porównanie OBBBA z podobnymi ustawami z przeszłości. W tym celu – dla zachowania porównywalności – skorzystaliśmy z oszacowań wpływu poszczególnych pakietów fiskalnych na dług publiczny, prowadzonych ex ante przez Congressional Budget Office wg jednolitej metodologii. Z tej perspektywy OBBBA prezentuje się jako zasadniczo przeciętny impuls fiskalny w USA, dużo mniejszy niż w czasie pandemii, gdy w relatywnie krótkim okresie czasu budżet federalny wyłożył netto ok. 5 bilionów USD, ale porównywalny z pakietem fiskalnym B. Obamy z 2012, który w dużej mierze wydłużał cięcia podatków przegłosowane jeszcze przez G.W.Busha oraz dostarczał stymulacji gospodarki po Wielkiej Recesji 2008 r. Obecny pakiet fiskalny D. Trumpa, podobnie jak ten z 2017 wyróżnia natomiast procykliczność – nie stanowi on odpowiedzi na kryzys (jak w 2021 i 2022 r.), tylko stymuluje gospodarkę we względnie dobrych czasach.

Porównajmy na koniec impuls fiskalny wygenerowany przez OBBBA z impulsem fiskalnym, który ogłosiły w marcu Niemcy. Przypomnijmy, że stworzyły one wówczas fundusz inwestycji infrastrukturalnych o wartości 500 mld EUR (równowartość 11,6% rocznego PKB z 2024) i wyłączyły go z tzw. hamulca długu. Ponadto, zapowiedziały podwojenie swoich wydatków zbrojeniowych w horyzoncie najbliższych 5 lat, co oznacza wzrost o ok. 100 mld EUR w skali roku. Fundusz inwestycji infrastrukturalnych został natomiast zaplanowany na 12 lat, czyli w przybliżeniu jego wartość wynosi 80 mld EUR w skali roku. Czyli niemiecki impuls fiskalny wynosi łącznie 180 mld EUR rocznie (z datą dojścia do tego poziomu ok. 2030 r.), czyli ok. 3% PKB (w cenach bieżących z 2024 r.). To rząd wielkości więcej niż impuls w USA. Różnica jest oczywiście taka, że Niemcy mają większą przestrzeń fiskalną do takich działań. Dług publiczny tego kraju wyniósł 62% PKB, czyli prawie dokładnie połowę tego co w USA i znajduje się w powolnym trendzie spadkowym (który zamieni się w umiarkowany trend wzrostowy w najbliższych latach).

pekao.com.pl


Stany Zjednoczone w przeszłości charakteryzowały się relatywnie wyższym wzrostem populacji (głównie przez imigrację) niż większość innych gospodarki rozwiniętych i przekładało się to na wyższy wzrost PKB. Ta przewaga USA jeszcze wzrosła po pandemii, kiedy to skala imigracji znacząco wzrosła. To zasługuje na dłuższą opowieść, ale trochę wykracza poza nasze zwyczajowe poletko. Zauważymy jedynie, że z uwagi na zmianę polityki migracyjnej za czasów poprzedniej administracji oraz specyficzne warunki okołopandemiczne, imigracja ta w dużej mierze odbyła się kanałami nielegalnymi – przez przekroczenie południowo-wschodniej granicy USA i „rozpłynięcie się” w kraju lub wykorzystanie furtki prawnej związanej z azylem. Jej skala była bardzo duża – wg szacunków Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) przekroczyła w latach 2021-24 8,5 mln, CBO szacuje imigrację w tym okresie na 8 mln osób powyżej scenariusza alternatywnego, itp. Do pewnego stopnia widać te dane w raportach z rynku pracy – część siły roboczej urodzonej poza Stanami Zjednoczonymi konsekwentnie rosła szybciej w kategoriach bezwzględnych i relatywnych niż wynikałoby to z wieloletniego trendu. Imigracja mogła w tym okresie podbijać miesięczne przyrosty zatrudnienia o 70-100 tys.

