czwartek, 16 stycznia 2025



Obie rakiety są nowe, obie są wielkie. Jedna już wystartowała dzisiaj rano, druga ma wystartować wieczorem. Obie się istotnie różnią. Ta od Bezosa jest budowana według innej filozofii. Znacznie bardziej tradycyjnej, takiej, do której mogła przyzwyczaić przez dekady NASA i tradycyjni potentaci w tym biznesie. Można to streścić do "bez radykalnych pomysłów, przemyślimy i przetestujemy wszystko na Ziemi, żeby tam u góry działało od razu".

W porównaniu z tym Musk to kreatywny chaos, w ramach którego normą jest sprawdzanie rzeczy w praktyce i powodowanie eksplozji. Bazując na takich metodach, firma SpaceX Muska w ciągu ostatniej dekady błyskawicznie urosła i stała się gigantem branży, a przy okazji zbudowała sobie znaczne grono fanów, którzy w takim podejściu widzą przyszłość. Jednocześnie patrzą na Bezosa oraz jego firmę Blue Origin jak na dziadersów, którzy przegapili fakt, że świat się zmienił. Nie jest to jednak takie oczywiste.

Odpaloną dzisiaj rano po raz pierwszy rakietę New Glenn (od nazwiska pierwszego Amerykanina na orbicie - Johna Glenna) trudno nazwać przestarzałą. Ostrożną czy zachowawczą owszem, ale zdecydowanie niezacofaną technologicznie. Należy do kategorii ciężkich rakiet nośnych. Jeden stopień poniżej tych największych, określanych jako "superciężkie". Będzie jednak w górnym zakresie swojej kategorii, bo ma móc dostarczyć na orbitę maksymalnie 45 ton ładunku. Standardem dla większości rakiet tej kategorii jest rejon 20-30 ton. Jedyny porównywalny konkurent to Falcon Heavy firmy SpaceX, który w wariancie zakładającym odzyskanie większości rakiety może to zrobić też z około 40-50 tonami.

New Glenn ma też być w większości wielokrotnego użytku. Pierwszy stopień ma tak samo lądować na pokładzie statku, jak pierwsze stopnie rakiet Falcon 9 i Falcon Heavy firmy Space X. Nie udało się to podczas pierwszego startu. Kontakt z pierwszym stopniem został utracony, kiedy hamował na krawędzi atmosfery i działały na niego ogromne siły. Firma twierdziła od początku, że udane lądowanie w pierwszym locie byłoby wspaniałe, ale kluczem jest samo dotarcie na orbitę. To się udało, za sprawą drugiego stopnia, który jest przeznaczony na straty.

Cały proces startu i lądowania jest bardzo podobny do tego w przypadku aktualnych rakiet Space X, choć New Glenn ma wiele detali rozwiązanych w inny sposób. Najbardziej widoczny to inne stery, dodatkowe płetwy stabilizujące po bokach i schowane w kadłubie rakiety rozkładane nogi. Inna istotna różnica, choć trudna do wychwycenia, to średnica kadłuba i rozmiary ładowni na dziobie rakiety. Ten pierwszy parametr to aż 7 metrów, czyli prawie dwa razy więcej niż porównywalnej rakiety SpaceX, Falcon Heavy. Oznacza to znacznie bardziej obszerną przestrzeń ładunkową na dziobie, pozwalającą zabierać na orbitę może nie najcięższe ładunki w historii, ale bardzo duże rozmiarami. Jest to parametr, który Blue Origin zawsze podkreśla jako główną przewagę konkurencyjną ich nowej rakiety. Te wymiary są większe niż nawet w wahadłowcach NASA.

