piątek, 21 marca 2025



James Robert Flynn, nowozelandzki filozof i psycholog, w latach 80. XX w. przeprowadził badania nad zmianami w inteligencji ludzi na przestrzeni lat. Flynn wykazał, że wyniki w testach na inteligencje rosną z pokolenia na pokolenie o 5 do 25 punktów, a w ciągu dekady zwiększają się średnio o 3 punkty.

Warto przy tym zauważyć, że badania Flynna obejmowały okres do końca lat 70. XX wieku, a więc de facto zakończyły się w czasach, gdy rozpoczął się intensywny rozwój telewizji kablowej w USA, a także nastąpiło upowszechnienie nowych wysokich technologii, w tym między innymi sprzedaż pierwszej konsoli Oddysej (1972 r.) i pierwszego komputera osobistego Altair 8800 (1975 r.). W okresie objętym badaniem odnotować należy natomiast intensywny rozwój powszechnego systemu edukacji, a także upowszechnienie się nowych zawodów medycznych związanych z rozwojem intelektualnym człowieka, w tym zawodu logopedy. Wyniki badań Flynna poprzedzają zatem niemalże bezpośrednio okres powszechnego i codziennego korzystania z wysokich technologii, a obejmują okres swobodnego dostępu do nowoczesnej edukacji. Stąd też uznać należy je za obrazujące inteligencję nowoczesnego społeczeństwa funkcjonującego bez powszechnego dostępu do wysokich technologii.

panilogopedyczna.pl


Odchodzący kanclerz Olaf Scholz i zastępujący go Friedrich Merz w pośpiechu opracowywali plany wydania setek miliardów euro na odbudowę niemieckich sił zbrojnych — i szerzej przywrócenia witalności gospodarczej dzięki wydatkom na infrastrukturę.

Problem polegał na tym, że podczas gdy stosunkowo niski poziom długu publicznego w Niemczech pozostawiał miejsce na takie plany, ryzykowały one naruszenie ram fiskalnych, o których wdrożenie Berlin długo i ciężko walczył na szczeblu UE — ram, które przewidywały grzywny za nieprzestrzeganie przepisów. Aby uniknąć kompromitacji i stygmatyzacji, Berlin próbował zmienić zasady, aby zwolnić wydatki na obronę przez co najmniej 10 lat.

Ale oto zwrot akcji: kiedy odchodzący minister finansów Niemiec Jorg Kukies przybył na spotkanie ministrów finansów UE w zeszłym tygodniu, spodziewając się zabezpieczyć to rozwiązanie, zamiast tego zderzył się z salą sceptycznych odpowiedników ostrzegających przed zdolnością do obsługi zadłużenia i szukających innych rozwiązań.

Nie takiego przyjęcia spodziewał się Berlin.

Moment pozornego zwycięstwa szybko przerodził się w sprawdzian rzeczywistości dla Niemiec, powiedziało POLITICO czterech dyplomatów znających przebieg rozmów. Dyplomaci, podobnie jak inni cytowani w tym artykule, wypowiadali się pod warunkiem zachowania anonimowości ze względu na zamknięty charakter dyskusji.

"Niemcy zdecydowali, że robią, co chcą. Ponieważ zasady [UE] zatwierdzone sześć miesięcy temu teraz im nie odpowiadają, robią coś odwrotnego, oczywiście bez negocjowania czegokolwiek na szczeblu europejskim" — powiedział włoski minister finansów Giancarlo Giorgetti podczas sobotniej imprezy partyjnej.

Aby zrozumieć nastroje panujące tego dnia, należy przede wszystkim przypomnieć, jak doszło do bezprecedensowej zmiany polityki Niemiec. Wszystko zaczęło się we wtorek, 4 marca. Dwie dominujące partie polityczne w Niemczech — Partia Socjaldemokratyczna (SPD) i Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU) — osiągnęły przełomowe porozumienie w sprawie reformy konstytucyjnego hamulca zadłużenia kraju i ogromnego planu inwestycyjnego.

Do czwartku, 6 marca, rząd Scholza zdołał w ostatniej chwili wprowadzić zmiany do wspólnego oświadczenia przywódców UE, wzywając Komisję do zbadania "dalszych środków" w celu przyznania rządom przestrzeni fiskalnej, jednocześnie uspokajając kraje konserwatywne fiskalnie poprzez odniesienie do "zdolności obsługi zadłużenia".

