poniedziałek, 27 lipca 2026



W 2017 roku w oficjalnym dyskursie zaczęła pojawiać się kwestia potrzeby przywrócenia prawdy historycznej dotyczącej Kuropat oraz stalinowskich represji z lat 1920–1940. Przypomnę, pod koniec lat 80. białoruscy działacze społeczni i naukowcy, na czele z Zenonem Poźniakiem, ujawnili prawdę o wydarzeniach, które miały miejsce w Kuropatach pod Mińskiem w drugiej połowie lat 30. Pod koniec lutego 2017 roku w redakcji państwowej białoruskiej gazety „SB-Belarus Segodnia” zorganizowano okrągły stół poświęcony pamięci o Kuropatach i ofiarach stalinowskich represji. Ówczesny redaktor Paweł Jakubowicz w publikacji, która ukazała się na łamach gazety, napisał: „niektórzy ludzie z uporem, jak mówią, godnym lepszego zastosowania, zaczęli uważnie szukać «faktów», które powinny przekonać wszystkich, że organy NKWD nie mają nic wspólnego z masowym cmentarzem w Kuropatach, że to podobno dzieło nazistów. A jeśli tak, to po co się martwić? Opinia publiczna, naukowcy, eksperci musieli włożyć wiele pracy, ale ustalić prawdę. A prawda była taka, że leśne uroczysko Kuropaty jest miejscem pochówku ofiar straszliwych represji politycznych”. Inny uczestnik redakcyjnego spotkania, ówczesny pierwszy zastępca przewodniczącego KGB, generał-major Ihar Sierhijenka, oświadczył, że w latach 1920–1950 na terytorium Białorusi represjonowano 235,5 tysiąca osób. „Te sprawy znajdują się w Centralnym Archiwum KGB i archiwach zarządów obwodowych. Z tej liczby 176 tysięcy osób zostało zrehabilitowanych” – powiedział generał. Najważniejszym ustaleniem spotkania była decyzja o konieczności utworzenia znaku pamięci w Kuropatach.

Jednym z zadań pseudohistorycznej fundacji pod kierownictwem Diukowa była walka z badaniami nad historią stalinowskich represji na terytorium republik postsowieckich. W 2017 roku na Białoruś po raz pierwszy przyjechała Natalia Selukina, prawa ręka Diukowa. Zgodnie z oficjalnym przekazem brała wówczas udział w konferencji zorganizowanej przez białoruskich komunistów. W rzeczywistości jednak Fundacja Pamięć Historyczna już wcześniej działała na rzecz zapobiegania rozpowszechnianiu prawdy historycznej o represjach na Białorusi. W 2017 roku kwestia ta zaczęła się wymykać spod kontroli Moskwy. W Kuropatach przeprowadzono duże akcje w ramach uporządkowania terenu, w których uczestniczyli członkowie prorządowych organizacji młodzieżowych i parlamentu Białorusi. Raporty o tym były publikowane we wszystkich mediach państwowych. Już w marcu Alaksandr Łukaszenka, komentując sytuację, oświadczył: „poleciłem stworzyć schludny, nie gigantyczny pomnik. Teraz trwa konkurs. Zrobimy ten pomnik, być może coś w formie małej kaplicy”.

Wtedy Pamięć Historyczna rozpoczęła działania, które – zgodnie z terminologią sowieckich służb specjalnych – można określić „aktywnymi”. Rosyjscy ideolodzy, dowiedziawszy się, że administracja Łukaszenki zleciła naukowe badania nad Kuropatami, natychmiast włączyli się do tego procesu. W rosyjskich czasopismach naukowych publikowano artykuły, w których informowano, że liczba ofiar represji w Kuropatach nie wynosiła 250 tysięcy, ale 7–8 tysięcy osób. Wkrótce rosyjscy propagandyści przekazali niezbędne materiały władzom białoruskim.

