wtorek, 20 stycznia 2026



We wtorek pogłębił się kryzys japońskich obligacji, co spowodowało gwałtowny wzrost ich rentowności do rekordowych poziomów. "Inwestorzy odrzucili obietnicę premierki Sanae Takaichi dotyczącą obniżenia podatków od żywności" - komentuje Bloomberg. Oprocentowanie 40-letnich obligacji przekroczyło 4 proc., osiągając nowy rekord od debiutu w 2007 roku. Od października 2025 r., kiedy Takaichi objęła urząd, rentowność 20- i 40-letnich obligacji wzrosła o około 80 punktów bazowych. Jak czytamy, "inwestorzy są czujni na skutki zmian w Japonii, które mogą przenieść się na rynki globalne". Bloomberg przypomina, że 8 lutego w Kraju Kwitnącej Wiśni mają odbyć się przedterminowe wybory. 

Piotr Kuczyński, analityk Xeliona, wskazuje jeszcze na jedno zagrożenie. "Uwaga na rentowności 30. latek USA. Naruszają linię trendu spadkowego rozpoczynającą się w maju '25. Jeśli pokonają 5 proc. (rano 4,90%) to na globalnym rynku długu pojawi się niepokój (tak jak na początku września '25)" - pisze ekspert. 

Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska komentuje we wtorek, że "eskalacja wojny handlowej USA-UE wokół Grenlandii wywołała gwałtowny odwrót od dolara, który stracił status bezpiecznej przystani na rzecz euro". Jak dodano, inwestorzy dyskontują "zapowiedź 10-procentowych ceł Trumpa na osiem państw europejskich oraz widmo unijnego odwetu o wartości ok. 93 mld EUR". Amerykański prezydent we wtorek dorzucił jeszcze nową groźbę - nałożenie 200 proc. ceł na francuskie wina i szampany, bo Francja nie chce przystąpić do jego nowej inicjatywy - Rady Pokoju. W dół idą notowania na europejskich giełdach. W Polsce szeroki indeks WIG traci 1,31 proc, a WIG20 jest na minusie o 1,50 proc. Spadki także na DAX (-1,35 proc.), CAC40 (-1,14 proc.) i FTSE100 (-1,27 proc.). 

gazeta.pl


Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow oświadczył we wtorek, że Rosji najprawdopodobniej nie uda się dojść do porozumienia z obecnymi przywódcami państw europejskich.

- Jeśli ktoś chce rozmawiać, nigdy nie odmawiamy, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że najprawdopodobniej nie uda nam się osiągnąć porozumienia z obecnymi liderami Europy. Jeśli ktoś chce z nami poważnie rozmawiać, niech nie chwali się tym głośno, a potem nie rozgląda się wyniośle, ale niech po prostu zadzwoni, jak to jest w zwyczaju dyplomatycznym - powiedział Ławrow na konferencji prasowej w Moskwie.

PAP/Reuters/media


Donald Trump złożył tę deklarację w czasie rozmowy z reporterem w Miami. Poproszony o komentarz do słów Emmanuela Macrona, że Francja nie dołączy do budowanej przez niego Rady Pokoju, prezydent USA powiedział: — Czy on to powiedział? Cóż, nikt go nie chce, bo wkrótce odejdzie z urzędu — stwierdził. — Więc wiecie, w porządku. To, co zrobię, to… nałożę 200 proc. cła na jego wina i szampany i on [Macron] dołączy [do Rady Pokoju]. Ale nie musi — dodał.

Źródło bliskie Pałacowi Elizejskiemu poinformowało w poniedziałek, że prezydent Francji na tym etapie nie zamierza przyjąć zaproszenia do przyłączenia się do inicjatywy USA.

Rada Pokoju ma być instytucją, której będą przewodniczyć Stany Zjednoczone. Jej pierwotnym założeniem — według planów prezentowanych przez rząd USA — ma być nadzorowanie odbudowy Strefy Gazy oraz zarządzanie nią. Ciałem kierującym Radą Pokoju ma być zarząd, na którego czele stanąłby amerykański prezydent.

