czwartek, 2 lipca 2026



Lars Petersen: - Obserwuje pan Unię Europejską od początku lat 90., kiedy założył pan EUTOP. Czy przez ten czas Europa stała się bardziej zdolna do działania, czy po prostu bardziej skomplikowana?

Klemens Joos /założył EUTOP, agencję pośredniczącą między przedsiębiorstwami a instytucjami europejskimi - red./: Oba stwierdzenia są prawdziwe. Jeśli chodzi o podstawy prawne Unii Europejskiej, to zdecydowanie stała się ona bardziej zdolna do działania. Traktat z Maastricht z 1993 r. był prawdziwym przełomem dla politycznej Unii Europejskiej. Natomiast Traktat z Lizbony, który wszedł w życie w 2009 r., to w sensie konstytucyjnym de facto narodziny Stanów Zjednoczonych Europy. Wiele osób do dziś nie rozumie, jak daleko sięga ta integracja UE.

- Jak daleko?

Bardzo daleko, choć wymagało to dwóch podejść i pierwsza próba upadła z powodu sprzeciwu społeczeństwa. Traktat z Lizbony, który przyniósł ten potężny impuls integracyjny, w ok. 90 proc. odpowiada pierwotnemu traktatowi konstytucyjnemu, który został podpisany 29 października 2004 r. w Rzymie, ale w 2005 r. odrzucono go w referendach we Francji i Holandii, przez co nigdy nie wszedł w życie.

Potem, mówiąc obrazowo, zdjęto z choinki łańcuchy, lampki i bombki, ale użyto tego samego drzewka i poddano pod głosowanie lekko zmodyfikowany projekt traktatu kilka lat później. Traktat został ratyfikowany jeszcze podczas kryzysu finansowego związanego z upadkiem Lehman Brothers, który przyćmił inne tematy, jak np. pogłębianie integracji UE. Jestem przekonany, że gdyby wtedy wszyscy decydenci i obywatele krajów członkowskich zdawali sobie sprawę, co rzeczywiście uchwalają, zapewne nie doszłoby do przyjęcia tego traktatu. Dobrze, że stało się inaczej.

- Gdzie konkretnie widać sprawność działania UE?

1 grudnia 2009 r. na mocy Traktatu z Lizbony kilka obszarów politycznych uznawanych dotąd za kluczowe dla suwerenności państw członkowskich — np. sprawy wewnętrzne, wymiar sprawiedliwości, rolnictwo i handel zagraniczny — zostało przeniesionych z zasady jednomyślności na zasadę większości kwalifikowanej w Radzie UE. Oznacza to, że państwa członkowskie straciły prawo weta w tych dziedzinach, a decyzje zapadają teraz większością kwalifikowaną. Od tego momentu znacznie więcej decyzji zapada na poziomie unijnym, a rola tej instytucji została trwale umocowana.

Ponadto od 2009 r. Parlament Europejski niemal wszędzie jest równorzędnym decydentem. To oznacza, że nie tylko przedstawiciele państw członkowskich — czyli szefowie państw i rządów — i Komisja Europejska podejmują decyzje w najważniejszych obszarach polityki, lecz wszystkie trzy instytucje wspólnie. Skutkiem tego wspólnego działania jest znacznie większa sprawność UE na zewnątrz — z wyjątkiem polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, która nadal wymaga zgody każdego państwa członkowskiego.

- Dlaczego zatem UE stała się jednocześnie bardziej skomplikowana?

Od czasu Traktatu z Lizbony mamy do czynienia ze skomplikowanymi i często nieprzejrzystymi procesami decyzyjnymi na wielu poziomach — pomiędzy Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim i Radą UE. Tylko wtedy, gdy te trzy instytucje współpracują, możliwe są decyzje.

Oto kilka obrazowych liczb: Komisja Europejska składa się obecnie z przewodniczącej, sześciorga wiceprzewodniczących i 20 komisarzy. Do tego dochodzi 32 tys. urzędników — prawdziwych eurokratów. W Parlamencie Europejskim zasiada 720 posłów, wspieranych przez ok. 8 tys. pracowników. W Radzie UE zasiadają setki ministrów branżowych wszystkich 27 państw członkowskich, a wspiera ich ponad 2500 pracowników sekretariatu generalnego. I nie wolno zapominać o 27 głowach państw i rządów razem z ich urzędami.

