wtorek, 12 maja 2026



Dane Urzędu Regulacji Energetyki pokazują, że sektor ciepłownictwa systemowego od kilku lat znajduje się w trudnej sytuacji finansowej, szczególnie w obszarze kogeneracji, czyli jednoczesnej produkcji energii elektrycznej i ciepła. Według raportów URE „Energetyka cieplna w liczbach” rentowność brutto jednostek kogeneracyjnych wyniosła około minus 38% w 2022 r., następnie poprawiła się do minus 17,49% w 2023 r., a w 2024 r. osiągnęła poziom minus 3,67%.  

(...)

Z informacji danych zebranych przez URE wynika, że poprawa wyników była przede wszystkim skutkiem spadku cen paliw i uprawnień do emisji CO₂. W 2024 r. wydatki sektora na zakup uprawnień ETS spadły do około 21,7 mld zł, czyli o blisko 20 mld zł mniej niż rok wcześniej. Mimo tego koszty emisji nadal pozostają jednym z największych obciążeń finansowych dla przedsiębiorstw ciepłowniczych. Szczególnie trudna sytuacja dotyczy przedsiębiorstw pracujących w kogeneracji. URE wskazuje, że przez wiele lat źródła kogeneracyjne funkcjonowały w uproszczonym modelu taryfowym, który nie pozwalał na pełne odzwierciedlenie rzeczywistych kosztów działalności. W praktyce oznaczało to, że taryfy zatwierdzane przez regulatora nie pokrywały pełnych kosztów wytwarzania ciepła, w tym kosztów zakupu uprawnień do emisji CO₂.

Branża ciepłownicza wskazuje, że wiele przedsiębiorstw było zmuszonych finansować zakup uprawnień ETS poprzez zadłużanie się lub ograniczanie inwestycji modernizacyjnych. Są przypadki spółek, których sytuacja spowodowała niemożliwość wywiązania się z obowiązku uiszczenia opłat związanych z rozliczeniem się za emisję CO2, za co na firmę nałożono olbrzymie kary. Gdyby doprowadzono do ich natychmiastowej egzekucji, to firma musiałaby zgodnie z prawem zgłosić upadłość. Skutkiem czego doszłoby do wstrzymania dostaw ciepła dla kilkudziesięciu tysięcy klientów indywidualnych oraz instytucji samorządowych. Problem miałby także lokalne samorządy, bo przy takiej skali działalności nie mogłyby wykonać ustawowego obowiązku wynikającego z art. 7 ust. 1 pkt 3 ustawy o samorządzie gminnym, zgodnie z którym gmina odpowiada za zapewnienie dostaw energii cieplnej mieszkańcom.

(...)

Największym impulsem zmian jest pakiet Fit for 55, którego celem jest redukcja emisji gazów cieplarnianych w UE o co najmniej 55% do 2030 r. względem 1990 r. W praktyce dla ciepłownictwa oznacza to zaostrzenie wymogów emisyjnych, wzrost znaczenia OZE, poprawę efektywności energetycznej i stopniowe ograniczanie roli paliw kopalnych.  

Analizy Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej wskazują, że transformacja sektora ciepłownictwa systemowego w Polsce wynikająca z Fit for 55 może wymagać nakładów rzędu 70–110 mld euro, czyli około 300–500 mld zł do 2050 r.  Dla przedsiębiorstw oznacza to jednoczesną presję z trzech stron: rosnących kosztów emisji CO₂, konieczności inwestycji w nowe technologie oraz ograniczeń taryfowych, które utrudniają szybkie przenoszenie kosztów na odbiorców. Branża wskazuje więc, że bez wsparcia publicznego i środków unijnych transformacja może prowadzić do wzrostu cen ciepła i pogorszenia kondycji finansowej części przedsiębiorstw.

Kluczową zmianą regulacyjną jest nowa definicja efektywnego systemu ciepłowniczego i chłodniczego w dyrektywie EED. Komisja Europejska podkreśla, że definicja została zmieniona po to, aby doprowadzić do pełnej dekarbonizacji dostaw ciepła i chłodu do 2050 r.  Dotychczas status efektywnego systemu można było uzyskać m.in. dzięki wysokosprawnej kogeneracji. Nowe przepisy stopniowo przesuwają punkt ciężkości w stronę OZE, ciepła odpadowego i niskoemisyjnych źródeł. Przewidziano też ścieżkę emisyjną: 200 g CO₂/kWh do końca 2025 r., 150 g od 2026 r., 100 g od 2035 r., 50 g od 2045 r. i 0 g od 2050 r.  Dla polskich systemów ciepłowniczych to zmiana fundamentalna. Utrata statusu efektywnego systemu może ograniczyć dostęp do finansowania, pogorszyć ocenę inwestycji i utrudnić podłączanie nowych odbiorców.

Szczególnie narażone są małe i średnie systemy oparte na węglu, które nie mają wystarczających zasobów kapitałowych na szybką modernizację.

energetyka24.com


Wiele wskazuje na to, że ogromne zapotrzebowanie na karty graficzne związane z rozwojem sztucznej inteligencji w wielu przypadkach zostało wygenerowane sztucznie i w niepotrzebnym nadmiarze. Tak wynika z najnowszego raportu serwisu The Information.