Jak donosi agencja Bloomberga, USA chcą by kraje uczestniczące w Radzie byłyby zobowiązane do zapłaty co najmniej po 1 mld dolarów za stałe członkostwo w niej. W przeciwnym razie, ich kadencja trwałaby trzy lata z możliwością odnowienia za zgodą przewodniczącego Rady.

Zaproszenie do dołączenia do instytucji miało dostać ponad 60 przywódców — w tym prezydent RP Karol Nawrocki oraz przywódcy Rosji, Władimir Putin i Białorusi, Aleksander Łukaszenko.

onet.pl


Sędzia Carl Nichols, mianowany przez Trumpa, stwierdził, że prawnicy administracji Trumpa nie odpowiedzieli na kilka argumentów przedstawionych przez deweloperów projektu Empire Wind w Nowym Jorku i zauważył, że obawy rządu dotyczące bezpieczeństwa narodowego nie są wystarczające, aby przeważyć nad szkodami dla projektu.

W swoim orzeczeniu dotyczącym projektu Revolution Wind sędzia Royce Lamberth również nie przyjął argumentów administracji. Sędzia mianowany przez Ronalda Reagana zwrócił uwagę na wywiady prasowe sekretarza zasobów wewnętrznych USA Douga Burguma, które skupiały się na kosztach morskiej energii wiatrowej, jej wpływie na dziką przyrodę i "różnych powodach niezwiązanych z bezpieczeństwem narodowym".

Sędzia Jamar Walker orzekł w piątek w Wirginii, że prace nad projektem morskiej farmy wiatrowej Dominion Energy w przybrzeżnej części Wirginii mogą być kontynuowane w trakcie trwania postępowania sądowego. Sędzia mianowany przez Bidena również stwierdził, że administracja nie przedstawiła argumentów uzasadniających swoje obawy.

"Zazwyczaj zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego działałoby na zdecydowaną korzyść decyzji rządu" — uzasadnił Walker, dodając jednak, że "dowody nie wskazują, aby zagrożenie dla bezpieczeństwa było tak pilne", aby konieczne było wydanie nakazu wstrzymania prac.

Decyzje sędziów to krótkoterminowe zwycięstwo dla deweloperów projektów i zwolenników morskiej energetyki wiatrowej.

— Jeśli jesteś deweloperem, nauczką [z zaskarżenia decyzji administracji Trumpa o wstrzymaniu prac nad projektami wiatrowymi] jest to, żeby nie chować się w kącie. Musisz być gotowy walczyć o swoje prawa — komentuje senator Martin Heinrich z Nowego Meksyku, czołowy demokratyczny członek Senackiej Komisji ds. Energii i Zasobów Naturalnych.

Jeden z ekspertów prawnych stwierdził, że pogarda Trumpa dla energii wiatrowej wydaje się podważać strategię prawną administracji.

— Niechęć tej administracji do tych projektów zmusiła ją do pójścia na skróty w swoim rozumowaniu — mówi Joel Eisen, profesor prawa na Uniwersytecie w Richmond. — To uniemożliwia im przedstawienie dobrego i uzasadnionego wyjaśnienia, dlaczego chcą wstrzymać prace — dodaje.

Eisen zauważa, że zgodnie z prawem administracyjnym rząd musi przedstawić wystarczające wyjaśnienie poważnych działań, takich jak blokowanie projektów już w trakcie realizacji.

— Rząd ma obowiązek wyjaśnić swoje działania i we wszystkich trzech przypadkach sędziowie są przekonani, że tego nie zrobił — dodaje Eisen, zauważając, że sędziowie zostali mianowani przez trzech różnych prezydentów, ale wszyscy doszli do tego samego wniosku.

(...)

Craig Rucker, prezes Committee For A Constructive Tomorrow, który zakwestionował projekt w Wirginii, wezwał w piątek urzędników departamentu do odwołania się od tej decyzji. — Zamiast okazać szacunek dla dobrze udokumentowanych zastrzeżeń wojskowych, jeden sędzia federalny, nieposiadający żadnej wiedzy specjalistycznej w zakresie bezpieczeństwa narodowego, podjął się zastąpienia przemyślanej opinii profesjonalistów wojskowych własnym osądem — stwierdził.

