W młodych latach Mao Zedong poszukiwał własnej drogi najpierw jako student, potem publicysta, wreszcie jako działacz związkowy. Odkrył w końcu swoje powołanie na wsi, pięć lat po wstąpieniu w 1921 roku do Komunistycznej Partii Chin. Był wówczas wciąż młodym, trzydziestotrzyletnim człowiekiem, wysokim, szczupłym i przystojnym, a porwał go bunt chłopski, który wybuchł, gdy narodowcy ruszyli z bazy w Kantonie z ofensywą mającą na celu odebranie władzy lokalnym watażkom i zjednoczenie kraju. Armii narodowców towarzyszyli rosyjscy doradcy, ponieważ w tym okresie Czang Kaj-szek wciąż blisko współpracował ze Stalinem. W rodzinnej prowincji Mao, Hunanie, władze narodowców zgodnie z rosyjskimi zaleceniami finansowały stowarzyszenia chłopskie i podburzały do rewolucji w stylu radzieckim. Porządek społeczny się załamał. W Changsha, stolicy prowincji, ofiary – by wszyscy mogli je wyszydzać – oprowadzano po ulicach w upokarzających, wysokich stożkowatych kapeluszach. Dzieci biegały po mieście, śpiewając: „Precz z [imperialistycznymi] mocarstwami i militarystami”. Robotnicy uzbrojeni w bambusowe kije pikietowali biura zagranicznych kompanii. Służby komunalne niemal przestały funkcjonować.
Na wsi to najbiedniejsi chłopi opanowali stowarzyszenia chłopskie i postawili świat na głowie. To oni stali się teraz panami, w przypadkowy sposób wybierając cele, obalając bogatych i możnych, wprowadzając panowanie terroru. Niektóre ofiary zadźgano nożami, kilku obcięto głowy. Chińskich pastorów prowadzano po ulicach jako „psy łańcuchowe imperializmu”, ze związanymi na plecach rękoma i sznurem na szyi. Kościoły plądrowano. Mao podziwiał zuchwałość i brutalność rebeliantów. Podobały mu się tworzone przez nich hasła: „Każdy, kto ma ziemię, jest tyranem, wszyscy didżu są źli”. Pojechał na wieś, by przyjrzeć się buntom z bliska. „Do domów tuhao i lieszenów, którzy występują przeciwko związkom chłopskim – napisał w raporcie na temat ruchów na wsi – wdzierają się tłumy ludzi: zarzynają świnie, zabierają zboże. Czasami chłopi przychodzą do tuhao i lieszenów i rozwalają się na starannie złożonej pościeli ich córek i synowych. Często chwytają tuhao i lieszenów, ubierają ich w wysokie czapy i wiodą po wsiach”. Mao tak się zachwycił tą przemocą, że czuł się „podekscytowany jak nigdy dotąd”.
Przepowiadał, że huragan zmiecie istniejący porządek:
Przejdzie bardzo niewiele czasu – a we wszystkich prowincjach Chin środkowych, południowych i północnych staną do walki setki milionów chłopów: będą oni gwałtowni i niezwyciężeni jak huragan i żadna siła nie zdoła ich powstrzymać. Rozerwą wszystkie krępujące ich więzy i podążą do wyzwolenia. Pogrzebią wszystkich i wszelkich imperialistów, militarystów, urzędników – złodziei mienia państwowego i łapowników, tuhao i lieszenów.
Frank Dikotter - Tragedia wyzwolenia