środa, 24 stycznia 2024



Wynik tajwańskich wyborów ma decydujące znaczenie dla relacji wyspy z Chinami, które zgłaszają roszczenia do całości terytorium pod administracją Republiki Chińskiej i nie wykluczają użycia siły w celu zdobycia nad nim kontroli. Rezultat przeprowadzonego głosowania stanowi też element chińsko-amerykańskiej rywalizacji w Azji Wschodniej (...). Choć wszyscy trzej kandydaci i ich partie opowiadają się za utrzymaniem status quo oraz uważają, że o przyszłości Tajwanu można rozstrzygnąć tylko w drodze negocjacji i demokratycznie wyrażonej zgody samych Tajwańczyków, to jednak różnią się głoszonymi koncepcjami dotyczącymi sposobów osiągnięcia tego. DPP jest za zwiększeniem zdolności obrony, dywersyfikacją stosunków gospodarczych oraz pogłębianiem relacji z USA i ich sojusznikami – przede wszystkim Japonią. KMT uważa, że obok poszerzenia potencjału militarnego należy zacieśniać więzi gospodarcze i społeczno-kulturowe z Chinami, co ma łagodzić napięcia. Ugrupowanie to nie wyklucza przy tym zjednoczenia z ChRL w przyszłości pod warunkiem jej demokratyzacji. TPP również postuluje zwiększenie wydatków na obronę (do 3% PKB), ale uważa, że konieczne jest wypracowanie jakiegoś kompromisu z Pekinem, jednak w tej kwestii liderzy partii nie podają szczegółów.

Zwycięstwo DPP oznacza, że nie dojdzie do żadnego zwrotu w stosunku Tajwanu do Chin. Tajpej nadal będzie pogłębiał relacje z Waszyngtonem i jego sojusznikami, dążył do podpisania umów o wolnym handlu z USA i UE oraz wstąpienia do regionalnych inicjatyw integracji gospodarczych, a równocześnie rozbudowywał siły zbrojne. W takiej sytuacji nie ma mowy o podejmowaniu przez rządzącą DPP działań, które mogłyby zostać zinterpretowane jako formalna deklaracja niepodległości.

Wyniki głosowania są oznaką kryzysu obydwu głównych partii politycznych Tajwanu – DPP i KMT, które dzięki systemowi politycznemu opartemu na jednomandatowych okręgach wyborczych i zasadzie prostej większości stworzyły na wyspie duopol. Kandydat DPP po raz trzeci z rzędu zwyciężył w wyborach prezydenckich, co świadczy o utrzymywaniu się silnego poparcia dla tej partii i jej programu wobec Chin. Ulega ono jednak erozji wśród wyborców rozczarowanych niespełnionymi obietnicami w sferze społeczno-ekonomicznej. Tajwańczycy, zwłaszcza ci dopiero rozpoczynający dorosłe życie, są niezadowoleni ze stagnacji płac, z długiego czasu pracy i ograniczonych praw pracowniczych, drogich mieszkań i słabej ochrony najemców oraz rosnącego rozwarstwienia dochodowego. Paradoksalnie, dla młodego pokolenia, które w przeważającej większości przyjęło tożsamość tajwańską, sprawa odrębności Tajwanu pozostaje rozstrzygnięta, a od polityków oczekuje ono podjęcia również kwestii bytowych. Jeżeli DPP chce w następnych wyborach utrzymać prezydenturę i odzyskać parlament, będzie musiała poważnie potraktować własne postulaty reform społeczno-ekonomicznych.

Mimo oczywistych bolączek wyborców KMT nie była w stanie przekonać do siebie większości głosujących. Chociaż w swojej powyborczej narracji twierdzi, że zwycięstwo odebrał jej udział w wyborach kandydata TPP, to w rzeczywistości partia stoi przed problemem dalszego istnienia reprezentacji chińskich nacjonalistów w państwie, w którym wyłącznie za Chińczyków uznaje się mniej niż 3% badanych. Program KMT zakładający równoczesne zacieśnianie współpracy gospodarczej z ChRL i de facto sojuszu z USA jest sprzeczny wewnętrznie i poza twardym elektoratem nie budzi zaufania. Mało prawdopodobne wydaje się, aby partia mogła przyciągnąć do siebie gros wyborców Ko Wen-je (TPP) – w większości młodych ludzi uznających się wyłącznie za Tajwańczyków i niechętnych związkom z Chinami. Wprawdzie głosowali oni na TPP, aby ukarać DPP, ale nie przenieśliby swojego poparcia na KMT. Partii Narodowej grozi utrata w przyszłości roli jednego z dwóch głównych stronnictw politycznych na rzecz TPP. Baza wyborcza KMT gwałtownie się starzeje – jedyna grupa wiekowa, w której partia ta odniosła sukces, to osoby powyżej 60. roku życia, natomiast w najmłodszej zdobyła tylko symboliczne poparcie. Konkurencja między KMT i TPP będzie też negatywnie wpływać na możliwość ścisłej współpracy tych ugrupowań w opozycji wobec rządów DPP.

