środa, 8 lutego 2023



2 lutego przedstawiciele Pentagonu ogłosili wykrycie nad terytorium Stanów Zjednoczonych obiektu, który określili jako „chiński balon wywiadowczy”. Miał on wejść w amerykańską przestrzeń powietrzną nad Alaską 28 stycznia, a następnie – po przelocie nad terytorium Kanady – zmienił 31 stycznia kurs i znów znalazł się w przestrzeni powietrznej Stanów Zjednoczonych nad stanem Idaho. 1 lutego przeleciał nad stanem Montana, gdzie znajduje się baza Malmstrom – jedna z trzech baz Sił Powietrznych USA dysponujących międzykontynentalnymi pociskami balistycznymi. Prezydent Joe Biden zdecydował, by nie strącać aerostatu nad lądem z powodu ryzyka zniszczeń na ziemi. 2 lutego sekretarz stanu USA Antony Blinken odwołał zaplanowaną na następny dzień wizytę w Chinach i nazwał wysłanie balona nad terytorium Stanów Zjednoczonych „nieodpowiedzialnym działaniem, (...) szkodliwym dla dyskusji merytorycznych”. 3 lutego Pekin przyznał, że aerostat pochodzi z ChRL, i wyraził żal z powodu zaistniałej sytuacji. Stwierdził przy tym, że jest to obiekt meteorologiczny, nad którym utracono kontrolę.

Dzień później balon zestrzelono nad oceanem u wybrzeży Karoliny Południowej w granicach amerykańskiej przestrzeni powietrznej. Nad wydobyciem jego szczątków pracują nurkowie Marynarki Wojennej USA. Pekin zaprotestował przeciwko „zestrzeleniu cywilnego” obiektu i zastrzegł, że może wystąpić o odszkodowanie w imieniu firmy nim operującej. 6 lutego rzeczniczka chińskiego resortu spraw zagranicznych przyznała, że wykryty w weekend nad Kolumbią drugi balon to również statek powietrzny z ChRL, który „przypadkowo wszedł w przestrzeń powietrzną Ameryki Łacińskiej i Karaibów”.

Komentarz

Przedstawiciele Pentagonu potwierdzili na konferencji prasowej, że do podobnych incydentów z chińskimi balonami obserwacyjnymi dochodziło wcześniej zarówno „za tej, jak i za poprzednich administracji”. Nowoczesnymi balonami stratosferycznymi o regulowanym ciśnieniu można precyzyjnie nawigować w górnych warstwach atmosfery lub utrzymywać ich pozycje przez wiele miesięcy. W mediach i środowiskach eksperckich pojawiły się spekulacje dotyczące innych niż szpiegowskie zastosowań statków powietrznych tego typu – chodzi m.in. o przenoszenie broni masowego rażenia (zwłaszcza że operują one poniżej umownej granicy kosmosu i nie obejmuje ich międzynarodowy zakaz rozmieszczania broni jądrowej w przestrzeni kosmicznej). Dzięki właściwościom fizycznym oraz niskiemu profilowi podwieszonego ładunku, jak również wysokości, na której operują (zazwyczaj powyżej 30 tys. m n.p.m.), są one trudne do wykrycia przez radary i niewidoczne dla obserwatorów na ziemi. Według informacji Departamentu Obrony chiński obiekt w momencie zestrzelenia znajdował się jednak na ok. 18 tys. m n.p.m. Tak niewielka wysokość spowodowała, że balon zaobserwowano z ziemi. I choć można tylko spekulować, czy jego niskie położenie wynikało z awarii, ludzkiego błędu, czy z celowego działania elementów reżimu, które dążą do wzrostu napięć w relacjach chińsko-amerykańskich, to fakt ten zmusił Pentagon do publicznego przyznania, że incydent miał miejsce. Wcześniej prawdopodobnie nie chciano ujawniać zdolności do śledzenia takich obiektów w stratosferze. Równocześnie brak reakcji ze strony Waszyngtonu na analogiczne misje w przeszłości mógł skłonić przywódców ChRL – bez których zgody operacja tego typu nie mogłaby dojść do skutku – do potraktowania tej misji rutynowo. Ewentualność szpiegowskiego zastosowania chińskiego balonu zweryfikują dopiero badania przeprowadzone po wydobyciu jego szczątków.

