sobota, 11 lutego 2023


Jeszcze nie doszło do planowanej przez Kreml ofensywy w Ukrainie, a już płaci on za nią ogromną cenę. Eksperci szacują, że w ostatnich dniach Rosja poniosła największe straty osobowe od momentu rozpoczęcia wojny — niezależne media badające rosyjskie straty musiały ogłosić nabór na ochotników. Po raz pierwszy nie mają wystarczającej liczby osób do przetwarzania napływających raportów o zgonach.

Problemy kadrowe Mediazony (rosyjskie niezależne media) to tylko jeden z wielu wskaźników, pokazujących, że Rosja ponosi w Ukrainie coraz większe ofiary. Związane jest to niewątpliwie z intensyfikacją działań przed planowaną ofensywą. Przy takim tempie strat może jednak zabraknąć jej sił, by przeprowadzić większy atak.

— W ciągu ostatnich dwóch-trzech tygodni zauważyliśmy, że liczba raportów [o zabitych żołnierzach] zaczęła rosnąć — powiedział "The Moscow Times" dziennikarz Mediazony Maksym Litawrin.

— Nie oznacza to, że wszyscy ci ludzie zginęli w tym czasie, ale wzrost jest związany z intensyfikacją działań na frontach — dodał.

Kreml nie podaje oficjalnych danych dotyczących ofiar — co sprawia, że jakakolwiek dokładna ocena strat ludzkich Rosji w wojnie w Ukrainie jest niezwykle trudna. Analitycy, którzy rozmawiali z "The Moscow Times", uważają jednak, że w ostatnich tygodniach prawdopodobnie nastąpił gwałtowny wzrost liczby rosyjskich żołnierzy poległych w Ukrainie.

Mediazona, która wykorzystuje źródła publiczne do tworzenia bazy danych o zabitych żołnierzach, poinformowała 27 stycznia, że jej pracownicy potwierdzili śmierć 876 rosyjskich żołnierzy w ciągu ostatnich 10 dni.

Szkolenie wojskowe rosyjskich rekrutów powołanych do służby wojskowej w ramach częściowej mobilizacji, 21 października 2022 r.
Według grupy współpracującej w tym zakresie z rosyjską redakcją BBC był to "jeden z najwyższych wskaźników" dla całej wojny.

— Po prostu nie mamy wystarczająco dużo czasu, aby przetworzyć informacje — powiedział Litawrin zapytany, dlaczego Mediazona szuka teraz więcej ochotników.

Rosja zintensyfikowała atak na Bachmut we wschodniej Ukrainie — epicentrum obecnych walk — co prawdopodobnie przyczyniło się do wzrostu liczby ofiar.

Po miesiącach śmiertelnych walk artyleryjskich, w tym tygodniu Rosja zaczęła zbliżać się do okrążenia tego w dużej mierze zniszczonego miasta. Niektóre raporty sugerują, że walki w pobliżu miasta Wuhłedar na ukraińskim Zaporożu również przyniosły Rosji duże straty.

(...)

Wydaje się, że strategia Rosji w Bachmucie polega na powolnym przełamywaniu ukraińskiej obrony, wykańczaniu przeciwników i zadawaniu im strat, aż nie będą mieli innego wyboru, jak wycofać się.

Prawdopodobnie Ukraina również poniosła ciężkie straty w zimowych walkach.

— Niedawne ataki na Bachmut i pobliskie miejscowości przyniosły duże straty — powiedział izraelski ekspert wojskowy David Sharp, dodając, że głównymi przyczynami wysokiego wskaźnika śmiertelności było złe wyszkolenie walczących i niekompetencja wojskowa.

— Żołnierze są źle wyszkoleni, a sam proces wycofywania się i towarzyszącej mu osłony nie został dobrze opracowany — powiedział dziennikarzom "The Moscow Times".

"New York Times" podał w zeszłym tygodniu, powołując się na wysokich rangą urzędników amerykańskich, że walki wokół Bachmutu spowodowały, że rosyjskie dane o ofiarach śmiertelnych "wystrzeliły w powietrze".