(...)

Gubernatorzy, zwłaszcza w Nowej Anglii, uznali te projekty za kluczowe dla obniżenia kosztów energii w swoich stanach — niektóre z nich miały rozpocząć wytwarzanie energii w tym roku. Prokuratorzy generalni w Connecticut, Nowym Jorku i Rhode Island — którzy spierali się z administracją w sprawie jej wysiłków na rzecz ograniczenia innych inicjatyw klimatycznych — dołączyli do deweloperów i złożyli własne pozwy, aby zakwestionować wstrzymanie działań przez administrację.

Operator sieci energetycznej w Nowej Anglii stwierdził, że projekty morskich farm wiatrowych są uwzględnione w jego prognozach planistycznych i są potrzebne, aby zaspokoić zapotrzebowanie na energię elektryczną. Prawnicy PJM Interconnection, regionalnej organizacji przesyłowej obejmującej 13 stanów, poparli wniosek CVOW (projektu wiatrowego u wybrzeży Wirginii) i argumentowali, że projekt pomoże zapewnić tak potrzebną energię w regionie, w którym popyt jest już wysoki.

"Biorąc pod uwagę wielkość projektu i długi czas realizacji związany z opracowaniem alternatywnych rozwiązań, dalsze opóźnienie projektu spowoduje nieodwracalne szkody dla 67 mln mieszkańców tego regionu, którzy są uzależnieni od ciągłych i niezawodnych dostaw energii elektrycznej" — stwierdziła RTO w niedawnym wniosku.

W ubiegły piątek przedstawiciele administracji Trumpa spotkali się z ponadpartyjną grupą gubernatorów w sprawie planów nakazania PJM przeprowadzenia specjalnej aukcji dla firm technologicznych w celu sfinansowania budowy nowych elektrowni potrzebnych do zasilania centrów danych — jest to część wysiłków prezydenta mających na celu rozwiązanie rosnących problemów związanych z dostępnością (energii).

Przedstawiciele administracji Trumpa ds. energii wielokrotnie umieszczali podstawowe źródła energii, takie jak gaz ziemny i energia jądrowa, w centrum swojego programu, jednocześnie uznając energię wiatrową za niestabilną i zawodną.

Inni twierdzą, że nakazy wstrzymania prac mogą mieć wpływ wykraczający poza granice stanów.

Senator Lisa Murkowski z Alaski, która w tym tygodniu podróżuje do Kopenhagi w Danii, powiedziała Politico, że ma nadzieję spotkać się z Orstedem, duńskim deweloperem dwóch projektów, na które wpływ mają nakazy wstrzymania prac.

— Mamy projekt, który jest realizowany od lat, kosztował miliony dolarów, jest ukończony w 80 proc., a teraz słyszymy: "Przykro nam, ale nie ma go na naszej liście zatwierdzonych projektów". A później trafia do sądu — mówi Murkowski o projekcie Revolution Wind firmy Orsted.

— OK, teraz wracamy do gry. Ale jaki komunikat wysyła się do Orsteda? Jaki komunikat wysyła się do wszystkich tych firm na temat wiarygodności pracy nad projektem w Stanach Zjednoczonych? Martwię się tym — podsumowuje.

onet.pl


"Szokujące jest to, że nasz »genialny« sojusznik z NATO, Wielka Brytania, planuje obecnie oddać wyspę Diego Garcia, gdzie znajduje się ważna baza wojskowa USA, Mauritiusowi, i to BEZ ŻADNEGO POWODU" — napisał we wtorek na portalu Truth Social Donald Trump.

