czwartek, 25 września 2025



Podczas briefingu w misji USA przy ONZ Wright odniósł się do nacisków prezydenta Trumpa, by Europa zaprzestała importu rosyjskiego gazu i ropy naftowej.

- Kupują gaz ziemny transportowany rurociągami, ale reszta Europy nadal importuje spore ilości gazu LNG. Wszystko to powinno zostać zastąpione amerykańskim LNG lub dostawami gazu z innych źródeł. Uważam, że tak się stanie - powiedział minister. Jak przyznał, Komisja Europejska ma plan zakończenia dostaw rosyjskich źródeł energii, lecz zajmie on niemal dwa lata.

- Chcielibyśmy, aby stało się to szybciej - ze względów pokojowych. Mamy mnóstwo miejsc, gdzie można sprzedawać gaz, więc Ameryka nie potrzebuje na niego klienta, ale im szybciej uda nam się zastąpić rosyjski gaz, tym większą presję możemy wywrzeć na prezydenta Putina - oświadczył Chris Wright.

We wtorek prezydent USA Donald Trump powiedział, że zamierza poprosić węgierskiego premiera Viktora Orbana o zaprzestanie importu rosyjskich surwców energetycznych. Odnosząc się do tego, minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto zapowiedział, że jego kraj nie zrezygnuje z rosyjskiej ropy ze względu na brak alternatyw. Jednak według Wrighta, Ameryka może pokryć całość zapotrzebowania na ropę i gaz w miejsce Rosji.

Wright zaznaczył też, że do Europy trafia nie tylko rosyjska ropa transportowana rurociągiem Przyjaźń do Węgier i Słowacji, ale też paliwa i produkty naftowe rafinowane m.in. w Indiach. Zaznaczył przy tym, że Indie nie muszą sprowadzać rosyjskiej ropy, ale kupują ją, bo jest tania i uznają, że warte jest to przymykania oka na fakt, że przyczyniają się do napędzania rosyjskiej machiny wojennej.

- Indie zdecydowały się na kompromis polegający na zakupie tańszej ropy i przymykaniu oczu na fakt, że jest to dawanie pieniędzy człowiekowi, który morduje tysiące ludzi każdego tygodnia - powiedział. - Oczywiście chcielibyśmy, aby Indie współpracowały z nami w celu zakupów - mogą kupować ropę od każdego kraju na Ziemi, ale nie rosyjską. Takie jest nasze stanowisko. (...) Nie chcemy karać Indii. Chcemy zakończyć wojnę i rozwijać nasze stosunki z Indiami - zaznaczył.

PAP


Komentując wtorkowe wystąpienie Trumpa na forum ONZ, Sikorski powiedział, że zapamięta je na lata. - W wyniku jego wystąpienia i spotkania z prezydentem (Ukrainy Wołodymyrem) Zełenskim brzmiał bardziej otwarcie, jeśli chodzi o wspieranie Ukrainy - dodał.

Pytany o polską strategię bezpieczeństwa, zaznaczył, że "Polska nie oddelegowała swojej suwerenności nikomu". - Więc jeśli ktoś przekroczy naszą granicę czołgiem, okrętem czy samolotem, nasza armia zrobi to, co przewiduje Konstytucja. Ale miło jest czuć, że sojusznicy łączą się z nami w bólu. Cieszymy się, że stacjonuje u nas 10 tys. amerykańskich żołnierzy. Cieszymy się, że dwa tygodnie temu w Białym Domu usłyszeliśmy, że jeśli chcemy, możemy ich mieć nawet więcej. Przeznaczamy 15 tys. dolarów rocznie na każdego amerykańskiego żołnierza. (…) Utrzymywanie ich w Polsce jest tańsze niż w USA. Mamy dobre poligony do ćwiczeń i ich ćwiczenie też jest tańsze - wymieniał Sikorski. - Myślę, że daliśmy (Trumpowi) dobry interes - przyznał w trwającej ok. 40 minut rozmowie.

Zapowiedział też, że Polska nie wyśle do Ukrainy żołnierzy w ramach misji pokojowej ze względów historycznych. - Byliśmy tym samym krajem przez 400 lat. To byłoby tak, jakby Brytyjczycy (wysłali żołnierzy) do Irlandii. Ale zrobimy wszystko inne, by ta operacja była pomyślna - zadeklarował.

- Musimy chronić hubu, musimy chronić linii komunikacji, które są zagrożone szpiegostwem i atakiem. Mogę też wyobrazić sobie operację w przestrzeni powietrznej z polskich lotnisk - powiedział.

Przyznał, że rozmowy o hipotetycznym utworzeniu misji pokojowej w Ukrainie nie są tak pilne, jak wspieranie Ukrainy w walce tu i teraz.

Sikorski ocenił też, że jedynym krajem, który może zmusić Rosję do zakończenia wojny, są Chiny. - Gdyby powiedzieli Rosjanom, żeby zakończyli wojnę, w przeciwnym razie zamkną granicę i przestaną z nimi handlować, myślę, że Rosjanie musieliby się do tego zastosować. Ale nie chcą tego zrobić - powiedział.

Wicepremier przyznał, że wojna w Ukrainie "pasuje Chinom". - Zarabiają dużo pieniędzy, sprzedając towary Rosji. (…) Rosja stała się dużo bardziej zależna od Chin. Więc Chiny zdobyły wasala - powiedział. Według niego Pekin nie byłby prawdopodobnie zadowolony, gdyby Putin stracił władzę w wyniku przegranej wojny. - Ze względu na rywalizację z USA Chiny nie chcą zostać same - dodał.

