poniedziałek, 6 marca 2023


Siły rosyjskie kontynuują działania ofensywne na północny wschód i południe od Czasiw Jaru, przez który wycofywana jest część obrońców Bachmutu i przewozi się zaopatrzenie dla żołnierzy ukraińskich pozostałych w mieście. Przemieszczający się drogami gruntowymi Ukraińcy ostrzeliwani są praktycznie ze wszytkich rodzajów broni. Rosjanie spowolnili działania na rzecz fizycznego domknięcia pierścienia okrążenia poprzez wstrzymanie ataków od północy na Chromowe/Artemiwśke (miejscowość straciła swoje znaczenie logistyczne po zniszczeniu mostu i według części źródeł została opuszczona przez siły ukraińskie) i ograniczenie ich częstotliwości od południa na Iwaniwśke/Krasne, nie zaprzestają natomiast presji na obrońców w Bachmucie. Siły ukraińskie w mieście spychane są z północy i z południa w stronę centrum, grupy obrońców wciąż mają stawiać opór również na wschodnim brzegu rzeki Bachmutka. Według dowództwa ukraińskiego komunikacja z Bachmutem jest utrzymywana i nie ma mowy o całkowitym wycofaniu się (ewakuowani mają być głównie ranni żołnierze).

Wojska agresora ponawiały ataki po obu stronach autostrady M03 na północny zachód od Bachmutu, a także na wschód od Siewierska oraz na północny i południowy zachód od Kreminnej. Walki trwają na północ i zachód od Awdijiwki oraz w łuku na zachód od Doniecka. Siły agresora miały podejmować kolejne próby przełamania pozycji ukraińskich na południe od doszczętnie zrujnowanej Marjinki, w której wciąż utrzymuje się ukraińska obrona. Lokalne władze nakazały ewakuację części mieszkańców z Kupiańska, które ma znajdować się pod ciągłym ostrzałem. Niejasne są natomiast informacje na temat walk o miejscowości na jego północno-wschodnich obrzeżach. Według strony ukraińskiej liczba wrogich ataków wciąż pozostaje znacząca – ponad 150 miało mieć miejsce w piątek, 130 w sobotę i 95 w niedzielę.

Nocą 6 marca Rosjanie przeprowadzili ograniczony atak z wykorzystaniem dronów kamikadze Shahed-136/131. Obrońcy mieli zestrzelić 13 z 15 atakujących dronów. Głównym celem rosyjskich uderzeń rakietowych pozostaje zaplecze sił ukraińskich w Donbasie, atakowane były m.in. Kramatorsk i okolice Pokrowska. Artyleria i lotnictwo agresora kontynuują ostrzał i bombardowania wzdłuż linii styczności i na obszarach przygranicznych, zwłaszcza w obwodzie sumskim. Poza rejonami walk głównymi celami pozostają Chersoń i Nikopol wraz z okolicami oraz nadmorskie tereny obwodu mikołajowskiego, zwłaszcza w pobliżu Oczakowa. W wyniku ukraińskiej dywersji w Melitopolu 5 marca doszło do wybuchów w rejonie dwóch rosyjskich baz wojskowych.

Pentagon podał szczegóły kolejnego pakietu pomocy wojskowej dla Ukrainy o wartości 400 mln dolarów. W jego skład weszły m.in. pociski do wyrzutni HIMARS (wcześniej informowano o pociskach naprowadzanych GMLRS), amunicja artyleryjska kalibru 155 mm i 105 mm, naboje 25 mm (do bojowych wozów piechoty Bradley) oraz mosty towarzyszące (najprawdopodobniej AVLB – Armored Vehicle-Launched Bridge – na bazie czołgu M60). Według ambasadora Ukrainy w Londynie Wadyma Prystajki w trakcie wizyty prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w Wielkiej Brytanii uzgodniono, że przekaże ona dwukrotnie większą liczbę czołgów niż wcześniej zapowiadano (tzn. 28 zamiast 14). Fundacja Serhija Prytuły przekazała armii ukraińskiej pierwsze 24 transportery opancerzone z łącznej liczby zakupionych w Wielkiej Brytanii 101 pojazdów różnych typów wycofanych ze służby z armii brytyjskiej (w pakiecie mają się znajdować FV103 Spartan, FV104 Samaritan, FV105 Sultan, Stormer, Shielder, FV432 Bulldog, FV434 i FV106 Samson).

