piątek, 31 lipca 2026



Potem w 1990 roku nadszedł kryzys. Japońskie rynki finansowe się załamały. Gospodarka pogrążyła się w głębokiej recesji. W kolejnych latach indeks tokijskiej giełdy spadł do połowy wartości z 1990 roku. Ceny nieruchomości w Tokio spadały jeszcze bardziej. Wydawało się, że cud gospodarczy Japonii stał się historią. (...) Przykładem złej kondycji japońskiej gospodarki była branża uważana za wzór sprawności przemysłowej tego kraju. Mowa o przemyśle półprzewodnikowym.

Sześćdziesięciodziewięcioletni Morita obserwował, jak wraz ze spadkiem cen akcji Sony zmniejszają się japońskie fortuny. Wiedział, że problemy jego kraju mają głębsze korzenie i nie ograniczały się do sytuacji na rynkach finansowych. Całą poprzednią dekadę Morita pouczał Amerykanów o konieczności poprawy jakości produkcji, a nie skupianiu się na „pieniężnych grach” na rynkach finansowych. Jednak kiedy tokijska giełda się załamała, osławione długookresowe myślenie Japonii nie wyglądało już tak wizjonersko. Pozorna dominacja Japonii została zbudowana na nietrwałym fundamencie wspieranych przez rząd nadmiernych inwestycji. Tani kapitał ułatwiał budowę nowych fabryk układów scalonych, ale zachęcał także producentów chipów, aby mniej myśleli o zyskach, a więcej o produkcji. Największe japońskie firmy zajmujące się półprzewodnikami zwiększyły produkcję pamięci DRAM, nawet wtedy gdy ich pozycja zaczęła być naruszana przez tańszych producentów, takich jak Micron i południowokoreański Samsung.

Japońskie media dostrzegły przeinwestowanie w branży półprzewodnikowej, a nagłówki gazet ostrzegały przed „lekkomyślną rywalizacją inwestycyjną” i „inwestycjami, których nie można zatrzymać”. Prezesi japońskich firm produkujących układy pamięci ciągle budowali nowe fabryki, nawet jeśli nie przynosiły one zysków. „Jeśli zaczniesz martwić się o nadmierne inwestycje, nie będziesz mógł w nocy spać”, przyznał jeden z dyrektorów Hitachi. Dopóki banki udzielały pożyczek, prezesom łatwiej było wydawać pieniądze niż przyznać, że nie mają pomysłu, jak sprawić, by ich firmy były rentowne. W latach osiemdziesiątych działające na zasadach wolnej konkurencji amerykańskie rynki kapitałowe nie były postrzegane jako atut, a jednak strach przed utratą finansowania pomógł firmom ze Stanów Zjednoczonych utrzymać się na nogach. Japońscy producenci pamięci DRAM mogliby dużo nauczyć się z paranoi Andy’ego Grove’a lub wiedzy Jacka Simplota na temat nieprzewidywalności rynków towarowych. Zamiast tego wszyscy zainwestowali w ten sam rynek, sprawiając tym samym, że niewielu mogło na nim zarobić.

Firma Sony wyróżniała się wśród japońskich firm z branży półprzewodnikowej tym, że nigdy nie stawiała zbyt mocno na produkcję pamięci DRAM. Zamiast tego z sukcesem opracowywała nowe produkty, takie jak specjalizowane układy scalone do przetworników obrazu. Kiedy fotony uderzają w krzem, w odpowiednich miejscach w chipie gromadzą się ładunki elektryczne, których ilość jest skorelowana z natężeniem światła. Pozwala to przekonwertować obrazy na dane cyfrowe. Dzięki przetwornikom obrazu Sony było dobrze przygotowane do przewodzenia rewolucji cyfrowej w fotografii, a układy tej firmy ciągle są jednymi z najlepszych na świecie. Mimo to firma nie ograniczyła inwestycji w obszarach przynoszących straty i na początku lat dziewięćdziesiątych jej rentowność spadła.

Chris Miller - Wielka wojna o czipy