środa, 4 lipca 2018


Im więcej uniwersytetów w regionie, tym wyższy jest jego poziom gospodarczy – stwierdzili ekonomiści z London School of Economics. Wydaje się, że nic w tym zaskakującego, bo tam, gdzie ludzie są zamożniejsi, powstaje więcej uczelni. Okazuje się jednak, że wpływ gęstości uniwersytetów na poziom zamożności regionu jest niezależny od takich zmiennych jak populacja, bogactwo, stan zdrowia i ogólnego dobrostanu, a także politycznej roli miasta (np. gdy jest ono stolicą), czy nawet odległość o oceanu lub morza. Nie chodzi tylko o to, że uniwersytety są pochodną zamożności: one się do niej przyczyniają.

Badanie opiera się na danych z World Higher Education Database, w której widnieje ok. 15 tys. uczelni, z półtora tysiąca regionów, w 78 krajach. Analizowana w badaniu gęstość uniwersytetów to po prostu ich liczba w przeliczeniu na głowę mieszkańca. Przyjrzano się tym liczbom, poczynając od 1950 r. i okazało się, że tam, gdzie w latach 50. i 60. XX w. więcej było wyższych uczelni, tam w kolejnych dekadach odnotowano większy wzrost gospodarczy. Dla całego okresu (1950-2010) podwojenie liczby uniwersytetów na głowę mieszkańca wiązało się z ponad 4% wzrostem PKB. A w rzeczywistości efekt uniwersytetów był pewnie większy, jeśli wziąć pod uwagę jego rozprzestrzenianie się poza granice regionu.

Tradycyjnie uważa się, że wyższe uczelnie przyczyniają się do wzrostu gospodarczego kreując popyt na usługi, wzmacniając kapitał ludzki i generując innowacje. Tymczasem badacze z London School of Economics znaleźli niewiele dowodów na ekonomiczne znaczenie tych trzech kanałów. Wpływ ich zagęszczenia na zwiększenie popytu na usługi okazał się żaden, a na kształcenie kadr (liczba dyplomów) i innowacje (liczba patentów) – bardzo skromny. O co więc chodzi? Wygląda na to, że liczy się kształtowanie postaw społecznych, otwartość i tolerancja dla różnych stylów życia, potrzeb i wartości.

miasto2077.pl

Don Junior, zachęcany przez Jareda i Ivankę [Trump, córkę prezydenta USA], chciał zaimponować ojcu kąskiem, który ruszy kampanię z miejsca. Kiedy trzynaście miesięcy później spotkanie wyjdzie na jaw, stanie się zarówno dowodem świadczącym przeciwko zmowie z Rosjanami, jak i jej potwierdzeniem. Tak czy inaczej, nie dowodziło ono sprytu ani błyskotliwości ludzi w nie zaangażowanych, lecz skrajnej bezmyślności i naiwności, która pozwoliła im spiskować w biały dzień.

Tamtego czerwcowego dnia do Trump Tower zawitały następujące osoby: wpływowy prawnik z Moskwy, prawdopodobnie będący rosyjskim szpiegiem, współpracownicy azerbejdżańskiego oligarchy Arasa Agalarova, amerykański producent muzyczny, który lansował syna Agalarova, rosyjskiego gwiazdora muzyki pop, a także lobbysta rosyjskiego rządu w Waszyngtonie. Celem ich wizyty w siedzibie sztabu wyborczego kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych było spotkanie z trzema jego najbardziej wpływowymi członkami. Rozmowę poprzedziła korespondencja między wieloma osobami w sztabie, z której wynikało niezbicie, co następuje: Rosjanie mają jakiegoś haka na kontrkandydatkę.

Hipotezy co do możliwych powodów tego kretyńskiego spotkania były następujące:

- Rosjanie, w sposób zorganizowany lub z wolnej stopy, próbowali wciągnąć sztab Trumpa w kompromitujące stosunki.

