sobota, 11 kwietnia 2026



Rok 2021 okazał się niezwykle krytycznym punktem na osi czasu. Dla USA był to pierwszy rok rządów Bidena. Obfitował on w szereg ważnych dla ich historii wydarzeń: rebelię zwolenników Trumpa i ich atak na Kapitol 6 stycznia, nasilenie walki z COVID— 19 oraz marcowe przyjęcie programu American Rescue Plan (wsparcie finansowe dla przedsiębiorców, samorządów i potrzebujących obywateli o łącznej wartości 1,9 bln dolarów), a także sierpniowy odwrót z Afganistanu, którego symbolem stała się dramatyczna ewakuacja z lotniska w Kabulu 15 sierpnia (Amerykanie ostatecznie opuścili ten kraj 31 sierpnia). Szczególnie to ostatnie wydarzenie zostało odebrane przez Kreml i Pekin jako dowód na słabnięcie mocarstwowości i sprawczości USA.

Dla Rosji był to rok konsolidacji władzy, stopniowego dryfowania reżimu z autorytarnego w kierunku totalitaryzmu, przejścia do otwartego grożenia Zachodowi, a także czas zakończenia przygotowań do inwazji na Ukrainę. Najpierw w styczniu 2021 r. doszło do aresztowania Aleksieja Nawalnego, następnie protestów społecznych i wykorzystania ich przez Kreml do delegalizacji opozycji. We wrześniu doszło z kolei do wyborów do Dumy Państwowej, które zostały prawdopodobnie sfałszowane. Dla nas najbardziej istotny jest jednak wzrost napięcia w polityce zagranicznej.

W kwietniu 2021 r. Jake Sullivan, doradca prezydenta Bidena ds. bezpieczeństwa, zwrócił uwagę na raport wskazujący na to, że Rosja skoncentrowała przy granicy z Ukrainą i na okupowanym Krymie ponad 110 tys. żołnierzy. Zastanawiał się nad celem tych działań Kremla: czy chodziło o zwykły szantaż i blef wymierzony w Kijów lub Zachód, czy też o potencjalnie nowe zaognienie sytuacji w Donbasie? Sullivan otrzymał również inny dokument, który pozwalał na wysnucie niepokojących wniosków: "Sporządzony przez CIA najnowszy profil psychologiczny autokratycznego rosyjskiego przywódcy Władimira Putina podkreślał jego skrajną niepewność i imperialne ambicje. Putin był przekonany, że jest jedyną osobą, która może przywrócić Rosji dawny imperialny blask. Był zafiksowany na punkcie Ukrainy".

Doradca Bidena przypomniał sobie o "strzelbie Czechowa": "Dziewiętnastowieczny dramaturg Anton Czechow pisał, że jeśli w pierwszym akcie sztuki pojawia się strzelba, to nie bez powodu i w pewnym momencie padnie z niej strzał. (…) Sullivan zastanawiał się nad jego [tj. Putina] zamiarami. Czy były to tylko ćwiczenia, gra wojenna? (…) Po obu stronach zginęło blisko 14 000 osób. Dwadzieścia dziewięć razy zawieszano broń, ale wszystkie rozejmy ostatecznie zrywano, co stanowiło oznakę niestabilności. Sullivan zawsze pracował pod presją. Tym razem jednak nie mógł zignorować oczywistego faktu: nie umieszcza się tak wielu ludzi i tak wiele sprzętu na granicy innego kraju, jeśli przynajmniej nie myśli się o ich użyciu. Czyżby Putin właśnie zawiesił strzelbę na ścianie?".

Amerykanie zdecydowali się na bezpośredni kontakt Bidena z Putinem. Do rozmowy telefonicznej doszło 15 kwietnia. Tydzień później minister Szojgu ogłosił, że do 1 maja Rosjanie zmniejszą liczebność swego zgrupowania skoncentrowanego blisko granicy z Ukrainą. Choć na Zachodzie świętowano sukces dyplomacji, to minister Kułeba wskazywał, że na Krymie i w obwodach graniczących z Ukrainą nadal stacjonuje 80 000 żołnierzy. Ponadto na okupowanym półwyspie Rosjanie pozostawili infrastrukturę i "logistyczny szkielet" (składy, koszary, poligony, elementy zabezpieczenia, sprzęt), co miało ułatwić im późniejsze zwiększenie liczebności, choćby pod pretekstem ćwiczeń Zapad-2021. Obawy Ukraińców podzielał gen. Michael Repass, amerykański oficer i doradca NATO ds. operacji specjalnych na Ukrainie.

