poniedziałek, 10 lipca 2023


Przejęte wewnętrzne rosyjskie rejestry wojskowe opublikowane przez Główny Zarząd Wywiadowczy Ukrainy, zawierają informacje, które mogą potencjalnie zidentyfikować trendy ofiar w rosyjskich siłach zbrojnych.

Najobszerniejszy zbiór danych tego typu został przechwycony z 1. Gwardyjskiej Armii Czołgów i opublikowany w maju 2022 r. Dziennikarze Mediazony sprawdzili, że 34 z 61 żołnierzy wymienionych w tych dokumentach jako poległych zostało później wymienionych w opublikowanych nekrologach.

Znaleźliśmy również 47 spraw spadkowych zarejestrowanych dla żołnierzy wymienionych w dokumentach 1. Gwardyjskiej Armii Czołgów, z których 43 zostały otwarte po opublikowaniu dokumentów przez ukraińską agencję. Innymi słowy, istnieją mocne dowody sugerujące, że te liczby ofiar są prawdziwe.

Akta 1. Gwardyjskiej Armii Pancernej wymieniają również 44 zaginionych żołnierzy, z których jeden pojawił się później jako jeniec wojenny.

Wychodząc z założenia, że wszystkich pozostałych 43 żołnierzy zaginionych w akcji faktycznie zginęło, przeszukaliśmy różne archiwa w poszukiwaniu ich nazwisk i odkryliśmy, że wielu z nich otrzymało później cywilne akty zgonu (prawdopodobnie po wymianie ich ciał i powrocie do Rosji).

Mężczyźni ci ostatecznie pojawili się w rejestrze spadkowym, aczkolwiek z dużo większymi opóźnieniami niż w przypadku typowych roszczeń spadkowych. (Jednak pomimo tych dłuższych opóźnień, błędem byłoby stwierdzenie, że wszystkie znacznie opóźnione sprawy spadkowe oznaczają roszczenia żołnierzy uznanych za zaginionych).

Spośród 61 żołnierzy 1. Gwardyjskiej Armii Czołgów uznanych za poległych i 44 żołnierzy uznanych za zaginionych, odsetek mężczyzn znalezionych w naszej bazie danych Rejestru Spadkowego jest dwukrotnie wyższy w przypadku żołnierzy uznanych za poległych, co sugeruje, że Rosja nie odnalazła jeszcze ciał około połowy żołnierzy uznanych za zaginionych.

Podstawową wadą generalizowania na podstawie tych zapisów jest jednak to, że zmieniający się charakter bitwy oznacza, że doświadczenia 1. Gwardyjskiej Armii Czołgów na początku inwazji na pełną skalę nie są reprezentatywne dla ogólnych doświadczeń rosyjskiej armii podczas wojny.

Na przykład warunki, w jakich walczyła 1. Gwardyjska Armia Czołgów, były ekstremalne i szczególnie sprzyjały przypadkom, w których żołnierze byli porzucani na polu bitwy, a ich ciała pozostawały w tyle. W całej wojnie tylko odwrót z Chersonia można porównać do zamieszania, które nękało rosyjskie wojska w pierwszych tygodniach inwazji.

Chociaż istnieje wiele wiarygodnych informacji pozwalających oszacować liczbę rosyjskich żołnierzy zabitych w Ukrainie, po prostu brakuje nam obiektywnych wskaźników potrzebnych do obliczenia, ilu rosyjskich żołnierzy zaginęło.

