piątek, 30 września 2022


W dniach 27–28 września w Moskwie odbyły się rozmowy przedstawicieli resortów obrony Białorusi i Rosji na temat perspektywy współpracy wojskowej. Białoruscy wojskowi poinformowali o ogłoszeniu niezapowiedzianego sprawdzianu gotowości bojowej i mobilizacyjnej 50. Bazy Lotniczej, obsługującej wykorzystywane przez Rosjan lotnisko w Maczuliszczach (obwód miński). Na kolejach białoruskich rozpoczęto zaś kontrolę węzłów komunikacyjnych i stanu urządzeń wyładunkowych. Wcześniej, 21 września, doszło do spotkania sekretarzy rad bezpieczeństwa, które poświęcono kwestiom „wspólnych przedsięwzięć antyterrorystycznych”. 28 września Mińsk zdementował pojawiające się w opozycyjnych mediach pogłoski o przygotowaniach do powszechnej mobilizacji. Jednocześnie w kraju trwa rutynowy pobór rezerwistów.

Od 26 do 29 września w Soczi przebywał Alaksandr Łukaszenka. W trakcie dostępnej dla mediów części spotkania z Władimirem Putinem wsparł on kurs Rosji w polityce zagranicznej i oznajmił, że zachodnie sankcje nie wymuszą ustępstw, a ogłoszona mobilizacja będzie sprawdzianem „lojalności” Rosjan. W następnych dniach strony nie ujawniały żadnych informacji na temat przebiegu rozmów czy ewentualnych ustaleń, jakie przyniosły. 28 września Łukaszenka złożył niespodziewaną wizytę w Abchazji, gdzie podczas spotkania z samozwańczymi władzami stwierdził, że „Abchazji nie da się wymazać z mapy”, i podkreślił potrzebę rozwoju współpracy gospodarczej. Stanowczy protest wobec tej wizyty wyraziła Gruzja, która zagroziła stronie białoruskiej zerwaniem stosunków dyplomatycznych. Krytyczne stanowisko zajęła również UE. Rzecznik Kremla zdementował spekulacje o rzekomym wymuszeniu uznania przez Mińsk Abchazji i wyraził nadzieję, że Białoruś „samodzielnie i we właściwym czasie podejmie odpowiednią decyzję”.

Komentarz

Prawdopodobnie Kreml wywiera coraz większą presję na Łukaszenkę, aby ten – po aneksji okupowanych regionów Ukrainy i zgodnie z doktryną wojenną Państwa Związkowego – potraktował posunięcia armii ukraińskiej jako akt agresji na terytorium FR. De facto oznaczałoby to uznanie przez reżim przyłączenia tych terenów. Dalsze wspieranie rosyjskich działań wojskowych będzie skutkowało utrzymywaniem przez Mińsk armii i struktur siłowych w podwyższonej gotowości. Niewykluczone też, że siły białoruskie udzielą Rosji czynnego wsparcia w przypadku jej ponownej ofensywy z Białorusi (np. wydzielonymi jednostkami wojsk powietrzno-desantowych).

Wizyta Łukaszenki w Soczi nie została wcześniej zapowiedziana przez żadną ze stron. Można założyć, że – zapewne z inicjatywy Rosjan – doszło do pilnych konsultacji w celu uzgodnienia stanowisk w kontekście ogłoszonej w Rosji mobilizacji oraz aneksji okupowanych terytoriów. Długotrwały, wykraczający poza zwyczajowe standardy charakter wizyty i brak jakichkolwiek oficjalnych komunikatów obu służb prasowych skłaniają do spekulacji na temat wzrostu presji Kremla na Łukaszenkę mającej wymusić bezpośrednie zaangażowanie Białorusi w działania wojenne na Ukrainie. Choć oficjalny przekaz Mińska może jedynie maskować rzeczywistość, to na razie nie ma przesłanek potwierdzających zamiar przeprowadzenia na Białorusi mobilizacji. Gdyby do niej doszło, doprowadziłoby to do paniki wśród w większości pacyfistycznie nastawionego społeczeństwa, co bezpośrednio zagroziłoby stabilności reżimu i mogłoby ujawnić podziały w nomenklaturze.