Do eskalacji doszło również na Morzu Azowskim. W nocy z 14 na 15 kwietnia miał miejsce incydent pomiędzy trzema ukraińskimi kutrami patrolowymi a sześcioma rosyjskimi okrętami. Jeszcze tego samego dnia Rosjanie ogłosili, że do października 2021 r. zamykają pod pretekstem ćwiczeń Cieśninę Kerczeńską. Jak wskazuje Andrij Charuk, było to poważne naruszenie prawa międzynarodowego oraz swobody żeglugi.

W lipcu 2021 r. Putin znowu zaczął zaostrzać retorykę wobec Ukrainy. W jednym z wystąpień stwierdził, że nigdy nie istniała ona jako niepodległe państwo, zupełnie przy tym ignorując poprzednie 30 lat, ale również okres I Ukraińskiej Rewolucji Narodowej 1917-1921, gdy powstała niezależna Ukraińska Republika Ludowa, państwowość kozacką w epoce nowożytnej, a także fakt, że to Ukraina ma znacznie większe prawo do uważania się za spadkobiercę średniowiecznej Rusi (zwanej potocznie "Kijowską") niż Rosja. Powtórzył przy tym stare rosyjsko-sowieckie mity o tym, że Rosjanie, Białorusini i Ukraińcy są "jednym narodem", a ci ostatni nie mają własnej kultury, historii i języka. Uważał, że Ukraina powstała w czasach sowieckich, a na dodatek ograbiła Rosję z jej terytoriów. Dodał też, że "utworzenie czystego etnicznie państwa ukraińskiego można porównać pod względem konsekwencji z użyciem przeciwko nam broni masowego rażenia". Jednym z największych absurdów przemówienia było stwierdzenie, że nad Dnieprem rządzą "neonaziści", ignorując to, że Zełenski ma żydowskie pochodzenie. Amerykanie nie wiedzieli, jak interpretować powyższe wystąpienie. Sullivan uważał, że był to skutek pandemii COVID-19, gdy Putin w obawie przed wirusem odgrodził się od wielu ludzi, a dostęp do niego miało wąskie grono osób o imperialistycznych i szowinistycznych poglądach, zaś on sam spędził dużo czasu na zagłębianiu się w historii Rosji. Oczywiście wyrażonej zgodnie z sowiecko-rosyjską wykładnią.

27 lipca 2021 r. w SZU doszło do znaczącej zmiany. Nowym głównodowodzącym został gen. Wałerij Załużny, który był drugim oficerem zajmującym to stanowisko. Następnego dnia szefem Sztabu Generalnego został gen. Serhij Szaptała. Czas pokaże, że obaj oficerowie będą tworzyć zgrany zespół. Dla Załużnego awans był szokiem. W 2020 r. osobiście nadzorował nieudane ćwiczenia z wykorzystaniem amerykańskich pocisków kierowanych "Javelin" — obserwował je sam Zełenski. Załużny nie spodziewał się po tym rozwoju swej kariery. Należał jednak do rosnącej liczebnie grupy młodych (na tle generałów pamiętających czasy sowieckie) dowódców, którzy zdobywali doświadczenie na polach bitew Donbasu, byli elastyczni, a także pojmowali wagę reform SZU oraz pozwalania podwładnym na wykazywanie inicjatywy. Gdy sytuacja na granicach zaczęła się zaostrzać, z jakiegoś powodu Biuro Prezydenta przypomniało sobie o Załużnym.