"Nie ma wątpliwości, że Chiny i Rosja dostrzegły ten akt całkowitej słabości. Są to mocarstwa międzynarodowe, które uznają wyłącznie SIŁĘ, dlatego Stany Zjednoczone Ameryki pod moim przywództwem już po roku cieszą się szacunkiem jak nigdy dotąd. Oddanie przez Wielką Brytanię niezwykle ważnego terytorium jest aktem WIELKIEJ GŁUPOTY i kolejnym z długiej listy powodów związanych z bezpieczeństwem narodowym, dla których należy przejąć Grenlandię. Dania i jej europejscy sojusznicy muszą POSTĄPIĆ SŁUSZNIE. Dziękuję za uwagę poświęconą tej sprawie" — dodał prezydent USA.

22 maja 2025 r. brytyjski premier Keir Starmer podpisał porozumienie, na mocy którego Wielka Brytania przekazała Mauritiusowi archipelag Czagos na Oceanie Indyjskim, którego częścią i największą wyspą jednocześnie, jest Diego Garcia. Od połowy lat 60. XX w. stacjonują tu amerykańskie oraz brytyjskie siły. Zgodnie z założeniami, Brytyjczycy mają płacić Mauritiusowi za dzierżawienie tamtejszej bazy wojskowej przez 99 lat, z opcją przedłużenia o kolejne 40 lat.

W maju ub.r. sekretarz stanu USA Marco Rubio przyjął zawarcie umowy z zadowoleniem. Wydał wówczas oświadczenie, w którym przekonywał, że Donald Trump "wyraził swoje poparcie dla tego monumentalnego osiągnięcia".

— Umowa zabezpiecza funkcjonowanie wspólnej amerykańsko-brytyjskiej bazy na Diego Garcia na pokolenia, zawierając solidne zapisy mające na celu zachowanie jej wyjątkowego potencjału i ochronę przed naszymi przeciwnikami — powiedział rzecznik brytyjskiego rządu Darren Jones, cytowany przez BBC.

W jego ocenie Brytyjczycy byli zmuszeni do zawarcia umowy przez decyzje Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze. W 2019 r. sędziowie w opinii doradczej dla Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych uznali, że Wielka Brytania ma obowiązek jak najszybciej zakończyć sprawowanie władzy nad archipelagiem Czagos.

Rzecznik przypomniał, że umowa zawarta w maju 2025 r. zyskała akceptację ze strony Stanów Zjednoczonych, Australii i innych kluczowych partnerów międzynarodowych, w tym Indii, Japonii i Korei Południowej.

onet.pl


Amerykański prezydent ujawnił też treść SMS-a, którego otrzymał od prezydenta Francji Emmanuela Macrona.

"Mój przyjacielu, jesteśmy w pełni zgodni w sprawie Syrii. Możemy zrobić wielkie rzeczy w sprawie Iranu. Nie rozumiem, co robisz w sprawie Grenlandii" — napisał francuski przywódca.

Zaproponował Trumpowi próbę "zbudowania wielkich rzeczy", wskazując dwa konkretne działania. "Mogę zorganizować spotkanie G7 po Davos, w Paryżu, w czwartek po południu. Mogę zaprosić na marginesie Ukraińców, Duńczyków, Syryjczyków i Rosjan" — wskazał Macron w wiadomości, którą opublikował Trump. "Zjedzmy razem kolację w Paryżu, w czwartek, zanim wrócisz do USA" — dodał.

Agencja Reutera, powołując się na źródło zbliżone do Pałacu Elizejskiego, przekazała, że treść SMS-a od Macrona jest autentyczna.

onet.pl


20.01.2026, Hawana (PAP/Media/EFE) - Chiny dostarczyły ostatnio na Kubę blisko 5 tysięcy ton ryżu z 30 tysięcy ton, które zostaną wysłane tam jako część programu pilnej pomocy żywnościowej dla wyspy - ogłosiły w poniedziałek kubańskie media rządowe.

Kubański wicepremier Oscar Perez Oliva oświadczył, że ryż, który ofiaruje Kubie rząd chiński, zostanie przekazany ludności "całkowicie bezpłatnie".

"Ten dar stanowi konkretny gest wzorowej i bezinteresownej współpracy Chin i Kuby; współpracy, która będzie również polegać na udzielaniu nam pomocy w zwiększaniu naszej własnej produkcji ryżu" - podkreślił kubański wicepremier.

