poniedziałek, 31 sierpnia 2026



Ukraina "stopniowo, powoli przegrywa" tę wojnę. Nie są to słowa propagandysty z Kremla, lecz samego Mychajły Fedorowa, niedawno odwołanego ministra obrony Ukrainy /Fedorow opuścił kraj, aby objąć stanowisko doradcy ministra obrony Włoch, jest skonfliktowany z władzami Ukrainy - red./, który wypowiedział się w tej sprawie w rozmowie z agencją Reutera w zeszłym tygodniu. W ciągu kilku dni po tej ponurej prognozie Rosja zintensyfikowała ataki na Ukrainę do niemal apokaliptycznego poziomu.

W ramach diabelsko skutecznego posunięcia Kreml przeszedł od masowych ataków dronami i rakietami do nieustannych, trwających 60 godzin fal bombardowań, podczas których w ciągu jednego dnia Kijów doświadczył 19 nalotów, które wyczerpały zarówno siły obronne, jak i zapasy rakiet przeciwlotniczych.

Atak na magazyn amunicji w Buczy na przedmieściach Kijowa — miejscu, gdzie w kwietniu 2022 r. doszło do jednych z najbardziej znanych masakr ukraińskiej ludności cywilnej podczas tej wojny — spowodował śmierć co najmniej 38 cywilów, w tym większości mieszkańców domu spokojnej starości. Rosja atakowała też magazyny żywności, hipermarkety, magazyny pocztowe, z książkami oraz inne obiekty biznesowe w okolicach stolicy. — Rosja dąży do tego, by Kijów stał się martwym miastem — mówi Siergiej Sumlenny, ukraiński żołnierz i aktywista.

Tymczasem ukraińskie twierdzenia, że odwracają losy wojny na swoją korzyść poprzez głębokie uderzenia na rafinerie i magazyny logistyczne w głębi Rosji, tracą na znaczeniu w obliczu znacznie większych rosyjskich kampanii odwetowych i zemsty.

Od czerwca Ukraina zadaje rosyjskiej gospodarce poważne, choć nie śmiertelne straty, wykorzystując roje prostych dronów oraz pociski manewrujące Flamingo. Wkrótce ma pojawić się również pocisk balistyczny produkcji ukraińskiej. W zeszłym tygodniu premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham przekazał w Kijowie Wołodymyrowi Zełenskiemu technologię dotyczącą lokalnej produkcji anglo-francuskich pocisków manewrujących Storm Shadow.

Jednak według najnowszych raportów NATO zdolności ofensywne Rosji rosną znacznie szybciej niż Ukrainy. Rosjanie montują silniki odrzutowe w wersji startującej z powietrza popularnego drona Gerań (wzorowanego na irańskim Szahidzie), co podwaja jego zasięg i potraja prędkość do 500 km na godz. Zdając sobie sprawę, że masa ma większe znaczenie niż celność, Rosja twierdzi, że jest gotowa wyprodukować w przyszłym roku 10 tys. sztuk nowych, tanich pocisków Dan-T, które mają głowicę bojową i zasięg podobne do pocisku Storm Shadow, ale kosztują jedną szóstą jego ceny.

Kolejną tanią i skuteczną nową rosyjską bronią jest wystrzeliwany z powietrza pocisk manewrujący Banderol, który od momentu rozpoczęcia seryjnej produkcji pod koniec lipca zmienił ukraińskie wybrzeże Morza Czarnego w śmiertelnie niebezpieczną zakazaną strefę dla statków towarowych i stał się głównym elementem kampanii Moskwy przeciwko Odessie.

Ponadto Kreml podobno pozyskał duże pociski balistyczne z Korei Północnej i opracował najwyraźniej skuteczny system zakłócania sieci Starlink — Wołna Kupoł Garant — który mógłby poważnie zakłócić działanie ukraińskich systemów dowodzenia i kontroli na linii frontu.

onet.pl\The Telegraph


Donald Trump we wpisie w mediach społecznościowych stwierdził, że instalacje na wyspie Chark — kluczowe z punktu widzenia irańskiego sektora paliwowego — zostały "zrównane z ziemią". Prawdziwy cel USA, jak wynika z doniesień irańskich mediów, był inny: zaatakowana została wyspa Larak.

Teheran poinformował tymczasem o odwecie i "poważnych zniszczeniach" w amerykańskich bazach w regionie. Najważniejsze jest jednak to, co rozgrywa się za kulisami toczącej się wojny. Przetasowania w amerykańskiej armii to nie wszystko. Zgodnie z najnowszymi doniesieniami dowódcy armii USA wyrażają otwarty sprzeciw wobec sekretarza obrony Pete'a Hegsetha i podważają jego pozycję.