27 sierpnia Biden zatwierdził pakiet wsparcia militarnego dla Ukrainy o wartości 60 mln dolarów. Dostawy miały zawierać m.in. pociski "Javelin". Administracja prezydenta USA chciała jednak utrzymać wsparcie w tajemnicy, z obawy przed wykorzystaniem propagandowym tego faktu przez Rosjan. W tym czasie Putin nadal określał Zełenskiego mianem "nazisty". 1 września Biden przyjął prezydenta Ukrainy w Białym Domu, co miało być sygnałem poparcia. Zełenski nalegał podczas spotkania na nadanie Ukrainie członkostwa w NATO, co w jego mniemaniu mogłoby odsunąć groźbę inwazji. Biden nie chciał jednak o tym słyszeć. Decyzję prezydenta mocno popierał Bill Burns, ówczesny dyrektor CIA. Jak twierdzi Bob Woodward, ten urzędnik robił, co tylko mógł, by uniemożliwić Ukrainie przystąpienie do NATO. Uważał on, że pozytywna dla Kijowa decyzja byłaby jednocześnie "rzuceniem [Moskwie] strategicznej rękawicy" oraz doprowadziłaby do "zamrożenia" stosunków między Rosją a Ukrainą (co jak wiemy z kolejnych wydarzeń, nie byłoby złą alternatywą).

Jesienią miała miejsce druga fala koncentracji wojsk rosyjskich w obwodach położonych przy granicy z Ukrainą. Rosjanie wykorzystali wtedy ćwiczenia "Zapad-2021" do ściągnięcia na Białoruś i pod granicę z Ukrainą dodatkowych dziesiątek tysięcy żołnierzy. W październiku 2021 r. Burns i dyrektorka Wywiadu Narodowego Avril Haines przekazali Bidenowi i czołowym członkom jego administracji niepokojące informacje o tym, że Putin rzeczywiście planuje inwazję na sąsiedni kraj. W tym celu skoncentrowano siły liczące nawet 175 tys. żołnierzy. Niepokojąca była nie tylko liczebność, lecz i "skład" zgrupowania. Obok jednostek liniowych wojsk lądowych rosła obecność komponentów umożliwiających działania ofensywne: logistyki, artylerii, wojsk inżynieryjnych, rozpoznania i łączności. Istotne były też miejsca koncentracji: od Białorusi na północy po Krym na południu. Dzięki osobowym źródłom informacji, również z samego Kremla, amerykański wywiad poznał szczegóły planowanej inwazji: od miast, które Rosjanie chcieli podbić, po takie szczegóły jak eliminacja Zełenskiego. Biden, Blinken i większość uczestników spotkania uwierzyli w to, że Putin dąży do wojny pełnoskalowej.

Jednak w administracji prezydenta USA znaleźli się tacy, którzy wciąż mieli wątpliwości. Jake Sullivan regularnie kontaktował się z Fredem Kaganem, ekspertem i analitykiem, który współpracował z "Institute for the Study of War". Według niego Putin nie planował inwazji i podzielił się tą opinią ze współpracownikiem Bidena. Był przekonany, że bez mentalnego i ideologicznego przygotowania społeczeństwa rosyjskiego Kreml nie zaryzykuje wojny. Doszło do tego, że Sullivan zaczął się dzielić swoimi przemyśleniami z innymi członkami administracji Bidena. W wyniku wspólnych rozmów z nim Jon Finer, zastępca doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, doszedł do wniosku, że Rosjanie jedynie demonstrują gotowość do inwazji, a w rzeczywistości doprowadzą zaledwie do "małej eskalacji", którą Zachód przyjmie z ulgą.

W tym czasie bardzo zagadkowa była postawa Zełenskiego, otoczonego w dużej mierze przez polityków sympatyzujących z Rosją i Białorusią. Wiele wskazuje na to, że prezydent Ukrainy uparcie nie chciał wierzyć w groźbę wybuchu wojny pełnoskalowej. Zdaniem Simona Shustera, nie chciał tego zrobić "do ostatnich godzin". Podobnie zachowywało się też jego najbliższe otoczenie, na co zwróciły uwagę amerykańskie delegacje. Tak było na początku listopada podczas spotkania z Blinkenem na konferencji ONZ w Glasgow. Niedługo później do Kijowa przybyła amerykańska delegacja, która chciała podzielić się niepokojącymi informacjami zdobytymi w Moskwie, ale Jermak całkowicie zbagatelizował ostrzeżenia Amerykanów.