Nic dziwnego, że tradycyjni fiskalni jastrzębie — z których wielu od dawna było najbliższymi sojusznikami Berlina w sprawach gospodarczych — natychmiast spojrzeli na ten ruch z podejrzliwością. Zwiększenie zadłużenia oznacza wyższe stopy procentowe, a dla wielu krajów ryzyko to pewna przegrana, powiedział jeden z dyplomatów. — Wydajemy więcej, płacimy więcej — wyjaśnił.

Hiszpański urzędnik rządowy podkreślił podczas spotkania przywódców, że ponieważ rynek niemieckich obligacji państwowych jest uważany za punkt odniesienia, gdy koszt ich długu wzrasta, koszty pożyczek dla wszystkich innych również rosną.

Kiedy ministrowie finansów UE zebrali się w zeszłym tygodniu, kilka krajów ostrzegło Kukiesa, że w pewnym momencie należy zająć się dyscypliną fiskalną. Trzech dyplomatów powiedziało POLITICO, że nawet Francja, częsty zwolennik elastyczności fiskalnej, powstrzymała się od poparcia niemieckich nacisków na zmianę zasad.

Inny dyplomata zauważył, że wznowienie dyskusji teraz podsyciłoby "sceptycyzm w systemie", między innymi dlatego, że przedmiotowe zasady fiskalne funkcjonują krócej niż rok.

Kraje o napiętych budżetach, takie jak Francja, Włochy czy Hiszpania, opowiadały się za dłuższą elastycznością, ale biorąc pod uwagę ich ograniczoną przestrzeń fiskalną, ich głównym zmartwieniem jest możliwość korzystania ze wspólnego finansowania na poziomie UE przy niższych kosztach finansowania zewnętrznego.

Jak ujął to w zeszłym tygodniu szef Europejskiego Mechanizmu Stabilności Pierre Gramegna: "[Rynki] postrzegają wspólne europejskie finansowanie jako lepsze narzędzie niż zwiększanie zadłużenia na poziomie krajowym". Z kolei propozycja Niemiec była inicjatywą czysto krajową. — Chcieliby dostosować ramy UE do zmienionego hamulca zadłużenia. To był ich pomysł — powiedział jeden z cytowanych dyplomatów.

onet.pl


Konflikt między prawicą technologiczną a populistyczną zawrzał na oczach opinii publicznej na początku tego roku podczas nieeleganckiej walki online o wizy H-1B. Od tego czasu konserwatywne elity w Waszyngtonie po cichu spekulowały, czy Vance, mający powiązania zarówno w kręgach technologicznych, jak i populistycznej prawicy, będzie interweniował — a jeśli tak, to jako stronnik, czy mediator.

Na początku lutego wiceprezydent dał sygnał, publikując długą odpowiedź na post na platformie X. Argumentował, że "wojna domowa" między prawicą technologiczną a prawicą populistyczną jest "przesadzona" i zasugerował, że sztuczna inteligencja może raczej zwiększyć niż zmniejszyć wzrost produktywności pracowników.

W swoim wtorkowym przemówieniu Vance publicznie zajął pojednawczą pozycję. - Zarówno nasi ludzie pracy, nasi populiści, jak i nasi innowatorzy zgromadzeni tutaj dzisiaj mają tego samego wroga — deklarował Vance czyli, "40 lat nieudanej polityki gospodarczej", która umożliwiła globalizację, i ten sam cel: "wielki amerykański renesans przemysłowy", który wykorzystuje innowacje do zwiększenia produktywności pracowników i napędza wzrost płac.

onet.pl


Dr Przybyło zwraca jednak uwagę na istotne ryzyko związane z przeprowadzeniem ewentualnego ataku wyprzedzającego: – Na chwilę przed atakiem przeciwnik jest najbardziej wrażliwy, ponieważ skoncentrował się, jest dobrze widoczny, a jednocześnie musi już dociągnąć składy paliwa i amunicji możliwie blisko przyszłej linii frontu. Mogłoby się jednak okazać, że wyprzedzając atak przeciwnika, pozbawimy się możliwości uruchomienia artykułu 5. NATO. Należy uważać, aby nasz atak wyprzedzający nie został uznany po prostu za akt agresji przeciw drugiemu państwu. Dlatego tego rodzaju decyzja musiałaby zostać podjęta w gronie sojuszników, a sytuacje, w których działania przeciwnika traktujemy jako jednoznaczne przygotowanie do ataku – ściśle określone.

