czwartek, 8 lutego 2024



Pomiędzy 19 a 27 stycznia wojska rosyjskie wyparły siły ukraińskie poza drogę P07 między Swatowem a Kupiańskiem, a następnie zajęły leżące na zachód od niej Krochmalne (obrońcy potwierdzili oddanie miejscowości 21 stycznia) i Tabajiwkę (29 stycznia dowództwo ukraińskie twierdziło, że walki o nią jeszcze trwają, jednak według pozostałych źródeł toczyły się już one o wzniesienia na zachód od tej wsi). Nie przyniosły rezultatu ukraińskie kontrataki mające zlikwidować wyłom, a następnie powstrzymać Rosjan przed jego poszerzeniem i pogłębieniem w kierunku rzeki Oskoł. Do 30 stycznia siły agresora osiągnęły położone na południowy zachód od wymienionych miejscowości Berestowe i Piszczane, gdzie Ukraińcy starają się stworzyć nową linię obrony.

W ciągu 11 dni pododdziały rosyjskie weszły w pozycje ukraińskie na głębokość od 3 km do 6 km w pasie o szerokości 9 km, dzięki czemu zajęły obszar ok. 40 km2. To najwyższe odnotowane tempo natarcia po ukraińskiej ofensywie w obwodzie charkowskim i odzyskaniu przez Kijów kontroli nad prawobrzeżną częścią obwodu chersońskiego w 2022 r. Większe zdobycze terytorialne osiągnęły wprawdzie wojska ukraińskie na początku ofensywy w czerwcu 2023 r., lecz nastąpiło to na dużo szerszym pasie natarcia i na trzech kierunkach łącznie. Maksymalna głębokość ukraińskiego wdarcia w tereny zajmowane przez Rosjan w trakcie całej letniej ofensywy nie przekroczyła 8–10 km.

Przełamanie ukraińskiej obrony na południowy wschód od Kupiańska ma znaczenie przede wszystkim lokalne. W przypadku dalszego postępu Rosjan w kierunku rzeki Oskoł siły ukraińskie w tym rejonie zostaną najprawdopodobniej zmuszone do wycofania się na jej zachodni brzeg. Rzeka ta stanie się wówczas nową linią obrony, dużo trudniejszą do pokonania przez agresora. Kwestią otwartą pozostaje, czy Rosjanom uda się w najbliższych tygodniach uzyskać przełamanie na innych odcinkach frontu, zwłaszcza tam, gdzie będą oni mogli wyjść w tzw. przestrzeń operacyjną (głównie w rejonie Awdijiwki i na południowy zachód od Doniecka). W ostatnim tygodniu agresor nie osiągnął tam jednak znaczących postępów.

(...)

Problemy z zapewnieniem Ukrainie niezbędnej ilości amunicji artyleryjskiej. 28 stycznia dziennik „The Wall Street Journal” opublikował materiał o produkcji w USA pocisków kalibru 155 mm, która miała wzrosnąć z 14 tys. sztuk miesięcznie (przed lutym 2022 r.) do 28 tys. sztuk (na początku 2024 r.). W 2025 r. Stany Zjednoczone planują zwiększyć produkcję do 80 tys. pocisków artyleryjskich miesięcznie. Potrzebują ich jednak nie tylko Ukraina, lecz także Izrael, Tajwan oraz armia amerykańska. Do grudnia 2023 r. Kijów miał otrzymać z USA ponad 2 mln pocisków 155 mm, przy czym zdecydowana większość z nich pochodziła z magazynów.

Francuski minister obrony Sébastien Lecornu potwierdził, że w 2024 r. Paryż zamierza przekazywać Ukrainie co miesiąc 3 tys. pocisków 155 mm, a jego niemiecki odpowiednik Boris Pistorius przypomniał plan przekazania Kijowowi w br. 200 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej (średnio 16,6 tys. miesięcznie). 29 stycznia dziennik „Financial Times”, powołując się na źródła w przemyśle zbrojeniowym, ocenił, że zapewnienie Ukraińcom porównywalnego z rosyjskim poziomu dostaw amunicji zajmie partnerom Kijowa dwa lata.