Równolegle Diukow i jego współpracownicy przygotowali zbiór dokumentów z historii represji stalinowskich w Białoruskiej SRR w latach 1937–1938. W rezultacie rosyjskim pseudohistorykom działającym pod przykrywką rosyjskich służb specjalnych udało się utrwalić na Białorusi „wyobrażenie o skali represji sowieckich, które odpowiadało interesom Rosji”. W listopadzie 2018 roku w Kuropatach pojawił się oficjalny państwowy znak pamięci. Ostatecznie jednak władze białoruskie nie uznały skali tragedii represji stalinowskich na Białorusi.

To był dopiero początek destrukcyjnej działalności Fundacji. Rosyjscy manipulatorzy przygotowali i wydali szereg książek, które miały wpłynąć na pogorszenie stosunków Białorusi z Ukrainą i krajami bałtyckimi. Po aneksji Krymu przez Rosję, Mińsk otwarcie zdystansował się od rosyjskiej interpretacji tych wydarzeń. Trzeba było zmusić białoruskie władze do użycia antyukraińskich akcentów. W marcu 2018 roku w stolicy odbyła się prezentacja zbioru dokumentów Zabójcy Chatyni. 118. ukraiński batalion policji bezpieczeństwa na Białorusi, 1943–1944. Dobór materiałów miał służyć nie tyle ukazaniu zbrodni kolaborantów, ile stworzeniu paraleli między wydarzeniami II wojny światowej a współczesną Ukrainą.

W 2019 roku Fundacja wydała zbiór dokumentów NKWD w Zachodniej Białorusi. Głównym przesłaniem tej publikacji był postulat, że „pracownicy NKWD zapewniali bezpieczeństwo funkcjonowania lokalnych organów administracji, objęli ochroną najważniejsze obiekty gospodarcze, przedsiębiorstwa przemysłowe i instytucje, nie dopuszczali do przejawów kradzieży, rozboju i grabieży, stworzyli warunki do przeprowadzenia wyborów i pracy Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Białorusi w Białymstoku”. Jak widać, akcent został przeniesiony z represyjnej polityki systemu bolszewickiego na terenach byłych województw północno-wschodnich II RP, przyłączonych we wrześniu 1939 roku do BSRR, na „czysto administracyjną pracę i wykonanie rozkazu”. Po obejrzeniu okładki książki niezależni badacze i miłośnicy białoruskiej historii liczyli, że znajdą w niej fragmenty spraw karnych ofiar stalinowskich czystek przeprowadzonych w latach 1939–1941 na wspomnianym terytorium. Liczyli na prawdę o losie 3870 obywateli polskich, którzy najprawdopodobniej zostali zamordowani przez NKWD na Białorusi (w Kuropatach i nie tylko). Ta polityka represyjna pokazuje istotę pracy NKWD na nowych terytoriach BSRR. Prawda historyczna nie leży w interesie rosyjskich pseudohistoryków z Pamięci Historycznej i ich kuratorów z rosyjskich służb specjalnych. 

new.org.pl

Iran zapowiedział gotowość do zawieszenia ataków, jeśli USA powstrzymają swoje wrogie działania. Efekt? Wyraźny spadek cen ropy naftowej. Europejska baryłka ropy Brent potaniała o 4,50 proc. i spadła z okolic 100 dolarów przed weekendem do 87,59 dol. w poniedziałek o 6:30. Amerykańska ropa WTI osunęła się do poziomu 84,83 dolara, co oznacza spadek ceny aż o 5,22 proc.

O tym, że Iran wstrzyma ataki, jeśli to samo zrobią Stany Zjednoczone poinformował Reuters, który powołał się na wysokiego rangą urzędnika bliskowschodniego kraju. USA wstrzymały bombardowania po tym, jak  doradcy prezydenta Donalda Trumpa ostrzegli go, że armii brakuje realnych celów i wyrazili obawy o zmniejszające się zapasy broni USA. 

gazeta.pl


Białoruskie służby od 2021 roku były oskarżane o przerzucanie przez granicę migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki do państw takich jak: Łotwa, Litwa oraz Polska. Zdaniem służb Mińsk chciał w ten sposób zdestabilizować wschodnią flankę NATO. "Tworząc sztuczny szlak migracyjny, wykorzystując cynicznie migrantów, Łukaszenka stara się destabilizować Polskę, Litwę i Łotwę, a także zmusić Unię Europejską do zniesienia sankcji nałożonych na reżim w Mińsku" - informowały polskie służby specjalne. 