Nawet gdyby Polska rozpoczęła działania wojenne dopiero po naruszeniu jej granic przez wrogie państwo, systemy HIMARS (kontrakt wart 655 mln dol.), Chunmoo i JASSM pozwoliłyby zaatakować przeciwnika daleko za linią frontu. – Po to je kupiliśmy – przyznaje dr Przybyło.

(...)

Jak już wspomnieliśmy wcześniej, Tarcza Wschód nie będzie linią bunkrów w rodzaju Linii Maginota czy Wału Pomorskiego.

– Myślę, że sensowniejszym rozwiązaniem jest przygotowanie odpowiedniego sprzętu i wiedza, jak i gdzie go rozlokować w odpowiednim momencie. Tak jak przy budowie dróg i mostów, również w wojskowości wiele rzeczy da się przygotować w formie gotowych do złożenia i rozmieszczenia prefabrykatów. Te prefabrykaty i sprzęt trzeba trzymać w miejscu, które pozwala na ich szybkie rozlokowanie. Natomiast budowa trwałego ciągu bunkrów dziś oznaczałaby przede wszystkim przedwczesne zdradzenie naszych pozycji – wyjaśnia dr Przybyło.

(...)

– „Tarcza” ma za zadanie takie przygotowanie terenu, aby ten teren grał po naszej stronie, a jednocześnie, aby był dużym utrudnieniem dla przeciwnika. Wiadomo, że ciężki sprzęt przez bagno nie przejedzie. Trzeba się z nim przeprawiać przez rowy, używać specjalistycznego sprzętu, mobilnych mostów itd. To utrudnia, spowalnia, a w efekcie daje szanse Siłom Zbrojnym RP i sojusznikom na to, żeby zareagować — mówi dr Przybyło i dodaje: — Nasi żołnierze muszą pojechać w teren, zrobić plany tego, w jaki sposób tę naturalną „tarczę” przystosować, czyli co zabagnić, co przekopać, co zabezpieczyć, co wysadzić, ale tak, żeby jednocześnie wiedzieć, jak w razie konfliktu mają się przemieszczać nasze wojska. W sytuacji, gdy teren jest trudny do spenetrowania dla wroga, jest on zmuszony przemieszczać się drogami. Natomiast wtedy jego oddziały stają się łatwym łupem dla obrońcy.

(...)

Wystrzeliwanych z posiadanych również przez Polskę wyrzutni HIMARS pocisków ATACMS w wersji kasetowej (M39) – z których każdy zawiera ok. tysiąca mniejszych bomb wielkości granatu – ukraińska armia skutecznie używa w atakach na rosyjskie cele i w obronie przed rosyjskimi natarciami. Stosowania amunicji kasetowej zakazuje konwencja dublińska z 2008 roku, którą ratyfikowało 111 państw na świecie. Wśród tych państw nie ma Polski (ani Rosji, Ukrainy czy USA) – jest jednak Francja, która od czasu konferencji w Dublinie nie dostarcza jednak Polsce silników rakietowych niezbędnych do produkcji tego rodzaju amunicji. To zatrzymało produkcję polskich artyleryjskich „kaset”. Polska zachowała jednak w arsenałach zapasy pocisków kasetowych kalibru 122 mm do wyrzutni Grad i Langusta (w 2024 r. pojawiła się informacja, jakoby Ukraińcy mieli zaatakować takim polskim pociskiem cel w okolicy Biełgorodu na terenie Rosji). Kasetowe bomby lotnicze dla wycofywanych już ze służby bombowców Su-22 produkowały również zakłady Dezmet należące do grupy Bumar.

Zdaniem Przybyły do tematu produkcji pocisków kasetowych dla artylerii należy jednak wrócić. – To, jak od 2008 r. zmieniła się sytuacja geopolityczna, pozwala przypuszczać, że nasi sojusznicy mogliby zmienić podejście do produkcji amunicji kasetowej w Polsce – stwierdza ekspert.

forbes.pl


Jewgienij Popow, wpływowy prezenter programu "60 minut", był wręcz zdumiony przebiegiem negocjacji.

— Trump wykonuje naszą pracę. Tak naprawdę chcieliśmy podzielić Zachód. Teraz on postanowił zrobić to za nas — powiedział.

Gość Popowa, Oleg Morozow, członek parlamentu bliski Putinowi, cieszył się, że w polityce "czasami przekraczane są nawet najbardziej absurdalne nadzieje".