- Jakie są konsekwencje tego stanu rzeczy?

Powstał system "decyzji bez decydentów" — w takim sensie, że z zewnątrz często nie sposób ustalić, kto faktycznie podjął daną decyzję. Moim zdaniem to właśnie jest głębszą przyczyną poczucia alienacji i bezsilności, które odczuwają zarówno obywatele, jak i gospodarka, a nawet częściowo sama polityka — i które wykorzystywane są przez populistów zarówno z prawej, jak i z lewej strony. Do tego dochodzi fakt, że w europarlamencie nie ma frakcji rządowych i opozycyjnych. Komisja Europejska musi dla każdej decyzji zdobywać nową większość w europarlamencie, znajduje się więc w sytuacji podobnej do rządu mniejszościowego.

- Czyli uważa pan, że UE stała się silniejsza, ale jednocześnie rządzenie nią jest trudniejsze?

Zgadza się. Na zewnątrz UE jest zdolna do działania, bo dzięki Traktatowi z Lizbony zyskała nowe kompetencje. Wewnątrz jednak stopień skomplikowania tak wzrósł, że procesy decyzyjne w ramach zwykłej procedury legislacyjnej prowadzą często do nieprzewidywalnych rezultatów. Dlatego też instytucje unijne wprowadziły tzw. trialog nieformalny. To dziś najważniejsze gremium decyzyjne UE. Przedstawiciele Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i Rady UE spotykają się tam na nieformalnych rozmowach, by jak najwcześniej wypracować kompromisowe linie we wszystkich nadchodzących decyzjach.

Efekt jest imponujący: niemal 90 proc. aktów prawnych w ramach zwykłej procedury ustawodawczej zostaje uchwalonych już po pierwszym czytaniu i z chwilą publikacji w Dzienniku Urzędowym staje się prawem. Trialog — który nie został nawet wspomniany w Traktacie z Lizbony — z racji poufności obrad jest jednak "czarną skrzynką", która nie czyni procesów decyzyjnych bardziej przejrzystymi, a wręcz przeciwnie. Kto chce zrozumieć Unię Europejską, musi najpierw zgłębić ten proces.

- Co pana fascynuje w Unii Europejskiej?

Europa to polityczna historia pokoju i gospodarczy sukces, który do dziś przyciąga inne państwa. I przy całej słusznej krytyce szczegółów nie powinniśmy zapominać: Stany Zjednoczone Ameryki potrzebowały po Deklaracji Niepodległości w 1776 r. wojny secesyjnej i prawie 100 lat, by zakończyć proces jednoczenia kraju. Traktat konstytucyjny z Lizbony został przyjęty zaledwie 16 lat temu. A w Unii Europejskiej nikt do siebie nie strzela. To już samo w sobie jest ogromną wartością.

- Czy zatem jesteśmy wobec Europy zbyt niecierpliwi?

Tak, a ta niecierpliwość wynika czasem też z niewiedzy. Nauczyliśmy się, że demokracja jest wymagająca, a osiąganie kompromisu żmudne. A jednak rośnie liczba osób o postawie "kanapowca": jeśli coś nie działa od razu, od razu się zniechęcają. Ale sukces, a także jego utrzymanie, wymagają wysiłku — to dotyczy zarówno firmy, stowarzyszenia, jak i polityki.

- Mówi pan nawet o renesansie UE. Dlaczego?

Bo UE nas chroni: chroni przed wewnętrznymi konfliktami militarnymi, przed zewnętrznymi agresorami i przed wojnami handlowymi. Daje nam niezbędną skalę, by w świecie, który po epoce globalizacji coraz bardziej dzieli się na rywalizujące ze sobą bloki, nadal odgrywać znaczącą rolę. W ramach rynku wewnętrznego UE żyje 451 mln konsumentów — więcej niż w USA. A dzięki Francji wśród krajów członkowskich jest potęga nuklearna. Tylko UE jest w stanie stać się trzecim filarem nowego porządku światowego obok USA i Chin.

(...)

- Jakie reformy są potrzebne, by UE była jeszcze bardziej sprawna?

Po pierwsze: inicjatywa ustawodawcza, która obecnie należy wyłącznie do Komisji Europejskiej, powinna zostać rozszerzona na Radę UE i Parlament Europejski, by zlikwidować wąskie gardło, jakim jest dziś Komisja.