Należy podkreślić, że w otoczeniu Zełenskiego roiło się od polityków i urzędników, którzy podważali zasadność zbrojeń oraz prozachodnią orientację kraju i naciskali na ustępstwa względem Rosji, nawet kosztem suwerenności Ukrainy. Do tego grona należeli m.in. wspomniani już Jermak, Demczenko, ale również Danyło Hetmancew i inni. W większości byli to decydenci cieszący się zaufaniem Zełenskiego. Prezydent uznał Rosję za egzystencjalne zagrożenie dopiero w rozporządzeniu o "Wojennej strategii bezpieczeństwa Ukrainy" z 27 marca 2021 roku. Wcześniej normą były eufemizmy i niedopowiedzenia Zełenskiego dotyczące tego, kto jest przeciwnikiem wojsk ukraińskich w Donbasie.

7 grudnia 2021 r. odbyła się wideokonferencja Biden-Putin. Prezydent USA próbował przekonać przywódcę Rosji, że jego kraj czekają ciężkie konsekwencje za napaść na Ukrainę. Putin "odbił piłeczkę" zaprzeczając, by planował inwazję, a także domagał się gwarancji bezpieczeństwa. W jego mniemaniu byłby nimi koniec polityki "otwartych drzwi" do NATO, czyli rozszerzania Paktu Północnoatlantyckiego o kolejne państwa Europy Wschodniej. Choć Amerykanie byli otwarci na wysłuchanie i uwzględnienie obaw Rosjan (bez względu na to jak absurdalne i nieuzasadnione by były), to ton i argumenty, jakich używał Putin, przekonały ich, że czas "ofensywy dyplomatycznej" się kończy, a wojna pełnoskalowa staje się coraz bardziej nieunikniona. Następnego dnia Biden w rozmowie z amerykańskimi reporterami oświadczył, że w przypadku dokonania inwazji Rosję spotkają bolesne konsekwencje, ale zarazem dodał, że nie planuje wysłania wojsk USA na Ukrainę. Kagan szybko zadzwonił do Sullivana, by powiedzieć mu, że to oświadczenie stanowiło błąd i byłoby lepiej, aby prezydent utrzymywał Putina w niepewności co do możliwej reakcji USA. Ten, podobnie jak i Finer, miał przeciwne zdanie.

17 grudnia 2021 r. władze rosyjskie wysunęły wobec USA i NATO pięć żądań, które określiły mianem "gwarancji bezpieczeństwa". Był to w rzeczywistości element szantażu wobec Zachodu — albo żądania zostaną spełnione, albo Rosja rozpęta w Europie największą wojnę od 1945 roku. NATO miało się cofnąć do stanu sprzed 1997 r., czyli poza Paktem miały się znaleźć takie państwa jak Polska i kraje nadbałtyckie. Wraz z tym z państw dawnego Układu Warszawskiego miała być wycofana broń jądrowa (której w rzeczywistości tam nie było) oraz oddziały pozostałych członków NATO. Miała się zakończyć polityka "otwartych drzwi", co zagwarantowałoby, że Ukraina i Gruzja nigdy nie zostaną przyjęte do NATO. W sferze żądań znajdowało się również uszanowanie prawa Rosji do posiadania własnej strefy wpływów w Europie. Zachód odrzucił je zdecydowanie.

31 grudnia 2021 r. odbyła się kolejna ważna rozmowa Bidena z Putinem. Tym razem trwała mniej niż godzinę, ale była niezwykle napięta, a obaj przywódcy wyrażali wiele wzajemnych oskarżeń i pretensji. Putin wymyślał kolejne absurdalne i nieuzasadnione zarzuty pod adresem USA i NATO, a także kłamał w kwestii planowania inwazji na Ukrainę. Był też wściekły na to, że Biden poruszał w mediach wielokrotnie kwestie nowych sankcji gospodarczych wobec Rosji. Pod koniec rozmowy zagroził Amerykaninowi wywołaniem wojny jądrowej, na co ten odpowiedział, że takiej wojny nikt nie może wygrać. Po zakończeniu rozmowy Biden dał upust swym emocjom w obecności współpracowników. Wspomniał o rażących błędach administracji Obamy, która pozwoliła na aneksję Krymu i wkroczenie Rosjan do Donbasu: "Nigdy nie powinniśmy byli pozwolić Putinowi tak po prostu tam wejść i zająć Donbas. Nie kiwnęliśmy palcem — powiedział Biden. — I daliśmy Putinowi pozwolenie na powtórkę! (…) — Cofam to jebane pozwolenie!".