Jednym z najważniejszych głosów w moskiewskim cyrku medialnym jest Władimir Sołowjow, prezenter wieczornego programu w rosyjskiej telewizji państwowej.

— Nie położymy się jak Ukraińcy i nie rozłożymy bezbronnie nóg — perorował Sołowjow, chwaląc Putina za to, że nie zgodził się na amerykańsko-ukraińską propozycję zawieszenia broni.

— Maski opadły — mówił Sołowjow po niedawnej rozmowie telefonicznej między Putinem i Trumpem. Jego zdaniem negocjacje są teraz tylko początkiem znacznie większej, być może nawet militarnej współpracy między Rosją a USA.

Z drugiej strony Sołowjow chce zobaczyć, jak płoną Europejczycy, których rosyjscy opiniotwórcy konsekwentnie nazywają "partią wojenną". Berlin, Paryż, Londyn: rosyjska armia zajmie je wszystkie. Według Sołowjowa przyszły kanclerz Niemiec Friedrich Merz powinien zostać "wbity na pal" lub zniszczony pociskiem naddźwiękowym.

Gość Sołowjowa, Andriej Ługowoj, rosyjski deputowany do parlamentu, podsumował ostatnią rundę negocjacji stwierdzeniem, że Rosja "zdecydowanie wygrała nową edycję zimnej wojny".

Inny deputowany, Andriej Kartapołow, powiedział w państwowym programie telewizyjnym "60 minut" w odniesieniu do wyników dotychczasowych negocjacji: "tylko wielcy ludzie mogą poradzić sobie z wielkimi sytuacjami. Teraz jest to wyraźnie widoczne".

— Wyniki negocjacji są interpretowane w Rosji jako manewr geopolityczny, który doprowadzi do maksymalnych korzyści dla Rosji dzięki Putinowi — mówi Gulnaz Partschefeld w rozmowie z portalem Blick. Rosyjska ekspertka przez lata pracowała jako prezenterka wiadomości w telewizji państwowej w Rosji, a obecnie wykłada historię kultury rosyjskiej na Uniwersytecie St. Gallen w Szwajcarii.

— Szybka zgoda Ukrainy na zawieszenie broni Trumpa jest przedstawiana jako oznaka słabości, podczas gdy wahanie Rosji próbuje się odmalować jako "taktyczne wyrafinowanie" — wyjaśnia Partschefeld. Podstawowym celem machiny propagandowej Kremla jest wzmocnienie wizerunku rosyjskiego przywództwa.

onet.pl/Blick


Komunistyczna Partia Chin (KPCh) wydaje się wzmacniać narracje Kremla i dawać wiarygodność niektórym żądaniom Kremla. Prowadzona przez KPCh anglojęzyczna gazeta China Daily stwierdziła w artykule redakcyjnym opublikowanym 19 marca, że ​​niechęć Zachodu do wstrzymania wszelkiego wsparcia wojskowego i wywiadowczego dla Ukrainy w odpowiedzi na żądanie Putina z 18 marca „skomplikowała drogę do pokoju”. W artykule redakcyjnym stwierdzono, że „żaden kraj nie powinien budować swojego bezpieczeństwa na niepewności innego kraju”. Kreml poinformował, że Putin zażądał, aby Zachód zaprzestał wszelkiej pomocy wojskowej i wymiany informacji wywiadowczych z Ukrainą jako „kluczowego warunku” pracy nad zakończeniem wojny podczas swojej rozmowy telefonicznej z Trumpem 18 marca. Putin wysunął podobne żądania wobec Ukrainy, aby odrzuciła zagraniczną pomoc wojskową i zrezygnowała z aspiracji do przystąpienia do zewnętrznego bloku bezpieczeństwa — szczególnie NATO — od początku wojny, a artykuł redakcyjny China Daily wydaje się przynajmniej częściowo uzasadniać długotrwałe żądanie Putina, aby Zachód zaprzestał wszelkiej pomocy wojskowej dla Ukrainy.

