niedziela, 28 grudnia 2025



"Jak ktoś na miejscu Muska może mieć tak wiele powiązań z Chinami, a mimo to być dobrą osobą do reformowania rządu USA?" — pytał w marcu br. Derek Scissors, analityk z konserwatywnego think tanku American Enterprise Institute, w rozmowie z "Financial Times". Napływ środków z Państwa Środka do prywatnego biznesowego poletka Muska potwierdza, że "bardziej interesuje go jego reputacja i marka w Chinach niż interesy amerykańskie".

(...)

Największego rywala USA w walce o światową dominację Musk traktuje nadzwyczaj łagodnie. Powód jest prosty — Państwo Środka od dawna jest kluczowym rynkiem dla Tesli — amerykańskiego producenta m.in. samochodów elektrycznych. Przedsiębiorca wie, że ewentualna krytyka Xi Jinpinga mogłaby się odbić na prowadzonych przez niego biznesach. Robi zatem coś zupełnie odwrotnego — od lat chwali chińską infrastrukturę i system kolei dużych prędkości oraz chiński program kosmiczny, komplementuje politykę zielonej energii i zachęca swoich zwolenników do odwiedzenia tego kraju.

Chińczycy odwdzięczają się tym samym. W maju 2023 r. Musk był witany przez najwyższych urzędników i obsypany pochwałami przez opinię publiczną podczas swojej dwudniowej podróży do Państwa Środka. Multimiliarder miał wówczas napięty grafik — spotykał się z chińskimi ministrami spraw zagranicznych, handlu i przemysłu, a także z wysoko postawionymi przedstawicielami biznesu. Gospodarkę USA i Chin opisuje jako "bliźnięta syjamskie". Sprzeciwia się też działaniom, które mogłyby to zniweczyć.

(...)

Przedsiębiorstwo rozpoczyna produkcję w 2019 r. i szybko staje się centralnym elementem globalnej produkcji Tesli. Co ciekawe, jak podkreśla "Forbes", Tesla staje się pierwszym zagranicznym producentem samochodów, który zachował 100 proc. udziałów w swojej chińskiej spółce zależnej, bez lokalnego partnera. To ogromne odstępstwo od chińskiej praktyki joint-venture.

Musk ma wręcz znakomite warunki w Chinach. Zniżki podatkowe (stawka niższa aż o 10 proc. od stawki standardowej), preferencyjne kredyty państwowe i szybkie reakcje administracyjne po pandemii COVID-19 — wymienia czołowy anglojęzyczny serwis "The Diplomat", który zajmuje się sprawami Dalekiego Wschodu. Do tego tańsza siła robocza i niższe koszty produkcji w Chinach podnoszą marże operacyjne Tesli, napędzając jej akcje. Majątek samego Muska też gwałtownie wzrósł. Sama sprzedaż Tesli w Chinach wzrasta od 2019 r. ponad siedmiokrotnie.

Od tego czasu fabryka w Szanghaju wyprzedza fabrykę Tesli we Fremont w Kalifornii zarówno pod względem wielkości, jak i wydajności, odpowiadając obecnie za ponad połowę globalnych dostaw firmy i większość jej zysków. Co więcej, prawie 40 proc. łańcucha dostaw akumulatorów Tesli opiera się na chińskich firmach, a te partnerstwa stale się rozwijają.

Dziś Tesla dominuje w wielu obszarach, ale chińscy producenci EV (np. BYD) intensyfikują konkurencję na lokalnym rynku, co sprawia, że motoryzacyjna duma Muska traci część udziałów i musi walczyć o utrzymanie pozycji.

Dotychczasowe działania multimiliardera pokazują jednak, że potrafi wynegocjować wyjątkowe warunki. Z jednej strony przyspiesza ekspansję Tesli w Chinach [11 lutego 2025 r. firma otworzyła swoją drugą fabrykę w Szanghaju], a z drugiej — mocno wiąże swój biznes z chińskim aparatem państwowym.

onet.pl


Newsweek: Na początku swej najnowszej książki stwierdza pan również, że Donald Trump jest najdziwniejszą postacią polityczną bodaj od czasów szalonego cesarza Kaliguli. Ma pan wrażenie, że żyjemy w jakiejś szczególnej epoce i osuwamy się właśnie w szaleństwo?