12 stycznia 2022 r. do Kijowa poleciał Burns, by na polecenie Bidena przekonać Zełenskiego, że groźba inwazji rosyjskiej jest jak najbardziej realna. Dyrektor CIA ujawnił wtedy prezydentowi Ukrainy wszelkie najbardziej istotne informacje co do planów Kremla: wkroczenie od strony Białorusi; lądowanie oddziałów WDW na Lotnisku Antonowa w Hostomelu, celem stworzenia z niego hubu logistycznego do przerzutu uzupełnień i zaopatrzenia drogą lotniczą; zamordowanie Zełenskiego. Burns ostrzegł też o możliwym przeniknięciu rosyjskich agentów do bliskiego kręgu prezydenta, w tym w szeregi jego ochrony. Zełenski uważnie go wysłuchał, ale na koniec poprosił, by Amerykanie przestali publicznie mówić o groźbie rosyjskiej inwazji, gdyż to szkodzi ukraińskiej gospodarce. Według Burnsa, wydawał się poważnie traktować jego ostrzeżenia, ale zarazem nie chciał do końca uwierzyć w to, że możliwa jest wojna pełnoskalowa. Amerykanin zdawał sobie sprawę z tego, że Zełenski chce uniknąć podjęcia decyzji, które będą niepopularne wśród jego elektoratu (np. mobilizacja), a na domiar złego mogłyby posłużyć Putinowi jako kolejny pretekst do agresji.

Administracja USA nie zastosowała się do prośby Zełenskiego. 19 stycznia 2022 r. Biden ogłosił na konferencji prasowej, że wybuch wojny pełnoskalowej jest nieunikniony. Dodał też, że reakcja USA będzie uzależniona od skali agresywnych działań Rosji (ten fragment Zełenski poddał ostrej krytyce, a Woodward określił mianem gafy i również ocenił negatywnie). Z jednej strony był to sygnał wysłany Rosjanom. Z drugiej być może realizacja planu Sullivana, Burnsa i Haines, który polegał na częściowym ujawnianiu prasie informacji dotyczących agresywnych zamiarów Putina w nadziei na to, że to zniechęci go do ich realizacji. Ujawniano również intrygi Rosjan mające na celu stworzenie pretekstu do inwazji, jak np. pomysły przeprowadzenia krwawej prowokacji pod "fałszywą flagą". Na innej konferencji prasowej John Kirby, sekretarz prasowy Departamentu Obrony USA, powiedział: "dysponujemy informacjami, które wskazują, że Rosja pracuje nad stworzeniem pretekstu do potencjalnej inwazji. Widzieliśmy już coś takiego — dodał. — Kiedy nie ma rzeczywistego kryzysu, który odpowiadałby ich potrzebom, wymyślają go".

Wywiad USA nie mylił się. 17 lutego nastąpiło zerwanie zawieszenia broni przez Rosjan, którzy z kolei zwalali za to winę na Ukraińców. W Stanicy Ługańskiej okupanci pokazali dziennikarzom przedszkole, które sami wcześniej ostrzelali, by przedstawić to im jako "ukraińskie ludobójstwo". Później Aleksiej Podbierożkin z Moskiewskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych stwierdził, że wojska ukraińskie planują inwazję w Donbasie, którą poprzedzi zniszczenie infrastruktury krytycznej i uderzenie w centra podejmowania decyzji. Andrzej Małkiewicz i Piotr Szymaniec słusznie zadali pytanie o to, czy "autor tych słów znał zamierzenia rosyjskiego kierownictwa i — dla odwrócenia uwagi — przypisał je Ukraińcom"?