Początkowo Pekin zareagował na sytuację wstrzemięźliwie – przyznał, że obiekt pochodzi z ChRL, i wystosował przeprosiny. Odwołanie wizyty Blinkena oraz rosnąca presja republikańskiej opozycji, aby zestrzelić aerostat, wywołały jednak zaostrzenie także retoryki Chin. Wydaje się, że na taką zmianę z jednej strony wpłynęła entuzjastyczna reakcja części społeczeństwa, które uznało wysłanie statku powietrznego nad Stany Zjednoczone za sukces, a z drugiej – obawy Pekinu, że ewentualne zestrzelenie i przejęcie szczątków balonu przez Amerykanów stworzy zagrożenie, iż Waszyngton przedstawi dowody świadczące o szpiegowskim charakterze misji. Dlatego można przyjąć, że oskarżenia wobec USA o złamanie prawa międzynarodowego w wyniku zestrzelenia – jak utrzymuje strona chińska – cywilnego statku powietrznego to element strategii wyprzedzającej.

Stosunki chińsko-amerykańskie znajdują się w delikatnym momencie. Mimo narastającej rywalizacji oba kraje dążą obecnie do zapobieżenia ich niekontrolowanej degradacji, czemu służyło m.in. spotkanie Xi Jinpinga z Bidenem i wznowienie dialogu w listopadzie ub.r. (szerzej zob. Taktyczna pauza wobec Zachodu: chińska gra nadziejami na pokój). Odwołana w konsekwencji incydentu z balonem wizyta Blinkena w Pekinie obejmować miała dyskusję nad najbardziej palącymi problemami w relacjach. Sytuacja wewnętrzna zarówno w Stanach Zjednoczonych, gdzie republikańska opozycja domaga się dalszego zaostrzenia kursu wobec Chin, jak i w ChRL, gdzie stan gospodarki i dewastująca fala zachorowań na COVID-19 zmuszają partię komunistyczną do szukania nowych źródeł legitymizacji jej rządów w nacjonalizmie, powoduje, że – przy uwzględnieniu zaistniałych teraz uwarunkowań – należy się spodziewać werbalnej eskalacji w kontaktach obu stron i wzajemnych oskarżeń. Niemniej Pekinowi i Waszyngtonowi nadal zależy na uniknięciu bezpośredniej konfrontacji w najbliższej perspektywie. Dlatego można zakładać, że po zaniku zainteresowania mediów wydarzeniem obie stolice ponownie spróbują tymczasowo ustabilizować swoje relacje.

osw.waw.pl


W erze Denga Chiny bogaciły się, w erze Xi mają rosnąć w siłę. Marzenie o potężnym Państwie Środka może się rozwiać, gdy nadejdzie czas zapłaty za cztery dekady gospodarczego cudu.

Xi Jinping złamał partyjny zwyczaj i pozostał na stanowisku sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin na trzecią kadencję. Zachował również stanowisko szefa Centralnej Komisji Wojskowej, a w marcu zapewne podobnie stanie się z fotelem przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej. Jeśli zdrowie pozwoli – a 69-letni Xi nie jest bynajmniej w zaawansowanym wieku na tle długowiecznych chińskich liderów czy obecnego prezydenta USA – może rządzić Chinami jeszcze dobre 10 lat, a być może dłużej.

Głównym celem Xi pozostaje budowa silnego, stabilnego, samowystarczalnego Państwa Środka rozwijającego się pod dyktando partii komunistycznej z „przewodniczącym wszystkiego” na czele. Gospodarka pada ofiarą polityki, a polityka leninistowsko-nacjonalistycznej ideologii. Niemniej jednak chińscy liderzy zdają sobie sprawę, że potężnej i bezpiecznej twierdzy nie da się zbudować na kruchych fundamentach. Dlatego z wyzwaniami gospodarczymi trzeba się będzie zmierzyć.

A problemów na tym polu nie brakuje. Chińska gospodarka jest obecnie w największych tarapatach od dekad. Era „cudu gospodarczego” dobiegła końca. Tempo wzrostu PKB systematycznie zwalnia w obliczu problemów strukturalnych: potężnej i częściowo ukrytej góry długów, nieefektywnej alokacji kapitału, niskiej produktywności, malejącej siły roboczej, starzejącego się społeczeństwa, przerośniętego rynku nieruchomości, gargantuicznego i niestabilnego systemu finansowego, zbliżania się do granicy technologicznej czy ogromnych nierówności społecznych i regionalnych. Model gospodarczy ostatnich 15 lat, oparty na koncentracji kontroli nad dochodami w rękach elit i przekierowywaniu potężnych środków na inwestycje, nie wyczerpał się, ale przynosi coraz mniejsze zyski, równocześnie powiększając cenę, którą przyjdzie Chińczykom zapłacić za tak dynamiczny, jak niezrównoważony wzrost.