Norman Davies: — Zbyt łagodnie napisałem o Trumpie. On jest aberracją. W tradycji amerykańskiej nigdy nie było takiego faceta przy władzy. I moim zdaniem on prowadzi do klęski Ameryki. Politycy europejscy muszą być z nim bardzo ostrożni, bo nie dość, że jest nieprzewidywalny, wprowadza kompletny chaos, to jest też bardzo złośliwy. Ten człowiek powiedział, że Kanada jest częścią USA. Jak Polacy by reagowali, gdyby stwierdził, że Polska powinna być kolejnym stanem USA?

Obawiam się, że część Polaków by tego chciała...

— (śmiech) Elektorat PiS nie wie, co robi. Oni popierają człowieka, który prowadzi Polskę do ciężkich przeżyć, burząc sojusz amerykańsko-europejski. Wyraźnie pogardza przywódcami Europy. Nie wszystkimi, bo ma taki dziwny gust i myśli, że angielski król Karol go bardzo kocha, tak więc łagodniej zachowuje się w stosunku do Wielkiej Brytanii. To człowiek pusty, polityk niemoralny, wyznaje tylko biznesowe podejście: jak ty mi coś dasz, to ja ci coś dam. Przez niego stoimy na krawędzi katastrofy.

Gdyby porównać nasze czasy, do jakiego momentu historii są najbardziej podobne? Najczęściej przywołuje się rok 1938.

— Antonio Gramsci, włoski komunista, w więzieniu faszystowskim w latach 20. napisał: "Stary świat upada, a nowy świat się rodzi". Jesteśmy właśnie w takim momencie. Porządek, który znamy od końca II wojny światowej i w którym Ameryka jest hegemonem, upada. Jaki będzie ten nowy, jeszcze nie wiemy, ale myślę, że Chiny niedługo będą na pierwszym miejscu. A Stany Zjednoczone będą bardzo osłabione, prawdopodobnie przez konflikt wewnętrzny. Trump próbuje zmienić tyle rzeczy i tak radykalnie, że to musi wzbudzić opór.

onet.pl\NNewsweek


Maciej Kozielski: Jim Sciutto z CNN stwierdził, że to po Twoim pytaniu prezydenci USA J.D. Vance i Donald Trump bezpardonowo zaatakowali Wołodymyra Zełenskiego w Gabinecie Owalnym. Mieściło Ci się w głowie to, jak traktowali prezydenta Ukrainy?

Marek Wałkuski, korespondent Polskiego Radia w Białym Domu: Nie, byłem zszokowany. Podobnie jak moi amerykańscy koledzy, którzy wtedy byli ze mną w Gabinecie Owalnym. Patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem, nie do końca uświadamiając sobie, co tak naprawdę się wydarzyło.

Rozmawiałem później z amerykańskimi kolegami – także tymi, którzy pracują w Białym Domu od wielu lat. Oni również przyznali, że nigdy nie byli świadkami podobnej sytuacji. Zwykle, gdy jesteśmy w obecności prezydenta USA, dziennikarze przekrzykują się, próbując zadać swoje pytanie. Tym razem prawie przez dziesięć minut panowała całkowita cisza. Staliśmy, słuchając i obserwując to, co się dzieje.

- Byłeś kiedyś tak blisko politycznego magla czy może politycznej kuchni?

Nie, za kulisami polityki takie rzeczy pewnie zdarzają się częściej. Ale na oczach kamer nigdy czegoś podobnego nie widziałem.

Co mówili dziennikarze opuszczający tamto spotkanie?

Początkowo niewiele – wszyscy byliśmy w szoku. Ale rozmawiałem wtedy z urzędnikami Białego Domu, przedstawicielami biura prasowego, doradcami Donalda Trumpa. Uderzyło mnie, że wszyscy byli z niego dumni. Byli zadowoleni z tego, co się wydarzyło. Słyszałem komentarze: „America is back”. Trump pokazał siłę. To był dla mnie drugi wstrząs.