Zachód nie jest w stanie dostarczać Ukrainie tyle amunicji artyleryjskiej, ile w pierwszych kilkunastu miesiącach rosyjskiej inwazji. Armia ukraińska wykorzystywała wówczas średnio 5 tys., a w szczytowym okresie ofensywy latem 2023 r. nawet 7 tys. pocisków na dobę. Słabnące wsparcie z Zachodu sprawiło, że pod koniec ub.r. Ukraińcy mogli wystrzeliwać już tylko 2 tys. pocisków na dobę (pięciokrotnie mniej niż w analogicznym okresie miał do dyspozycji agresor). Jeśli zsumuje się możliwe dostawy nowo produkowanej amunicji, za prawdopodobne należy uznać, że w najbliższych miesiącach armia ukraińska może jej otrzymać jeszcze mniej. Nawet gdyby Amerykanie przekazywali całą swoją produkcję, wraz z Francuzami i Niemcami (informacji publicznych o wysokości dostaw innych europejskich producentów brak), to będą w stanie utrzymać ukraińskie zużycie pocisków artyleryjskich na poziomie 2 tys. dziennie przez niespełna 24 dni w miesiącu.

osw.waw.pl


W zdobytych dokumentach pojawiła się informacja na temat tego, gdzie w Rosji produkowane są licencyjne Szahidy-136. Dzieje się to w Specjalnej Strefie Ekonomicznej Ałabuga w Rosji (firma Alabuga Machinery). W dokumentach są tez informacje na temat tego jak Rosjanie negocjowali ceny i liczbę pozyskanych dronów, określanych w dokumentach kryptonimem „motorówka Dolphin 632.

Rosjanie chcieli wyprodukować na licencji 6 tysięcy Szahidów-136 między końcem 2022 a połową 2025 roku.

Jeżeli chodzi o samą sprzedaż dronów, to Irańczycy za jednego drona żądali ceny 375 tysięcy USD za pojedynczy egzemplarz. Dla porównania zaawansowany technicznie amerykański pocisk powietrze-powietrze AIM-9X Sidewinder kosztuje około 450 tys. USD a pocisk przeciwpancerzny FGM-148 Javelin – niemal 250 tys. USD. Proponowana przez Teheran cena była więc duża, jak na powolną, prymitywną broń, którą można zestrzelić z przysłowiowego Kałasznikowa.

Rosjanie jednak targowali się i stanęło na cenie 290 tys. USD za sztukę przy zamówieniu dwóch tys. dronów i ceny zaledwie 193 tys. USD przy zamówieniu 6 tysięcy egzemplarzy.

Ostatecznie stanęło na zakupie 6 tysięcy wyprodukowanych w Iranie Szahidów-136 (1,158 mld USD) plus transfer technologii, sprzętu do produkcji i oprogramowanie za kolejne około 600 mln USD. Przynajmniej część płatności została dokonana w złocie, co stawia pod znakiem zapytania czy za Szahidy Rosja rzeczywiście miała płacić samolotami Su-35 i Jak-130.

Rosjanie planowali w ciągu 2023 roku osiągnąć jak największą rusyfikację podzespołów Szahida-136, tak aby jak najmniej importować ich z Iranu. Wynikało to zapewne z chęci osiągnięcia jak najlepszego bilansu koszt-efekt, ale być może także tego, że linie produkcyjne Iranu mają ograniczoną przepustowość. A i tak były zapracowane budując 6 tysiące zamówionych bezzałogowców nie licząc tych dla samego Iranu, czy wspieranych przed niego  bojówek.

Dzięki rusyfikacji Rosjanie planowali obniżyć cenę pojedynczego Szahida-136 do zaledwie 48,8 tys. USD za pojedynczego drona. Pokazuje to skalę na jaką Iran wykorzystywał trudna sytuację wojenną swojego moskiewskiego „partnera”. Szczególnie, że siła robocza w Iranie nie jest droższa niż w Rosji.

Co ciekawe, wcześniej zakładano, że koszt Szahida-136 to około 20 tys. USD, co znów pokazuje jak dobrze zarabia na tych transakcjach Iran, a zapewne także ci którzy przemycają dla niego zachodnie podzespoły do tych dronów.

Rosyjski przemysł zbrojeniowy także chciał zarobić na całej sytuacji. Zgodnie z ujawnionymi dokumentami Szahidy-136 miały być sprzedane Siłom Zbrojnym Federacji Rosyjskiej za 165,5 tys. USD za sztukę, a zatem z niemal czterokrotnym przebiciem. Zarobek ten mógł być jednak podyktowany opłatami licencyjnymi i inwestycjami w rozbudowę zdolności produkcyjnych firmy, która miała osiągać coraz większe wolumeny produkcji.

Wśród ujawnionych danych nie ma informacji co do tego na ile powiodła się rusyfikacja Szahidów ani ile udaje się ich produkować w Rosji miesięcznie. Nie wiadomo też ile tych bezzałogowców Iran już wyeksportował do klienta.

Wiadomo jednak, że do września 2023 roku Rosja zużyła około dwóch tysięcy Szahidów-136, dzisiaj więc liczba ta może sięgać trzech tysięcy, a zatem połowy jaka została zamówiona w Iranie. Obecnie widać jednak zmniejszenie ilości ataków tymi dronami, co może oznaczać, że rosyjska produkcja nie rozwija się pomyślnie, a Iran zużył zapasy podzespołów i gotowych Szahidów-136 z magazynów, a jego produkcja także ma problemy.

defence24.pl