Według The Financial Times ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow zwrócił się do swoich odpowiedników w Unii Europejskiej o przekazywanie miesięcznie 250 tys. sztuk amunicji artyleryjskiej. Obecnie armia ukraińska może miesięcznie wykorzystywać zaledwie piątą częścią amunicji uznawanej za niezbędną do realizacji zadań – 110 tys. pocisków kalibru 155 mm wobec postulowanych 594 tys. Za niezbędne minimum, oceniane na 60% ogółu potrzeb, Kijów uważa 356 tys. pocisków. Według ministra spraw zagranicznych Estonii Urmasa Reinsalu w dniach 7–8 marca ministrowie obrony państw UE mają omówić mechanizm wspólnego zakupu dla Ukrainy 1 mln pocisków artyleryjskich 155 mm. Zdaniem Reznikowa siły agresora wykorzystują czterokrotnie więcej pocisków niż obrońcy. Naczelny Dowódca Sił Sojuszniczych w Europie, amerykański generał Christopher Cavoli, ocenił wysiłek rosyjskiej artylerii na ponad 23 tys. pocisków na dobę.

5 marca NBC News podało, że w Stanach Zjednoczonych przebywa dwóch ukraińskich pilotów, którzy na symulatorach w bazie Tucson w Arizonie przechodzą ocenę umiejętności pilotażu. Waszyngton miał zatwierdzić przeprowadzenie w marcu podobnej oceny jeszcze 10 pilotów. Władze amerykańskie podkreślają, że program nie ma charakteru szkoleniowego, a piloci podczas pobytu w USA nie będą zasiadali za sterami samolotów. Przypominają także, że nie jest planowane przekazanie Ukrainie myśliwców F-16. Następnego dnia rzecznik Dowództwa Sił Powietrznych płk Jurij Ihnat poinformował, że badane jest, ile czasu piloci będą potrzebowali na przekwalifikowanie się na nowoczesne myśliwce. Na podstawie oceny mają zostać podjęte dalsze kroki w kwestii szkolenia i pozyskania zachodnich samolotów bojowych.

5 marca Jurij Ihnat potwierdził doniesienia, że Rosjanie używają nowych kierowanych bomb skrzydlatych UPAB-1500W o masie 1,5 tony zrzucanych ok. 40 km od celu. Wskazał, że sposobem na zredukowanie skuteczności rosyjskich ataków powietrznych jest pozyskanie nowoczesnych samolotów myśliwskich. Dzień później minister Reznikow uściślił, że Ukrainie potrzebne są myśliwce takie jak F-16, których zdolności bojowe mogą ograniczyć skuteczność rosyjskich ataków powietrznych. Dodał, że samoloty szturmowe przeznaczone do niszczenia celów naziemnych takie jak A-10 Thunderbolt II nie spełniają wymagań ukraińskich ze względu na wyeksploatowanie i brak części zamiennych. Reznikow oświadczył też, że ogłoszony z chwilą wprowadzenia stanu wojennego plan mobilizacyjny nie został ukończony. Obecnie poszukuje się zwłaszcza kierowców, artylerzystów i strzelców wyborowych, zaś zakłócenia występujące w prowadzeniu mobilizacji wynikają z braku cyfrowych baz danych osobowych, które są dopiero tworzone.

4 marca wiceminister obrony Ukrainy Ołeksandr Pawluk stwierdził, że z powodu braku sukcesów na froncie Rosjanie są coraz bardziej zdesperowani, a ich taktyka staje się coraz bardziej terrorystyczna. Wróg ostrzeliwuje cele cywilne i infrastrukturę zapewniająca podstawowe potrzeby socjalne. Jego zdaniem, dla zapewnienia prawidłowego funkcjonowania społeczności lokalnych na terytoriach przyfrontowych niezbędne jest wdrożenie administracji wojskowych. Podkreślił, że władze lokalne nie mogą być reprezentacją polityczną, gdyż w czasie wojny są one przede wszystkim ośrodkami decyzyjnymi, kierującymi zapleczem sił zbrojnych.

Białoruskie Centrum Praw Człowieka „Wiasna” poinformowało, że KGB prowadzi przeszukania u osób, które w latach 2020–2023 weszły w konflikt z prawem, w tym popełniły wykroczenia administracyjne, lub są posiadaczami komercyjnych bezpilotowców. Ze wstępnych danych wynika, że zatrzymano co najmniej 10 osób, które po przeszukaniu trafiły do aresztu śledczego. Funkcjonariusze mają poszukiwać organizatorów incydentu na lotnisku wojskowym Maczuliszczy, gdzie przy użyciu dronów miało dojść do uszkodzenia rosyjskiego samolotu wczesnego ostrzegania typu A-50. Oficjalne źródła białoruskie zaprzeczają, aby doszło do strat materialnych. Według źródeł niezależnych samolot samodzielnie opuścił lotnisko i został skierowany do Taganrogu w celu naprawy.

