Odchodzący kanclerz Olaf Scholz i zastępujący go Friedrich Merz w pośpiechu opracowywali plany wydania setek miliardów euro na odbudowę niemieckich sił zbrojnych — i szerzej przywrócenia witalności gospodarczej dzięki wydatkom na infrastrukturę.
Problem polegał na tym, że podczas gdy stosunkowo niski poziom długu publicznego w Niemczech pozostawiał miejsce na takie plany, ryzykowały one naruszenie ram fiskalnych, o których wdrożenie Berlin długo i ciężko walczył na szczeblu UE — ram, które przewidywały grzywny za nieprzestrzeganie przepisów. Aby uniknąć kompromitacji i stygmatyzacji, Berlin próbował zmienić zasady, aby zwolnić wydatki na obronę przez co najmniej 10 lat.
Ale oto zwrot akcji: kiedy odchodzący minister finansów Niemiec Jorg Kukies przybył na spotkanie ministrów finansów UE w zeszłym tygodniu, spodziewając się zabezpieczyć to rozwiązanie, zamiast tego zderzył się z salą sceptycznych odpowiedników ostrzegających przed zdolnością do obsługi zadłużenia i szukających innych rozwiązań.
Nie takiego przyjęcia spodziewał się Berlin.
Moment pozornego zwycięstwa szybko przerodził się w sprawdzian rzeczywistości dla Niemiec, powiedziało POLITICO czterech dyplomatów znających przebieg rozmów. Dyplomaci, podobnie jak inni cytowani w tym artykule, wypowiadali się pod warunkiem zachowania anonimowości ze względu na zamknięty charakter dyskusji.
"Niemcy zdecydowali, że robią, co chcą. Ponieważ zasady [UE] zatwierdzone sześć miesięcy temu teraz im nie odpowiadają, robią coś odwrotnego, oczywiście bez negocjowania czegokolwiek na szczeblu europejskim" — powiedział włoski minister finansów Giancarlo Giorgetti podczas sobotniej imprezy partyjnej.
Aby zrozumieć nastroje panujące tego dnia, należy przede wszystkim przypomnieć, jak doszło do bezprecedensowej zmiany polityki Niemiec. Wszystko zaczęło się we wtorek, 4 marca. Dwie dominujące partie polityczne w Niemczech — Partia Socjaldemokratyczna (SPD) i Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU) — osiągnęły przełomowe porozumienie w sprawie reformy konstytucyjnego hamulca zadłużenia kraju i ogromnego planu inwestycyjnego.
Do czwartku, 6 marca, rząd Scholza zdołał w ostatniej chwili wprowadzić zmiany do wspólnego oświadczenia przywódców UE, wzywając Komisję do zbadania "dalszych środków" w celu przyznania rządom przestrzeni fiskalnej, jednocześnie uspokajając kraje konserwatywne fiskalnie poprzez odniesienie do "zdolności obsługi zadłużenia".
Nic dziwnego, że tradycyjni fiskalni jastrzębie — z których wielu od dawna było najbliższymi sojusznikami Berlina w sprawach gospodarczych — natychmiast spojrzeli na ten ruch z podejrzliwością. Zwiększenie zadłużenia oznacza wyższe stopy procentowe, a dla wielu krajów ryzyko to pewna przegrana, powiedział jeden z dyplomatów. — Wydajemy więcej, płacimy więcej — wyjaśnił.
Hiszpański urzędnik rządowy podkreślił podczas spotkania przywódców, że ponieważ rynek niemieckich obligacji państwowych jest uważany za punkt odniesienia, gdy koszt ich długu wzrasta, koszty pożyczek dla wszystkich innych również rosną.
Kiedy ministrowie finansów UE zebrali się w zeszłym tygodniu, kilka krajów ostrzegło Kukiesa, że w pewnym momencie należy zająć się dyscypliną fiskalną. Trzech dyplomatów powiedziało POLITICO, że nawet Francja, częsty zwolennik elastyczności fiskalnej, powstrzymała się od poparcia niemieckich nacisków na zmianę zasad.
Inny dyplomata zauważył, że wznowienie dyskusji teraz podsyciłoby "sceptycyzm w systemie", między innymi dlatego, że przedmiotowe zasady fiskalne funkcjonują krócej niż rok.
Kraje o napiętych budżetach, takie jak Francja, Włochy czy Hiszpania, opowiadały się za dłuższą elastycznością, ale biorąc pod uwagę ich ograniczoną przestrzeń fiskalną, ich głównym zmartwieniem jest możliwość korzystania ze wspólnego finansowania na poziomie UE przy niższych kosztach finansowania zewnętrznego.
Jak ujął to w zeszłym tygodniu szef Europejskiego Mechanizmu Stabilności Pierre Gramegna: "[Rynki] postrzegają wspólne europejskie finansowanie jako lepsze narzędzie niż zwiększanie zadłużenia na poziomie krajowym". Z kolei propozycja Niemiec była inicjatywą czysto krajową. — Chcieliby dostosować ramy UE do zmienionego hamulca zadłużenia. To był ich pomysł — powiedział jeden z cytowanych dyplomatów.
onet.pl