Po drugie: Komisja Europejska powinna wywodzić się z większości parlamentarnej i być przez nią wspierana, a nie — jak rząd mniejszościowy — za każdym razem szukać nowych większości dla każdego aktu prawnego. Trialog nieformalny jako "prowizoryczne rozwiązanie" nie powinien na stałe pozostać głównym miejscem dochodzenia do porozumienia, ponieważ UE potrzebuje większej przejrzystości, odpowiedzialności i jasności politycznej.

Po trzecie: koniec z jednomyślnością we Wspólnej Polityce Zagranicznej i Bezpieczeństwa.

onet.pl\Die Welt

środa, 1 lipca 2026



Według wspomnianego raportu powodem rozłamu była tajna amerykańska misja wojskowa o kryptonimie "Projekt Wolność". W ramach tej operacji USA chciały zabezpieczyć żeglugę przez cieśninę Ormuz i eskortować tankowce przez ten strategiczny przesmyk.

Jednak amerykański plan się nie powiódł. Jak podaje raport, Arabia Saudyjska odmówiła Amerykanom dostępu do swoich baz wojskowych i nie wyraziła zgody na przeloty nad terytorium kraju. Bez wsparcia królestwa Saudów Waszyngton musiał przerwać operację. Dla Białego Domu było to wyraźne lekceważenie.

W odpowiedzi Trump wyraźnie zwiększył presję. Według doniesień Biały Dom zagroził Arabii Saudyjskiej nawet wstrzymaniem dostaw pilnie potrzebnych systemów obrony przeciwrakietowej. Dopiero wtedy Rijad ustąpił i zniósł ograniczenia. Jednak szkody zostały już wyrządzone: "Projekt Wolność" ostatecznie zakończył się fiaskiem, a między Trumpem i księciem Muhammadem ibn Salmanem miało dojść do kilku burzliwych rozmów telefonicznych.

To może być najpoważniejszy kryzys między Waszyngtonem a Rijadem od lat. Według "Wall Street Journal" Stany Zjednoczone rozważają obecnie ograniczenie swojej obecności wojskowej w Arabii Saudyjskiej i zwrócenie się ku takim sojusznikom jak Izrael czy Jordania.

onet.pl\BILD


Jak podaje agencja Interfax, powołując się na dane Banku Centralnego Federacji Rosyjskiej, w czerwcu ilość gotówki w obiegu wzrosła o kolejne 449,7 mld rubli (ponad 22 mld zł). W porównaniu z majem tempo wzrostu ilości gotówki w gospodarce wzrosło o 18 proc.: wówczas ilość gotówki w obiegu wzrosła o 386,2 mld rubli (18,7 mld zł).

W okresie od lutego do czerwca łączna kwota gotówki wzrosła o 1,903 bln rubli (92,3 mld zł). Średnio każdego miesiąca Rosjanie i przedsiębiorstwa wypłacali w gotówce 380,7 mld rubli (ok. 18,5 mld zł), czyli 12,6 mld rubli dziennie (612,5 mln zł). Rekordowy odpływ w tym roku — 607,3 mld rubli (29,5 mld zł) — Bank Centralny odnotował w kwietniu.

Można mówić o tym, że ukształtował się trwały trend polegający na wypłacaniu oszczędności w gotówce — stwierdza dyrektor zarządzający Expert RA Jurij Belikow. Przedsiębiorstwa przechodzą do szarej strefy z powodu wzrostu podatków, a ludzie starają się mieć zapas banknotów na wypadek przerw w dostępie do internetu — wyjaśnia.

Wzrost ilości gotówki w obiegu to "bardzo niepokojąca sytuacja" — mówił w czerwcu na forum PMEF wiceprezes zarządu Sberbanku Taras Skworcow. Według niego gotówka wycofana z systemu bankowego nie wraca do obiegu. "Nie obserwujemy wzrostu inkasa ani wpłat za pośrednictwem urządzeń samoobsługowych, bankomatów i terminali do systemu bankowego. Oznacza to, że gotówka pozostaje obecnie w rękach ludności" — powiedział Skworcow.