PAP


Rosyjskie reakcje na zabójstwo Charliego Kirka:

Program „Wielka Gra”, Kanał Pierwszy, 11 września

Politolog Jelena Suponina: To zupełnie nie przypomina obrazu demokracji, jaki amerykańskie władze próbowały kreować przez ostatnie kilka lat. Ameryka jest niebezpiecznie podzielona. Jeśli to nie jest zwiastun możliwej przyszłej wojny domowej, to co nią jest? Społeczeństwo jest podzielone, a Trump nie ma innego sposobu na wywieranie wpływu poza zaostrzaniem podziałów. To z pewnością nie będzie ostatni zamach polityczny w Stanach Zjednoczonych.

Deputowany Dumy Państwowej Wiaczesław Nikonow: Oczywiście, to nie jest zamach na Kennedy'ego, ale pod względem potencjalnych konsekwencji politycznych można go porównać do zamachu na Martina Luthera Kinga. Doszło do niego w 1968 roku i wywołało wówczas bardzo poważne niepokoje rasowe w Ameryce.

Aleksiej Leonkin, analityk militarny: Ameryka jest w chaosie. Polityka Trumpa unikania niepotrzebnych konfliktów ma na celu skupienie się na problemach wewnętrznych. Ale oni mu na to nie pozwalają. Wysyłają mu też sygnały: jeśli nie zajmie się Ukrainą i Bliskim Wschodem, takie rzeczy będą się zdarzać każdemu wokół niego. <…> Myślę, że [Trump] zdał sobie sprawę, że deep state, któremu się sprzeciwia, w zasadzie ogłosiło polowanie (na niego-MM).

Władimir Sołowiow, prezenter telewizyjny, 19 września

Charlie Kirk, młody mężczyzna z piękną żoną i dwójką dzieci, był przedstawicielem prawdziwej Ameryki, która dziś wychodzi z cienia jaki rzucało odrażające, ultraliberalne, antychrześcijańske i odrzucające Boga oblicze ruchu woke. Poświęcił życie walce o tradycyjne wartości. To oczywiście straszny wyrok dla Ameryki. To dowód na toczącą się w każdym mieście wojnę domową. Niektórzy nazywają Charliego Kirka świętą ofiarą. Być może można by go za takiego uważać.

Metropolita Tichon (Szewkunow)

W erze postprawdy, relatywizmu i wojowniczego liberalizmu, kiedy rzeczywistość jest konstruowana przez media i media społecznościowe, a konformizm stał się normą, prawda tonie w morzu poprawności politycznej. Charlie Kirk odważył się płynąć pod prąd. Z czystym sumieniem odrzucał półtony, kompromisy i kompromisy. Nie obchodziło go, co było modne, co było akceptowane, ani co dyktował tłum. Pozwolił sobie na luksus niespotykany w naszych czasach – nazywać rzeczy po imieniu, nawet jeśli oznaczało to, że tak królewski wybór nieuchronnie pociągnie za sobą serię kar, niektóre z nich okrutne.

Co jest szczególnie godne podziwu u Charliego Kirka, to jego gotowość do głoszenia Królestwa Niebieskiego, tradycyjnych wartości i konserwatywnych zasad w pozornie nieodpowiednich miejscach, gdzie większość mieszkańców nawet nie chce słyszeć o takich rzeczach! Wybrał „pole misyjne”, być może najważniejsze, ale, jak widzieliśmy, dalekie od bezpieczeństwa, niczym głoszenie kazań plemieniu kanibali, to kampusy uniwersyteckie, młodzieżowe społeczności pokoleń Z i Y.

Kirill Dmitriev, prezes Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich

Przeprowadziłem bardzo pozytywne rozmowy z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym w sprawie uznania duchowego wkładu Charliego Kirka w chrześcijaństwo. Oczekujemy, że Kościół wkrótce opublikuje artykuł o tym, jak wspierał on sprawę chrześcijańską. Dziedzictwo Charliego nie zna granic.

Charlie Kirk był jednym z najbardziej prorosyjskich głosów wśród amerykańskich konserwatystów: wzywał do konstruktywnych relacji z Rosją i sprzeciwiał się sprzedaży amerykańskiej broni Ukrainie.

Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych:

Chciałabym przypomnieć wszystkim, że [Kirk] szczerze wzywał do pokoju na Ukrainie, dostrzegał pierwotne przyczyny konfliktu i oceniał działania reżimu w Kijowie, mające na celu zabijanie własnych obywateli.
Nie bał się nazywać rzeczy po imieniu i potępiać działań swoich rodaków, obywateli USA, którzy za poprzedniej administracji „rozprzestrzenili” całą tą tragedię.

Reakcja na tą tragedię była kolejnym przejawem głęboko zakorzenionego w ultraliberalnym Zachodzie przekonania, że ​​przemoc i terror to akceptowalne metody tłumienia sprzeciwu i jego tłumienia. Będziemy uważnie monitorować tę sytuację. Dowodzi ona, że ​​Zachód musi przede wszystkim zająć się własnymi problemami, ponieważ są one kolosalne. Nie mają moralnego prawa pouczać innych, a tym bardziej karać ich, dopóki takie praktyki nie zostaną wykorzenione. Nie mówię o samej zbrodni, ale o braku odpowiedniej na nią reakcji.

x.com/MarekMeissner