Mieszkańcom Państwa Środka już przychodzi zapłacić cenę za błędną politykę gospodarczą ekipy Xi Jinpinga. Próba ograniczenia roli sektora nieruchomości oraz ujarzmienia firm z sektora technologii konsumenckich i edukacji w momencie, gdy realizowane są polityki zero Covid i izolacji międzynarodowej, podważa absolutną podstawę sukcesu ChRL: niezachwianą wiarę jej mieszkańców w lepsze jutro i głód sukcesu materialnego.

Biznes martwi etatystyczna polityka i zakusy władzy, by powstrzymać „bezładną ekspansję kapitału", coraz lepiej wykształconych młodych dorastających jako „mali cesarze” – utrata miejsc dobrze płatnej i nienużącej pracy. Zaniepokojeni są właściciele mieszkań poza największymi miastami i punktów usługowych. Łatwo nie mają również urzędnicy, nad którymi wisi ciągła groźba kampanii antykorupcyjnej i postać omnipotentnego przywódcy. W społeczeństwie, szczególnie wśród młodych mieszkańców miast, widać narastające zniechęcenie i poczucie beznadziei. Zamiast dzielnie wspinać się na „trzy wysokie góry” (gromadzić środki na mieszkanie, edukację i opiekę zdrowotną), wolą „leżeć płasko”, a nawet „gnić”.

Równocześnie chińskie władze mierzą się z nieprzyjaznym otoczeniem międzynarodowym. Polityka Xi Jinpinga, którego pierwszorzędnym celem stało się szeroko pojęte bezpieczeństwo (militarne, wewnętrzne, technologiczne, żywnościowe) i samowystarczalność, w końcu spotyka się z analogiczną odpowiedzią Zachodu. Amerykanie starają się wyhamować rozwój ChRL w obawie przed wyrastającym konkurentem. Nieśmiało dołączają do nich Anglosasi i Europejczycy, którzy zaczynają dostrzegać ryzyka związane z silnymi powiązaniami z chińskimi podmiotami gospodarczymi, będącymi narzędziami politycznymi w rękach Pekinu.

Do tego dochodzą zjawiska ekonomiczne: gwałtowny wzrost stóp procentowych wywołujący presję na odpływ kapitału z Państwa Środka oraz skutkujący osłabieniem juana, co nie sprzyja realizacji marzeń Chińczyków o szerszym zastosowaniu ich waluty poza granicami ChRL. Z kolei pogorszenie koniunktury i nastrojów na świecie musi w końcu ograniczyć popyt zagraniczny na chińskie towary i zaboleć eksporterów, którzy od 2020 r. ponownie stali się istotnym źródłem napędzającym gospodarkę Państwa Środka.

Wiele z powyższych problemów jest ze sobą na tyle powiązanych, że nie da się rozwiązać jednego, nie zważając na inne. Często wymagają sprzecznych recept. Ekonomiści – wbrew pozorom nie tylko zachodni, ale również chińscy – wskazują, że należy przebudować cały model gospodarczy Państwa Środka: zwiększyć dochody ludności, rozszerzyć system świadczeń społecznych, wzmocnić siłę przetargową pracowników czy zreformować system podatkowy. W efekcie wzrośnie konsumpcja, dzięki czemu zostaną ograniczone nieefektywne inwestycje zasilane kredytową kroplówką.

Władze ChRL problem dostrzegają od co najmniej 15 lat – już poprzedni premier Wen Jiabao publiczne oceniał, że chińska gospodarka jest „niestabilna, niezbalansowana, nieskoordynowana i niezrównoważona”. U zarania swoich rządów Xi Jinping mówił o „nowej normalności” oraz konieczności zwiększenia roli konsumpcji i sektora usług.

Partyjna elita ma jednak inny pomysł na osiągnięcie tego celu – nad reformę strony popytowej przedkłada polityki wspierające podaż. Ich zdaniem kluczem do rozwoju (i co za tym idzie bezpieczeństwa i samowystarczalności) są inwestycje i produkcja, a na konsumpcji nie zbuduje się silnego państwa. Lepiej, żeby ograniczonymi zasobami dysponowały „osoby, którym na sercu leży przede wszystkim dobro kraju”, a nie „zwykli Chińczycy” dążący przede wszystkim do poprawy standardu życia swoich rodzin i własnego. Dobrobyt co prawda rośnie, ale wolniej, a społeczeństwo kusi się wizją lepszej przyszłości i potężnych Chin, dysponujących silną bazową przemysłową, dzięki której mogą naciskać na inne społeczeństwa. Przy okazji kokosy zbijają „właściwi ludzie”.