onet.pl/Meduza

The Wall Street Journal (WSJ) poinformował, że siły ukraińskie próbują zmiękczyć rosyjską obronę przed wyzwoleniem terytorium, akceptując wolniejsze tempo natarcia. WSJ poinformowało również, że siły ukraińskie koncentrują się na usuwaniu sił rosyjskich z fortyfikacji i pól minowych, które są głębokie na ponad 24 km na niektórych obszarach okupowanego przez Rosję terytorium. Podpułkownik Ołeksij Telechin ze 108. Brygady Obrony Terytorialnej Ukrainy powiedział WSJ, że siły rosyjskie są w stanie nieustannie sprowadzać nowe zastępy, nawet jeśli siły ukraińskie zniszczą całe jednostki. ISW oceniło, że siłom rosyjskim brakuje rezerw operacyjnych. Wypowiedź Telehina prawdopodobnie odnosi się do lokalnie dostępnych rezerw taktycznych. Inny dowódca jednostki w 108. Brygadzie Obrony Terytorialnej stwierdził, że brak pojazdów opancerzonych utrudnia siłom ukraińskim posuwanie się na dobrze przygotowane pozycje. Źródła WSJ wymieniały również brak przewagi powietrznej Ukrainy jako jeden z czynników spowalniających kontrofensywy. ISW nadal ocenia, że ​​obecne tempo ukraińskiej kontrofensywy jest odzwierciedleniem celowych wysiłków zmierzających do zachowania ukraińskiej siły bojowej i wyczerpania rosyjskiej siły roboczej i sprzętu kosztem wolniejszego postępu terytorialnego.

(...)

Rosyjska społeczność ultranacjonalistów nadal obwiniała Kreml za zaufanie Turcji do utrzymania porozumienia i zatrzymania obrońców Azowstalu w Turcji. Rosyjscy ultranacjonaliści konsekwentnie krytykowali decyzje Kremla o uwolnieniu obrońców Azowstalu podczas innych wymian jeńców, ponieważ Kreml przedstawiał tych ukraińskich bojowników jako „nazistów” podczas bitwy pod Mariupolem. Jeden z rosyjskich blogerów zauważył, że uwolnienie obrońców Azowstalu podważa rosyjski cel „denazyfikacji” Ukrainy, podczas gdy inny bloger zasugerował, że Rosja nie powinna była ufać Turcji w dotrzymywaniu umowy, biorąc pod uwagę, że Turcja jest „historycznym wrogiem” Rosji. (...) Inny milbloger stwierdził, że wiadomość o uwolnieniu dowódców Azowstalu zdenerwowała rosyjski personel wojskowy na linii frontu i wezwał ludzi do ponownej oceny przyczyn zbrojnego buntu Grupy Wagnera - sugerując, że cele buntu, jakim są zmiany w rosyjskim dowództwie wojskowym i przestrzeni informacyjnej, są nadal potrzebne w Rosji. Milblogger dodał, że ten incydent jest jednym z wielu incydentów od początku inwazji Rosji na pełną skalę na Ukrainę, które dzielą rosyjskie społeczeństwo. 

understandingwar.org

W okresie styczeń-kwiecień tego roku Niemcy wyeksportowały do krajów Wspólnoty Niepodległych Państw (nie wliczając Rosji) towary o wartości 2,9 mld euro. To dwa razy więcej niż w okresie styczeń-kwiecień 2021 roku przed wojną. Tak podaje Federalny Urząd Statystyczny Niemiec.

Najwięcej towarów wśród państw WNP nabył Kazachstan. W ciągu czterech miesięcy wyeksportowano tam z Niemiec towary o wartości 1,1 mld euro. To prawie trzy razy więcej niż w tym samym okresie 2021 roku, kiedy było to 400 mln euro.

Znaczny wzrost niemieckiego eksportu odnotowała również Białoruś: w okresie styczeń-kwiecień – 617 mln euro, czyli plus 40 proc. w porównaniu z rokiem przedwojennym. Uzbekistan nabył towary o wartości 315 mln euro, co stanowi wzrost o 79 proc. Jednak prawdziwy rozkwit niemieckiego odnotował Kirgistan: z 15 mln euro w 2021 roku do 230 mln euro obecnie, a więc eksport wzrósł 15-krotnie.

Najważniejszym towarem eksportowym Niemiec do krajów sąsiadujących z Rosją są samochody i części zmienne do nich. Łączna suma ich dostaw wyniosła 865 mln euro. W okresie styczeń-kwiecień 2021 roku było to 167 mln euro, czyli pięć razy mniej.

Ponadto wzrósł eksport do krajów WNP maszyn i sprzętu (o 50 proc. do 597 mln euro) oraz produktów chemicznych (do 282 mln euro, prawie dwukrotnie więcej).