4 marca prokuratorzy generalni państw wchodzących w skład Wspólnego Zespołu Śledczego (Litwa, Polska i Ukraina) podpisali we Lwowie porozumienie o utworzeniu w Hadze Międzynarodowego Centrum Badania Zbrodni Agresji Rosji. Rozpocznie ono działalność w lipcu br. i – w opinii Kijowa – przyczyni się do powołania specjalnego trybunału do „osądzenia zbrodni agresji popełnionych przez rosyjskie elity polityczno-wojskowych”. Dzień wcześniej wizytę we Lwowie złożył również Prokurator Generalny USA Merrick Garland. Wziął on udział w konferencji United for Justice, podczas której przemawiali m.in. prezydent Łotwy, wicepremier Holandii, minister sprawiedliwości RP i prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego. Konferencja była poświęcona problematyce pociągnięcia Rosji do odpowiedzialności za zbrodnie wojenne.

Komentarz

Spowolnienie przez Rosjan działań zmierzających do okrążenia Bachmutu należy wiązać z uzyskaniem przez nich pełnego okrążenia operacyjnego. Komunikacja obrońców z miastem ograniczona jest nie tylko przez warunki terenowe, lecz przede wszystkim przez ostrzał agresora, którego celność zwiększa spowolnienie ruchu na grząskich drogach gruntowych. Kwestią otwartą pozostaje, w jakim stopniu jest to podyktowane chęcią ograniczenia przez agresora strat własnych i dania wytchnienia atakującym wojskom, a w jakim wykorzystania obecnej sytuacji do dalszego wyczerpywania sił ukraińskich i wiązania ich w okolicach Bachmutu w sytuacji zintensyfikowania działań na innych kierunkach – Awdijiwki, Łymanu i Kupiańska. Sprzyjają temu deklaracje przedstawicieli władz ukraińskich o strategicznym znaczeniu miasta, świadczące o tym że jego utrzymanie ma znaczenie prestiżowe. Tym samym oddanie Bachmutu jest traktowane jako ostateczność i wciąż nie można wykluczyć, że Ukraińcy podejmą próbę jego deblokady. Główny kierunek rosyjskiego uderzenia stanowi obecnie Czasiw Jar i miejscowości leżące na północ od tego miasta, na pasie wzniesień pomiędzy Bachmutem a Kramatorskiem i Słowiańskiem. Stanowią one ostatnią naturalną linię obrony północno-zachodniej części obwodu donieckiego.

osw.waw.pl

23-letni youtuber z Moskwy, Danił Orajn z kanału 1420, którego filmy o poglądach Rosjan pozostających w kraju po rozpoczęciu wojny w Ukrainie oglądają codziennie setki tysięcy osób, zapytał mieszkańców Moskwy, czy "Rosja powinna zaatakować Polskę". Pytania dotyczące potencjalnego wkroczenia armii rosyjskiej do naszego kraju zadał zarówno starszym, jak i młodszym.

— To zależy od tego, jak to wszystko się potoczy. Jeśli dadzą nam powód do działania, to tak. Jesteśmy państwem pokojowym i jeśli nie będą się skradać i nas prowokować, to nie zaatakujemy. Bronimy tylko siebie, nie potrzebujemy innego terytorium, ale naszego też nie oddamy — stwierdził starszy mężczyzna, który na początku był bardzo zaskoczony pytaniem o wkroczenie rosyjskiej armii do Polski.

W jeszcze bardziej stanowczym tonie wypowiedziała się starsza kobieta. — Czy Polska nam teraz szkodzi? Mamy teraz problem z Mołdawią i Rumunami. Co Polska ma z tym wspólnego? Właściwie Polska też jest do bani. Mój ojciec przeżył połowę wojny, mówił o nich, że Ukraińcy to gestapo, cała zachodnia Ukraina jest ich pełna, a Polacy to nacjonaliści — stwierdziła.

Na pytanie, "czy w Polsce są naziści", kobieta z pełną powagą odpowiedziała, że "tak". Na koniec dodała, że "wszyscy Ukraińcy powinni zostać zgładzeni". — Ta zgnilizna rozprzestrzeniła się zbyt daleko, oni już nas nie kochają. To nie są nasi bracia i siostry — podsumowała.

Kolejna kobieta w rozmowie z youtuberem stwierdziła, że "dopóki nie wykończymy ich wszystkich, nie możemy zakończyć operacji specjalnej". — Okazuje się, że Ukraina jest wrogiem, Polska jest wrogiem, Bałtowie są wrogiem. To są nasi najwięksi wrogowie — dodała.

