"Kielich cierpliwości się przepełnił" — ogłosiło rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych. Dodało, że powodem zapowiadanego rosyjskiej odwetu stał się ukraiński atak na miasto Starobielsk w okupowanym przez Rosję obwodzie ługańskim, w którym — według tamtejszych władz — zginęło 21 młodych osób.
Kreml oficjalnie poinformował o swoich planach również Biały Dom — rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow poprosił Marco Rubio, aby przekazał tę wiadomość bezpośrednio prezydentowi USA. Sekretarz stanu USA potwierdził, że rozmawiał przez telefon z Ławrowem, dodając, że podjęli temat wystosowanego przez Rosję apelu do zagranicznych dyplomatów o opuszczenie stolicy Ukrainy.
"Skończyliśmy więc z Kijowem. Niezależnie od przyczyny, to coś nowego. Teoretycznie miesiąc powinien wystarczyć, aby Kijów stał się niezdatny do zamieszkania" — napisał Fighterbomber, rosyjski kanał na Telegramie obserwowany przez ponad pół miliona użytkowników.
Na reakcję Kijowa nie trzeba było długo czekać.
"Poziom zagrożeń bezpieczeństwa dla Kijowa i innych ukraińskich miast ze strony Rosji jest taki sam jak w poprzednich latach i miesiącach" — stwierdziło zwięźle ukraińskie ministerstwo spraw zagranicznych. Rosyjskie groźby nazwało bezwstydnym szantażem.
O ile ministerstwo spraw zagranicznych użyło dyplomatycznych sformułowań, o tyle jego rzecznik Heorhij Tychyj nie gryzł się w język.
"Rosja atakuje Kijów pociskami balistycznymi i kierowanymi, a także rojami dronów, już od czterech lat i trzech miesięcy w cyklu tygodniowym, zabijając cywilów i powodując zniszczenia. Dzisiaj wyciągnęło zupełnie »nową kartę« i grozi... atakiem na Kijów. Co za tym stoi?" — napisał w serwisie X. Poniżej utworzył ankietę z czterema opcjami: "alkoholizm", "rozpacz", "brak kreatywności" i "wszystkie powyższe".
(...)
Ukraiński komentator Witalij Portnikow uważa, że niedzielny masowy atak rakietowy świadczy o rosyjskiej niewydolności.
"Dokładnie na to Putin nie mógł sobie nigdy pozwolić w przeszłości. Nie ma żadnych dodatkowych pieniędzy na armię — a mimo to wydaje miliardy na atak, który niczego nie zmieni. Nie wpłynęło to w żaden sposób na potencjał wojskowo-techniczny Ukrainy. Nie może zastraszyć ludzi, ponieważ zastraszać można w pierwszych miesiącach wojny, nie w piątym roku jej trwania. Ludzie, którzy zostali w Ukrainie, jakoś już przyzwyczaili się do takich strasznych prób [zastraszania]" — pisze na Facebooku.
onet.pl\Aktuality.sk