Szeroka reforma byłaby dla nich bardzo niekorzystna, nie powinien więc dziwić opór beneficjentów systemu wobec zmian. Ekonomiści są przekonani, że prędzej czy później i tak one nastąpią, czy elity ChRL tego chcą, czy nie. A im dłużej władze będą odkładały moment podjęcia reform, tym będą one bardziej kosztowne politycznie i gospodarczo. Na dotychczasowych istotnych reformach Xi nieprzyjemnie się sparzył – dość przypomnieć panikę po pęknięciu giełdowej bańki i dewaluacji juana w 2015 r., nieudane delewarowanie od 2016 r. czy ostatnie próby stabilizacji rynku nieruchomości.

Gwałtowne zmiany kierunku gospodarczego nie są zresztą w ostatnich dekadach w chińskim stylu, nie wydają się również pasować do samego Xi, który – w przeciwieństwie do Mao – nie przepada za chaosem, lecz ceni sobie stabilność. Jeśli jednak najsilniejszy chiński lider od pół wieku nie znajdzie w sobie siły, by stawić czoła strukturalnym wyzwaniom, może się zapisać w historii nie jako twórca silnych Chin, ale ten, który zaprzepaścił szansę na realizację chińskiego marzenia. To jednak wcale nie musi być dobra informacja dla reszty świata: słabsze państwo może jeszcze silniej zwrócić się w stronę nacjonalizmu i prowadzić bardziej agresywną politykę.

bankier.pl


8 stycznia zniesiono wprowadzony w marcu 2020 r. obowiązek kwarantanny dla osób przybywających do Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL). Decyzja ta jest elementem procesu gwałtownego odejścia od strategii „zero COVID”, rozpoczętego pod koniec ub.r. 7 grudnia Narodowa Komisja Zdrowia (NKZ) zniosła ograniczenia w przemieszczaniu się osób wewnątrz kraju, a 12 grudnia wyłączono system aplikacji mobilnych określających status zdrowotny mieszkańców. 13 grudnia wicepremier Sun Chunlan, odpowiedzialna z ramienia Biura Politycznego XIX Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin (KPCh) za walkę z pandemią, oznajmiła, że Chiny przechodzą od „zapobiegania infekcjom” do „leczenia osób dotkniętych koronawirusem”. Dzień później NKZ ogłosiła, że nie będzie już raportować liczby bezobjawowych przypadków, ponieważ w związku ze zniesieniem obowiązku masowych testów nie ma „żadnego sposobu, aby śledzić rzeczywiste liczby” infekcji. 25 grudnia NKZ podała, że przestanie także regularnie publikować dane o potwierdzonych zakażeniach. 14 stycznia na konferencji prasowej NKZ przyznała jednak, że od 8 grudnia 2022 r. do 12 stycznia br. w placówkach służby zdrowia nastąpiło łącznie 59 938 zgonów związanych z zakażeniem SARS-CoV-2, przy czym ok. 90,1% zmarłych to osoby w wieku co najmniej 65 lat.

Nagły wzrost zachorowań i polityka informacyjna chińskiego rządu w sprawie COVID-19 powodują znaczące zaniepokojenie partnerów międzynarodowych, a w ślad za tym m.in wprowadzenie obowiązku wykonania testów przez osoby przylatujące z Chin do USA, Japonii, Korei Południowej czy części państw UE. 22 grudnia ub.r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) przyznała, że nie otrzymała żadnych danych z ChRL na temat nowych hospitalizacji chorych na COVID-19, odkąd Pekin zrezygnował z ograniczeń w przemieszczaniu się po kraju. Ostatni raport WHO zawierający dane z ChRL opublikowano 4 grudnia 2022 r. – podano w nim, że liczba hospitalizacji w Chinach wyniosła 28 859, co jest najwyższym wynikiem od czasu wybuchu pandemii trzy lata temu.