W niedzielę, 30 sierpnia, dziennik "The Telegraph" poinformował o ostrzeżeniu skierowanym do sekretarza obrony USA. Zgodnie z tymi doniesieniami amerykańscy dowódcy sił lądowych, marynarki wojennej i sił powietrznych stwierdzili, że przedłużanie konfliktu krytycznie osłabia zdolność Ameryki do stawiania czoła zagrożeniom w innych częściach świata, w tym na własnym terytorium. Wcześniej media poinformowały o rezygnacji sekretarza armii USA Dana Driscolla.

Trump wielokrotnie powtarzał, że wszystkie opcje pozostają otwarte, w tym powrót do konfliktu na pełną skalę, aby zwiększyć presję na Iran.

Jednak po sześciu miesiącach trwania konfliktu panuje wśród wysoko postawionych dowódców zgoda co do tego, że był on "zbyt intensywny i trwał zbyt długo" — informuje gazeta "The Washington Post".

Zgodnie z tymi doniesieniami generałowie i admirałowie, w tym ci nadzorujący operacje USA w Europie, Azji i Ameryce Łacińskiej, oświadczyli, że nie zgadzają się z rozkazem Hegsetha dotyczącym przedłużenia obecności sił zbrojnych w okolicach Iranu, argumentując, że osłabiło to zdolności operacyjne USA w innych regionach.

(...)

Tymczasem negocjacje z Teheranem utknęły w martwym punkcie. Cieśnina Ormuz pozostaje praktycznie zamknięta, Amerykanie są coraz bardziej sfrustrowani przedłużającym się konfliktem, a przedstawiciele resortu obrony martwią się o wyczerpujące się zapasy.

Pomimo wielokrotnych zapewnień Trumpa, że ta kluczowa droga wodna jest otwarta, sporadyczne ataki ze strony Iranu sprawiają, że ruch pozostaje znacznie poniżej poziomu sprzed wojny.

W czwartek amerykańskie siły zbrojne poinformowały o zakończeniu operacji rozminowywania cieśniny, ogłaszając, że jest ona otwarta dla ruchu.

— Cieśnina Ormuz jest zamknięta — potwierdził w sobotę Kazem Garibabadi, wiceminister spraw zagranicznych Iranu.

Dodał, że Teheran osiągnął porozumienie z Omanem w sprawie tymczasowej trasy morskiej, ale jego wdrożenie zależy od ustępstw ze strony Stanów Zjednoczonych.

W niedzielę Modżtaba Chamenei, najwyższy przywódca Iranu, wezwał w pisemnym oświadczeniu kraje muzułmańskie, zwłaszcza te z regionu Zatoki Perskiej, do zjednoczenia się przeciwko tym, kogo nazwał ich "prawdziwym wrogiem".

onet.pl\The Telegraph


Przyczyny zmiany nastrojów wśród wyborców są oczywiste: wygórowane koszty życia, rosnąca niepopularność Trumpa wśród politycznego centrum oraz ogromna przewaga entuzjazmu, jakim cieszą się Demokraci nad Republikanami.

Przedstawiciele Partii Republikańskiej mówią mi, że obawiają się, iż te nastroje coraz bardziej utrwalają się wśród wyborców; że ponura sytuacja polityczna — spowodowana gwałtownym wzrostem cen benzyny po załamaniu się zawieszenia broni z Iranem w zeszłym miesiącu — jest niemal nieodwracalna.

Gdy wznowiono działania wojenne z Iranem i stało się jasne, stało się jasne, że Republikanom trudno będzie wyjść z defensywy. O ile nie nastąpi radykalna zmiana nastrojów wyborców, te wybory będą prawdopodobnie odzwierciedlać sytuację z czasów, gdy Republikanie byli osaczani przez niezadowolonych wyborców, oburzonych korupcją, cenami paliwa i niepopularną wojną na Bliskim Wschodzie. W przeszłości oznaczało to całkowite przejęcie władzy przez Demokratów.

To, co daje strategom Partii Republikańskiej pewną nadzieję, to fakt, że 20 lat później mniej wyborców z czerwonych stanów jest skłonnych głosować na Demokratów, a przesunięcie partii w lewo stanowi łatwy temat dla reklam wyborczych.