- Spotkanie stanowiło element aktywnej współpracy sztabu Trumpa z Rosjanami w celu uzyskania i rozpowszechnienia informacji na szkodę Hillary Clinton - i rzeczywiście, po kilku dniach portal WikiLeaks ogłosił, że znajduje się w posiadaniu maili Clinton. Niespełna miesiąc później zaczął je udostępniać.

- Sztab Trumpa, który wciąż uważał udział w wyborach za zabawę - i nie łudził się nadzieją wygranej - był otwarty na wszelkie propozycje i oferty, ponieważ nie miał nic do stracenia. Głupkowaty Don Junior (Fredo, jak ochrzci go [późniejszy główny strateg Białego Domu Steve] Bannon (w jednym ze swych częstych zapożyczeń z Ojca chrzestnego) chciał tylko udowodnić swoją wartość.

- W spotkaniu wzięli udział Paul Manafort, szef kampanii, i Jared Kushner, jej najbardziej wpływowy głos, ponieważ: (a) chodziło o spisek na wysokim szczeblu; (b) Manafort i Kushner, nie biorąc kampanii zbyt poważnie, chcieli wyciąć Hillary numer; (c) trzej mężczyźni zjednoczyli się przeciwko Corey'owi Lewandowskiemu [specjaliście marketingu politycznego, który również pracował przy kampanii] - Don Junior miał być katem - i w ramach tego przymierza Manafort i Kushner mieli przyjść na głupie spotkanie Dona Juniora.

Bez względu na rzeczywiste powody tych rozmów - i na to, który z powyższych scenariuszy najlepiej oddaje okoliczności spotkania tej przedziwnej i niepokojącej ferajny - rok później prawie nikt nie miał wątpliwości, że Don Junior chciał zaimponować ojcu przejęciem inicjatywy.

gazeta.pl

Premier May w poniedziałek ujawniła w Izbie Gmin, że w ataku na nich użyto broni chemicznej typu "nowiczok", która była w przeszłości produkowana i używana przez Związek Radziecki i Rosję. Nie doprecyzowała jednak, w jaki sposób została ona podana ofiarom.

"Na podstawie pozytywnej identyfikacji użytego środka chemicznego (...), naszej wiedzy na temat uprzedniej produkcji tego środka przez Rosję i tego, że nadal byłaby w stanie go wyprodukować, historii dokonywanych przez Rosję zabójstw, a także naszej oceny, że Rosja uznaje niektórych ze zbiegów za uzasadnione cele prób zabójstwa, rząd uznał, że jest wysoce prawdopodobne, iż Rosja jest odpowiedzialna za działania przeciwko Siergiejowi i Julii Skripalom" - powiedziała premier.

Podkreśliła, że "istnieją jedynie dwa możliwe wyjaśnienia tego, co się stało w Salisbury 4 marca: albo było to bezpośrednie działanie Rosji przeciwko naszemu państwu, albo rosyjski rząd stracił kontrolę nad potencjalnie katastrofalnie szkodliwym środkiem paralityczno-drgawkowym i pozwolił na to, aby wpadł w ręce innych osób".

May potwierdziła, że w poniedziałek popołudniu brytyjski rząd zażądał pilnych wyjaśnień od Rosji dotyczących tego, w jaki sposób produkowana przez nią wojskowa broń chemiczna została użyta na terytorium Wielkiej Brytanii.

Poinformowała, że szef brytyjskiej dyplomacji Boris Johnson pilnie wezwał rosyjskiego ambasadora i zażądał od niego wyjaśnień, a także "natychmiastowego przekazania pełnych informacji na temat programu rozwoju broni chemicznej +nowiczok+ do Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej" z siedzibą w Hadze. Termin na złożenie wyjaśnień mija o północy z wtorku na środę.

Brytyjska premier podkreśliła, że w środę jej rząd "szczegółowo rozpatrzy odpowiedź Rosji", ale zastrzegła: "jeśli nie otrzymamy wiarygodnej odpowiedzi, to uznamy, że ta akcja stanowi nieuprawnione użycie siły przez państwo rosyjskie przeciwko Wielkiej Brytanii".

