środa, 9 sierpnia 2023


– Wiosną 2022 r. Alaksandr Łukaszenka zakładał, że będzie to krótka, szybka wojna. Trzy-cztery dni, może tydzień, Ukraina w rozsypce, armia się poddaje, a ludność z kwiatami – mniej lub bardziej entuzjastycznie - wita rosyjską armię. I, być może, białoruską, która skromnie za nią maszeruje – mówi Kłysiński. – Myślę, że można przyjąć, że właśnie takie było podejście białoruskiego polityka, sądząc po tym, co wówczas mówił i robił – dodaje.

Być może Łukaszenka myślał wówczas, że po takiej "zwycięskiej akcji" Zachód będzie gotów zacząć z nim rozmawiać, tak samo jak z Rosją, bo nie będzie miał wyjścia.

– Jak jest dzisiaj, po półtora roku trwania wojny? Łukaszenka chce przetrwać. Jest zdezorientowany, zmęczony, choć oczywiście inaczej niż my wszyscy. On chciałby, żeby wojna rozstrzygnęła się możliwie korzystnie dla Rosji, ponieważ on "trzyma się na Putinie". Liczy na jakiś, może zgniły, może połowiczny pokój, przerwanie działań zbrojnych. Na sytuację, która otworzy mu jakieś pole do działania w relacjach z Zachodem, która pozwoli być może stopniowo znosić sankcje. I odsunie ciągle jednak wiszącą nad Białorusią groźbę, że jej granica z Ukrainą może się stać granicą wojenną – ocenia analityk.

– Nie wierzę też za bardzo w to, że Łukaszenka chciałby jakiegoś konfliktu na polsko-białoruskiej granicy, na granicy z Litwą czy z Łotwą. Odpowiada mu kryzys migracyjny i podtrzymuje go, ale to nie są starcia zbrojne – mówi.

– Łukaszenka już jest w konflikcie z Zachodem – krytykuje, ujada, grozi. W mojej opinii na pogłębieniu tego Rosja nie skorzysta, a może wystawić Białoruś na ryzyko. To nie jest przecież kraj z dużym potencjałem wojskowym. On (Łukaszenka) będzie zachód oskarżał i będzie agresywny retorycznie, ale jakiejś większe prowokacje, grożące wybuchem konfliktu zbrojnego byłyby w mojej opinii irracjonalne i szalone – dodaje.

Jak mówi Kłysiński, przebieg wojny na Ukrainie "zupełnie Łukaszenkę zaskoczył".

– Jest w trudnej sytuacji. Poparł agresję i stał się współagresorem. Jedynym jego "sukcesem" było to, że udało mu się uniknąć bezpośredniego wkroczenia do działań zbrojnych armii białoruskiej. Moim zdaniem wynika on nie tyle z jego "heroicznego" oporu, ale raczej z tego, że Putin nie widział w tym większej zasadności – uważa analityk OSW.

Ekspert zwraca uwagę, że "Rosjanie wykorzystali wszystkie atuty Białorusi poza jej armią, która akurat nie jest najmocniejszym punktem – terytorium, bazy wojskowe, poligony, infrastrukturę drogową i kolejową, diesel dla samochodów i czołgów, szpitale wojskowe, całe tyły, zaplecze, które pozwoliło w pierwszej fazie wojny zaatakować Ukrainę od północy, a potem podtrzymywać potencjalne zagrożenie ponownym uderzeniem na tym kierunku".

– Największą porażką Łukaszenki w tym okresie było to, że dał się wciągnąć w tę wojnę, której, jak z czasem zapewne zrozumiał, Rosja nie jest w stanie jednoznacznie wygrać. Chociaż wciąż nie wiemy, czy może ją jednoznacznie przegrać. W efekcie spalił wszystkie te nieliczne i kruche mosty z Zachodem, które jeszcze istniały do początku pełnoskalowej wojny – zaznacza rozmówca PAP.