Urzędnicy Kremla pracują również nad zaostrzeniem napięcia między Stanami Zjednoczonymi a ich europejskimi sojusznikami, aby złamać zachodnie wsparcie dla Ukrainy i podważyć sojusz NATO. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził 20 marca, że ​​„plany militaryzacji” Europy są „wyraźnie sprzeczne” z wysiłkami Putina i Trumpa na rzecz pokoju na Ukrainie i że Europa stała się „stroną wojny”. Rzecznik rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych (MFA) Maria Zacharowa stwierdziła 7 marca, że ​​Europa jest „zmilitaryzowanym związkiem”, który „celowo podsyca” eskalację między Zachodem a Rosją. Stały Przedstawiciel Rosji przy Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) Wasilij Niebienzja i minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow również niedawno określili kraje europejskie (w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych) jako agresywne wobec Rosji, co wskazuje na nowe wysiłki Kremla mające na celu wbicie klina między Stany Zjednoczone a Europę.

(...)

Rzeczniczka Departamentu Stanu USA Tammy Bruce potępiła 19 marca zaangażowanie Korei Północnej w wojnę Rosji z Ukrainą i wyraziła zaniepokojenie rosyjskim wsparciem dla Korei Północnej. Bruce podkreśliła, że ​​współpraca wojskowa Korei Północnej z Rosją, w tym rozmieszczenie wojsk, podsyca i zaostrza wojnę na Ukrainie. Bruce podkreśliła, że ​​zarówno Rosja, jak i Korea Północna ponoszą odpowiedzialność za kontynuowanie wojny na Ukrainie i wezwała do zakończenia wsparcia wojskowego przez obie strony. Korea Północna dostarczyła Rosji pociski balistyczne Kn-23, pociski artyleryjskie i personel w ramach trwających wysiłków na rzecz wsparcia wojny Rosji z Ukrainą. Ukraińscy i inni zachodni urzędnicy zauważyli wcześniej, że zaangażowanie Korei Północnej w ofensywne działania Rosji w obwodzie kurskim i szersza współpraca z Rosją szczególnie wzmocniły zdolności militarne Korei Północnej, co może stwarzać zagrożenia dla bezpieczeństwa w regionie Azji i Pacyfiku. 

Sojusznicy Ukrainy nadal zapewniają Ukrainie finansową i materialną pomoc wojskową, w tym środki z zamrożonych rosyjskich aktywów w Europie. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ogłosił 20 marca, że ​​Ukraina niedawno otrzymała „kilka” dodatkowych samolotów F-16 od nieokreślonych partnerów. Komisja Europejska ogłosiła 20 marca, że ​​jej wyjątkowy program pożyczek makrofinansowych (MFA) przyznał Ukrainie drugą transzę środków z przychodów wygenerowanych z wpływów z zamrożonych rosyjskich aktywów o wartości jednego miliarda euro (około 1,08 miliarda dolarów). Pożyczka jest częścią inicjatywy pożyczek nadzwyczajnego przyspieszenia przychodów (ERA) kierowanej przez G7, która planuje zapewnić Ukrainie 45 miliardów euro (około 48,8 miliarda dolarów) wsparcia finansowego.

understandingwar.org


Od przejęcia władzy dwa miesiące temu Donald Trump podjął błyskawiczną kampanię na rzecz poszerzenia swojej władzy, jak tylko to możliwe. Przygotowania do tego od lat prowadził Russell T. Vought, szef za pierwszej i drugiej kadencji Trumpa urzędu ds. budżetu Białego Domu. Ukuł on teorię, zgodnie z którą wszystkie aspekty władzy wykonawczej powinny podlegać prezydentowi. Nie ma w tej wizji miejsca na niezależne instytucje.

Jednym z aspektów tej kampanii jest bezprecedensowa liczba postanowień wykonawczych, jaką podpisał Trump w ciągu dwóch pierwszych miesięcy na urzędzie. Innym jest wspomniany szeroki plan cięć budżetowych podjęty pod kierunkiem Muska. Ma on doprowadzić do znaczących oszczędności w budżecie państwa. I choć sprawy finansowe leżą raczej w gestii Kongresu, to zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie większość ma Partia Republikańska, która stała się zasadniczo powolnym narzędziem w rękach Trumpa.

„Jeszcze nie było prezydenta, który starał się w sposób systematyczny przejąć kompetencje władzy ustawodawczej i sądowniczej, i to w tak krótkim okresie po przejęciu władzy” – uważa cytowany przez „New York Times” profesor prawa na waszyngtońskim uniwersytecie Georgetown Stephen Vladeck. 

W tym przedsięwzięciu walka prezydenta z wymiarem sprawiedliwości ma jednak znaczenie szczególne. Jeśli się powiedzie, cały system rządów prawa, na którym opiera się Ameryka, runie. Trump, skazany przestępca, atakował sędziów od lat 70. XX w., kiedy wątpliwymi sposobami budował swoje imperium nieruchomościowe w Nowym Jorku. Tych sędziów, którzy wydali korzystne dla niego wyroki, chwalił. A tych, którzy śmieli się mu sprzeciwić, obrażał, często sięgając do niewybrednych epitetów.

