niedziela, 14 czerwca 2026



Wstępne wyniki niedzielnego referendum w Szwajcarii, w którym obywatele decydowali, czy wprowadzić nakaz ograniczenia liczby ludności kraju do 10 mln przed 2050 r., wskazują, że prawie 53 proc. głosujących odrzuciło wniosek skrajnie prawicowej Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP). Frekwencja przekroczyła 57 proc.

Agencja AP zaznaczyła, że są to tylko cząstkowe wyniki.

Gdyby wniosek populistycznej partii, mającej najwięcej miejsc w parlamencie i od lat podsycającej nastroje antyimigranckie, zwłaszcza w kontekście napływu pracowników z sąsiedniej Unii Europejskiej, został przyjęty, głębokie więzy Szwajcarii z Unią Europejską zostałyby podważone - podkreśliła agencja.

Publikowane przed referendum sondaże przewidywały wyrównany wynik, jednak wskazywały, iż propozycja zostanie odrzucona niewielką większością głosów.

Mimo to znaczne poparcie dla propozycji idzie w parze z rosnącą popularnością polityki, mającej na celu ograniczenie imigracji. Zwolennicy przyjęcia wniosku argumentowali, że zaledwie niewielka część przybyszów, to wykwalifikowani pracownicy, twierdzili też, że osoby ubiegające się o azyl częściej dopuszczają się gwałtów - zauważyła z kolei agencja Reutera.

Przeciwnicy nazwali ten plan przepisem na chaos w szwajcarskich firmach i wśród ich pracowników, a także w relacjach Szwajcarii z UE. Kwestionowali również, by spory z Brukselą były rozsądne tuż po tym, gdy prezydent USA Donald Trump nałożył najwyższe w Europie cła na szwajcarskie towary.

Patrick Leisibach, ekspert ds. migracji w think tanku Avenir Suisse, powiedział, że argumenty ekonomiczne odegrały rolę, a ludzie obawiają się, jak głosowanie "tak" wpłynie na ich codzienne życie. - Zastanawiają się: "kto będzie mnie obsługiwał w restauracji?" i "kto się mną zaopiekuje, kiedy się zestarzeję?". To raczej troska o osobiste dobro sprawiła, że ludzie odrzucili tę inicjatywę" - oświadczył.

Rząd przekonywał wyborców, że głosowana w niedzielę inicjatywa zagraża "dobrobytowi i dobremu funkcjonowaniu społeczeństwa, bezpieczeństwu wewnętrznemu oraz humanitarnym tradycjom Szwajcarii". Zdaniem przedstawicieli biznesu i oponentów, jej przyjęcie pozbawiłoby siły roboczej szpitale i hotele. Połowa pracowników szwajcarskich hoteli, to obecnie cudzoziemcy.

Oponenci wskazują też na starzenie się szwajcarskiego społeczeństwa - 20 proc. ludności stanowią obecnie osoby powyżej 65. roku życia. Ich potrzeby muszą finansować młodsi pracownicy i podatnicy.

Gdyby wniosek SVP został przyjęty, rząd byłby zobowiązany podjąć działania zaradcze po osiągnięciu progu 9,5 mln mieszkańców. Mogłyby one obejmować m.in. ograniczenie liczby osób, którym przyznawany jest azyl, czy zlikwidowanie programu łączenia rodzin zagranicznych pracowników.

Ograniczenie liczby ludności wiązałoby się z wymówieniem przez Szwajcarię w ciągu dwóch lat m.in. porozumienia o wolnym przepływie osób z UE i mogłoby zaszkodzić dwustronnym relacjom. UE jest głównym partnerem handlowym Szwajcarii. 

PAP


Ostateczna wersja irańsko-amerykańskiego memorandum przewiduje m.in. otwarcie cieśniny Ormuz i zdjęcie amerykańskich sankcji - powiedział agencji Reutera wysoki rangą irański urzędnik. Nie określił jednak, kiedy zostanie zawarte porozumienie.

Zgodnie z ramowym memorandum Iran ma natychmiast otworzyć cieśninę Ormuz dla wszystkich statków handlowych, Stany Zjednoczone natomiast zakończyć blokadę irańskich portów.

Według urzędnika, USA miałyby znieść na pewien czas wszystkie sankcje dotyczące irańskiej ropy naftowej, dzięki czemu Iran mógłby sprzedawać ropę i otrzymywać z niej zyski. Stany Zjednoczone zobowiązałyby się też do nieprzyjmowania nowych sankcji przeciwko Teheranowi do czasu zawarcia ostatecznego porozumienia pokojowego.