Łukaszenka doprowadził do domknięcia sankcji, które zostały wprowadzone przed wojną – w reakcji na sfałszowanie wyborów i późniejsze masowe represje. – Całkowicie utracił rynki zachodnie, jeśli chodzi o eksport. Eksport nawozów został odcięty już wcześniej, ale po rozpoczęciu wojny doszły do tego inne ważne pozycje – drewno i wyroby z drewna, wyroby stalowe, metalowe, gumowe. Bardzo ważną konsekwencją było pogrzebanie stosunków białorusko-ukraińskich. O tym się dużo nie mówiło, ale przed wojną, mimo wydarzeń na Białorusi w 2020 r., eksport białoruski na Ukrainę (za 2021 r.) wynosił ponad 5 mld dolarów. To była żyła złota dla gospodarki białoruskiej – zauważa Kłysiński.

Rosja jest teraz jeśli nie wyłącznym, to "bardzo dominującym partnerem Białorusi". – Szacuje się, że ok. 70 proc. obrotów handlowych przypada na ten kraj. Jest to główny rynek eksportowy, w zasadzie jedyny hub dla transportu, tranzytu towarów na dalsze rynki. Bez rosyjskich portów i kolei białoruska gospodarka się dusi. Ukraińska granica jest zaminowana i zryta okopami, na polskiej, litewskiej i łotewskiej obowiązuje embargo – przypomina ekspert.

Mówiąc o sytuacji wewnątrz Białorusi, analityk zwraca uwagę, że jest praktycznie niemożliwe pozyskanie pełnej informacji o nastrojach i poglądach społeczeństwa. Nie ma także możliwości oceny, jak na jego "stan umysłu" wpływa propaganda.

– A ten wpływ na pewno jest. Myślę, że mocno się zdziwimy, kiedy w przyszłości granice się otworzą i będzie można to ocenić. Nasza wiedza jest fragmentaryczna. Informacje pochodzą z jednej strony od propagandy Łukaszenki, które są bardzo wypaczone. Z drugiej, tej niezależnej strony, związanej z białoruskim społeczeństwem obywatelskim, informacje też są niepełne, ale z powodu braku całościowych badań, dostępu do izolowanego społeczeństwa – dodaje rozmówca PAP.

– Nawet w tych cząstkowych niezależnych badaniach widać, że propaganda zbiera swoje żniwo, dokonuje erozji świadomości. Jest problem z dostępem do niezależnych źródeł i nie chodzi tylko o to, że wszystkie wolne media zostały zlikwidowane, ale o to, że ludzie boją się korzystać z alternatywnych źródeł (np. w Internecie) z powodu represji. Za czytanie mediów opozycyjnych grozi kara, jest to uważane za ekstremizm. Główną narrację w białoruskiej przestrzeni informacyjnej stanowi rosyjski i reżimowy punkt widzenia – zaznacza.

– W białoruskim społeczeństwie głęboko zakorzeniony jest jednak ten rys pokojowy, głęboki strach przed skutkami wojny - trumnami mężów, ojców, synów, narzeczonych. On sprawia, że propaganda nie może tak szybko zmienić nastawienia do udziału w wojnie – dodaje Kłysiński.

PAP

Od lipca ubiegłego roku do kwietnia tego roku państwowa firma United Mining and Chemical Company (UMCC) wyeksportowała 82 200 ton rudy zawierającej tytan. Według danych otrzymanych od źródeł w przemyśle tytanowym znaczna część tej produkcji dotarła do Rosji, informuje RBK-Ukraina.

W szczególności partie koncentratu tytanu sprzedawano firmom pośredniczącym z Polski, Węgier, Czech i Słowacji, których założycielami są obywatele Federacji Rosyjskiej współpracujący z Rosją. Na przykład w lipcu, sierpniu i wrześniu 2022 roku UMCC dostarczyła tysiące ton koncentratu węgierskiej firmie Sic Luceat Lux KFT, której założycielami są urodzeni na Krymie Oleksandr i Switlana Muradyan. Jak piszą, są to prawdopodobnie osoby podstawione.