Wzrost imigracji do USA miał konsekwencje polityczne i był jedną z przyczyn wygranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w zeszłym roku. Jego wygrana stanowi kluczową cezurę w polityce migracyjnej USA i ten element programu wyborczego został zrealizowany. Widzimy bowiem jego efekty w statystykach nielegalnych przekroczeń granicy. Jest ich dużo, dużo mniej (w szczególności, mniej niż w swoich projekcjach zakładało CBO) – w ostatnich miesiącach napływ migrantów do USA spadł praktycznie do zera. Co ciekawe, nie ma to bezpośredniego związku z najbardziej medialnym elementem polityki migracyjnej nowej administracji, jakim są działania agencji ICE (Immigration and Customs Enforcement). Innymi słowy, nie odpowiadają za to deportacje (ich skala jest bowiem zupełnie normalna jak na standardy USA), tylko uszczelnienie południowej granicy (pierwsze działania podjęto zresztą w ostatnim roku prezydentury Bidena) i dobrowolna rezygnacja z prób jej przekroczenia przez ewentualnych imigrantów.

Imigracja spadła więc z 2 mln do mniej więcej zera i może spaść bardziej, jeśli znaczące zwiększenie budżetu ICE na podstawie ustawy OBBBA przełoży się na zwiększenie skali deportacji. Ekonomiści Dallas Fed rozważali kilka scenariuszy, od bazowego (zero imigracji w najbliższych latach) po wariant z masowymi i skutecznymi deportacjami. W każdym z nich należy spodziewać się wyraźnego negatywnego wpływu na PKB – między 0,8 a 1 pkt. proc. w 2025 r. i 0,4-1,4 pkt. proc. w 2027 r. Jeżeli punktem wyjścia jest wzrost PKB o 3% (tak, jak miało to miejsce w 2023 i 2024), to samo ograniczenie imigracji zetnie go w tym roku do 2%, a do tego należy dołożyć inne negatywne szoki (wojna handlowa, ciasna polityka pieniężna, etc.). Co ciekawe, wpływ na inflację jest ograniczony, rzędu 0,1-0,2 pkt. proc. Jest to być może niezgodne z kierunkiem, jaki obrała debata publiczna na ten temat (obawy o wzrost inflacji pod wpływem deportacji), ale zgodny z wiedzą ekonomiczną. Imigracja jednocześnie zwiększa i zagregowany popyt, i zagregowaną podaż. Wpływ na płace i inflacje musi się być mały.

pekao.com.pl


Rosja ugrzęzła w wojnie z Ukrainą i jest izolowana na Zachodzie niezliczonymi sankcjami, co uczyniło z Azerbejdżanu ważnego partnera logistycznego dla Moskwy. Od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę Moskwa aktywnie inwestuje w infrastrukturę transportową na terytorium Azerbejdżanu i projekty wzdłuż trasy Rosja-Iran-Indie.

Jednocześnie inicjatywa i wpływy Rosji na Kaukazie Południowym drastycznie osłabły. Po pierwsze, rosyjscy żołnierze sił pokojowych wysłani na sporny obszar Górskiego Karabachu po wojnie ormiańsko-azerbejdżańskiej w 2020 r. nie stawili oporu blokadzie regionu przez Azerbejdżan. Nie interweniowali również we wrześniu 2023 r. w udanej operacji wojskowej Baku mającej na celu przejęcie kontroli nad Górskim Karabachem. A wiosną 2024 r. rosyjski kontyngent pokojowy opuścił region przed terminem.

Baku podjęło pierwszą próbę narzucenia Moskwie nowych zasad pod koniec 2024 r., po tym jak rosyjskie siły obrony powietrznej najwyraźniej omyłkowo zestrzeliły samolot Azerbaijan Airlines. Początkowo Rosja próbowała zamieść tragedię pod dywan, ale Azerbejdżan publicznie zażądał ukarania osób odpowiedzialnych. Rosji udało się złagodzić napięcia dopiero po tym, jak prezydent Władimir Putin osobiście przeprosił, wypłacono odszkodowanie, a w Moskwie wzniesiono pomnik Heydara Alijewa, ojca obecnego prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa.

Ten epizod pokazał Baku możliwe korzyści z konfliktu z Moskwą. W związku z tym, gdy tylko Rosja zapewniła im odpowiednią okazję, władze Azerbejdżanu chętnie weszły w nową rundę konfrontacji.

Ponieważ odniósł niewiele sukcesów gdzie indziej, zwycięstwa nad zewnętrznymi przeciwnikami są głównym źródłem popularności prezydenta Alijewa w kraju od czasu jego sukcesu w drugiej wojnie karabaskiej w 2020 r. Nierówności majątkowe, niskie dochody i represje wobec wszelkiej niekontrolowanej działalności politycznej i obywatelskiej nadal nękają kraj.

