piątek, 6 marca 2026



Trwająca już prawie tydzień wojna USA i Izraela z Iranem dotyka coraz mocniej sąsiednie państwa Zatoki Perskiej – eksporterów ropy naftowej. Utrzymująca się od kilku dni blokada cieśniny Ormuz ogranicza dostępność surowca na świecie. Zazwyczaj przepływa przez nią ok. 20 mln baryłek ropy i produktów naftowych dziennie, co stanowi ok. 25% ich globalnej sprzedaży. W rezultacie wojny i blokady ceny ropy Brent skoczyły do tej pory (6 marca 2026 r.) o ok. 18% w porównaniu z cenami z 27 lutego do ponad 87 dolarów za baryłkę. Równocześnie rosną notowania produktów importowanych z państw Zatoki – przede wszystkim paliwa lotniczego i oleju napędowego.

Wzrosty cen i potencjalne dłuższe ograniczenie podaży na rynku generują doraźnie największy problem dla będących głównymi importerami z rejonu konfliktu państw azjatyckich. Zarazem stanowią też wyzwanie dla borykającej się z wysokimi cenami energii i starającej się dokończyć odchodzenie od importu surowców z Rosji UE. Już teraz wpływają na wzrosty cen na giełdach, reagujących na zmiany podażowe i sytuację na świecie. Ewentualne przedłużanie się blokady cieśniny wiązałoby się z poważniejszymi skutkami zarówno dla rynków naftowo-petrochemicznych, jak i całych gospodarek. Na problemach na Bliskim Wschodzie zyskać może natomiast w wymiarze energetycznym Rosja.

Cieśnina Ormuz jest kluczowym szlakiem eksportowym dla sześciu państw producentów ropy z Zatoki Perskiej. W Iranie, Iraku, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie i Katarze znajduje się ok. 55% światowych zasobów surowca. Kraje te odpowiadały w 2024 r. za ok. 30% globalnej produkcji ropy i ok. 35% jej eksportu. Dodatkowo są one ważnymi producentami i eksporterami surowej benzyny, LPG, oleju napędowego, paliwa lotniczego i innych produktów naftowych (odpowiadają średnio za ponad 16% ich światowej sprzedaży).

W dostawach na rynki światowe całkowicie lub w olbrzymim stopniu od cieśniny Ormuz zależą wszystkie państwa Zatoki. Arabia Saudyjska eksportuje przez nią prawie 90% swojej ropy i produktów naftowych, a najmniej zależne Zjednoczone Emiraty Arabskie – dwie trzecie.

Według danych Energy Information Agency w pierwszej połowie 2025 r. zdecydowana większość eksportu surowej ropy z regionu trafiała do państw azjatyckich, z czego najwięcej do Chin (około jednej trzeciej całego eksportu), Indii, Korei Południowej i Japonii. Do państw europejskich płynęło mniej niż 4% surowca eksportowanego trasą przez Ormuz.

W rezultacie to państwa azjatyckie najszybciej i najmocniej odczuwają konsekwencje zamknięcia Ormuzu. Poza notowaniami surowej ropy mocno rosną ceny przede wszystkim paliwa lotniczego – na giełdzie w Singapurze skoczyła ona 4 marca o 140% w porównaniu z przedwojennymi notowaniami – ale także oleju napędowego czy LPG. W efekcie już odczuwalnych spadków dostaw surowej ropy Chiny wezwały rafinerie krajowe do wstrzymania eksportu ich produktów, a rafinerie chińskie, hinduskie czy singapurskie zmniejszają produkcję, powołując się czasem na klauzulę siły wyższej. Bangladesz zaczął zmniejszać dostawy do stacji benzynowych (ma mieć rezerwy benzyny i oleju napędowego na ok. 2 tygodnie).

Sytuacja w Europie nie jest aż tak trudna. Dostawy ropy i produktów naftowych z sześciu państw Zatoki Perskiej stanowią ponad 12% całego unijnego importu (dane z 2024 r.), jednak zależność ta wygląda różnie w poszczególnych państwach. Najbardziej od bliskowschodniego kierunku zależne są w przypadku surowej ropy Polska (52%) oraz Litwa i Grecja (ok. 42% importu), natomiast wiele państw UE w ogóle nie importuje stamtąd surowca.