Demokraci mają jednak także inne argumenty, które mogą wykorzystać w rozgrywce wyborczej. Prezydent Trump skupia się bowiem wyłącznie na zabawie, budowaniu osobistego dziedzictwa i atakowaniu osobistych rywali.

Kiedy Trump nie zachowuje się jak 12-letni chłopiec — organizując walki UFC na trawniku przed Białym Domem i oglądając, jak bolidy Indy Car pędzą przez centrum Waszyngtonu — ma obsesję na punkcie nazywania rzeczy swoim imieniem, przeprowadzania remontów oraz mszczenia się, czy to za pośrednictwem Departamentu Sprawiedliwości, czy poprzez zmianę nazw Wielkich Jezior.

To wszystko jest małostkowe. Nie ma jednak powodu do śmiechu, gdy amerykański wyborca płaci cztery dolary za galon zwykłej benzyny. I choć wojna z Kanadą może brzmieć jak skecz komediowy, narastające napięcia handlowe z Ottawą mogą okazać się politycznie fatalne dla Republikanów ze stanów przygranicznych w dwóch wyborach, które muszą wygrać: w Maine i Michigan.

W przyszłym miesiącu w Dallas Republikanie organizują niedużą konwencję wyborczą. Partia Republikańska przygotowuje filmy i przemówienia mające na celu przedstawienie Demokratów jako skrajnych. Jednak, jak powiedział mi jeden z doradców Trumpa, rzeczywisty przekaz zostanie określony przez "cokolwiek szalonego powie prezydent".

Republikanom towarzyszy uczucie bezradności, które przypomina mi jesień 2023 r. Wóczas Demokraci wpadali w szał z powodu swojego 80-letniego prezydenta i jego determinacji, by ubiegać się o reelekcję.

Zgodnie z ostatnim sondażem Agencji Reutera poparcie dla wojny z Iranem wynosi w USA zaledwie nieco ponad 30 proc. Nie ma oczywistego wyjścia z tej sytuacji, dopóki Teheran ma coś do powiedzenia. /Iran nie odpuści przed wyborami, tak jak zatopił Cartera - red./

onet.pl\Politico


Przyczyny zmiany nastrojów wśród wyborców są oczywiste: wygórowane koszty życia, rosnąca niepopularność Trumpa wśród politycznego centrum oraz ogromna przewaga entuzjazmu, jakim cieszą się Demokraci nad Republikanami.

Przedstawiciele Partii Republikańskiej mówią mi, że obawiają się, iż te nastroje coraz bardziej utrwalają się wśród wyborców; że ponura sytuacja polityczna — spowodowana gwałtownym wzrostem cen benzyny po załamaniu się zawieszenia broni z Iranem w zeszłym miesiącu — jest niemal nieodwracalna.

Gdy wznowiono działania wojenne z Iranem i stało się jasne, stało się jasne, że Republikanom trudno będzie wyjść z defensywy. O ile nie nastąpi radykalna zmiana nastrojów wyborców, te wybory będą prawdopodobnie odzwierciedlać sytuację z czasów, gdy Republikanie byli osaczani przez niezadowolonych wyborców, oburzonych korupcją, cenami paliwa i niepopularną wojną na Bliskim Wschodzie. W przeszłości oznaczało to całkowite przejęcie władzy przez Demokratów.

To, co daje strategom Partii Republikańskiej pewną nadzieję, to fakt, że 20 lat później mniej wyborców z czerwonych stanów jest skłonnych głosować na Demokratów, a przesunięcie partii w lewo stanowi łatwy temat dla reklam wyborczych.

Demokraci mają jednak także inne argumenty, które mogą wykorzystać w rozgrywce wyborczej. Prezydent Trump skupia się bowiem wyłącznie na zabawie, budowaniu osobistego dziedzictwa i atakowaniu osobistych rywali.

Kiedy Trump nie zachowuje się jak 12-letni chłopiec — organizując walki UFC na trawniku przed Białym Domem i oglądając, jak bolidy Indy Car pędzą przez centrum Waszyngtonu — ma obsesję na punkcie nazywania rzeczy swoim imieniem, przeprowadzania remontów oraz mszczenia się, czy to za pośrednictwem Departamentu Sprawiedliwości, czy poprzez zmianę nazw Wielkich Jezior.

To wszystko jest małostkowe. Nie ma jednak powodu do śmiechu, gdy amerykański wyborca płaci cztery dolary za galon zwykłej benzyny. I choć wojna z Kanadą może brzmieć jak skecz komediowy, narastające napięcia handlowe z Ottawą mogą okazać się politycznie fatalne dla Republikanów ze stanów przygranicznych w dwóch wyborach, które muszą wygrać: w Maine i Michigan.