Obok rosyjskiej armii w Bachmucie rozmieszczono również dziesiątki tysięcy najemników z Grupy Wagnera — w tym ochotników rekrutowanych w rosyjskich więzieniach. Zakłada się, że wiele z ostatnich ofiar stanowili właśnie oni — grupa zasłynęła z ryzykownych ataków piechoty.

Igor Girkin, emerytowany pułkownik FSB i były dowódca prorosyjskich bojówek w Donbasie, który jest obecnie jednym z głośniejszych krytyków rosyjskich działań wojennych, nazwał jednostki Grupy Wagnera "batalionami śmierci".

Jak donosił "The New York Times" pod koniec stycznia, zdjęcia satelitarne pokazywały, że cmentarz najemników Grupy Wagnera w południowym regionie Krasnodaru w Rosji w ciągu dwóch miesięcy powiększył się siedmiokrotnie.

Analitycy przestrzegali jednak przed wyciąganiem zbyt śmiałych wniosków z ograniczonych publicznie dostępnych danych o rosyjskich ofiarach.

Według Rusłana Lewiewa, założyciela grupy śledczej Confict Intelligence Team, nie da się dokładnie powiedzieć, ilu rosyjskich żołnierzy zginęło w ostatnich tygodniach.

— Nie możemy określić tego za pomocą publicznie dostępnych źródeł — powiedział "The Moscow Times".

Uważa się, że baza danych opracowana przez Mediazonę i rosyjską redakcję BBC, opierająca się na doniesieniach prasowych i mediach społecznościowych, również nie nadąża za wydarzeniami na polu bitwy, co utrudnia dokładne określenie wzrostu liczby zgonów.

W zeszłym tygodniu media te poinformowały, że od początku wojny w Ukrainie potwierdziły śmierć 13 tys. 30 rosyjskich żołnierzy. Uważa się jednak, że prawdziwa liczba zmarłych jest znacznie wyższa.

W piątek Kijów stwierdził, że w wyniku działań wojennych zginęło prawie 136 tys. rosyjskich żołnierzy.

Ostatnia oficjalna liczba ofiar śmiertelnych została podana przez Rosję we wrześniu — minister obrony Siergiej Szojgu powiedział wówczas, że w Ukrainie zginęło 5937 rosyjskich żołnierzy.

onet.pl/The Moscow Times

"Nagrania z nieudanego rosyjskiego ataku w pobliżu miejscowości Wuhłedar w obwodzie donieckim stały się najnowszym punktem zapalnym w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej" - twierdzą analitycy Instytutu Studiów nad Wojną. Zdaniem amerykańskiego think tanku w efekcie znów uaktywnili się wojenni blogerzy, którzy od dawna krytykują rosyjski sztab generalny za nie dość - ich zdaniem - stanowcze decyzje dotyczące działań ofensywnych na froncie.

"Blogerzy wykorzystali materiał filmowy, aby zacząć krytykować rosyjskie kierownictwo wojskowe. Rosyjscy blogerzy twierdzą, że dowódcy, którzy w listopadzie 2022 roku kierowali atakami 155. Brygady Morskiej na Pawliwkę, teraz odpowiadają za szturm na Wuhłedar. Twierdzą, że dowódcy wciąż popełniają te same kosztowne błędy. Jeden z rosyjskich blogerów twierdził, że generał broni Rustam Muradow, dowódca Wschodniej Grupy Sił, jest odpowiedzialny za rosyjskie porażki taktyczne w okolicach Wuhłedaru" - czytamy w codziennym raporcie Instytutu Studiów nad Wojną.