Odbiorcami surowców w latach 2021-2022 były Redmetkoncentrat LLC (Moskwa), Nerudnaja Kompanija LLC (Biełgorod), Minko Rus LLC (Biełgorod) i inne firmy rosyjskie. Tak więc firma jest oczywistą rosyjską spółką fikcyjną, a państwowe przedsiębiorstwo firma UMCC nie może o tym nie wiedzieć.

Firma UMCC stanowczo odrzuca oskarżenia.

"Od lutego 2023 roku przedsiębiorstwo wzmocniło politykę kontroli procedur eksportowych i zmieniło podejście do współpracy z odbiorcami. W szczególności łańcuch dostaw, użytkownicy końcowi oraz kontrola użytkowania produktów są wyraźnie i ściśle nadzorowane nie tylko przez pracowników firmy, ale także przez przedstawicieli organów ścigania. Eksport koncentratu ilmenitu (żelaziak tytanowy) do konsumenta końcowego odbywa się wyłącznie w obecności upoważnionych przedstawicieli organów ścigania, co już wyklucza wszelkie próby dostarczenia produktów osobom trzecim. Ponadto potencjalni nabywcy koncentratu ilmenitu poddawani są szeregowi wstępnych kontroli przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy i inne instytucje rządowe, aby ukraińskie produkty nie dostały się w ręce wroga" — czytamy w komunikacie UMCC, który pojawił się w odpowiedzi na śledztwo.

Według dziennikarzy RBK-Ukraina sytuacja jest jeszcze bardziej rażąca w przypadku innego przedsiębiorstwa — Zaporoskiego Kombinatu Tytanowo-Magnezowego, które wcześniej należało do oligarchy Dmytra Firtasza. Jednak w 2021 roku przeszło na własność państwa.

W przeciwieństwie do UMCC sprzedawało na eksport nie tylko surowce, ale także gotowe produkty — gąbkę tytanową, wlewki tytanowe, tetrachlorek tytanu, żużel tytanowy. W 2022 roku zakład prawie nie działał, ale wyprzedał produkty, które były w magazynach. Sprzedano około dwóch tysięcy ton wyrobów tytanowych za łączną kwotę 276,6 mln hrywien.

Kupowały je m.in. firmy z Czarnogóry, Austrii, Litwy, Czech, które są związane z Rosją i mają rosyjskich założycieli. W szczególności nabywcą tetrachlorku była firma Nadezda Invest, zarejestrowana w Budwie w Czarnogórze. Gąbkę tytanową kupiła austriacka firma LL-Resources, której dyrektorem jest obywatel Rosji Anatolij Zajcew z Petersburga. A żużel tytanowy sprzedano w sierpniu 2022 r. czeskiej firmie Cytleon, której współzałożycielem jest zarejestrowany w Moskwie obywatel Rosji Leonid Cytlionok.

Ukraina posiada duże rezerwy rudy tytanu. Według obliczeń państwowego United Mining and Chemical Company, w kraju skoncentrowane jest 20 porc. wszystkich światowych rezerw tego surowca.

ukrayina.pl

Nocą z 5 na 6 sierpnia Rosjanie przeprowadzili atak na lotniska Starokonstantynów (obwód chmielnicki) – główną bazę ukraińskich bombowców taktycznych Su-24M przystosowanych do przenoszenia pocisków manewrujących Storm Shadow/SCALP – oraz Dubno (obwód rówieński). Łącznie w trzech falach ataku agresor wykorzystał 70 rakiet i dronów kamikadze, w tym trzy pociski hipersoniczne Kindżał. Dowództwo Sił Powietrznych podało, że zestrzelono 17 z 20 rakiet Kalibr i 13 z 20 Ch-101/Ch-555 oraz wszystkich 27 bezzałogowców Shahed-136/131. Poza infrastrukturą lotniskową zniszczony miał też zostać elewator zbożowy w rejonie Starokonstantynowa.