Mocną stroną nowej rakiety mają być też jej nowe silniki główne BE-4. Opracowano je od podstaw dla New Glenn, ale też nowej rakiety Vulcan firmy United Launch Alliance (połączone kosmiczne działy Boeinga i Lockheed Martina). Mają mieć bardzo dobre parametry, jednocześnie nie będąc skrajnie wysilone. Tak, aby jak najlepiej wielokrotnie znosiły wielokrotne użycie. Są porównywalne parametrami do obecnie najnowszych silników Raptor 3 firmy SpaceX, tylko właśnie mniej wysilone (niższe ciśnienie w dyszy). Oba typy będą najpewniej przez wiele lat światową awangardą w dziedzinie silników rakietowych.

Krytyka New Glenn skupia się na tym, jak bardzo odstaje od najbardziej awangardowego dzieła firmy SpaceX, czyli duetu pojazdu kosmicznego Starship i rakiety nośnej Super Heavy. Tego, który ma wystartować w czwartek wieczorem do swojego siódmego lotu testowego. Oba systemy rozwijano niemal równolegle, zaczynając od wstępnych prac około 2012 roku. Dzieło firmy Muska jest jednak z innej kategorii. Ma móc dostarczyć na orbitę ponad dwa razy więcej ładunku i po rewolucyjnie niskiej cenie, będąc w całości wielokrotnego użytku. Do tego nadawać się do prowadzenia skomplikowanych operacji tankowania na orbicie i latania na Księżyc czy Marsa. Takie są przynajmniej założenia. Na tym tle New Glenn jest rzeczywiście koncepcyjnym starociem, w znacznej mierze powielającym to, co SpaceX osiągnęło z Falcon 9/Falcon Heavy w minionej dekadzie.

Dodatkowo Blue Origin przez lata zbierało krytykę za to jak powoli działa. Zwłaszcza na tle SpaceX, która ochoczo eksperymentowała na widoku publicznym, przez co postępy w pracach nad rakietami Muska były bardzo widoczne. Jest przy tym faktem, że prace nad silnikami BE-4 i rakietą New Glenn zaliczyły wieloletnie opóźnienie. Początkowo debiut zakładano na rok 2020. Pojawiały się przy tym informacje o nadto ostrożnej, zbiurokratyzowanej i pozbawionej ambitnej wizji pracy pod dyktando zasiedziałych inżynierów z branży lotniczo-kosmicznej. Dotyczyło to zwłaszcza Boba Smitha, zarządzającego firmą w latach 2017-2024. Jego następcą jest Dave Limp, który uprzednio był jednym z głównych dyrektorów Amazona, niemający nic wspólnego z branżą kosmiczną. Ma on wnieść nową energię i dynamikę niezbędną, aby Blue Origin stał się firmą bliższą SpaceX, a nie starym gigantom branży.

Nowy dyrektor ma dużo do zrobienia. Bo choć Blue Origin działa już ponad dwie dekady i zatrudnia ponad 11 tysięcy ludzi, pracujących w laboratoriach, fabrykach i stanowiskach testowych w całych USA, to jeszcze nigdy nie przyniosła istotnego dochodu i dopiero co dotarła na orbitę. Cały czas jest utrzymywana głównie z majątku Bezosa, który wydał na nią już miliardy dolarów. Pierwszy lot New Glenn jest więc momentem przełomowym, bo zwiastuje przejście od ery eksperymentów, do faktycznych lotów kosmicznych. Przed firmą jeszcze trudne zadanie dopracowania procedury lądowania, ale i tak ma już kolejkę klientów z ich satelitami. Najważniejszym będzie na początku sam Bezos, a raczej jego firma Amazon. Pracuje ona nad projektem Kuiper, który ma być konkurencją dla Starlinka Muska. Czyli drugą dużą konstelacją satelitów na niskiej orbicie zapewniającej szybki internet. Na razie Amazon zakontraktował 12 startów New Glenn z opcją na 15 kolejnych. W przyszłości nowa rakieta Bezosa ma też wysyłać jego lądownik księżycowy Blue Moon budowany na zlecenie NASA. Również będący projektem konkurencyjnym dla Muska i jego SpaceX, która ma równoległy kontrakt na dostarczenie ludzi na Księżyc przy pomocy pojazdów Starship.

gazeta.pl