USA zgodziłyby się odblokować 25 mld dol. zamrożonych irańskich funduszy, w tym poprzez bezpośrednie przelewy gotówkowe, współpracę z krajami regionu i linie kredytowe.

Iran ze swej strony miałby się zobowiązać, że nie będzie produkować ani zabiegać o pozyskanie w inny sposób broni atomowej. Miałby też utrzymać obecne status quo w kwestiach nuklearnych aż do zawarcia ostatecznego porozumienia, nie wzbogacając uranu i nie rozbudowując swych obiektów jądrowych. USA zaś zgodziłyby się na rozrzedzenie przez Teheran irańskich zasobów wzbogaconego uranu na terenie kraju, a mechanizm tego procesu miałby zostać omówiony w ciągu 60 dni.

USA we współpracy z regionalnymi partnerami miałyby przygotować plan odbudowy i rozwoju Iranu. Jego treść miałaby zostać wynegocjowana i uzgodniona z Teheranem w ciągu 60 dni.

W tym samym terminie ma zostać wynegocjowany i zawarty w ostatecznym porozumieniu irański program nuklearny, prace nad wzbogacaniem uranu oraz mechanizm postępowania z irańskimi zapasami wysoko wzbogaconego uranu.

Po zawarciu ostatecznego porozumienia miałyby zostać zniesione zgodnie z ustalonym harmonogramem sankcje USA i ONZ wobec Iranu.

W piątek przedstawiciel administracji USA powiedział, że porozumienie z Iranem opiera się na czterech filarach: otwarciu cieśniny Ormuz i zakończeniu blokady; demontażu irańskiego programu jądrowego wraz z przekazaniem stronie amerykańskiej wzbogaconego materiału, który ma zostać "zniszczony na miejscu, a następnie wywieziony z kraju", długoterminowym pokoju regionalnym oraz reżimie inspekcji zapewniającym weryfikację zobowiązań. W zamian Iran ma uzyskać stopniowe złagodzenie sankcji i reintegrację z gospodarką światową.

Prezydent USA Donald Trump i pakistański mediator oświadczyli w sobotę, że podpisanie porozumienia kończącego wojnę na Bliskim Wschodzie planowane jest na niedzielę. Daty tej nie potwierdził jeszcze Iran. 

PAP


Podczas szczytu G7 we francuskim Evian w przyszłym tygodniu pojawią się pierwsze "wątki" nowego porządku świata - powiedział premier Kanady Mark Carney składający wizytę w Irlandii.

Sformułowania o "wątkach", które zostaną splecione podczas szczytu G7 Carney użył podczas dyskusji w Trinity College w Dublinie - relacjonowała agencja The Canadian Press. Premier dodał, że w tegorocznym spotkaniu G7 uczestniczą także kraje spoza tej grupy, co pozwoli na "szerszą perspektywę i szersze elementy rozwiązań".

Jego zdaniem są problemy, które rozwijają się "dość szybko", wskazał m.in. na rozwój AI bez jednoczesnych regulacji, co może stać się przyczyną kolejnych problemów takich jak bezpieczeństwo dzieci i ryzyka cyberataków.

"Znaczenie współdzielenia obrony, posiadania wspólnych standardów, nieudostępnianie modeli, które mają duże możliwości zanim inni będą gotowi, to jest imperatyw. Jestem pewny, że będziemy o tym dyskutować podczas G7" - powiedział Carney.

W Evian, poza Francją, Japonią, Kanadą, Niemcami, Wielką Brytanią, Włochami i USA oraz Unią Europejską, będą też kraje spoza G7 : Brazylia, Egipt, Indie, Katar, Kenia, Koreą Płd, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Ukraina.

W styczniu br. w swoim szeroko komentowanym przemówieniu w Davos Carney mówił o możliwych nowych sojuszach państw średniej wielkości. Podkreślał, że przez dziesięciolecia kraje świata wiązały zasadę praworządności z "amerykańską hegemonię", ale dotychczasowy porządek świata się załamuje i nadchodzi chwila testu dla krajów o średniej wadze, takich jak Kanada, która znalazła się wśród pierwszych państw rozumiejących ostrzeżenia.

Po rozmowach premiera Kanady z premierem Irlandii Michealem Martinem, we wspólnym komunikacie znalazła się też informacja nawiązująca do rozpoczynającej się w lipcu br. prezydencji Irlandii w UE. Zapowiedziano dalsze zacieśnianie współpracy Kanady z UE w kwestiach takich jak bezpieczeństwo gospodarcze, łańcuchy dostaw, konkurencyjność i transformacja cyfrowa oraz transformacja ekologiczna. W tych dwóch dziedzinach zapowiedziano współpracę dot. regulacji prawnych oraz "innowacyjnych partnerstw".

PAP