Zdaniem jego autorów blogerzy celowo bagatelizują słabe wyszkolenie nowo zmobilizowanych, aby winę za niepowodzenia na froncie zrzucić na ich dowódców. Analitycy sądzą, że chodzi o to, by przenieść odpowiedzialność za niepowodzenia rosyjskiej armii podczas wojny w Ukrainie z całego wojska jako instytucji na jednostki.

gazeta.pl

Obecnie największą aktywność bojową Rosjanie wykazują na dwóch teatrach działań – pod wspomnianą Kreminną (północ) oraz pod Wuhłedarem (południe). To drugie uderzenie skończyło się kolejną klapą, ponieważ w otwartym polu Ukraińcy zmasakrowali pełzające w kierunku Wuhłedaru nieporadne kolumny zmechanizowane Rosjan. To wszelako na północy odnotowano największą koncentrację rosyjskich pododdziałów. Analityczka Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Anna Maria Dyner, powołując się na dane ukraińskiego wywiadu, stwierdziła, że Rosjanie mogli skoncentrować nawet 326 tys. żołnierzy. Oznaczałoby to większe zgrupowania wojsk niż w godzinach poprzedzających frontalną rosyjską inwazję 24 lutego 2022 roku.

Czy na północny odcinek frontu podciągnęli faktycznie aż tyle wojska? Na ten moment tego nie widać. Bezsprzecznie faktem jest, że w obwodzie ługańskim i na zapleczu północnego odcinka frontu Rosjanie wzmocnili rosyjskie zgrupowanie. Ponadto w obwodzie ługańskim rozpoczęła się akcja odłączania Internetu mobilnego, więc uprawdopodobnia to maskowanie większej koncentracji mas wojska. Przypomnijmy, że od września 2022 roku nie odwieszono tzw. częściowej mobilizacji w Rosji i „branka" miała wynieść ok. 300 tys. powołanych pod broń. Połowa z nich była wysyłana do „łatania" linii frontu, druga połowa miała być szkolona – oznacza to 150 tys. żołnierzy-mobików, których Rosja trzymała jako „rezerwę". Do obwodu ługańskiego via Białoruś miała w ostatnich miesiącach liczna akcja przerzucania wojskowych eszelenów. Jaki etat ma rosyjska armia na północy zobaczymy w toku walk.  

Co wiemy? Dowództwo rosyjskie rzuciło do operacji ofensywnych wzdłuż linii Swatowe-Kreminna pododdziały kilku dywizji regularnej armii. Są to elementy: 144. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych oraz 3. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych (Zachodni Okręg Wojskowy) oraz pułk 90. Dywizji Pancernej Centralnego Okręgu Wojskowego. Wspierają je elementy 76. Dywizji Powietrznodesantowej i część wojsk Południowego Okręgu Wojskowego. Ponadto w odwodzie Rosjanie mają trzymać w ługańskiem pododdziały 2. Dywizji Zmechanizowanej z 1. Armii Pancernej Zachodniego Okręgu Wojskowego. Oznacza to zaangażowanie doborowych jednostek (doborowych jak na bilans rocznej kampanii pełnej frontowych porażek). To pod Kreminną Rosjanie stracili pierwszy w tej wojnie pojazd BMPT Terminator, co wskazuje, że uderzenie wsparli nowoczesną bronią. W mozolnej ofensywie Rosjanie osiągają pomniejsze miejscowości powiększając „wybrzuszenie" linii frontu na wysokości Kreminnej. Na celownik Rosjanie wzięli na pewno: Łyman, Słowiańsk, Siwiersk oraz Kupiańsk. W poprzedniej analizie przedstawiłem Państwu, jakie akcje oskrzydlające oraz próby utworzenia kotła (próba okrążenia zgrupowania ukraińskiego) mogą podejmować. Wygląda na to, że Siły Zbrojne Ukrainy są na plany Kremla dobrze przygotowane. Co prawda, walki na północy nie przyjęły tak niekorzystnego dla Rosjan obrotu jak pod Wuhłedarem – gdzie sami rosyjscy eksperci nazywają to kompromitacją Moskwy, ale Rosjanie są zatrzymywani. Inicjatywa operacyjna jest w rękach Rosji, ale Ukraińcy oparli swoją obronę o przegrody terenowe – wzgórza, rzeki oraz inne cieki wodne – trzymając z daleka Rosjan od kluczowych węzłów logistycznych na zapleczu frontu. Rosyjska ofensywa jest, ale na szczęście, nie ma wymiaru „blitzkriegu" i pogromu wojsk ukraińskich.

defence24.pl