piątek, 11 maja 2018


Gehlen urodził się w Erfurcie w 1902 r. Był synem Walthera Gehlena, porucznika Turyńskiej Artylerii Polowej. Jego matka pochodziła z arystokratycznej, flamandzkiej rodziny Van Vaernewycków. W roku 1908 rodzina Gehlenów przeprowadziła się do Wrocławia, gdzie Walther został księgarzem. Młody Reinhard uczęszczał do Gimnazjum Króla Wilhelma. Był dobrym uczniem i bystrym dyskutantem. W 1918 r. zaciągnął się do armii i w krótkim czasie został oficerem. Przełomowym wydarzeniem w jego życiu był w 1931 r. ślub z córką dalekiego krewnego jednego z generałów Fryderyka Wielkiego. Od tej chwili Gehlen zaczął się piąć bardzo szybko po szczeblach kariery wojskowej. W 1935 r. trafił do Sztabu Generalnego niemieckich wojsk lądowych, gdzie po roku otrzymał stanowisko w Wydziale Operacyjnym. II wojna światowa zastała go jako oficera sztabowego w 213. Dywizji Piechoty. Następnie po raz kolejny skierowano go do Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych. Jako kierownik sekcji wschodniej Wydziału Operacyjnego był jednym z architektów operacji Barbarossa – ataku III Rzeszy na ZSRR 22 czerwca 1941 r.

Jednak największy wpływ na jego powojenne losy miało stanowisko, które objął w kwietniu 1942 r. Został wtedy szefem Wydziału Obce Armie Wschód (Fremde Heere Ost). Jednostka ta zajmowała się działalnością wywiadowczą na froncie wschodnim. Gehlen całkowicie ją zreorganizował i konsekwentnie zaczął tworzyć podwaliny pod swoją przyszłą organizację szpiegowską.

W kwietniu 1945 r. Gehlen został zdymisjonowany przez Hitlera. Decyzja ta nie miała jednak dla niego większego znaczenia, ponieważ z najbliższymi współpracownikami wprowadzał już w życie plan przejścia na stronę amerykańskiego wywiadu. Kiedy Armia Czerwona zbliżała się do wschodnich granic Rzeszy, Gehlen zabezpieczył archiwa Wydziału Obce Armie Wschód i ukrył je w starej kopalni na terenie Bawarii. Dokumenty miały stanowić mocną kartę przetargową, gwarantującą nietykalność i zatrudnienie u Amerykanów. Nazista uważał, że sojusz między USA i Związkiem Radzieckim nie przetrwa długo. Był pewien, że Stalin nigdy nie dopuści do odzyskania przez kraje Europy Środkowo-Wschodniej realnej suwerenności. Gehlen nie wykluczał, że Sowieci uderzą na Zachód, aby zająć całe Niemcy.

Amerykanie przechwycili Gehlena 22 maja 1945 r. Gen. bryg. Edwin L. Sibert, szef wywiadu amerykańskich wojsk okupacyjnych, wydał rozkaz przeniesienia więźnia do obozu jenieckiego. Nie poinformował o tym swoich przełożonych aż do sierpnia, kiedy miał już pewność, że zabezpieczone przez Gehlena archiwum jest autentyczne i może się przydać do działań przeciwko Sowietom. Gehlen odzyskał wolność, a od lutego 1946 r. amerykański wywiad zaczął go traktować jako sprzymierzeńca w walce przeciwko komunistom.

tygodnikprzeglad.pl

Kto słabo czyta? Kto tak boi się otrucia, że wciąż je żarcie z McDonalda? Kto godzinami narzeka znajomym przez telefon, że świat jest niemiły, gapiąc się przy tym w trzy telewizory? Kto ma zwykle taką opinię jak ostatnia osoba, z którą rozmawiał? O kim prawie wszyscy współpracownicy mówią, że jest „jak dziecko”, a koledzy, wznosząc oczy do góry, wzdychają „Co za idiota”? Kto dostał pracę, a wcale jej nie chciał? No kto?

forsal.pl

Kim w ogóle jest Łukasz Jakóbiak? Dziś można by sądzić, że „ó" w jego nazwisku miało odróżnić go od pewnego piwowara, ale nasz bohater obecny w przestrzeni publicznej jest od siedmiu lat. Wtedy to w akcie kreatywności/desperacji (niepotrzebne skreślić) wywiesił był własne CV wydrukowane na wielkich płachtach papieru przed wejściem do siedziby wytwórni EMI Music Poland. Niezmiennie wiarygodna Wikipedia informuje jednak, że pierwszy krok ku wielkości Lucas poczynił już jako osiemnastolatek – zaliczając epizod w serialu Wiedźmin, gdzie odtwarzał rolę skrzata. Najwidoczniej hormon wzrostu zadziałał u niego z lepszym nawet skutkiem, niż u Leo Messiego.

W każdym razie Jakóbiak na dobre zaistniał za sprawą autorskiego youtube'owego talk show 20 m2, którego bodaj najbardziej pamiętnym momentem była pozorowana kłótnia i demolka lokum w wykonaniu rozjuszonej duńskiej Mozilli. Program prawdziwie interaktywny, bo przyprawiający widza o mimowolne ciarki wstydu.

Przez kolejne lata radomski self-made man pracował w pocie czoła na miano osobowości internetowej (skądinąd pojęcie wirtualne, mogące w obecnych realiach oznaczać każdego osobnika z szyszką w dupie, dostępem do sieci i odpowiednią dozą samozaparcia, aby wszystkim o owej szyszce opowiedzieć). Szybko uznał, że receptę na sukces może sprzedać innym i tak też zasilił armię kołczów, motywatorów, domorosłych psychologów i innych krasomówców z cyklu „powiem, co chcecie i ile chcecie, fakturę prześlę mailem".

vice.com