Poza surową ropą UE i Wielka Brytania są mocno zależne od importu z Zatoki paliwa lotniczego (w ponad 50% w 2025 r.) oraz oleju napędowego (ponad 20%). Wielkości sprowadzane z Bliskiego Wschodu rosły w ostatnich latach w związku z embargiem na dostawy z Rosji oraz spadkiem przetwórstwa ropy w samej UE.

Doraźnie Europejczycy mogą ograniczać obecne i możliwe przyszłe poważniejsze problemy z ropą i produktami dzięki utrzymywanym obowiązkowym zapasom surowca. Państwa UE są zobowiązane do utrzymywania rezerw ropy i/lub produktów naftowych odpowiadających wielkości co najmniej 90 dni ich średniego importu lub 61 dni konsumpcji. Dodatkowo wiosna oznacza spadek popytu na część produktów (m.in. olej opałowy). Przedłużające się trudności z dostawami zarówno ropy, jak i produktów naftowych z Zatoki będą jednak miały wyraźne, bezpośrednie konsekwencje dla rynku unijnego.

(...)

W odróżnieniu od eksportu LNG państwa Zatoki – przede wszystkim Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie – mogą przekierować część eksportu swojej ropy i produktów naftowych na alternatywne szlaki. Saudyjskie Aramco jest operatorem ropociągu o nominalnej przepustowości 5 mln baryłek dziennie (najpewniej podniesionej obecnie do 7 mld bbl/d), biegnącego do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym. Dostępne moce szacuje się na ok. 5 mln bbl/d, a Saudowie od kilku dni zwiększają eksport właśnie tym szlakiem. Teoretycznie pozwalałby on na przekierowanie większości ich własnej surowej ropy wysyłanej zazwyczaj via Ormuz.

Mniejszym ropociągiem (niecałe 2 mln bbl/d) omijającym Zatokę Perską i biegnącym do kluczowego terminalu Fudżajra w Zatoce Omańskiej dysponują Zjednoczone Emiraty Arabskie. W sumie wolne przepustowości obu tych szlaków mogłyby pomieścić ok. 40% regionalnego eksportu surowca dotychczas realizowanego przez wody Zatoki Perskiej. Wiąże się to jednak z bardziej skomplikowaną logistyką i wyższymi kosztami transportu. Dodatkowo zarówno szlak przez Morze Czerwone, jak i Zatoka Omańska nie są obecnie w pełni bezpieczne, ze względu przede wszystkim na możliwe ataki Huti lub samego Iranu. Potwierdzają to uderzenia na Fudżajrę i powoływanie się na klauzulę siły wyższej przez część dostawców do tamtejszego terminalu (głównie paliwa bunkrowego). Ograniczone przepustowości alternatywnych szlaków i zdolności magazynowe będą prowadzić najpewniej w najbliższym czasie do cięć produkcji przez kolejnych producentów z Zatoki.

Podobną alternatywą nie dysponuje kolejny duży regionalny eksporter, czyli Irak. Jedynie ok. 3–5% jego eksportu realizowane jest przez ropociąg z Kirkuku do Turcji. Jednocześnie Irak ma też najmniejsze (w stosunku do krajowej produkcji) pojemności magazynowe wśród państw regionu. W rezultacie już 3 marca Bagdad ogłosił ograniczenie wydobycia na części swoich pól naftowych. W sumie spadło ono w pierwszych dniach o 1,5 mln baryłek dziennie, a cięcia dotykają głównie największe złoża w kraju, czyli Rumailę i Zachodnią Kurnę-2. Spadek może się w najbliższych dniach podwoić, jeśli szlak eksportowy nie zostanie odblokowany. Dodatkowo do ograniczania poziomu produkcji przyczyniają się ataki dotykające także infrastrukturę wydobywczą.

Niewielkie alternatywne możliwości eksportowe posiada sam Iran. Ropociąg Goreh–Jask biegnie do Zatoki Omańskiej, lecz był do tej pory wyłącznie raz użyty (testowo) i nie wiadomo, czy jest zdatny do trwalszego wykorzystania. Ponadto jego przepustowość (ok. 1 mln bbl/d, najprawdopodobniej nie w pełni dostępna) pozwoliłaby przekierować tylko część przedwojennych wolumenów irańskiego eksportu. Wyzwaniem w przypadku Iranu jest jednak brak informacji o stanie jego sektora naftowego, w tym infrastruktury eksportowej (m.in. na kluczowej do eksportu przez Ormuz wyspie Chark), po atakach amerykańsko-izraelskich.