"Wtedy wrócę do parlamentu i przedstawię pełny zakres działań, jakie podejmiemy w odpowiedzi" - zapowiedziała, dodając, że jej rząd rozpocznie także w tej sprawie konsultacje w ramach ONZ i NATO oraz z najbliższymi sojusznikami.

Szefowa rządu zastrzegła stanowczo, że "ta próba zabójstwa przy użyciu wojskowej broni chemicznej w brytyjskim mieście jest nie tylko przestępstwem przeciwko rodzinie Skripalów, ale jest pozbawionym skrupułów i zuchwałym aktem wrogości wobec Wielkiej Brytanii, zagrażającym życiu niewinnych cywili".

Odmawiając podania szczegółów możliwej odpowiedzi brytyjskiego rządu, May zaznaczyła jednak, że "musimy być gotowi do podjęcia znacznie bardziej rozległych działań" niż sankcje i ograniczenia, które zostały nałożone na Rosję po zabójstwie innego byłego rosyjskiego agenta, który zdecydował się na współpracę z Brytyjczykami, Aleksandra Litwinienki.

PAP

Nawyki żywieniowe, które obecnie powodują choroby cywilizacyjne, z punktu widzenia ewolucji przyczyniły się do tego, że mamy tak rozwinięty mózg, a tym samym, że tak dobrze radzimy sobie w świecie. Mózg jest drogi w utrzymaniu. Nasi przodkowie jedli mało energetyczne pożywienie, głównie warzywa, owoce i inne pokarmy roślinne. Gdyby mieli tak duży mózg jak współczesny człowiek, musieliby jeść niemal przez cały dzień. Homo erectus nauczył się posługiwania ogniem i dzięki temu zyskał możliwość jedzenia mięsa bez strachu, że umrze z powodu zakażenia. Poza tym obróbka cieplna jedzenia sprawia, że ilość energii, którą można uzyskać, ogromnie wzrasta, co pozwoliło nam zyskać więcej wolnego czasu – potrzebowaliśmy bowiem mniej posiłków niż wcześniej. (…) Aż do ukształtowania się gatunku homo sapiens nasz mózg stale się powiększał i w dużym stopniu zawdzięczamy to coraz bardziej energetycznemu pożywieniu dostarczanemu organizmowi. I dlatego tłuste jedzenie aktywuje układ nagrody w mózgu.

Bycie najbystrzejszym gatunkiem na świecie kosztuje. Mózg to straszny głodomór. Jest tym narządem, który wykorzystuje najwięcej energii w stosunku do swojej wagi, i dlatego lubi wszystko, co w siebie wpychamy, pod warunkiem że dostarcza mu to energii. Fakt, że pławi się w dopaminie za każdym razem, kiedy jemy coś, co zawiera cukier i tłuszcz, w znacznym stopniu wynika stąd, że jego stara część nadal uważa, że są to „towary deficytowe”.

Tłuszcz i cukier równa się szybka dostawa energii dla wygłodniałego mózgu, który wciąż wierzy, że opłaci mu się namawianie nas, żebyśmy dostarczali mu jak najwięcej tych „trudno dostępnych” substancji odżywczych. W tej kwestii mózg nie idzie z duchem czasu. Jest produktem ewolucji, a ewolucja to powolny proces. W świecie zachodnim jednak tłuszczu i cukru nie brakuje. Nagradzanie niezdrowego stylu życia przez stary mózg przynosi więc współczesnemu człowiekowi więcej szkody niż pożytku. Na szczęście mamy nowsze, bardziej elastyczne struktury, które stale się uczą. (…) Ewolucyjnie nowsza część mózgu jest w stanie pokonać starszą i prymitywniejszą. I całe szczęście. Gdyby nie to, wszyscy bylibyśmy otyłymi niewolnikami przemysłu spożywczego.

