Amerykanie w tym roku mają ograniczyć około 200 stanowisk w strukturach NATO, przede wszystkim poprzez niewymienianie personelu po zakończeniu rotacji. Dotyczy to nie tylko wybranych dowództw czy struktur koordynacyjnych, ale również części grup eksperckich i właśnie Centrów Doskonalenia. Sama liczba nie musi robić wielkiego wrażenia, jeśli porównać ją z całością obecności USA w Europie. Problem polega na tym, że mówimy o ekspertach (często wojskowych) pracujących w miejscach, gdzie Sojusz myśli, planuje, ćwiczy i przygotowuje się do przyszłych wyzwań.
Pragnę wskazać, że te centra są kluczowe, bo sam brałem udział w ćwiczeniach i symulacjach prowadzonych w podobnych formatach w kilkunastu ośrodkach NATO na świecie. Na przykład uczestniczyłem w ćwiczeniach z Ukrainą, które trwały blisko rok i angażowały ukraińskich wojskowych oraz decydentów, a jednym z ich najważniejszych podsumowań były działania realizowane we wrześniu i październiku 2021 roku w Odessie. Dotyczyły one rosyjskich ataków na infrastrukturę energetyczną Ukrainy, scenariuszy presji hybrydowej, zakłóceń dostaw i reakcji państwa na kryzys.
Po rosyjskiej agresji w lutym 2022 roku okazało się, że scenariusze, które przygotowywaliśmy, sprawdziły się w ponad 80%. To demonstruje, że takie ćwiczenia nie są teorią dla teorii, ale przygotowują państwa (i cały Sojusz i partnerów) na sytuacje, które później naprawdę się wydarzają.
W związku z tym, wyjście Amerykanów z tych struktur to nie jest tylko kwestia pieniędzy i braku przedstawiciela. Oceniam to jako brak amerykańskiego głosu w ćwiczeniach, brak amerykańskiego doświadczenia w opracowaniach, brak wspólnych analiz, brak udziału w symulacjach i brak codziennego budowania współpracy w konkretnych państwach. Amerykanie zabierają swoich specjalistów, a razem z nimi część wiedzy, procedur, pamięci instytucjonalnej i politycznego ciężaru, o których tak wiele mówi się w Europie od miesięcy. Centra NATO będą działały dalej, ale bez USA ich znaczenie, szczególnie dla państw partnerskich, będzie słabsze.
Wiadomo już, że Amerykanie wycofują się m.in. z Centrum Doskonalenia Obrony przed Terroryzmem w Ankarze (Defence Against Terrorism Centre of Excellence, DAT COE) oraz z Centrum Doskonalenia Bezpieczeństwa Energetycznego NATO w Wilnie (NATO Energy Security Centre of Excellence, NATO ENSEC COE). To drugie jest szczególnie ważne dla naszej części Europy. Bezpieczeństwo energetyczne po rosyjskiej agresji na Ukrainę stało się jednym z głównych elementów odporności państwa (a jeśli do tego dodamy kryzys na Bliskim Wschodzie to mamy ogromne wyzwania). Jeżeli NATO ma rozumieć, jak Rosja uderza w energetykę, infrastrukturę krytyczną, sieci przesyłowe i społeczeństwa poprzez presję energetyczną, to takie centrum ma znaczenie fundamentalne.
(...)
Za miesiąc odbędzie się szczyt NATO w Turcji i być może prezydent Trump będzie jeszcze korygował część decyzji. Nie zakładałbym jednak, że cały proces zostanie cofnięty. Decyzje o wycofywaniu Amerykanów z części centrów już zapadły i są realizowane. To wpisuje się w szerszą politykę administracji Trumpa, która chce, aby Europa przejmowała większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo, a Stany Zjednoczone zachowały swobodę działania wobec Indo-Pacyfiku, Bliskiego Wschodu i własnych priorytetów wewnętrznych.
Nie chodzi już o formalne wyjście USA z NATO. Teraz dotyczy to ograniczania amerykańskiej obecności w miejscach, gdzie Sojusz przygotowuje się do przyszłych kryzysów i wojen. To jest mniej widoczne niż rotacja brygady czy obecność myśliwców, ale wciąż bardzo ważne. Centra eksperckie tworzą analizy, prowadzą ćwiczenia, budują scenariusze i uczą państwa reagowania zanim dojdzie do wojny. Jeżeli Amerykanie wycofują specjalistów z tych struktur, Europa traci część amerykańskiego doświadczenia, wiedzy i politycznego ciężaru.
defence24.pl