5 sierpnia pięć wrogich rakiet uderzyło w Zaporoże i pobliską Komyszuwachę, a następnego dnia – nieznana liczba pocisków z systemów S-300 w Charków. 7 sierpnia celem był rejon synelnykowski w obwodzie dniepropetrowskim, a następnie Pokrowsk i okolice Kramatorska w obwodzie donieckim. W Pokrowsku zniszczony został budynek lokalnego MSW, a większość ofiar (do rana 8 sierpnia liczba zabitych wzrosła do siedmiu, a rannych do 81) stanowili pracownicy urzędu i funkcjonariusze. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego przeciwnik wykorzystał tej doby łącznie siedem pocisków, a prokuratura informowała o użyciu w Pokrowsku rakiet Iskander.

6 sierpnia Ukraińcy po raz kolejny uderzyli w most Czongarski (potwierdzono trafienie w środkową część nawierzchni) oraz most nad Cieśniną Geniczeską, łączący Geniczesk z Mierzeją Arabacką (rezultatem były uszkodzenie nawierzchni oraz pożar gazociągu zaopatrującego miasto). Administracja okupacyjna powiadomiła o zamknięciu mostu Czongarskiego dla ruchu cywilnego od 8 sierpnia (po ataku 22 czerwca remont trwał dwa tygodnie, w tym czasie przeprawa odbywała się mostem pontonowym), a na tym nad Cieśniną Geniczeską wprowadzono ruch wahadłowy. Najeźdźcy informowali o zniszczeniu dwóch z czterech pocisków Storm Shadow w rejonie mostu Czongarskiego oraz 9 z 12 pocisków, których typu nie podano, w okolicach Geniczeska. 6 sierpnia agresor doniósł także o kolejnej nieudanej próbie ataku drona kamikadze na Moskwę.

Późnym wieczorem 4 sierpnia w ataku ukraińskich nawodnych dronów kamikadze 30 mil na południe od mostu nad Cieśniną Kerczeńską uszkodzony został nieduży (o nośności 6619 ton) zbiornikowiec żeglugi lokalnej „Sig”. Zgodnie z częścią źródeł jeden z bezzałogowców uderzył w bonę osłaniającą podejście do mostu, na którym okresowo wstrzymano ruch. Według zebranych przez Interfax-Ukrajina doniesień monitoringu morskiego Marine Traffic wskutek rosyjskich ataków na porty w delcie Dunaju liczba zachodzących do nich statków zmniejszyła się 2–5-krotnie. Liczba jednostek w Izmaile spadła ze 120 do 48, a oczekuje się przybycia 22. Z kolei w Reni z 58 statków pozostało 12, a oczekuje się dziewięciu. Po wycofaniu się Rosji z Czarnomorskiej Inicjatywy Zbożowej nie wznowiły dotychczas pracy porty tzw. Wielkiej Odessy.

5 sierpnia siły rosyjskie zajęły Nowoseliwśke w obwodzie ługańskim – przez wiele miesięcy główny punkt ukraińskiego oporu na południowy wschód od Kupiańska. W kolejnych dniach poczyniły także postępy na wschód od tego miasta, wdzierając się 3–4 km w głąb pozycji przeciwnika w pasie o szerokości 11–12 km. Postępy agresora potwierdził pośrednio ukraiński Sztab Generalny. Niepowodzeniem miały się zakończyć rosyjskie próby wyparcia obrońców z terenów na południowy zachód od Bachmutu (aczkolwiek najeźdźcy mieli przekroczyć kanał Doniec–Donbas) oraz kolejne ataki w okolicach Awdijiwki i Marjinki oraz leżącej na północ do niej Krasnohoriwki. Do względnego uspokojenia sytuacji doszło natomiast w rejonie rosyjskich przyczółków po zachodniej stronie rzeki Żerebeć i na południowy zachód od Kreminnej. Zmian nie przyniosły też ukraińskie próby natarcia na północny i południowy zachód od Bachmutu, a także na południe od Wełykiej Nowosiłki oraz Orichiwa. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego na południowy wschód od drugiego z tych miast (niedaleko Nowopokrowki) nieudaną próbę natarcia miał przeprowadzić agresor.