Jeśli chodzi o eksport z Niemiec do Rosji, w okresie styczeń-kwiecień tego roku spadł on prawie 2,5-krotnie w porównaniu z pierwszymi czterema miesiącami 2021 roku: z 8,4 mld euro do 3,5 mld euro.

Największy spadek eksportu do Rosji dotyczył towarów, których import wzrósł w krajach sąsiednich: pojazdów silnikowych (minus 1,4 mld euro, czyli 88 proc.) oraz maszyn i urządzeń (minus 1,3 mld euro, czyli 68 proc.).

Niemiecki Federalny Urząd Statystyczny wskazuje, że dane dotyczące eksportu opierają się na deklaracjach celnych, na których zaznaczone są kraje docelowe. Nie wiadomo, czy towary pozostają tam, czy trafiają gdzie indziej.

– Z dostępnych danych dotyczących handlu zagranicznego, nie wynika jasno, w jakim stopniu towary eksportowane z Niemiec do krajów WNP mogły być reeksportowane do Rosji w celu obejścia sankcji – podaje urząd.

belsat.eu

Wielu niemieckich weteranów wspominało jednak, że mimo wszystkich zagrożeń, jakie na froncie wschodnim niosła ze sobą technika, mimo czołgów T-34, samolotów szturmowych Ił-2, upiornie wyjących katiusz, najgorsze ze wszystkiego było głębokie, gardłowe „Urraa! urraa!”, towarzyszące szarżom sowieckiej piechoty.

Oddziały pancerne, główny cel na wszystkich frontach operacji „Barbarossa”, zostały starte w pył w ciągu kilku tygodni. 15 lipca 1941 roku monumentalne korpusy zmechanizowane rozwiązano. Podstawową jednostką stała się brygada pancerna: początkowo liczyła około dwóch tysięcy żołnierzy i dziewięćdziesiąt trzy czołgi, ale w dwóch trzecich były to lekkie T-60, wyposażone w  dwudziestomilimetrowe działka i pancerz tak cienki, że dla niemieckich czołgów stanowiły igraszkę. Jednak nawet tak ograniczone siły były zbyt duże dla niewprawnych dowódców, a ich wyposażenie napotykało trudności. W grudniu stan brygad zmniejszono do ośmiuset żołnierzy i czterdziestu sześciu czołgów, co odpowiadało sile batalionu w armiach zachodnich.

Te niewielkie formacje nie odniosły większych sukcesów w czasie zimowych kontrataków. W marcu 1942 roku utworzone zostały cztery pierwsze korpusy pancerne. Od kwietnia do września 1942 roku w ordre de bataille znalazło się ich jeszcze dwadzieścia pięć. Ostatecznie korpus miał obejmować trzy brygady pancerne i zmotoryzowaną brygadę strzelecką, a więc niespełna dziesięć tysięcy ludzi i sto sześćdziesiąt pięć czołgów. Jedną trzecią z nich stanowiły lekkie T-60. Nowocześniejsze średnie T-34, które stały się znakiem rozpoznawczym formacji pancernych Armii Czerwonej, dopiero wchodziły do masowej produkcji.

Ustalony w 1942 roku ordre de bataille w ogólnych zarysach obowiązywał do końca wojny. Lekkie czołgi zostały zastąpione T-34 w strukturze, która według kształtujących się zachodnich standardów była „nadmiernie pancerna” – pozbawiona zarówno artylerii, która mogłaby walczyć z niemiecką piechotą, jak i dział przeciwpancernych i piechoty, żeby utrzymać zajęty teren. Pierwszemu brakowi ostatecznie zaradzono, zwiększając liczbę bezwieżowych dział szturmowych, a drugiemu, tworząc korpusy zmechanizowane, których trzon stanowiła transportowana ciężarówkami piechota. Jednakże sama struktura korpusu pancernego odpowiadała jego zadaniu, które polegało na wykorzystaniu przełamań dokonanych przez „siły uderzeniowe” złożone głównie z piechoty i artylerii, jak planowano przed wojną.

