wtorek, 17 listopada 2020


„Dnia 23 marca 1939 roku zostałem aresztowany i osadzony w Berezie za – jak to głosił doręczony mi nakaz – «systematyczną krytykę rządu, za pomocą sztucznie dobieranych argumentów i podrywanie zaufania narodowego do Naczelnego Wodza»” – wspominał Stanisław Cat-Mackiewicz. Zamknięcie w obozie odosobnienia jednego z najgłośniejszych publicystów międzywojnia, sprawiło, że niemal cała opinia publiczna wpadła w wielki stupor.

Nie stało się tak dlatego, że redaktor wileńskiego „Słowa” cieszył się wielką popularnością, a jego artykuły, eseje i książki przyciągały liczne rzesze czytelników. Wszyscy byli niepomiernie zdziwieni, bo Mackiewicz nadal kojarzył się im z obozem władzy. Zresztą on sam przez lata nie ukrywał swego uwielbienia do osoby Józefa Piłsudskiego. Poza tym sanacja sporo zawdzięczała redaktorowi. Zaraz po zamachu majowym, dzięki osobistym kontaktom wileńskiego konserwatysty, udało się zorganizować spotkanie Marszałka z przedstawicielami środowisk ziemiańskich na zamku Radziwiłłów w Nieświeżu. Zaledwie kilkanaście lat wcześniej w oczach polskiej arystokracji Komendant jawił się jako śmiertelny wróg. Nie dość, że „czerwony” terrorysta, to jeszcze bandyta, napadający na pociągi. Ta wrogość nieco osłabła po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, jednak dopiero Nieśwież zaowocował wieloletnim sojuszem byłego lidera PPS z konserwatystami.

Ten polityczny alians Cat-Mackiewicz wspierał swym znakomitym piórem oraz w Sejmie, będąc dwie kadencje posłem sanacyjnego BBWR. Przełknął pacyfikację opozycji jesienią 1930 r. i bezprawne osadzenie jej liderów w brzeskiej twierdzy. Choć bliski mu światopoglądowo Stanisław Stroński pisał wówczas: „Zarząd państwowy stał się nie narzędziem prawa, lecz narzędziem bezprawia. Pojęcie służby państwu zastąpione zostało pojęciem służby obozowi rządzącemu”. Przymknął oczy na to, że rządzący potem krajem w imieniu Piłsudskiego młodzi „pułkownicy” stworzyli wszechogarniającą sitwę, która zagarnęła dla siebie niemal wszystkie najwyższe urzędy państwowe. Natomiast niższe stanowiska przekazała krewnym i znajomym. Kiedy z powodu wieku i choroby Marszałek coraz wyżej cenił sobie osoby ślepo posłuszne, pozbywając się zbyt samodzielnych i niezależnych Mackiewicz jedynie z tego powodu ubolewał. „Piłsudski rozstaje się z tymi swoimi współpracownikami, którzy byli najinteligentniejsi, a więc rezonują: Matuszewski, Zaleski. Piłsudskiemu wygodny jest Beck, który z biciem serca wchodzi do pokoju i boi się nawet zadać Komendantowi pytanie” – notował redaktor „Słowa”.

Swą cichą akceptację dla gnicia sanacji tłumaczył politycznym pragmatyzmem oraz troską o państwo. Nie widział bowiem nikogo lepszego do rządzenia w ciężkich czasach Polską. Ale pod koniec lat 30. nawet jemu zaczęło się ulewać. Następcy Piłsudskiego nie dość, że prowadzili krótkowzroczną politykę, na dokładkę okraszali ją mnóstwem bezmyślnych pociągnięć. Mackiewicz miał dość mocarstwowej propagandy ukrywającej przed społeczeństwem fatalne położenie Polski. Czemu dawał wyraz w kolejnych artykułach. Sceptycznie oceniał zdolności bojowe armii oraz sens powszechnie organizowanych zbiórek funduszy na jej dozbrojenie. Przestał akceptować obsadzanie najwyższych stanowisk osobami zupełnie pozbawionymi kompetencji, na czele z ministrem spraw wojskowych gen. Tadeuszem Kasprzyckim.