Wcześniej społeczeństwo azerskie było skonsolidowane wokół walki o odzyskanie kontroli nad Górskim Karabachem, ale początkowa euforia po jego udanym powrocie stopniowo zanika. Otwarta wojna z Armenią byłaby na razie bardzo ryzykowna dla Baku, a nawet jego najbliższy sojusznik, Turcja, może nie poprzeć takiego przedsięwzięcia. W tych warunkach konfrontacja z przekonującym zewnętrznym wrogiem, takim jak Rosja, jest wygodnym narzędziem do ponownego zjednoczenia społeczeństwa Azerbejdżanu i odciągnięcia go od problemów gospodarczych i kwestii legitymacji prezydenta Alijewa, który odziedziczył stanowisko po ojcu w 2003 roku.

Spory z Moskwą mają również międzynarodowe korzyści. Azerbejdżan od dawna stara się pozycjonować na Zachodzie jako niezawodny partner energetyczny i stabilna świecka siła w regionie. Jednak ten wizerunek jest stale podważany przez fale represji wewnętrznych. Obecne tarcia z Kremlem pomagają przesunąć uwagę Zachodu z nadużyć wewnętrznych w Baku na jego „niezależne”, a nawet „antyrosyjskie” stanowisko.

Pat z Moskwą ma pokazać, że Azerbejdżan nie jest w rzeczywistości autorytarnym sojusznikiem Rosji, ale strategicznym partnerem Zachodu w globalnej konfrontacji z Rosją, zwłaszcza w sektorze energetycznym. W związku z tym mądrzej byłoby, gdyby Bruksela i Waszyngton przymykali oczy na wewnętrzne problemy kraju, który jest dla nich tak użyteczny. Oświadczenia Baku popierające Ukrainę i ostatnia rozmowa telefoniczna Alijewa z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim miała na celu wzmocnienie tego wizerunku.

Jednocześnie konfrontacja między Baku a Moskwą, która jak dotąd nie wyszła poza retorykę i indywidualne aresztowania, nie stwarza poważnego ryzyka dla Baku. Rosja pozostaje zajęta innymi sprawami i woli przeczekać kryzys w nadziei, że eskalacja będzie tymczasowa. Kreml ledwo zareagował na aresztowania i pobicia obywateli rosyjskich w Azerbejdżanie i obwinił Ukrainę za ten „tymczasowy” konflikt między dwoma krajami.

Wykorzystując bierność Moskwy, Alijew próbuje pokazać, że może z nią rozmawiać na równych warunkach, jednocześnie zachowując ostrożność, aby nie dopuścić do wymknięcia się konfliktu spod kontroli. Relacje nie zostały zerwane, porozumienia są nadal wdrażane, ambasadorzy pozostają na swoich stanowiskach, a żadne nowe ograniczenia handlowe nie zostały wprowadzone.

Innymi słowy, obie strony mogą łatwo porzucić wrogą retorykę, jeśli to konieczne, i kontynuować, jakby nic się nie stało. Alijew nie ma ani okazji, ani najwyraźniej chęci, by kontynuować ten konflikt. Baku nie może sobie pozwolić na całkowite zerwanie z Moskwą: gospodarka Azerbejdżanu jest zbyt ściśle związana z gospodarką Rosji.

Rosja pozostaje jednym z największych dostawców komponentów, paliwa i innych surowców do Azerbejdżanu, a także ważnym rynkiem zbytu dla azerskich produktów rolnych. Około 46 procent całkowitej kwoty przekazów pieniężnych przekazywanych do Azerbejdżanu pochodzi z Rosji, gdzie, według samych oficjalnych danych, mieszka i pracuje ponad 300.000 Azerów. (...)

Konfliktując z Kremlem, władze Azerbejdżanu próbują zdobyć punkty zarówno w kraju, jak i za granicą — ale wszystko w granicach, które pozwalają Rosji pozostać kluczowym partnerem gospodarczym. Pod tym względem polityka zagraniczna Azerbejdżanu coraz bardziej przypomina politykę Turcji: agresywne zabiegi dyplomatyczne, po których następują nowe zbliżenia, konflikty bez zrywania stosunków i manewrowanie między różnymi blokami.

Obecny impas prawdopodobnie wygaśnie bez żadnego trwałego wpływu na stosunki obu krajów, podobnie jak spór o zestrzelony samolot. Ale sam fakt, że takie manewry stały się możliwe w stosunkach z Moskwą, mówi sam za siebie. 

carnegieendowment.org