Zadanie to łatwiej było zdefiniować niż wykonać. Pierwszą poważną próbą dla korpusów tego rodzaju była sowiecka ofensywa na Charków w maju 1942 roku. Skoncentrowano wówczas tysiąc trzysta wozów pancernych. Początkowych sukcesów odniesionych dzięki masie nie udało się jednak wykorzystać ze względu na elastyczną niemiecką obronę, opartą na skoordynowanych natarciach lotnictwa i sił pancernych. Korpusy pancerne były zbyt daleko za linią walki, by podjąć szybką interwencję, a później parły dalej, tymczasem niemiecka kontrofensywa odcięła utworzony przez nie występ.

Podobną porażkę, choć na mniejszą skalę, sowieckie siły pancerne poniosły na Krymie, gdzie jedna niekompletna niemiecka dywizja pancerna pokonała bezładnie rzucane do walki przeważające siły. Gdy niedobitki sowieckich formacji walczyły, żeby zyskać na czasie w trakcie długiego odwrotu w kierunku Donu, ich sztaby podkreślały znaczenie zaskoczenia, wykorzystania przewagi i poprawienia wsparcia logistycznego w przyszłych ofensywach. Wszystkie te elementy udało się zrealizować podczas ofensywy stalingradzkiej. Zmasowanie sił i kontratak przeprowadzone przez Mansteina pokazały, że Niemcy nie przestali być mistrzami wojny pancernej. Pozostali mistrzami, ale już bez miażdżącej przewagi. Na początku nowego roku dowódcy frontowych jednostek niemieckich zaczęli zgłaszać nieprzyjemne taktyczne niespodzianki. Sowieckie oddziały pancerne przestały postępować według przewidywalnego wzorca polegającego na wiązaniu niemieckich przyczółków walką, a następnie wystawianiu się na paraliżującą odpowiedź niemieckich czołgów. Zamiast tego sowieccy czołgiści omijali zasieki i wjeżdżali daleko na tyły wroga. Dowodzący na niższych szczeblach stawali się coraz bardziej elastyczni i coraz lepiej radzili sobie z myśleniem w kategoriach sytuacyjnych.

W czasie wojny Sowieci wyszkolili czterysta tysięcy czołgistów. Ponad trzy czwarte z nich poległo w walce – proporcja ta odpowiada często przywoływanym stratom wśród członków załóg nazistowskich U-Bootów, tyle że liczby są dziesięciokrotnie większe. Plutony egzekucyjne NKWD rzadko towarzyszyły wojskom pancernym. Fatalizm, który towarzyszył Armii Czerwonej przez niemal dekadę, wśród czołgistów przeradzał się w determinację – wprawdzie nie do końca określoną, ale potężną – by zabrać ze sobą jak największą liczbę hitlerowców. Do oddziałów pancernych zgłaszali się doborowi rekruci: chłopcy ze wsi, którzy marzyli o prowadzeniu traktorów w zmechanizowanym kolektywie, robotnicy z fabryk, których przyciągały technika i maszyny, a więc socjalistyczna modernizacja na gąsienicach. Zresztą rosyjska tradycja wojskowa nie opierała się wyłącznie na wykorzystaniu brutalnej siły. Istniała kultura szarży, tradycje niczym nieograniczonej i cenionej mobilności kozaków z Siczy Zaporoskiej, lotnych oddziałów nękających wojska napoleońskie wycofujące się spod Moskwy, konnych zabijaków z Konarmii Siemiona Budionnego w czasie rosyjskiej wojny domowej. Odpowiedni bodziec mógł uczynić z sowieckiego korpusu pancernego śmiercionośne narzędzie.