Teraz przyłączyli się do tej kampanii jego najbliżsi współpracownicy, którzy choć w przeszłości ostro krytykowali Trumpa, to teraz w imię kariery schowali do kieszeni swoje poglądy. – Sędziowie nie mają prawa kontrolować prawomocnej władzy wykonawczej – orzekł wiceprezydent J.D. Vance, (...). – Nie obchodzi mnie, co sądzą sędziowie! Nie obchodzi mnie, co sądzi lewica! – nie owija w bawełnę pełnomocnik Trumpa ds. uszczelnienia granicy Tom Homan. 

Prezydent nie tylko stara się ignorować orzeczenia sędziów, ale także usunąć tych, którzy mu podpadli. Przedmiotem jego ataku stał się właśnie James E. Boasberg.

„Ten sędzia, podobnie jak wielu skorumpowanych sędziów, przed którymi musiałem stanąć, powinien zostać odsunięty! Ten sędzia, lunatyk i zwolennik radykalnej lewicy, jest agitatorem i mąciwodą, który niestety został mianowany przez Baracka Husseina Obamę, a nie wybrany jak ja prezydentem – i to ogromną większością głosów” – napisał Trump w mediach społecznościowych. 

Rzecz rzadka w Ameryce: otwarcie sprzeciwił mu się Roberts. – Od przeszło dwóch wieków uważa się, że odsunięcie sędziego nie jest właściwą odpowiedzią na sprzeciw wobec wyroku prawnego. Do tego służy normalny proces odwoławczy – uznał przewodniczący Sądu Najwyższego. 

rp.pl


Trwająca wojna pogłębia konsolidację władzy w kraju w ręku prezydenta i jego biura. Kolejne zmiany w rządzie – do największej doszło we wrześniu ub.r. – nie tylko jeszcze bardziej wzmacniały środowisko prezydenckie, ale miały też na celu uciszanie krytyki i hamowanie spadku zaufania do obozu rządzącego. To w Biurze Prezydenta (BP), kierowanym przez Andrija Jermaka, kreowana jest polityka państwa i to tam zapadają najważniejsze decyzje, zwłaszcza odnoszące się do polityki zagranicznej. Gabinet Ministrów z premierem Denysem Szmyhalem na czele podporządkowany jest de facto ośrodkowi prezydenckiemu i odpowiada przede wszystkim za sprawne wykonywanie poleceń prezydenta. Ponad połowa Ukraińców uważa jednak, że przedstawiciele BP przekraczają swoje uprawnienia, a ich wpływ na parlament, rząd, sądy, organy ścigania i instytucje antykorupcyjne jest nadmierny.

Środowisko prezydenta teoretycznie kontroluje również parlament – za pośrednictwem rządzącej partii Sługa Ludu. W praktyce, chociaż ma ona większość, w ostatnich miesiącach pogarsza się dyscyplina pracy i frekwencja w głosowaniach jej deputowanych. Ugrupowanie to jest ponadto mocno podzielone, a część parlamentarzystów odeszła. W Radzie Najwyższej od lutego 2022 r. funkcjonuje nieoficjalna ponadpartyjna „koalicja wojenna”, która popiera najważniejsze decyzje odnoszące się do obrony i integracji europejskiej. Przeważnie nie ma ona problemów w uzyskiwaniu głosów potrzebnych do uchwalenia najważniejszych dla państwa ustaw, choć oznacza to konieczność zawierania porozumień międzyfrakcyjnych. Pozycja Rady w obecnej sytuacji jest jednak marginalizowana, a jej rola ogranicza się często do akceptacji decyzji środowiska prezydenckiego. 

Prezydent Wołodymyr Zełenski cieszy się wysokim poparciem, które wyraźnie wzrosło po jego scysji z Donaldem Trumpem i obecnie sięga ponad 67%. Na poziom zaufania do prezydenta wpływa przekonanie Ukraińców, że sytuacja w Białym Domu była atakiem na Ukrainę jako na państwo, nie na osobę Zełenskiego. Do tego momentu zaufanie do prezydenta systematycznie spadało, jednak wciąż było znacznie wyższe niż do innych polityków.

pism.pl