(...)

Jakim cudem udało się Ci zadać tamtego dnia aż cztery pytania prezydentowi Stanów Zjednoczonych?

Odkąd Donald Trump został prezydentem, jego spotkania w Gabinecie Owalnym czy wystąpienia podczas posiedzeń gabinetu często zamieniają się w długie konferencje prasowe. Trump to lubi. Już pierwszego dnia – 20 stycznia – kiedy powrócił do Białego Domu, w Gabinecie Owalnym podpisywał rozporządzenia i przez godzinę odpowiadał na pytania.

Rzeczywiście, wtedy zadałem cztery pytania, a właściwie – z pytaniem uzupełniającym – pięć. Przyczyniła się do tego dynamika spotkania z Zełenskim w Gabinecie Owalnym. Zacząłem od kwestii, czy Trump będzie kontynuował pomoc militarną dla Ukrainy, a Wołodymyra Zełenskiego zapytałem, czy ma poczucie, że Trump stoi po stronie Ukrainy. Zełenski pytania nie dosłyszał, Trump mu je powtórzył, ale przy okazji nazwał je głupim. Prezydent Ukrainy odpowiedział, a Trump pytanie zignorował.

Zauważyłem, że od tego momentu zaczął częściej zerkać w moją stronę. A zwrócenie na siebie uwagi Trumpa to jedna z kluczowych rzeczy, żeby mieć okazję do pytań. To on sam decyduje, kogo wywoła.

Po takim komentarzu wielu mniej doświadczonych dziennikarzy pewnie by się już nie odezwało. W końcu prezydent Stanów Zjednoczonych, jeden z najpotężniejszych polityków na świecie, mówi do ciebie na oczach dziesiątek, jeśli nie setek milionów ludzi: „Zadałeś głupie pytanie”.

Ja nie odpuściłem. Po chwili zacząłem się zgłaszać, podnosić rękę i Trump to zauważył. Nie wiem, dlaczego mnie wywołał. Może dlatego, że miał poczucie, że niegrzecznie mnie potraktował? A może był ciekaw, o co zapytam ponownie? Wskazał mnie jako kolejnego. Powiedziałem: „Panie prezydencie, wiem, że moje pytanie się panu nie podobało, ale mi chodziło o to, czy w negocjacjach ustawia się pan po stronie Ukrainy, czy chce pan być neutralny?”. Tym razem odpowiedział. Ale przez całą konferencję na mnie zerkał. Pozwolił mi jeszcze zadać dwa pytania. Jedno dotyczyło obecności wojsk amerykańskich w Europie Środkowo-Wschodniej, a drugie – krajów bałtyckich.

Mniej więcej po czterdziestu minutach, kiedy większość dziennikarzy już się wystrzelała, a Donald Trump wdał się w sprzeczkę z dziennikarką z CNN, ponownie na mnie wskazał. Uznałem, że to może być dobry moment, by zadać pytanie, które od dawna nosiłem w głowie.

Zastanawiałeś się, jak by się potoczyło spotkanie prezydentów, gdyby nie ta cała awantura? Nie sądzisz, że to była celowa ustawka ze strony Vance’a i Trumpa?

Dzięki tej awanturze dowiedzieliśmy się, co oni naprawdę myślą, jaki mają stosunek do Wołodymyra Zełenskiego, do Ukrainy, do całej tej sprawy. Ale nie sądzę, że to była jakaś celowa ustawka. (...)

press.pl


Jest tam też e-mail od prokuratora, w którym podano, że Trump podróżował prywatnym odrzutowcem Epsteina w latach 90. "więcej razy niż wcześniej informowano". Z rejestrów lotów wynika, że w latach 90. Trump latał tym samolotem osiem razy. Podczas jednego z tych lotów na pokładzie był tylko Trump, Epstein i 20-latka, której tożsamość utajniono.

PAP