Za niewielkie sukcesy taktyczne Rosja zapłaciła wysoką cenę krwi, a przy tym straciła dużo ciężkiego sprzętu. "Rosyjskie straty w Charkowie i okolicach były ekstremalne" — pisze Phillips O'Brien, ekspert ds. strategii na Uniwersytecie St Andrews w Szkocji. "Kontynuując ofensywę, Rosjanie narazili swoje wojska i sprzęt, znacznie zwiększając liczbę ofiar".
Według brytyjskiego ministerstwa obrony maj mógł być dla Rosjan najcięższym okresem pod względem ofiar od początku wojny. Średnio dziennie ginęło lub odnosiło rany 1,2 tys. rosyjskich żołnierzy.
Według brytyjskich szacunków całkowite straty Moskwy w tej wojnie wynoszą obecnie pół miliona żołnierzy. — Rosyjskie wojsko zostało zdziesiątkowane. Nie piszcie dosłownie, ale zostało cholernie zdziesiątkowane — powiedział prezydent USA Joe Biden w niedawnym wywiadzie dla magazynu "Time".
Rosyjska ofensywa na Charków pociągnęła jednak za sobą jeszcze jedną konsekwencję, która prawdopodobnie będzie znacznie poważniejsza dla dalszego przebiegu wojny niż skromne rosyjskie zdobycze terytorialne. Obnażyła absurdalność ograniczeń w użyciu zachodniej broni. Do niedawna Ukraina mogła atakować rosyjskie wojska dopiero wtedy, kiedy przekroczyły jej granicę, a tym samym — uderzyły w pierwszą linię jej obrony.
Dlatego też wiele państw zachodnich, w tym USA i Niemcy, w dużej mierze zniosło te ograniczenia. Od tego czasu rosyjskie wojsko znalazło się pod ciężkim ostrzałem w obwodzie białogrodzkim.
W poniedziałek Ukraińcom najwyraźniej udało się zlikwidować rosyjski system obrony powietrznej S300/400, który Rosjanie wykorzystywali do bombardowania Charkowa — a także mobilny system radarowy Kasta-2E2. Odkąd Ukraińcom zezwolono na atakowanie rosyjskich systemów rakietowych i artyleryjskich na rosyjskiej ziemi, ostrzał Charkowa znacznie stracił na sile.
"Rozmieszczenie zachodnich systemów obrony powietrznej i zniesienie zachodnich ograniczeń zakazujących Ukrainie atakować cele wojskowe na terytorium Rosji za pomocą broni dostarczanej przez Zachód jest czynnikiem pozwalającym Ukrainie odeprzeć rosyjskie bomby szybujące i ataki rakietowe na Charków" — pisze Instytut Badań nad Wojną.
Fakt, że użycie zachodniej broni było ograniczone do okupowanego terytorium Ukrainy, był jednym z największych ograniczeń Ukraińców. Jego zniesienie najpewniej zmieni oblicze tej wojny. Ponowny atak Rosji na Charków stanie się mrzonką.
Według O'Briena rosyjska ofensywa w okolicy tego miasta to "taktyczne zero, która wywołuje strategiczną katastrofę".
— Według wszystkich standardów strategii wojskowej ofensywa w Charkowie była jak dotąd wielką porażką Rosjan — dodaje.
Moskwa po raz kolejny nie doceniła determinacji Zachodu. Ten zniósł ograniczenia w wykorzystywaniu broni dostarczanej Ukrainie, mimo nuklearnego wywijania szabelką przez Moskwę.
Była to kolejna czerwona linia, którą wyznaczył reżim Putina, i którą Zachód przekroczył z powodu rosyjskiej eskalacji. Jedną z cech tej wojny jest to, że Zachód dokonuje jakościowych skoków w swoim wsparciu dla Ukrainy tylko wtedy, gdy Kijów napotyka poważne trudności na froncie.
W ostatnich tygodniach nastąpił kolejny taki skok jakościowy, którego konsekwencje stają się powoli widoczne. Chodzi o dostarczenie przez Amerykanów Ukrainie znacznych zapasów pocisków ATACMS o zasięgu ok. 300 km. Zmieniają one również charakter wojny, zwłaszcza na okupowanym przez Rosję Krymie i do pewnego stopnia w Donbasie.
(...)
Ukraińcy używają teraz zarówno ATACMS, jak i własnych dronów, aby niszczyć rosyjską obronę powietrzną na Krymie, uderzać w bazy lotnicze i niszczyć krytyczne linie zaopatrzeniowe i składy paliwa ważne dla działań wojennych.
Brytyjski strateg wojskowy Lawrence Freedman powiedział The Economist, że Krym jest słabym punktem Rosji, ponieważ ma ona tam zbyt wiele elementów do obrony. Na półwyspie Ukraina może wywierać realną presję na Putina w celu uzyskania rosyjskich ustępstw w jakichkolwiek negocjacjach. Celem Ukrainy jest więc przekształcenie Krymu z atutu w obciążenie dla Putina.
onet.pl/Die Welt