Czy do końca wojny można byłoby dojść na drodze dyplomacji? — Niby tak, ale wątpię. Za dużo osób jest przeciwko nam. Negocjacje z nimi nie działają — stwierdziła kobieta.

— Co 100 lat wszyscy po nas przychodzą i musimy ich zatrzymywać. Wtedy na jakiś czas stają się bardziej lojalni, mądrzejsi. Potem wracają i nadal będą wracać, bo są zbyt zazdrośni o Rosję — podsumowała.

— Polska powinna być pokonana już dawno temu, wtedy by nam nie przeszkadzali. Przeszkadzali nam podczas II wojny światowej, chcieli ukraść nasze terytoria. Polacy nie mogą nas znieść — stwierdziła z kolei inna kobieta.

Następnie Rosjanka zastanawia się, jakby to było, gdyby można było odwiedzić Warszawę czy Kraków bez wizy. — To ma tylko dobre strony! Polska powinna być anektowana tak jak Krym — dodała na koniec.

Chociaż starsze osoby, które wypowiadały się w filmie, niemal jednoznacznie stwierdziły, że "Polska powinna być następna", tak dla młodych osób nie jest to takie oczywiste.

— W moich słuchawkach leci teraz piosenka o tym, że nie "nie ma miejsca na wojnę w moim świecie". Tak się czuję — stwierdził młody chłopak.

Ciekawy jest także stosunek pytanych osób do byłego prezydenta Rosji, Dmitrija Miedwiediewa. Jeden z młodych Rosjan stwierdził, że "nie należy jego wpisów brać na poważnie".

Na sam koniec Orajn zapytał jeszcze starszego mężczyznę, czy "po zakończeniu specjalnej operacji w Ukrainie", Polska powinna być następna. Zaskoczony mężczyzna ze zdziwieniem dopytywał, co youtuber miał na myśli. Wówczas ten stwierdził, że "Miedwiediew...".

— Miedwiediew niech idzie do diabła. Tam jego miejsce — podsumował mężczyzna i odszedł.

onet.pl/@1420channel

Jak dowiedział się "Bild", między Wołodymyrem Zełenskim a gen. Wałerijem Załużnym powstał spór o bitwę pod Bachmutem. Prezydent Ukrainy i naczelny dowódca ukraińskich sił zbrojnych mieli zasadniczo różne poglądy na to, jak armia powinna radzić sobie w oblężonym mieście.

Dziennik dowiedział się z kilku źródeł w kierownictwie politycznym w Kijowie, że Załużny już kilka tygodni temu zalecał, aby ze względów taktycznych pomyśleć o wycofaniu się z Bachmutu.

Z wojskowego punktu widzenia Bachmut nie ma znaczenia strategicznego, wycofanie się ze zniszczonego miasta nie byłoby więc decydujące. Poprzez koncentrację Rosji na Bachmucie i rozmieszczeniu tam tysięcy najemników z Grupy Wagnera miasto stało się symbolem, a Zełenski w grudniu ub.r. ogłosił je "twierdzą".

Przez nieustające próby zdobycia Bachmutu szturmem Rosja straciła tam wielu żołnierzy, w tym byłych więźniów. Jednak choć straty Rosjan prawdopodobnie są znacznie wyższe, w ofiarnej obronie miasta zginęło też wielu ukraińskich żołnierzy. I dlatego Załużny już na wczesnym etapie obrony forsował możliwość wycofania się z miasta.

Ukraiński rząd powiedział "Bildowi", że decyzja o utrzymaniu Bachmutu była słuszna. Zgodnie z argumentacją Kijowa armia rosyjska poniosła znaczne straty, zarówno pod względem personalnym, jak i materialnym. Zniszczono na przykład liczne czołgi i pojazdy pancerne.

Jednak spór między Załenskim i Załużnym nie dotyczy już tylko kwestii wojskowych. O ile na początku wojny między przywódcami panowała duża jedność, a role były wyraźnie rozdzielone, to w międzyczasie to się zmieniło.

Przekonujący i zdeterminowany Załużny stał się na tyle popularny, że wielu traktuje go już jako możliwego kandydata na prezydenta. Choć generał nigdy nie powiedział, że zamierza kiedyś kandydować, Zełenski i jego otoczenie najwyraźniej widzą w nim możliwego konkurenta.

Ukraińskie kręgi wojskowe twierdzą, że głównodowodzący siłami zbrojnymi pracuje jedynie na rzecz zwycięstwa nad wojskami rosyjskimi i zajmuje się ochroną swoich żołnierzy najlepiej, jak potrafi. Ich zdaniem to jedyny czynnik, który doprowadził do sporu o Bachmut.