Komentarz

W konsekwencji decyzji o gwałtownym odejściu od strategii „zero COVID” w Chinach trwa obecnie największa jak dotąd fala zachorowań na COVID-19. Nietransparentna polityka informacyjna władz w Pekinie zmusza obserwatorów do szacowania stanu pandemii w ChRL na podstawie modelowania oraz statystyk zakażeń wśród osób przybywających z tego kraju do innych państw. Brytyjska firma Airfinity zajmująca się analizami predykcyjnymi w dziedzinie ochrony zdrowia ocenia, że w Chinach dochodzi średnio do 3,73 mln zakażeń koronawirusem i 21,3 tys. zgonów z tego powodu dziennie. Od 1 grudnia 2022 r. łączna liczba infekcji miała wynieść 58,1 mln, a zgonów – 345 560 (prognoza zaktualizowana 13 stycznia). Airfinity ocenia, że zachorowania na COVID-19 osiągnęły w Chinach swój pierwszy szczyt 13 stycznia br., przy 3,7 mln przypadków dziennie, oraz że dziesięć dni później dobowa liczba zgonów sięgnie ok. 25 tys. dziennie, co w konsekwencji przyniesie 584 tys. ofiar od czasu, gdy wirus zaczął rozprzestrzeniać się swobodnie po kraju w grudniu 2022 r. Firma prognozuje łącznie 1,7 mln zgonów w całych Chinach do końca kwietnia 2023 r. Wydaje się jednak, że w przewidywalnej przyszłości nie należy się spodziewać, aby Pekin opublikował przekonujące dane, które pozwoliłyby na zweryfikowanie tego typu symulacji. Również pojawiające się w mediach społecznościowych liczne relacje o przepełnionych szpitalach, naprędce organizowanych tymczasowych kostnicach czy masowych kremacjach na otwartym powietrzu wskazywałyby, że rzeczywistość pandemiczna dalece odbiega od oficjalnych komunikatów na ten temat.

Na gwałtowne odejście przez Pekin od strategii „zero COVID” wpłynęło prawdopodobnie kilka czynników. Wśród nich należy wymienić: niezdolność do powstrzymania wariantu Omikron, który szybko się rozprzestrzeniał i często nie był wykrywany w testach przesiewowych; pogarszającą się sytuację gospodarczą związaną z ograniczeniami mobilności mieszkańców; rosnące koszty ciągłych masowych testów, które wyczerpały budżety lokalnych władz. Widoczne było również pogłębiające się zmęczenie społeczeństwa drastycznymi restrykcjami, które znalazło wyraz w licznych protestach przeciwko ograniczeniom pandemicznym. Kulminacja demonstracji widoczna była w końcu listopada ub.r. W większości miały one charakter lokalny, ale w izolowanych przypadkach przybrały formy manifestacji politycznych, nawołujących do ustąpienia Xi Jinpinga. Podejmując decyzję o gwałtownym zniesieniu restrykcji, władze w Pekinie postanowiły zarazem o zaniechaniu regularnych publikacji danych dotyczących zakażeń SARS-CoV-2. Chcą w ten sposób uniknąć paniki, ale też dążą do szybkiego uznania COVID-19 przez chińskie społeczeństwo za chorobę porównywalną z sezonową grypą. Podawanie do publicznej wiadomości prawdopodobnie szybko rosnącej liczby nowych przypadków byłoby także niewygodne politycznie po trzech latach stosowania represyjnej strategii „zero COVID” prowadzonej w imię uniknięcia fali zachorowań i śmierci, jaka – według narracji propagandowej ChRL – miała dotknąć państwa zachodnie. Dlatego Pekin zaniża również medyczne statystyki zgonów, drastycznie zawężając kryteria pozwalające uznać śmierć pacjenta za spowodowaną COVID-19.