Wreszcie definitywnie zerwał z sanacją, gdy ta zainicjowała akcję „rekatolizacji Kresów”, zaczynając od burzenia cerkwi prawosławnych na Lubelszczyźnie. Czym wzniecono wśród ukraińskiej mniejszości takie fajerwerki nienawiści do Polaków jakich nie widziano od czasów Bohdana Chmielnickiego. Jak wówczas podkreślał w jednym z artykułów Mackiewicz, inicjatorów akcji należałoby postawić przed Trybunałem Stanu. W końcu rządzący nie zdzierżyli krytyki ze strony swego niegdyś cennego sojusznika i z polecenia premiera Sławoja Składkowskiego redaktor trafił do Berezy.

dziennik.pl


W 2019 r. Chiny – według danych China Semiconductor Industry Association – wydały na import półprzewodników 301 mld dol., czyli mniej więcej tyle samo co w 2018 r. W 2020 r., o ile nie stanie się nic, czego do tej pory nie można było przewidzieć, zakupy sięgną podobnej kwoty (po I półroczu import miał wartość 184 mld dol. i był o 12 proc. wyższy niż w 2019 r.). To dużo więcej niż Państwo Środka wydaje na import ropy, który w 2019 r. miał wartość 238 mld dol. Połowa kupowanych przez Chiny półprzewodników jest eksportowana w gotowych produktach, takich jak np.: komputery, smartfony, czy sprzęt do budowy sieci telekomunikacyjnych.

Zakupy chińskich firm to ponad 70 proc. rocznej wartości światowego rynku, która – według danych amerykańskiego Semiconductor Industry Association (SIA) – w 2019 r., po spadku o 12 proc., wyniosła 412 mld dol. World Semiconductor Trade Statistics w czerwcowej, obniżonej z powodu pandemii COVID-19 prognozie, szacuje, że w 2020 r. rynek sięgnie 426 mld dol., a w 2021 r. 452 mld dol. Według SIA w 2019 r. 1/3 światowego rynku półprzewodników przypadała na telekomunikację, a kolejne 29 proc. na komputery.

Zablokowanie możliwości dostaw chipów do Huawei odczują jego azjatyccy dostawcy – TSMC, MediaTek, Novatek Microelectronics czy Realtek Semiconductor. Huawei był ich dużym klientem. TSMC produkował chipy zaprojektowane przez HiSilicon. Trzej pozostali projektowali chipy wykorzystywane przez chińskiego producenta.

Samsung ocenia, że ubytek popytu na wykorzystywane w smartfonach Huawei pamięci zrekompensują wyższe zakupy ze strony innych producentów, którzy przejmą opuszczany przez Chińczyków fragment rynkowego tortu. Dostawy dla Huawei odpowiadają za ok. 6 proc. sprzedaży Samsunga.

Zdaniem analityków SK Hynix, drugi koreański dostawca Huawei, może mieć krótkoterminowy spadek sprzedaży, ale długoterminowo popyt się odbuduje, głównie za sprawą innych chińskich producentów smartfonów. Ze spadkiem sprzedaży musi się też liczyć japoński Sony, który dostarczał Huawei instalowane w smartfonach czujniki obrazu.

Powyższe oczekiwania oparte są na założeniu, że embargo na dostawy skutecznie odetnie Huawei od półprzewodników (a tego nie możemy być pewni). Ponadto jest w nich „ciche” założenie, że nawet po ewentualnej zmianie prezydenta USA nie zmieni się podejście amerykańskiej administracji do chińskiego producenta.

Uzależnienie Huawei od importu półprzewodników wynika ze słabości tej branży w Chinach. Półprzewodniki są tam produkowane (Chiny mają ok. 5 proc. udział w światowym rynku), ale albo z wykorzystaniem amerykańskich technologii (np. państwowa China Electronics jest w stanie projektować chipy o 7 nm litografii i przygotowuje się do wprowadzenia chipów 5 nm,), albo są to podzespoły zdecydowanie mniej wydajne niż te z importu, a tym samym w praktyce nie nadające się do współczesnego sprzętu telekomunikacyjnego. Według chińskich mediów Huawei chciałby przed końcem 2020 r. uruchomić własną produkcję półprzewodników o litografii 45 nm (w kolejnym kroku miałaby ruszyć produkcja chipów 28 nm), ale eksperci sądzą, że w tym terminie to zbyt ambitny cel.

Chińskie władze znają tę słabość i w ramach realizowanej od 2015 r. strategii „Made in China 2025” chcą uruchomić niezależną od Zachodu produkcję. Wspierana przez państwo Tsinghua Unigroup buduje w Wuhan fabrykę pamięci. Wartość inwestycji to 22 mld dolarów. Semiconductor Manufacturing International, największy chiński producent półprzewodników, tegoroczne inwestycje zwiększył do 6,7 mld dolarów. Miliardy dolarów płyną też do chińskich półprzewodnikowych start-upów, które pracują nad własnymi technologiami. Jednak dla Huawei uniezależnienie może przyjść zbyt późno.

obserwatorfinansowy.pl