Amerykanie postanowili jednak wzmocnić militarnie Ukrainę. Nad Dniepr zaczęły napływać nowe i znacznie obszerniejsze dostawy uzbrojenia: w styczniu 2022 r. media opisywały kolejne transporty amerykańskiej i brytyjskiej pomocy, w tym wyrzutnie przeciwpancerne "Javelin", NLAW, ręczne wyrzutnie przeciwlotnicze "Stinger" i inny sprzęt, mający wzmocnić zdolność Ukrainy do obrony przed atakiem pancerno-zmechanizowanym oraz wrogim lotnictwem. 19 lutego sekretarz obrony USA gen. Lloyd Austin przybył do Wilna na szczyt NATO, gdzie zapewnił sojuszników z tzw. Wschodniej Flanki, a szczególnie władze państw nadbałtyckich, że nawet w przypadku podboju Ukrainy Amerykanie nie zostawią ich sam na sam z Rosją.

Również 19 lutego 2022 r. odbyło się inne niezwykle ważne wydarzenie — Konferencja Bezpieczeństwa w Monachium. Doszło tam do spotkania Kamali Harris, wiceprezydent w administracji Bidena, z Zełenskim. Towarzyszył jej Philip Gordon, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, a prezydentowi Ukrainy — Jermak i minister obrony Ołeksij Reznikow. Harris otrzymała od Bidena zadanie przekonania Zełenskiego, że inwazja jest jak najbardziej realna i może do niej dojść w ciągu najbliższych dni, albo nawet godzin. Amerykański prezydent liczył też na to, że zatrze ona złe wrażenie, jakie wywarły jego słowa wypowiedziane 19 stycznia. Harris powiedziała Zełenskiemu, że powinien pomyśleć o ewakuacji i planie sukcesji na wypadek, gdyby zginął lub został schwytany przez Rosjan. Prezydent Ukrainy wprost wtedy oświadczył, że on i jego współpracownicy nie uważają, by Rosja dokonała pełnoskalowej inwazji. Rozmowa przerodziła się wręcz w kłótnię. Gdy Gordon wspomniał o planie wykorzystania ok. 40 tys. żołnierzy przebywających na terenie Białorusi, Reznikow natychmiast mu przerwał, oświadczając, że Białoruś nie wesprze inwazji, a poza tym wg informacji, które on posiada, w kraju Łukaszenki przebywać miało cztery razy mniej żołnierzy SZ FR — co nawiasem mówiąc nie pokrywało się z danymi zebranymi nawet przez wywiad ukraiński, który potwierdzał obawy Amerykanów. Harris, zawiedziona irracjonalnym uporem Zełenskiego, powiedziała później Gordonowi, że prawdopodobnie widzą go po raz ostatni.

18 lub 19 lutego gen. Mark Milley, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, stwierdził, że Rosja dysponuje siłami pozwalającymi na zdobycie Kijowa w ciągu 72 godzin od rozpoczęcia inwazji. Nie był jedynym, który nie wierzył w sukces regularnego oporu wojsk ukraińskich. Z tego powodu amerykańska pomoc udzielana Ukrainie przed i na początku inwazji przypominała bardziej wspieranie partyzantki oraz przygotowania na napływ uchodźców.

Jednocześnie zachodnia dyplomacja próbowała utrzymać kanały rozmów, by zyskać czas i (w założeniu) skłonić Moskwę do deeskalacji. Francja i Niemcy aktywizowały rozmowy z Putinem; Emmanuel Macron podejmował w lutym 2022 r. intensywną "dyplomację wahadłową" (rozmowy z Kremlem i Kijowem), próbując podtrzymać proces rozmów i ograniczyć ryzyko wojny. W praktyce Rosja równolegle eskalowała żądania polityczne (w tym twarde "gwarancje" dotyczące NATO), a koncentracja wojsk wciąż rosła — tak, że w połowie lutego 2022 r. ostrzeżenia USA o możliwości ataku "w każdej chwili" stały się centralnym elementem narracji kryzysu.

Był to fragment książki "Kijów-Czernihów-Sumy 2022: Klęska rosyjskiego Blitzkriegu" autorstwa dr. Marka Kozubela, wydawnictwo Prześwity, Warszawa 2026. 

onet.pl