"Chiny - dodał Perez Oliva - pomogą nam również w innych dziedzinach, między innymi w energetyce".

Po przejściu nad Kubą huraganu Melissa, który w październiku zaatakował wschodnią część kraju, Chiny dostarczyły na wyspę znaczne ilości artykułów i materiałów budowlanych niezbędnych po klęsce żywiołowej.

Hawana i Pekin utrzymują bliskie stosunki polityczne i gospodarcze, a Chiny stały się dziś jednym z najbliższych sojuszników wyspiarskiego kraju - jak podkreśla hiszpańska agencja EFE w korespondencji z Hawany. (PAP)


20.01.2026, Waszyngton (PAP) - Pod zburzonym w ubiegłym roku wschodnim skrzydłem Białego Domu znajdował się bunkier, służący m.in. jako schron przeciwbombowy dla prezydentów. W poniedziałek CNN podała, że pracując nad nową salą balową, prezydent Donald Trump najpewniej odbudowuje też bunkier. Plany są owiane tajemnicą.

W minionym roku zburzono wschodnie skrzydło Białego Domu, które było historyczną siedzibą pierwszej damy i jej personelu. Powstało ono w 1902 r. za rządów Theodore'a Roosevelta, a nową formę przybrało w 1942 roku decyzją Franklina Roosevelta, który chciał uzyskać dodatkową przestrzeń roboczą na czas wojny i by ukryć podziemny bunkier zbudowany dla prezydenta i jego personelu.

Obecnie trwa budowa nowego wschodniego skrzydła, w którym zgodnie z planem Trumpa ma mieścić się sala balowa. Jak podała CNN, podczas burzenia skrzydła rozebrano też podziemne obiekty.

Stacja zaznaczyła, że nie ma zbyt wielu informacji w przestrzeni publicznej na temat prac budowlanych prowadzonych w miejscu, które kiedyś było tajnym bunkrem.

Źródło zaznajomione ze sprawą utrzymuje, że najprawdopodobniej obiekt jest projektowany na nowo i będzie wyposażony w nowoczesną technologię, odpowiadającą na współczesne zagrożenia. Jedno ze źródeł podkreśliło, że infrastruktura obiektu była z lat 40.

Podczas niedawnego posiedzenia Krajowej Komisji Planowania Stolicy poświęconego budowie sali balowej Joshua Fisher, dyrektor ds. zarządzania i administracji Białego Domu powiedział ogólnie, że projekt sali będzie obejmować "niezbędne ulepszenia bezpieczeństwa" i"(zapewniać) odporną, adaptacyjną infrastrukturę dostosowaną do przyszłych potrzeb misji".

Pytany, dlaczego bez zgody komisji na miejscu rozpoczęto prace rozbiórkowe, Fisher odpowiedział, że wynikało to ze "ściśle tajnych" prac prowadzonych pod ziemią.

- Jest kilka kwestii związanych z tym projektem, które, szczerze mówiąc, są ściśle tajne i nad którymi obecnie pracujemy. (...) - oświadczył.

Biały Dom nie odpowiedział na prośbę CNN o komentarz w tej sprawie. Jednak - jak zaznaczyła telewizja - w złożonym w zeszłym tygodniu pozwie sądowym w sprawie dotyczącej wstrzymania budowy wschodniego skrzydła Biały Dom bronił tych prac, argumentując, że wstrzymanie budowy pod ziemią "zagroziłoby bezpieczeństwu narodowemu, a tym samym zaszkodziłoby interesowi publicznemu". Uzasadnienie tej decyzji zostało opisane w "tajnym oświadczeniu" przekazanym do sądu.

Podziemny obiekt wybudowany przez Roosevelta służył jako schron przeciwbombowy, ale nie tylko. Mieściło się w nim m.in. Prezydenckie Centrum Operacji Kryzysowych, które było umocnione w taki sposób, by przetrwać potencjalny wybuch jądrowy albo inny poważny atak.