7 sierpnia wiceminister obrony Hanna Malar podsumowała działania z minionego tygodnia, po raz pierwszy od rozpoczęcia w czerwcu ofensywy na południu nie podając danych o postępach terenowych armii ukraińskiej. Zaznaczyła natomiast, że „Siły Zbrojne Ukrainy w niektórych miejscach przełamały już pierwszą linię obrony i teraz napotykają pewne trudności na następnej, pośredniej linii” (informacja ta nie znalazła dotychczas potwierdzenia). Sukces taktyczny obrońcy mieli osiągnąć na kierunku Mała Tokmaczka – Robotyne. Według Malar centrum działań bojowych był w minionym tygodniu wschodni odcinek frontu, a najcięższe walki toczyły się w rejonie Kupiańska.

(...)

W ostatnich dniach ukraińskie organy ścigania kontynuują szeroko zakrojoną akcję wymierzoną w oficerów z instytucji tyłowych armii ukraińskiej podejrzanych o korupcję. Wśród najwyższych rangą zatrzymanych znalazł się kierownik jednego z rejonowych centrów uzupełnień miasta Kijowa, któremu zarzucono udział w zorganizowanej grupie przestępczej (miała się zajmować wydawaniem nielegalnych dokumentów potwierdzających niezdolność do służby wojskowej). Według oświadczenia Państwowego Biura Śledczego (DBR) oskarżony był wspólnikiem oficera służącego w sztabie Dowództwa Wojsk Lądowych, którego aresztowano kilka dni wcześniej. Inną formą nadużyć jest nielegalne wypłacanie dodatków bojowych żołnierzom, którzy przebywali na tyłach. 8 sierpnia DBR oświadczyło, że od początku wojny wszczęło 112 śledztw przeciwko pracownikom wojskowych struktur uzupełnień, z czego 15 spraw skierowano już do sądu.

(...)

Komentarz

Dane Marine Traffic potwierdzają, że przeprowadzone przez Rosjan w ostatnich tygodniach ataki na infrastrukturę przeładunkową i magazynową w ukraińskich portach znacząco ograniczyły ruch jednostek, a tym samym eksport produktów zbożowych. Kwestią otwartą pozostaje skuteczność ataków agresora na głębokie zaplecze armii ukraińskiej. Po ujawnieniu na portalach społecznościowych przebiegu ataku na Kijów 16 maja, w wyniku którego doszło do uszkodzenia baterii systemu Patriot, władze w Kijowie znacznie zaostrzyły postępowanie wobec publikujących dane o atakach, dzięki czemu względnie skutecznie zablokowały wyciek informacji o ich przebiegu i skutkach. Nagłaśniają wyłącznie te, w których dochodzi do ofiar cywilnych i zniszczenia bądź uszkodzenia obiektów o przeznaczeniu stricte cywilnym.

Szczyt w Dżuddzie można uznać za sukces Kijowa. Celem spotkania – podobnie jak poprzedniego, w mniej licznym gronie w czerwcu br. w Kopenhadze – była próba skonsolidowania różnych państw świata, w tym ważnych graczy niezachodnich jak Indie, Brazylia czy RPA, wokół przedstawionego po raz pierwszy podczas szczytu G-20 na Bali w listopadzie ub.r. tzw. 10-punktowego planu pokojowego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Przewiduje on m.in. odnowienie integralności terytorialnej Ukrainy poprzez wycofanie wojsk rosyjskich (także z Krymu i Donbasu), pociągnięcie agresora do odpowiedzialności prawnej i wypłatę reparacji. Kijów zamierza kontynuować konsultacje w formacie Dżuddy do końca roku, a jego ostateczny cel to zorganizowanie szczytu na szczeblu głów państw i szefów rządów, który potwierdziłby ustalenia osiągnięte w ramach każdego z punktów planu.

osw.waw.pl