I tak oto w przypadku xAI — firmy, które opowiada m.in. za rozwój chatbota Grok — aktualne wykorzystanie układów graficznych wynosi zaledwie 11 proc. spośród zapasu aż 550 tysięcy układów graficznych od Nvidii. Cała reszta jest obecnie nieużywana i — jak nietrudno sobie to wyobrazić — sytuacja w najbliższych miesiącach raczej nie ulegnie zasadniczej zmianie.

To efekt zauważalnego wzrostu skali posiadanych serwerów, przez co zastosowanie tysięcy procesorów graficznych przekłada się na spadający stopień wykorzystania GPU. To także kwestia nie do końca zoptymalizowanego oprogramowania AI, które nie jest w stanie zagwarantować odpowiedniej wydajności na tak dużą skalę sprzętową.

Co ciekawe, również i inne koncerny nie wykorzystują całości lub nawet znakomitej większości zdolności sprzętowych serwerowni. W przypadku koncernów Meta i Google ten współczynnik jest obecnie na poziomie 43 oraz 46 proc.

komputerswiat.pl


Marszałek Sejmu nawiązał do swoich wypowiedzi dotyczących ekstradycji Ziobry i relacji Polski z USA. — Nikt racjonalny i rozsądny nie będzie uzależniał polityki wobec USA w oparciu o jedną osobę, taką, jaką jest Zbigniew Ziobro. Nie będziemy oczywiście tego łączyli, ale chcę jasno powiedzieć, że wstydem dla nas wszystkich jest to, że od wielu miesięcy ucieka przed odpowiedzialnością były minister sprawiedliwości. To po prostu wstyd — mówił marszałek Sejmu.

Jak dodał, nie wyobraża sobie "żeby do ekstradycji nie doszło, dlatego że USA są naszym przyjacielem".

onet.pl


Wojna jest destrukcyjna i wiąże się z ogromnymi stratami ludzkimi, a jej skutki ekonomiczne uderzają w ludzi na całym świecie. Jednocześnie część analityków dopuszcza scenariusz, w którym im dłużej konflikt trwa i im mocniej uderza w gospodarkę, tym większa będzie presja, by wprowadzić trwałe zmiany ograniczające podobne ryzyka w przyszłości - czytamy w serwisie internetowym CNN.

Wśród najczęściej wskazywanych efektów są: przebudowa globalnego systemu dostaw ropy i gazu, uniezależnianie się od wrażliwych punktów transportowych oraz przyspieszenie inwestycji w odnawialne źródła energii. Eksperci podkreślają jednak, że nie ma pewności, jak zakończy się wojna ani jak trwałe okażą się wywołane nią przetasowania.

Konflikt obnażył słabości światowego łańcucha dostaw energii – złożonego systemu, w którym efektywność miesza się z koniecznością posiadania alternatyw. Wskazywanym problemem jest to, że Iran miał możliwość w stosunkowo prosty sposób zagrozić dostępowi do ok. jednej piątej globalnej podaży ropy, używając m.in. min, prowizorycznych dronów i szybkich łodzi.

W ocenie części ekspertów taki wstrząs wymusi poważną korektę podejścia: państwa i firmy nie będą chciały opierać bezpieczeństwa energetycznego na jednym wąskim szlaku morskim.

- Państwa nie są nierozsądne: zbudują rurociągi i ogromnie zwiększą przepustowość. Nikt nie postawi już całej przyszłości na cieśninie Ormuz. To bardzo duży plus - powiedział CNN Jay Hatfield z Infrastructure Capital Advisors.

Najbardziej prawdopodobnym kierunkiem zmian ma być budowa rurociągów dla ropy i gazu na Bliskim Wschodzie tak, by omijały newralgiczny szlak. Wskazywanym wariantem jest poprowadzenie tras przez Arabię Saudyjską oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Zwolennicy tego scenariusza argumentują, że w dłuższym horyzoncie mogłoby to zwiększyć bezpieczeństwo dostaw, a nawet obniżyć koszty. Świat – jak wskazują analitycy – płacił bowiem pośrednio za wysokie koszty ubezpieczeń wliczane w transport surowców przez sporne akweny.

(...)

Część zmian – według analityków – zaczęła się już materializować. Wskazywanym zjawiskiem jest narastające napięcie w OPEC. Zjednoczone Emiraty Arabskie, drugi największy producent ropy wśród członków kartelu, zdecydowały o odejściu z organizacji, co może ograniczyć zdolność kartelu do ustalania limitów produkcji wspierających wysokie ceny.

- Dywersyfikacja produkcji poza OPEC i kierowanie jej do bardziej wiarygodnych dostawców, szczególnie do Stanów Zjednoczonych, powinna poprawić globalne bezpieczeństwo energetyczne i z czasem pomóc stabilizować ceny - powiedział Rob Thummel, starszy zarządzający portfelem w Tortoise Capital.

Równolegle przyspieszać ma przejście na energię słoneczną, powiązane z wstrząsem cen ropy. Think tank Ember wskazał, że w marcu chiński eksport technologii słonecznych, baterii oraz pojazdów elektrycznych osiągnął rekordowe poziomy.

Gospodarka mniej zależna od jednego czy dwóch typów energii byłaby dużym plusem - ocenił Mayfield.

Eksperci zastrzegają jednak, że pozytywny scenariusz nie jest przesądzony. Wskazują m.in. na ryzyko bardziej radykalnych działań nowych władz w Iranie oraz na to, że konflikt może stworzyć wzorzec wykorzystywania infrastruktury energetycznej jako narzędzia nacisku.

money.pl