Ataki irańskie uderzają też w regionalne moce przetwórcze, w tym w największy na Bliskim Wschodzie kompleks rafineryjny Ras Tanura w Arabii Saudyjskiej. Przekłada się to na zmniejszanie regionalnych mocy produkcyjnych również w tym segmencie rynku.

Poza trwającą blokadą cieśniny Ormuz wyzwaniem dla produkcji i krótkoterminowej przyszłości eksportu z regionu jest to, że infrastruktura energetyczna państw Zatoki oraz tankowce, także poza samą cieśniną, stały się celem ataków Teheranu. Iran liczy tym samym zapewne na zwiększenie kosztów konfliktu dla sąsiadów i ich działania na rzecz jego wygaszenia.

osw.waw.pl


Od kilku tygodni narasta napięcie w stosunkach węgiersko-ukraińskich. Przyczyną obecnej eskalacji było zniszczenie pod koniec stycznia w wyniku rosyjskiego ostrzału w okolicy Brodów stacji pompującej ropociągu Drużba, transportującego rosyjską ropę na Węgry i Słowację. Rząd w Budapeszcie (i Bratysławie) oskarża Kijów o celowe wstrzymywanie dostaw, z kolei ten deklaruje wolę remontu, lecz zasłania się dużą skalą zniszczeń. W odpowiedzi Węgry zablokowały unijną pożyczkę w wysokości 90 mld euro dla Ukrainy, a także 20. pakiet sankcji UE na Rosję. Do rozszerzenia wzajemnych oskarżeń doszło 5 marca, gdy premier Viktor Orbán zapowiedział przełamanie siłą – za pomocą środków politycznych i finansowych – ukraińskiej „blokady” Drużby, zaś prezydent Wołodymyr Zełenski zagroził mu, że dalsze blokowanie pożyczki unijnej poskutkuje „przekazaniem jego numeru telefonu ukraińskim siłom zbrojnym” i „żołnierską rozmową”.

Tego samego dnia na Węgrzech doszło do zatrzymania siedmiu ukraińskich inkasentów państwowego Oszczadbanku, przewożących na Ukrainę prawie 100 mln dolarów w walucie i złocie w ramach umowy z austriackim Raiffeisen Bank. Węgierski Narodowy Urząd Skarbowy i Celny (NAV) poinformował, że prowadzone jest wobec nich postępowanie karne w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa polegającego na praniu pieniędzy. Z kolei szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha oskarżył Budapeszt o „branie zakładników, reket i państwowy terroryzm”.

Niefortunne wypowiedzi Zełenskiego i eskalacja sporów będą dodawały paliwa kampanii Fideszu, który zwietrzył szansę na odwrócenie negatywnego trendu w sondażach przed wyborami 12 kwietnia. Już wcześniej partia Orbána budowała swój przekaz na hasłach antyukraińskich, kreując się na jedynego gwaranta, że Węgry nie będą wspierać finansowo i wojskowo Ukrainy, oraz przedstawiając lidera opozycji Pétera Magyara jako marionetkę Kijowa i Brukseli.

Komentarz

Fidesz wykorzystuje wzrost napięć węgiersko-ukraińskich do budowania atmosfery zagrożenia dla interesów kraju. Kampania wyborcza tej partii opiera się przede wszystkim na straszeniu, że w przypadku jej przegranej dojdzie do władzy kandydat popierany przez Kijów i Brukselę, który zgodzi się na transfery finansowe i wsparcie militarne dla Ukrainy, jej przyspieszoną akcesję do UE czy nawet wysłanie żołnierzy węgierskich na front (choć Magyar żadnej z tych kwestii nie postuluje).

Kluczowym antybohaterem kampanii Fideszu jest sam Zełenski, który widnieje na tysiącach plakatów i billboardów rozwieszonych w całym kraju. Dodatkowo Fidesz przekonuje, że gwarancją niskich cen energii (i dobrobytu na Węgrzech) jest import surowców rosyjskich, który Ukraina ma uniemożliwiać. Taka strategia pozwala skupiać się na rzekomych zewnętrznych zagrożeniach dla państwa i odciągać uwagę od kampanii opozycyjnej TISZY, która koncentruje się na niewygodnych dla partii rządzącej tematach korupcji, oligarchizacji, problemów gospodarczych i zapaści w usługach publicznych. Jak dotąd taka strategia Fideszu nie przynosiła efektu, a partia Magyara utrzymywała kilku–kilkunastoprocentową przewagę w sondażach agencji niezależnych od władzy.