Armia Czerwona rozwijała też infrastrukturę, przede wszystkim w artylerii. Działa były ważnym elementem rosyjskiej armii od XVII stulecia. Stalin miał z czasem nazwać ten rodzaj wojsk „czerwonym bogiem wojny”. Właśnie tu masa oznaczała dominację. Armie zachodnie kładły nacisk na mobilność ognia. Dla Sowietów liczyły się lufy. Armia Czerwona nie dysponowała ani technologiami, ani technikami, którzy mogliby wdrożyć rozwiązania na modłę zachodnią. Decentralizacja była sprzeczna z sowieckimi zasadami i praktyką. Poza tym armaty było łatwiej wyprodukować niż czołgi, a ciężkie moździerze jeszcze łatwiej niż konwencjonalne działa. W październiku 1943 roku Sowieci mieli ich już tyle, że Stawka zatwierdziła utworzenie dwudziestu sześciu dywizji artylerii, z których każda wyposażona była w ponad dwieście dział i haubic oraz sto osiem ciężkich (kaliber 120 mm) moździerzy. W tym samym czasie utworzono cztery dywizje wyrzutni rakietowych. Z końcem 1943 roku było ich już siedem, a każda mogła podczas jednej salwy wystrzelić ponad trzy tysiące czterysta rakiet.

W rezultacie Sowieci mogli zasypać strefę walki pociskami w takim stopniu, w jakim alianci czynili to na froncie zachodnim w latach 1916–1917. Było to działanie tak samo wyrafinowane jak cios kijem baseballowym w nerki, ale równie skuteczne. Nawet gdy działa wykorzystywano na wysuniętych i nieosłoniętych pozycjach, niemiecki ogień wymierzony przeciw artylerii i uderzenia z powietrza (jeśli była taka możliwość) rozmywały się wobec liczby celów. Dowódcy artylerii byli podporządkowani zwierzchnikom w tak określonym łańcuchu dowodzenia i kontroli, że możliwe było niezależne wykorzystanie dział, bez szczególnego i ulegającego zmianom związku z piechotą i oddziałami pancernymi. W czasie kampanii stalingradzkiej potencjał nowego systemu uwidocznił się tylko w niewielkiej części. W najlepszym wypadku miał on swoje granice. Skutki jego użycia przeciw celom stacjonarnym lub zmasowanym formacjom mogły przypominać efekty detonacji taktycznej bomby nuklearnej. Najlepszym sposobem przeciwdziałania było rozproszenie, zachowanie mobilności i elastyczności. Pod Kurskiem Niemcy zrezygnowali ze wszystkich tych rzeczy, za co musieli zapłacić słoną cenę.

Dennis E. Showalter - Pancerz i krew

Pod presją europejskich organów regulacyjnych, Raiffeisen (RBI), największy z zachodnich banków w Rosji, zamierzał do września wydzielić swoją rosyjską filię jako osobny biznes. Bank obsługuje setki rosyjskich firm.

Tymczasem zarząd RBI, jak i sam rząd austriacki, sprzeciwiają się „wszelkim nieprzemyślanym ruchom szkodliwym dla podstawowej działalności (core business) banku”, mimo iż RBI jest obecnie poddawany amerykańskiemu „prześwietleniu” dotyczącemu powiązań z Rosją. Austriacki rząd chce opóźnienia wszelkich kroków jakie musiałby podjąć RBI w Rosji wierząc, że wojna w Ukrainie niedługo się skończy i niezależnie od wyniku będzie można powrócić do „zwykłej działalności biznesowej”.

Jak stwierdza Reuters, przedstawiciele Austrii zarówno formalnie, jak i nieoficjalnie intensywnie bronią RBI w Brukseli i Waszyngtonie twierdząc, że został on niesprawiedliwie wyróżniony spośród innych banków zachodnich także prowadzących działalność w Rosji. Według informacji uzyskanych przez ISBiznes.pl, RBI bronią także austriaccy europarlamentarzyści oraz urzędnicy unijni. Nieoficjalnie można usłyszeć, że choć Austria popiera werbalnie Ukrainę, to jednak austriackie firmy działają w Rosji od pół wieku, a „wojna się kiedyś skończy i stosunki gospodarcze będą musiały wrócić do normy”.