W schronie znajdowały się łóżka, żywność o długim terminie przydatności, woda i inne zapasy oraz bezpieczne środki komunikacji ze światem zewnętrznym - przekazało źródło, które było wewnątrz bunkra.

CNN zaznaczyła, że jest to mało prawdopodobne, by plany dotyczące nowego obiektu zostały wkrótce ujawnione. Sam Trump sugerował, że w budowę sali balowej są zaangażowane amerykańskie siły zbrojne.

Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)


20.01.2026, Waszyngton (PAP) - Prezydent USA Donald Trump nasila agresywną retorykę w sprawie aneksji Grenlandii i nie wyklucza użycia środków militarnych, lecz wielu jego doradców jest ostrożnych co do takiego kroku. Wolą, by prezydent wykorzystał groźbę nałożenia ceł i doprowadził do ustępstw ze strony Europy - podała CNN.

Próba przejęcia kontroli nad ogromnymi obszarami Arktyki przerodziła się w obsesję Trumpa, która skutkuje najgorszym kryzysem w stosunkach między Stanami Zjednoczonymi a Europą od pokoleń - oceniła telewizja.

Nagłe przyspieszenie podejmowanych przez Trumpa wysiłków mających na celu przejęcie kontroli nad Grenlandią wstrząsnęło europejskimi sojusznikami i zmusiło jego współpracowników do natychmiastowego opracowania rozwiązań, które spełniłyby jego coraz głośniejsze groźby - zaznaczyła CNN w poniedziałek wieczorem czasu wschodnioamerykańskiego.

Niektórzy obawiają się jednak, że prezydent posuwa się za daleko, twierdząc, że Stany Zjednoczone nie zadowolą się niczym innym niż całkowitą kontrolą nad tym obszarem.

CNN podkreśliła, że zespół Trumpa w dużej mierze zgadza się z nim w sprawie tego, że USA powinny sprawować kontrolę nad Grenlandią ze względów bezpieczeństwa narodowego, lecz wielu jego czołowych doradców ma inne zdanie na temat najlepszego sposobu osiągnięcia tego celu.

- Nie chcemy przekształcić (Grenlandii) w stan - powiedział jeden z doradców Trumpa. - Ale czy chcemy sojuszu z nimi? Bez dwóch zdań - dodał.
Mimo tego, że Trump nasila swoją agresywną retorykę w sprawie chęci aneksji Grenlandii i nie wyklucza użycia środków militarnych w celu osiągnięcia tego celu, wielu urzędników jest ostrożnych, jeśli chodzi o tak drastyczny krok.

Część współpracowników Trumpa woli, by prezydent wykorzystał groźbę nałożenia ceł w ramach narzędzia negocjacyjnego, co może poskutkować większymi ustępstwami ze strony Europejczyków i rozwiązaniem tej sprawy w duchu sztuki robienia interesów przez Trumpa.

- Uważają, że mogą próbować wywrzeć presję na Danii, by zawarła porozumienie, nawet jeśli nie doprowadzi to do oddania całego terytorium - powiedział CNN inny informator. - Wspólne sprawowanie pewnej formy kontroli nad Grenlandią pozwoliłaby osiągnąć ten sam cel - dodał.

Rzeczniczka Białego Domu Anna Kelly oświadczyła, że "cała administracja jest gotowa, by wdrażać dowolny plan nabycia Grenlandii, wybrany przez prezydenta". "Prezydent Trump kieruje całą polityką zagraniczną i nie został wybrany po to, by zachować status quo" - podkreśliła. "Wielu poprzedników obecnego prezydenta dostrzegało strategiczną logikę dotyczącą pozyskania Grenlandii, ale tylko prezydent Trump miał odwagę, by poważnie do tego podejść" - oznajmiła rzeczniczka.

Rozmówcy CNN utrzymują, że na zintensyfikowanie żądań dotyczących Grenlandii wpłynął sukces amerykańskiej operacji polegającej na schwytaniu ówczesnego przywódcy Wenezueli Nicolasa Maduro. Misja utrwaliła w głowie prezydenta USA wizję amerykańskiej hegemonii nad całą półkulą zachodnią.

Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)