Wśród obrońców miasta większość prawdopodobnie podziela stanowisko generała. Ukraiński analityk wojskowy, który chce pozostać anonimowy, powiedział: — Zdecydowana większość żołnierzy w Bachmucie nie rozumie powodu, dla którego miasto jest nadal utrzymywane.

— Pytania, które zadają sobie chłopaki, brzmią: Jaka jest strategia? Dlaczego mamy się okopywać, skoro wróg nas otacza? — dodał.

Reporterzy "Bilda" w ostatnich miesiącach rozmawiali z dziesiątkami żołnierzy w Bachmucie. Wojskowi byli zdania, że wycofanie powinno nastąpić już dawno temu. "Jeśli zostaniemy tu całkowicie otoczeni, to będzie katastrofa" — napisał w korespondencji do dziennika jeden z ukraińskich żołnierzy.

Strona przeciwna kieruje się innymi względami. Jej stanowisko zakłada, że gdyby Ukraińcy wycofali się z Bachmutu, w innych miejscach doszłoby do podobnych walk. Celem jest uniemożliwienie Rosjanom posuwania się naprzód, jednocześnie zadając im jak największe straty.

Jeden z ukraińskich doradców wojskowych wyjaśnia: — Na początku Bachmut był pułapką dla Rosjan, teraz stał się pułapką dla nas. Zabijamy ich w stosunku 1:7 (na każdego zabitego Ukraińca przypada siedmiu Rosjan — przyp. red.) — to jedyny wojskowy powód, by trzymać Bachmut. Ale wojska powinny być wycofane trzy tygodnie temu, gdy Rosjanie zajęli Krasną Górę. Decyzja o utrzymaniu Bachmutu była dobra, ale przesadzono z nią.

onet.pl/BILD

8 fal wagnerowców w ciągu 24 godzin atakowało okopy tylko w jednym miejscu - relacjonuje porucznik Petro Horobatenko w rozmowie z "Wall Street Journal". Jak tłumaczy, żołnierze z tej rosyjskiej jednostki nie mogą się wycofać - ich jedyną szansą przetrwania jest przeć naprzód. 

Ta taktyka działa. To wojna zombie... Atakują nas mięsem armatnim, wycelowanym tak, by wyrządzić nam jak największą krzywdę. My oczywiście nie możemy na to odpowiedzieć, bo nie mamy aż tyle personelu i jesteśmy wrażliwi na każdą stratę - mówi por. Horobatenko. 

To, jak działa Grupa Wagnera, przybliżył jeden z jej członków, złapany w Bachmucie 48-latek. Mężczyzna był skazany za morderstwo, kradzież i narkotyki. Jak powiedział jeniec, przed wysłaniem na front uczestniczył jedynie w trzytygodniowym szkoleniu, na którym uczono jedynie absolutnych podstaw: jak się czołgać i poruszać po lesie. To miałoby wskazywać, że dowódcy zakładali, iż żołnierze z Grupy Wagnera nie przetrwają swojej pierwszej misji.  

- Strzelali do nas z dwóch karabinów maszynowych, rozszarpywali pociskami żołnierzy, ale oni powtarzali, byśmy się czołgali i kopali okopy. To było po prostu głupie - mówił schwytany mężczyzna, opisując atak z 29 stycznia na ufortyfikowany posterunek w Bachmucie. 

Z 12 członków szwadronu, tylko czterech było w stanie prowadzić atak przez całą noc, większość zabito. Wagnerowcy nie mogli się wycofać bez pozwolenia, nawet jeśli odnieśli poważne rany. Schwytany mężczyzna twierdzi, że pozwolono mu na wycofanie się dopiero nad ranem przez wzgląd na uraz ramienia. 

Jeśli nie przesz do przodu i nie robisz tego, czego ci każą, zostaniesz zwyczajnie unieważniony 
- powiedział jeniec, który użył tego terminu z rozmysłem. W ten sposób wagnerowcy określają egzekucje wśród swoich, które często wykonuje się ciosem młotem w głowę, na miejscu. 

W szpitalu w okupowanym przez Rosję Ługańsku lekarz uznał, że mężczyzna jest zdolny do służby, po tym, jak ocenił, że wciąż może strzelać. W lutym 48-latka ponownie wysłano na front w Bachmucie. Jak mówił, przez dziewięć dni przed schwytaniem widział setki martwych żołnierzy z Grupy Wagnera. Ciała układali jedno na drugim i zostawiali, bo nie było czasu się nimi zająć - relacjonował. 

gazeta.pl