Nagłe zniesienie wszelkich restrykcji, w dodatku u progu sezonu zachorowań na infekcje górnych dróg oddechowych, a nie na jego koniec, można tłumaczyć dążeniem chińskich władz do jak najszybszego uzyskania przez populację ChRL odporności zbiorowej. Rządzący starają się maksymalnie skrócić okres trwania kryzysu zdrowotnego i będą zabiegać o przywrócenie w miarę normalnego funkcjonowania gospodarki najpóźniej w drugim kwartale br. Przy ogólnej niewydolności tamtejszej służby zdrowia wszelkie posunięcia spowalniające kolejne fale pandemii prawdopodobnie nie wpłynęłyby znacząco na zmniejszenie liczby ofiar. Na taki tok rozumowania Pekinu wskazują także działania informacyjne niektórych władz regionalnych. Przykładowo kierownictwo prowincji Henan, najludniejszej w ChRL, na początku stycznia br. poinformowało (nie ujawniając sposobu pozyskania danych), że ok. 88,5 mln mieszkańców prowincji, tj. blisko 90% z nich, przechorowało już COVID-19. Zarówno w świetle znanych modeli, jak i doświadczeń innych państw tak szybkie rozprzestrzenianie się koronawirusa wydaje się mało prawdopodobne, ale pozwala lokalnym kadrom na „zameldowanie” centrali „sukcesu” w osiąganiu odporności zbiorowej. Świadczy to również o tym, że aparat partyjno-państwowy traktuje strategię „zero COVID” jako kampanię polityczną. Rosną teraz zatem obawy, że kierownictwo KPCh przeprowadzi czystkę kadrową wśród struktur regionalnych. Z jednej strony przyśpieszy to recentralizację, która jest jednym z celów rządów sekretarza generalnego Xi Jinpinga, z drugiej zaś pozwoli na przerzucenie odpowiedzialności politycznej za „błędy i wypaczenia” strategii „zero COVID” na lokalne władze.

Brak wiarygodnych danych dotyczących przebiegu pandemii oraz ewolucji koronawirusa w Chinach powoduje, że w związku ze zniesieniem przez Pekin także obowiązku testowania osób opuszczających ChRL wiele państw świata wprowadza obostrzenia dla przyjezdnych z tego kierunku. Wymagane jest wykonanie testu przed wyjazdem z Chin lub na granicy, a w niektórych krajach, zgodnie z lokalnymi regulacjami, osoby z pozytywnym wynikiem muszą odbyć domową kwarantannę. Duże obawy budzi groźba rozprzestrzenienia się nowego subwariantu SARS-CoV-2 – XBB.1.5 – nazywanego w mediach Krakenem. Obostrzenia innych państw prowokują formalny sprzeciw Pekinu i oskarżenia o dyskryminację Chińczyków, mimo że sama ChRL przez blisko trzy lata pandemii utrzymywała jeden z najsurowszych reżimów granicznych. Pekin zawiesił również wydawanie krótkoterminowych wiz dla obywateli Korei Południowej i Japonii w odwecie za ograniczenia nałożone przez te państwa na podróżnych z Chin. Wydaje się, że działania te mają odwracać uwagę chińskiej opinii publicznej od sytuacji pandemicznej w kraju oraz wywołać mobilizację społeczną na tle nacjonalistycznym. Dalsza eskalacja napięć wpłynie jednak negatywnie na próby doprowadzenia przez Pekin do dyplomatycznej stabilizacji stosunków z państwami zachodnimi (zob. Taktyczna pauza wobec Zachodu: chińska gra nadziejami na pokój).

W sferze gospodarczej rozwój wydarzeń w Chinach w najbliższym półroczu będzie zdeterminowany przez trudny do przewidzenia przebieg pandemii. W pierwszym kwartale można się spodziewać dalszego pogorszenia się sytuacji, co będzie wynikało zarówno z nasilania się fali zachorowań, jak i wcześniejszego, w obawie przed zakażeniem, opuszczania zakładów pracy przez migrujących z okazji chińskiego Nowego Roku (w br. wypada 22 stycznia) robotników. Nie można teraz określić, czy wrócą oni do swoich miejsc zatrudnienia w ciągu zwyczajowych dwóch, trzech tygodni po święcie, czy potrwa to dłużej ze względu na sytuację pandemiczną. Trudno też przewidzieć, jak głęboki wpływ będzie miał COVID-19 w najbliższych miesiącach na sektory logistyczny czy usług. Jeżeli jednak późną wiosną nastąpi stabilizacja w tym zakresie, to pod koniec drugiego kwartału lub w trzecim można się spodziewać odbicia gospodarczego w ChRL. Może ono stworzyć fałszywe wrażenie, że chińska gospodarka najgorszy okres ma za sobą, wciąż jednak pozostają nierozwiązane problemy strukturalne: wewnętrzne – jak m.in. zadłużenie, przeinwestowanie, kryzys demograficzny czy bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, oraz zewnętrzne – m.in. malejący popyt na chińskie towary, wspierany przez wiele rządów trend dywersyfikacji łańcuchów dostaw z ChRL, wojna na Ukrainie czy rosnące obawy przed pogłębiającą się rywalizacją ze Stanami Zjednoczonymi.

osw.waw.pl