Łukaszenka nie jest gotów do uznania de iure nawet niektórych wspieranych przez Rosję parapaństw, choć zarazem uzna je de facto, np. poprzez rozwój współpracy gospodarczej, co miała podkreślić wizyta w Abchazji. Nadal będzie też unikał bezpośredniego zaangażowania w wojnę, demonstrując jednocześnie swoją lojalność wobec Moskwy. Jej przejawem może być utworzenie na Białorusi liczącego ok. 20 tys. żołnierzy rosyjskiego ugrupowania uderzeniowego. Prawdopodobieństwo podjęcia takiej decyzji zwiększa się po ogłoszeniu mobilizacji w FR. Wzmocniony może również zostać komponent wojsk rakietowych i sił powietrznych, pozwalający na dalsze atakowanie Ukrainy. Nie jest też wykluczone, że realizując politykę „szantażu nuklearnego”, Rosja rozmieści na Białorusi taktyczną broń jądrową.

osw.waw.pl

Według Putina Zachód zawsze czynił zło, a Rosja zawsze czyniła wyłącznie dobro. Zachód w narracji prezydenta Rosji to tyle, co niewolnictwo w przeszłości i chęć uczynienia innych narodów – w tym przede wszystkim Rosjan – niewolnikami w przyszłości. Rosja narody wyzwalała i wyzwala.

Zachód to antywartości, LGBT, gender i… satanizm. Rosja to wartości, dobro, chrześcijaństwo (Władimir Putin cytował nawet Jezusa) i "tradycyjne wartości", w imię których należało zająć np. Chersoń.

Zachód to eksploatacja narodów i kolonializm. Rosja to szacunek dla innych i partnerstwo. Zachód to pogarda nawet dla sojuszników (Niemcy, Japonia i Korea Południowa to państwa wasale USA, a ich elity są niewolnikami, którzy bez sprzeciwu "przełykają chamstwo" Amerykanów). Rosja to państwo, które niesie wolność.

Zachód to zbrodnie (np. "eksperymenty medyczne" na ludziach, które zdaniem Putina prowadzono w Ukrainie). Rosja to humanizm.

onet.pl

Rodzina każdego zmobilizowanego Tuwańczyka otrzyma po baranie, węgiel, 50 kg mąki i dwa worki ziemniaków, oraz „w razie potrzeby” kapustę. Decyzje o tym podjął szef republiki Władisław Chowalyg. Jego służby prasowe informują tymczasem, że rozdano już 91 zwierząt. Ponadto możliwe jest otrzymanie rekompensaty pieniężnej wysokości 5 tys. rubli (ok. 430 zł) na dziecko. Trzeba tylko złożyć wniosek do Ośrodków Ochrony Socjalnej.

29 sierpnia poinformowano, że Tuwa zrealizowała już plan poboru w ramach częściowej mobilizacji. 27 września szef republiki potwierdził informację, że na front wysłano 700 rekrutów. Wczoraj w stolicy republiki Kyzyle odbył się protest przeciwko mobilizacji, podczas którego milicja zatrzymywała uczestniczące w nim kobiety.

belsat.eu

"Rosjanie nie zareagują na ogłoszoną w piątek przez Kreml aneksję okupowanych obwodów Ukrainy tak, jak w 2014 roku. Nie będzie wśród nich entuzjazmu, ani nawet zrozumienia" - ocenił politolog Grigorij Gołosow w wypowiedzi dla rosyjskiej redakcji BBC.

Komentator, który wypowiadał się jeszcze przed oficjalną ceremonią na Kremlu argumentował, że "Krym był obiektem resentymentu w latach 90. XX wieku" wśród Rosjan. Być może pewna część ludności Rosji żywi podobne wyobrażenia, że w obwodach donieckim i ługańskim na wschodzie Ukrainy istnieje chęć przyłączenia do Rosji. W odniesieniu do ukraińskich obwodów chersońskiego i zaporoskiego "nie ma i nigdy nie było" takiej opinii; te regiony "dla mieszkańców Rosji zawsze były częścią Ukrainy" - powiedział politolog.

BBC cytuje także szykanowaną przez władze rosyjskie politolożkę Jekatierinę Szulman, która podkreślała, że po przeprowadzeniu aneksji okupowanych regionów Ukrainy Rosja stanie się "państwem z delegitymizowanymi granicami". W tych nielegalnych granicach znajdą się "fragmenty, które nie tylko nie zostaną uznane de iure przez żaden inny kraj i organizację międzynarodową, ale też nie są kontrolowane de facto przez centralną administrację" - podkreśliła Szulman.

Władimir Putin ogłosił w piątek na Kremlu aneksję okupowanych obwodów Ukrainy do Federacji Rosyjskiej. Powołał się na nielegalne pseudoreferenda na ziemiach ukraińskich, w których ludzie bojąc się o własne życie musieli oddawać głosy. Rosja łamie tym samym prawo międzynarodowe.

Putin wydał w czwartek wieczorem dekrety uznające obwody chersoński i zaporoski za "suwerenne i niepodległe państwa". Decyzję tę ma zatwierdzić rosyjski parlament, a następnie oba terytoria, podobnie jak regiony doniecki i ługański, zostaną anektowane.

PAP/dziennik.pl