Świadome eskalowanie sporu z Ukrainą to dla Orbána szansa skierowania kampanii w pożądaną dla niego stronę. Magyar, starając się uniknąć przypięcia mu etykiety polityka proukraińskiego, potępił pogróżki Zełenskiego wobec Orbána. Podkreślił też, że jako premier nie będzie ulegał groźbom ani prezydenta Ukrainy, ani Władimira Putina. Ten ostatni – w rozmowie z węgierskim szefem MSZ 4 marca w Moskwie – podkreślił, że surowce będą płynąć na Węgry, o ile te nadal będą prowadzić taką politykę jak obecnie. Rosja podsyca spór węgiersko-ukraiński i czyni przedwyborcze gesty wobec Orbána – m.in. przekazała Budapesztowi dwóch jeńców wojennych, obywateli Ukrainy pochodzenia węgierskiego.

Kijów kibicuje zwycięstwu opozycyjnej TISZY, lecz atakami na Orbána mimowolnie napędza kampanię Fideszu. Potencjalne utworzenie rządu przez Magyara postrzega się na Ukrainie jako szansę na zmianę stanowiska Budapesztu w przynajmniej kilku kluczowych kwestiach: uruchomienia unijnego kredytu dla Ukrainy (...) i cofnięcia weta dla otwarcia negocjacji na temat akcesji do UE oraz  przyjęcia przez UE 20. pakietu sankcji na Rosję. Zełenski poddaje się prowokacjom Budapesztu, a do osobistych ataków na węgierskiego premiera i niekonstruktywnej komunikacji w sprawie uruchomienia Drużby popychają go zarówno osobista niechęć (już wcześniej personalnie i niedyplomatycznie krytykował Orbána podczas wystąpień w Davos i Monachium), jak i antywęgierskie nastroje większości społeczeństwa. W grudniu 2025 r. Orbánowi nie ufało ponad 80% Ukraińców, co wynika z prorosyjskiej polityki Budapesztu oraz blokowania na forum NATO i UE działań na rzecz pomocy dla Kijowa. 

Stosunki dwustronne znajdują się w systemowym kryzysie – nasycone są konfliktami na tle praw mniejszości węgierskiej na Ukrainie co najmniej od 2017 r. (...), gdy przyjęto tam ustawę ograniczającą użycie węgierskiego (i innych języków) w szkolnictwie. Wobec zmian wprowadzonych w ostatnim czasie (...), łagodzących te przepisy i uzgodnionych z KE, rzekome łamanie praw mniejszości węgierskiej będzie pretekstem dla Budapesztu do uderzania w Ukrainę.

osw.waw.pl


Od siedmiu dni Izrael i USA prowadzą wojnę z reżimem mułłów w Iranie. Amerykanie i Izraelczycy przekonują, że ataki przebiegają niezwykle pomyślnie i przekraczają oczekiwania przywódców politycznych. Połączone siły miały zniszczyć aż 75 proc. irańskich zdolności rakietowych. Chodzi o stałe wyrzutnie i mobilne urządzenia. Poza tym Teheran podobno stracił 73 proc. swoich rakiet średniego zasięgu i ponad połowę rakiet krótkiego zasięgu.

Choć statystyki są nieubłagane dla reżimu mułłów, irańska armia pozostaje niezwykle niebezpieczna. Donald Trump grozi, że "nie będzie żadnego porozumienia z Iranem poza bezwarunkową kapitulacją".

Tyle że Teheran nic sobie z tego nie robi i sieje spustoszenie w krajach regionu. Na celowniku znalazły się m.in. Turcja, Azerbejdżan, a nawet Cypr. I to ponoć nie jest koniec. Zapowiedzi Iranu są ambitne. Władze stawiają wszystko na jedną kartę, bo wiedzą, że mogą ryzykować. Mogą, bo właśnie znalazły sposób na Zachód. Jeśli ten w porę się nie zorganizuje, Waszyngton może być w tarapatach.

onet.pl