Nadzór w Europejskim Banku Centralnym w ogóle nie otrzymał planów podziału opracowanych w RBI, nie miał więc sposobności, by się z nimi zapoznać czy ocenić. W efekcie podział banku do września jest niemożliwy. Teoretycznie Raiffeisen Bank International może chcieć otrzymać zgodę EBC nim otrzyma zgodę swoich akcjonariuszy, ale wtedy ustalenie sposobu wyjścia banku z Rosji może zająć nawet ponad pół roku. Nie byłyby przy tym to jedyne zgody do uzyskania – Austriacy muszą otrzymać zgodę rosyjskiego banku centralnego, tamtejszego resortu finansów, a końcową zgodę musi podpisać Władimir Putin, który nie ma żadnych określonych terminów na wykonanie tego typu działania i może po prostu dokumenty przetrzymać. Co ciekawe, sami Austriacy zwracają na ten ostatni element uwagę stwierdzając, że nawet jeśli będą się speszyć, wszystko i tak będzie zależało od Rosjan.

Obstrukcja z ich strony jest w istocie więcej niż prawdopodobna, bo RBI obsługuje w Rosji około 2600 klientów korporacyjnych, 4 miliony posiadaczy kont lokalnych i 10 000 pracowników. Obsługuje też płatności międzynarodowe, a sam rosyjski nadzór bankowy stwierdził, że ten bank „powinien zostać”.

Oficjalnie rzecznik Raiffeisen Bank International oświadczył, że bank będzie kontynuować sprzedaż lub wydzielanie swojej filii i zobowiązał się do ograniczenia działalności w Rosji. Jednak powolne tempo całego tego procesu i wyraźny lobbing Austriaków, by zostawić RBI w spokoju czyli w Rosji, obudziło lobbystów i innych banków, jak UniCredit, które też są zmuszane przez EBC do opuszczenia rosyjskiego rynku. Podnoszą oni, zresztą słusznie – że nie powinno być wyjątków, albo wszyscy opuszczają Rosję, albo mimo sankcji unijnych powinna istnieć w tej materii całkowita dowolność. Te działania poparł austriacki rząd zaś ministerstwo finansów powiedziało, że w Rosji działają również inne europejskie banki. Jak dodał: „bank nie może opuścić takiego kraju z dnia na dzień”, krytykując jednocześnie „udawanie, że austriacki bank jest wyjątkiem”.

Dodatkowo, jak poinformował Reuters, szef austriackiego banku centralnego, Robert Holzmann, wyraził zaniepokojenie presją na bank, bowiem EBC wezwał RBI do niewypłacania dywidendy w tym roku z powodu właśnie problemów z rynkiem rosyjskim. Bank natomiast rzeczywiście rozważa sprzedaż swojej tamtejszej fili, by uzyskać 4 mld euro w niej zablokowanych. Nie ma jednak chętnych – po buncie Grupy Wagnera, rosyjskie elity biznesowe nie chcą w nic inwestować i czekają na przesilenie polityczne.

Austriaccy urzędnicy być może nie lobbowaliby tak mocno za Raiffeisen Bank International, gdyby nie fakt, że jest on częścią konglomeratu biznesowego stanowiącego o dużej części gospodarki tego kraju, zaś Austria i Rosja powiązane są ze sobą od dziesiątków lat, przy czym Wiedeń odgrywa rolę centrum rozliczeniowego dla firm rosyjskich i z państw, które były republikami radzieckimi.

Ale z drugiej strony na austriacki bank naciska nie tylko EBC, ale też i Waszyngton. Tu środków oddziaływania jest dużo, łącznie z „opcją atomową”, jaką mogą stanowić działania SEC wobec Austriaków. Na wszelki więc wypadek Raiffeisen przekazał dane o rosyjskich transakcjach amerykańskiemu organowi ds. sankcji, który stanowi Biuro Kontroli Aktywów Zagranicznych (OFAC) w Departamencie Skarbu oraz stwierdził, że stale z tym organem współpracuje, by nawet bezwiednie sankcji nie naruszyć. W połowie czerwca minister finansów Austrii Magnus Brunner spotkał się z Brianem Nelsonem kierującym sankcjami w Departamencie Skarbu USA i według nieoficjalnych informacji Bloomberg i Reuters chciał uzyskać, by USA nie naciskały na RBI. Co ciekawe w samym RBI istnieje podział co do obecności banku w Rosji – część regionalnych banków krajów związkowych, które kontrolują grupę jest za tym, by „jak najszybciej” Rosję opuścić.

isbiznes.pl