DPP, mimo utraty większości parlamentarnej i skromnego zwycięstwa jej kandydata na prezydenta, utrzyma władzę, jednak będzie musiała układać się z opozycją. Na Tajwanie obowiązuje system charakteryzowany jako półprezydencki i to głowa państwa mianuje premiera, który powołuje ministrów – nie musi on uzyskać wotum zaufania ze strony parlamentu. Yuan Ustawodawczy ma kompetencję odwołania szefa rządu, ale w odpowiedzi na to prezydent może ponownie mianować wybraną przez siebie osobę lub rozpisać nowe wybory parlamentarne. W podzielonym parlamencie rolę języczka u wagi będzie odgrywać TPP i nie należy się spodziewać, że zaryzykuje ona swoją pozycję, głosując za odwołaniem premiera, co mogłoby pociągnąć za sobą ogłoszenie wyborów. W efekcie DPP zachowa kontrolę nad egzekutywą i polityką zagraniczną. Ze względu na brak większości mandatów Partii Narodowej nie będzie łatwo blokować agendę ustawodawczą rządu, ale DPP i tak będzie musiała szukać szerokiego ponadpartyjnego kompromisu albo wchodzić w taktyczne porozumienia z TPP. Obu ugrupowaniom – zarówno TPP, jak i KMT – trudno będzie głosować przeciwko popularnym programom społecznym lub wzrostowi wydatków na obronę, co postulowały w czasie kampanii wyborczej wszystkie partie.

Pekin wydaje się niezdolny do porzucenia strategii wobec Tajwanu opartej na połączeniu presji militarnej i zachęt gospodarczych, wspartych kampanią dezinformacyjną. Działania te już w trzecim cyklu wyborczym na wyspie nie przynoszą oczekiwanego rezultatu w postaci powrotu do władzy KMT, preferowanej przez Pekin. Jednak ich kontynuacja wynika przede wszystkim z uwarunkowań wewnętrznych ChRL. Dążenie do „zjednoczenia” Tajwanu z Chinami to jeden z elementów budowy legitymizacji KPCh, a wobec rosnących postaw nacjonalistycznych przywódcy muszą utrzymać ostrą retorykę, wspieraną demonstracjami siły. Pekin będzie jednak działał ostrożnie, aby nie zaprzepaścić niedawno ustabilizowanych relacji z Waszyngtonem (...).

Również USA nie chcą prowokować Chin. Po wyborach na Tajwanie administracja Joego Bidena wysłała tam jedynie nieformalną reprezentację, składającą się z emerytowanych urzędników: byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Stephena Hadleya i byłego zastępcy sekretarza stanu Jamesa Steinberga. Pekin wyraża w związku z tym rytualne oburzenie i sprzeciw, ale reakcje te wydają się przede wszystkim odpowiadać na potrzeby chińskiej opinii publicznej. W propagandzie zagranicznej ChRL podkreśla niski wynik Lai Ching-te, który ma wskazywać na brak legitymizacji DPP do rządzenia, lecz jednocześnie prowokuje pytania o legitymizację wyborczą samych przywódców KPCh. Zdaje się więc, że temat ten nie będzie mógł być eksploatowany zbyt długo, zwłaszcza że nie rezonuje zbyt dobrze na samym Tajwanie.

Dwa dni po wyborach wyspiarskie państwo Nauru ogłosiło przeniesienie uznania dyplomatycznego z Republiki Chińskiej (Tajwan) na ChRL. W efekcie grupa państw utrzymujących stosunki dyplomatyczne z Tajwanem zmalała z 13 do 12. Tajpej antycypował ten ruch od dłuższego czasu – od zmiany koalicji rządzącej na Nauru – ale jego termin najpewniej wynika z presji Pekinu. Sama utrata tego pacyficznego partnera nie zaszkodzi Lai Ching-te, ponieważ tajwańska opinia publiczna rozumie, że realne znaczenie dla bezpieczeństwa państwa mają nieformalne relacje z USA i ich sojusznikami. Całe wydarzenie pokazuje mocno ograniczone możliwości Chin oddziaływania na Tajwan.

W okresie krótko- i średnioterminowym wynik wyborów nie wpłynie na zmianę stosunków między Tajwanem a Chinami. Choć będą one nadal napięte, to obydwu stronom zależy na utrzymaniu ich poniżej progu bezpośredniego konfliktu. Tajpej nie chce eskalować napięcia i prowokować Pekinu, a ChRL nie jest gotowa do konfrontacji z USA, do której nieuchronnie doszłoby w razie walk w Cieśninie Tajwańskiej. W dłuższej perspektywie dalsze zaognienie relacji wydaje się jednak nieuniknione. Wynika to nie tylko z sytuacji globalnej i rosnącej rywalizacji chińsko-amerykańskiej, lecz także z uwarunkowań wewnętrznych na Tajwanie i w Chinach. Od demokratyzacji w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku główna oś podziałów ideologicznych przebiegała na Tajwanie pomiędzy nacjonalizmem chińskim KMT a rosnącym tajwańskim, który reprezentuje DPP. Zwycięstwo tego drugiego i okrzepnięcie odrębnej tożsamości tajwańskiej (można wręcz mówić o formowaniu się narodu tajwańskiego) oznacza przesunięcie się osi sporu politycznego na kwestie socjoekonomiczne. Równocześnie generuje to nowy konflikt między tajwańskimi aspiracjami narodowymi a Chinami, gdzie KPCh próbuje oprzeć autorytarne rządy na hańskim nacjonalizmie.

osw.waw.pl