Za pomocą danych, Huang pokazuje, że najlepsze, najbardziej twórcze okresy w dziejach Chin przypadały na najbardziej burzliwe czasy, interregnum Han-Sui oraz okres Walczących Królestw, na dalszym miejscu plasuje się okres rządów dynastii Tang, do której zresztą przyrównuje ChRL w okresie reformatorskim (po Mao Zedongu, a przed Xi Jinpingiem). Z kolei gdy neokonfucjańska ortodoksja, która zatriumfowała pod rządami Songów („Historia jest pisana przez zwycięzców”; chińska wersja tego powiedzenia brzmi: „Historia jest pisana przez konfucjanistów”), zatrzymała rozwój Chin i w dłuższej perspektywie, doprowadziła do ich upadku.
Stało się tak, gdyż przednowoczesne Chiny wpadły w „pułapkę równowagi na wysokim poziomie” – „w XIV wieku chińska gospodarka osiągnęła komfortowy, stabilny stan równowagi. Uznano, że poprawa sytuacji nie jest konieczna”. Cenę przyszło za to zapłacić w XIX wieku, gdy Chiny zostały rzucone na kolana przez uprzemysłowiony Zachód.
Przyczynił się do tego oparty na egzaminach system, gdyż keju sprawdzały opanowanie (neo)konfucjańskiej ortodoksji, zupełnie nie zważając na przedmioty ścisłe. Kandydat musiał wryć na pamięć wielotomową klasykę, a następnie ją przytoczyć. Trochę tak jak u nas, kiedy na języku polskim odpytywało się z dokładnej recytacji „Pana Tadeusza” czy „Dziadów”.
W cesarskich Chinach „nagradzano standardowe odpowiedzi przedstawione we właściwym formacie, zamiast kreatywnych odchyleń. Konformizm zapewniał sukces”. To „sparaliżowało indywidualną sprawczość” i uczyniło Chiny „państwem bez społeczeństwa. Sytuacja doskonała z punktu widzenia autokraty, gdyż „najpotężniejsze państwo to państwo bez społeczeństwa. Cesarskie Chiny – i ich następca ChRL – były i są takim państwem”. Tyle że długofalowo prowadzi to do zastoju.
W ten oto sposób egzaminy łączyły – i wciąż łączą się (dzisiejszy system edukacyjny ChRL czerpie wzorce z keju, choć przedmioty są bardziej zróżnicowane, a nową ortodoksją jest schińszczony marksizm-leninizm) z autokracją, ta ze stabilnością, a wszystko to wpływa na technikę i rozwój.
(...)
Huang punktuje zachodnie dyletanctwo. Przytaczając opis trudów młodości Xi Jinpinga autorstwa Evana Osnosa z „New Yorkera”, piszącego, że sponiewierany za ojca w czasach maoistowskich Xi „znosił ukąszenia pcheł, nosił nawóz, budował tamy i naprawiał drogi”, co miało niby uczynić go krytycznym wobec systemu, Huang podsumowuje: „te mało znaczące fakty są równie przydatne, jak próba dokonania prognozy na podstawie tego, że Xi jest dorosłym mężczyzną”. Istotnie, przewidywania Osnosa trafiły kulą w płot, Xi okazał się twardogłowym konserwatystą.
Huang jest znacznie lepszym „xinologiem” niż jego zachodni koledzy. Portretuje współczesnego jednowładcę ChRL jako swoistego „chińskiego Klaudiusza” (to moje porównanie, nie Huanga). Skrytego, niemającego zdania na żaden temat, wycofanego do tego stopnia, że wiele osób usłyszało jego głos, dopiero gdy został gensekiem: „Jego małomówność była ogłuszająca”.
Taktyka ta okazała się znacznie lepsza niż showmański styl Bo Xilaia: „Z politycznego punktu widzenia trudno odróżnić Xi Jinpinga od Bo, ale dziś Xi rozpoczyna trzecią kadencję, a Bo siedzi w więzieniu. Xi dotarł do mety, ponieważ bardzo niewiele osób, łącznie z tymi, które go wybrało, dobrze go znało”. A potem było już za późno. Xi okazał się idealnym produktem chińskiej wersji merytokracji, czyli systemu, jak sama nazwa wskazuje opartego na zasługach [merit], tu: zasługach wobec partii.
kulturaliberalna.pl