Nadto do sprawy wmieszał się nowy czynnik polityczny. „Liczyliśmy się z tym - oświadczył J. Łopatyński - ze Polacy nie będą bierni, sprawa z nimi nigdy nie była łatwa, przekonali się o tym wszyscy trzej rozbiorcy Polski. Nie sądziliśmy jednak, że rozbudują swój aparat podziemny aż do tego stopnia, iż zacznie on poważnie zagrażać naszym interesom państwowo-twórczym. Do tego doszedł jeszcze element radziecki, który nagle pojawił się na Wołyniu i Polesiu w postaci dużych zgrupowań partyzanckich, których obecność świadczyła, że Moskwa nie zamierza rezygnować z ziem zachodnioukraińskich na rzecz Polski. Trzecia sprawa to działalność melnykowców idąca w stronę utworzenia własnej armii u boku Hitlera, jak ongiś czynili to Polacy u boku Napoleona. Postanowiliśmy się wszystkim tym zamierzeniom i zakusom przeciwstawić. Nie mogliśmy w takiej sytuacji pozwolić sobie na luksus neutralności i bierności, które mogły nas wyeliminować z gry. Trzeba było zrezygnować z pierwotnego zamiaru i opracować inny wariant obrony przed czterema groźnymi siłami (Polacy, Rosjanie, Niemcy i melnykowcy), z których każda z osobna dążyła do wyeliminowania OUN (banderowców) z życia politycznego Ukrainy”.
Jest to chyba najszczersza i najpełniejsza ocena sytuacji.
Uzupełnia ją Petro Połtawa, który włączył się do sporu z dużym talentem literackim. Atakuje on m.in. najmniej winnego w tym wszystkim Iwana Kedryna-Rudnickiego, członka Ukraińskiego Narodowo-Demokratycznego Zjednoczenia (UNDO), partii, która przed wojną w Polsce działała legalnie. Pisze on, że gdyby nie „flirt Melnyka z Keitlem i Rosenbergiem”, którego wynikiem był „nieślubny bękart” - antybanderowska SS „Hałyczyna” i gdyby nie „systematycznie powtarzające się napady AK na spokojną ludność ukraińską” (którym Kedryn zaprzecza), to nie byłoby UPA, w tym czasie i w takiej postaci. Nie byłoby też „surowych ekspedycji” przeciwko Polakom, które „studziły zapały krewkich ułanów spod znaku AK”. Nie bez winy byli także partyzanci radzieccy („czerwoni bandyci”).
Boroweć w swych wspomnieniach idzie jeszcze dalej, pisze że „...niemieckie samoloty wypalały wsie, a na drugi dzień na to samo miejsce wpadali moskiewsko-polscy partyzanci i dobijali resztę ludności”. Można na tej podstawie dojść do wniosku, że „moskiewsko-polscy partyzanci” współdziałali z Niemcami przeciwko UPA oraz ukraińskiej ludności cywilnej popierającej ukraińskich nacjonalistów. „Uczciwi patrioci ukraińscy (czyli banderowcy - E. P.) - kontynuuje P. Połtawa - nie mogli na to wszystko patrzeć obojętnie (...) UPA musiała stać się «najawną» rzeczywistością i nią się stała, jak Słowo stało się ciałem, na sławę Ukrainy”.
Edward Prus - Atamania UPA