W przyszłym miesiącu w Dallas Republikanie organizują niedużą konwencję wyborczą. Partia Republikańska przygotowuje filmy i przemówienia mające na celu przedstawienie Demokratów jako skrajnych. Jednak, jak powiedział mi jeden z doradców Trumpa, rzeczywisty przekaz zostanie określony przez "cokolwiek szalonego powie prezydent".

Republikanom towarzyszy uczucie bezradności, które przypomina mi jesień 2023 r. Wóczas Demokraci wpadali w szał z powodu swojego 80-letniego prezydenta i jego determinacji, by ubiegać się o reelekcję.

Zgodnie z ostatnim sondażem Agencji Reutera poparcie dla wojny z Iranem wynosi w USA zaledwie nieco ponad 30 proc. Nie ma oczywistego wyjścia z tej sytuacji, dopóki Teheran ma coś do powiedzenia.

onet.pl\Politico


Do ataku doszło w niedzielę 30 sierpnia po południu w sklepie Odessa Market przy ul. Śródka w Poznaniu. 50-letni Polak miał kierować wobec pracującej w sklepie obywatelki Ukrainy niecenzuralne i obraźliwe słowa na tle jej narodowości, a następnie wychodząc ze sklepu, miał zdewastować sprayem witrynę.

Sytuację zrelacjonowała TVN24 właścicielka sklepu. Jedna z pracowniczek miała zauważyć, że mężczyzna maluje coś na szybach. - Ponadto ukradł ze sklepu dwa wina. Zaczął także wyzywać pracownice. Mówił, że powinny wracać na Ukrainę i opluł je - relacjonowała właścicielka. 

Gdy na miejsce przyjechała policja, mężczyzna uciekł. Policja zabezpieczyła nagrania ze sklepu i z miasta. Nietrzeźwego sprawcę złapano w poniedziałek o godz. 4. Mężczyznę zamknięto w policyjnym areszcie. 

(...)

W poniedziałek łódzka policja poinformowała, że zatrzymała 17 i 24-latka podejrzanych o napaść na 15-letniego obywatela Ukrainy na Stawach Stefańskiego w Łodzi. Do ataku doszło pod koniec czerwca. 

"Chłopiec, wychodząc z kąpieliska, szedł w stronę pozostawionych przy drzewie rzeczy – wtedy został zaatakowany przez nieznanych mu młodych mężczyzn tylko dlatego, że był innej narodowości. Okoliczni świadkowie zdarzenia natychmiast zaalarmowali służby" - informuje podkom. Kamila Sowińska z KMP Łódź.

W sierpniu policja dotarła do podejrzanych. 17-latek był zdziwiony widokiem policji. "Mężczyzna przyznał się do udziału w zdarzeniu, jednak zaznaczył, że jego przebieg przedstawi dopiero przed prokuratorem prowadzącym sprawę. 28 sierpnia kryminalni zatrzymali drugiego z podejrzanych. Z uwagi na fakt, iż 24-latek działał w warunkach tzw. recydywy, może czekać go surowszy wymiar kary" - podaje łódzka policja. 

gazeta.pl


Bibi z Ben Gvirem pokłócili się i już sondaże zareagowały. Itamar ma mocne 7 mandatów chociaż on to raczej celuje w 10 lub nawet 12. Natomiast Bibiemu spadło do 21 i to jest chyba najsłabszy Bibi w dziejach. Likud Bibiego to miał zawsze 30+ mandaty i dobierał sobie koalicję jakie chciał. Wynalazki i planktony drgnęły do góry i Smotrich jest na granicy Knessetu natomiast główny konkurent Bibiego Eisenkot ma 24 mandaty. Blok Bibiego ma 52 miejsc a koalicja antyBibi ma 55 i Arabowie mają 13 foteli. Bibi w chwili próby będzie chciał połączyć ogień i wodę czyli mieć w jednym rządzie Ben Gvira i Arabów ale ci raczej na to nie pójdą a dla Bibiego to bez różnicy byle aby rządzić. Koalicjantów i tak się niszczy i do kolejnych wyborów szuka się kolejnych łepków. Chociaż o łepków dla Bibiego jest coraz trudniej bo większość polityków bloku antyBibi to są takie łebki zniszczone w poprzednich kadencjach.

x.com/pawelrakowski85