Jedzenie, z którego cieszy się prymitywna część mózgu, niszczy nie tylko zęby i figurę, ale także sam mózg. Tłuszcz odkłada się w postaci blaszek miażdżycowych w naczyniach krwionośnych całego ciała, także w tych, które znajdują się wewnątrz mózgu lub do niego prowadzą. Jeśli jedna z takich blaszek się oderwie lub jeśli zupełnie zatka się naczynie krwionośne, dochodzi do udaru. A wiele takich małych udarów prowadzi do otępienia naczyniowego.

Entuzjazm mózgu trwa krótko. Z czasem potrzebuje on coraz więcej soli, cukru i tłuszczu, żeby wpaść w zachwyt. Brakuje nam tego stanu uniesienia i wpychamy w siebie coraz więcej. A to już przypomina uzależnienie. (…) Wielu osobom łatwiej jest odmówić sobie ciasta w ogóle, niż zadowolić się małym kawałkiem.

Zjedzenie jednego kawałka sprawia, że mózg uwalnia mnóstwo dopaminy, a my czujemy się tak dobrze, że sięgamy po drugi. Ale jeśli ciągle objadamy się ciastem, mały kawałek nie da już takiego samego efektu. Mózg przestymulowany hormonem szczęścia będzie dążył do uzyskania równowagi, nie reagując tak gwałtownie na uwalnianie się dopaminy. Będziemy więc potrzebować coraz więcej, by osiągnąć taki sam poziom satysfakcji jak na początku. Być może jeśli przestaniemy dostarczać organizmowi jedzenie, które zwykle kończy się imprezą dopaminową, będziemy się czuć smutni i nieszczęśliwi.

tygodnikprzeglad.pl

Żeby świadczenie było wyższe, bardziej opłaca się czekać niż wziąć emeryturę i dodatkowo dorabiać.

Obrazowo można powiedzieć, że jeżeli występujemy o ustalenie prawa do emerytury, to rozbijamy bank, to znaczy zamieniamy zgromadzony kapitał składkowy na dożywotnie, comiesięczne świadczenie na warunkach obowiązujących tu i teraz. Te warunki to przede wszystkim średnie dalsze trwanie życia dla osoby w dokładnie naszym, co do miesiąca, wieku. Nawet jeśli na emeryturze taka osoba pracuje, to jej składki gromadzone są od nowa i później w celu doliczenia do emerytury będą musiały zostać znowu zamienione na dożywotnią kwotę miesięczną. Oczywiście daje to odpowiedni wzrost świadczenia, ale nie o tyle, o ile wzrosłoby ono, gdyby ustalenie prawa nastąpiło później. Wtedy kapitał emerytalny, podlegając w międzyczasie waloryzacji składek i doliczeniu kolejnych składek w związku z pracą, zostałby podzielony przez mniejsze średnie dalsze trwanie życia. W tym roku waloryzacja składek będzie najwyższa od 2009 r. i wyniesie ok. 7 proc, co wynika głównie z wysokiego wzrostu wynagrodzeń w poprzednim roku. Dodajmy, że pod koniec kariery zawodowej przyrost kapitału emerytalnego w związku z waloryzacją jest znacznie większy niż w związku z nowymi składkami. Sztandarowym przykładem pozytywnych efektów wydłużania okresu gromadzenia składek jest emeryt, który był technikiem górnictwa i przeszedł chyba przez wszystkie szczeble stanowisk w kopalni. Gdy przechodził na emeryturę w wieku 80 lat, tj. po 60 latach pracy i opłacania składek, otrzymał ponad 20 tys. zł świadczenia. Podobny przykład to kobieta z sektora bankowego, o zbliżonym stażu i wieku przejścia na emeryturę. Na drugim biegunie jednak mamy osobę ze świadczeniem w wysokości 4 gr miesięcznie, za którą w całej jej karierze wpłynęła do FUS tylko jedna składka w wysokości kilkunastu złotych.

gazetaprawna.pl