Według danych Banku Centralnego na dzień 1 maja trzymano w gotówce 17,7 bln rubli (80,6 mld zł) oszczędności — kwotę rekordową w historii. "Pod materacami" oraz w skrytkach bankowych obywatele Federacji Rosyjskiej przechowywali 88 proc. gotówkowej masy pieniężnej, którą Bank Centralny oszacował na 20,09 bln rubli (976,8 mld zł) na koniec kwietnia.

onet.pl\The Moscow Times


— W ciągu ostatnich kilku miesięcy podróżowałem po Europie, rozmawiając z Ukraińcami w wielu krajach, i słyszałem wiele opowieści o tym, co zostało nazwane "wypychaniem". Zdecydowanie dostrzegam pewne tendencje — powiedział komisarz Rady Europy ds. praw człowieka Michael O'Flaherty.

Komisarz wskazał na cięcia świadczeń socjalnych i dodatków mieszkaniowych. Mówił też o "wzroście nienawiści do Ukraińców w niektórych miejscach". — Widzę, jak stają się ofiarami antyimigranckiej retoryki skrajnej prawicy, która chce obarczać imigrantów winą za wszystko, co idzie nie tak w społeczeństwie — dodał O'Flaherty.

W rozmowie z "Faktem" dr hab. Jan Brzozowski, kierownik Zakładu badań nad zmianami społecznymi w Europie Uniwersytetu Jagiellońskiego, wskazał, że "to część większego zjawiska". — Pamiętajmy, że w momencie, gdy doszło do pełnoskalowej inwazji i kilka milionów Ukraińców wjechało do Europy, a Komisja Europejska uaktywniła dyrektywę o tymczasowej ochronie, w krajach członkowskich pojawiła się bardzo brzydka presja, żeby "zachęcać" do powrotu do domu obywateli Syrii — przypomniał.

— Teraz mamy drugą odsłonę tego procesu, który określiłbym jako cherry picking [pl. wybiórcze podejście — przyp. red.], czyli pozostawienie tylko tych uchodźców, których chcemy, najlepiej zdrowych, pracujących i dobrze wykształconych — ocenił. Jak podkreślił, "to nie jest humanitaryzm, wygrywają zimne interesy".

— Polityka państwa polskiego wcale znacząco tutaj nie odstaje — to jest europejski trend. Widzimy stopniowe wygaszanie ochrony tymczasowej na rzecz prawa pobytowego — co ładnie brzmi i generalnie ja też zgadzam się z tym, że coś, co jest tymczasowe, nie może trwać wiecznie — natomiast w całym tym pragmatyzmie nieco zapomniano o najbardziej potrzebujących — zaalarmował.

Dr hab. Brzozowski zaznaczył, że chociaż "ok. 60-70 proc. Ukraińców pracuje, co jest fantastycznym wynikiem dla de facto uchodźców, jest też wiele osób, które nie mogą pracować — są chore, wymagają opieki". — Słyszeliśmy apel siostry Chmielewskiej sprzed kilku dni — osoby starsze, zniedołężniałe nagle straciły dostęp do opieki zdrowotnej, możliwość pobytu w centrum zakwaterowania zbiorowego. To jest właśnie wynik tej zmiany politycznej — podkreślił.

fakt.pl


W ostatnim tygodniu czerwca na rynku pojawił się znaczący popyt na waluty — informuje dealer dużego rosyjskiego banku w rozmowie z Agencją Reutera. Jego zdaniem waluty są skupowane, by opłacić wymuszony import benzyny, ponieważ niedobór dotknął niemal wszystkie regiony Rosji.

— Na rynek wpłynęły bardziej intensywne ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie, kolejki na stacjach paliw i ogólny pesymizm co do zakończenia konfliktu, a także spadki cen na rynku akcji i obligacji. To skutkuje wzrostem zakupów walut obcych przez firmy i ludność w roli aktywa zabezpieczającego — wylicza główny analityk firmy finansowej Finam Aleksandr Potawin.

Ponadto po zakończeniu konfliktu w Iranie ceny ropy gwałtownie spadły, a rosyjska odmiana Urals, według danych Bloomberga, jest notowana poniżej 50 dol. (188 zł) za baryłkę. Bank centralny zwiększa zakupy walut na giełdzie, by zasilić Fundusz Narodowego Dobrobytu Federacji Rosyjskiej. Jak podkreśla Potawin, "już w lipcu może spowodować to lokalny deficyt walut na rynku".

onet.pl\The Moscow Times