Gwałtowny napływ ludności miała powstrzymać stalowa bariera o długości około 186 km i 5,5 metra wysokości, która została wybudowana w 2022 roku na granicy polsko-białoruskiej. Nie spodobała się Mińskowi, który argumentuje, że znajduje się ona na terenie Puszczy Białowieskiej.

Temat ten poruszył zastępca szefa Wydziału Współpracy Międzynarodowej Ministerstwa Zasobów Naturalnych i Ochrony Środowiska Białorusi, Jewgienij Korzun, który był obecny na 48. sesji Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO w Korei Południowej - przekazała agencja BiełTa. Jego zdaniem zbudowane przez Polskę zabezpieczenie stanowi "zagrożenie dla całego ekosystemu Puszczy Białoruskiej". 

Korzun stwierdził, że Polska i Białoruś powinny podjąć dialog w tej sprawie. - Białoruś potwierdza niezmienną gotowość do wznowienia konstruktywnego dialogu na każdym forum i w każdym formacie w sprawie ochrony ekosystemów Puszczy. Uważamy, że współpraca na szczeblu technicznym powinna zostać niezwłocznie wznowiona - powiedział Korzun, cytowany przez BiełTa. 

Następnie zwrócił się do Komitetu i Sekretariatu z prośbą o wystąpienie w roli mediatora między Białorusią a Polską. - Jesteśmy przekonani, że pomoc Centrum Światowego Dziedzictwa pomoże wznowić kontakty eksperckie - powiedział Korzun. Na koniec białoruski przedstawiciel podkreślił, że "przyroda nie zna granic".

gazeta.pl


Magda pracowała jeszcze mniej, gdy zatrudniła się w dziale księgowym w dużej firmie, ale to dlatego, że żadnych obowiązków nigdy nie dostała. Miała ją wdrażać koleżanka, ale nie chciała. Wolała wszystkim zajmować się sama. Przez prawie dwa lata praca zajmowała więc Magdzie pięć minut dziennie. Rano sprawdzała kilka faktur, co mogłyby robić młodsze, mniej kompetentne od niej księgowe, a potem szła do pracy w ogrodzie. Zastrzeżenie do jej pracy zgłosił ktoś tylko raz, po dziewięciu miesiącach, gdy zostało zauważone, że od dwóch godziny miała status "nieaktywna". Magda zainwestowała więc 25 zł w sticka, który wsadzony do portu USB przez cały dzień delikatnie symuluje ruchy myszką. Więc uwag co do wykonywania pracy nie było.

— Są ludzie, którym taka nie-praca nie przeszkadza przez całe życie, ale dla mnie było to frustrujące. Byłam po trzydziestce i wciąż zastanawiałam się, co będzie ze mną dalej — mówi. Czuła się źle nie rozwijając się, odstając, biorąc pieniądze za nic, kiedy inni pracują.

Czy jej przełożeni wiedzieli, że Magda nic nie robi? Oczywiście. Ale dawali jej do zrozumienia, by lepiej cieszyła się, że może bimbać. Dla Magdy było to jednak toksyczne, w końcu zmieniła więc pracę.

W innej pracy widziała, że dzieje się to samo. Ona sama miała wtedy zajęć nawet za dużo, ale widziała wokół osoby, dla których pracy nie było. To było przed pandemią, wszyscy przychodzili do biura, więc musieli nauczyć się jak wyglądać na zajętych. Chodzili z segregatorami pod pachą albo wpychali się na nie swoje zebrania, z których w końcu ktoś ich wyganiał. Jej własna szefowa wciąż znikała na tajemnicze spotkania, przesiadywała na stołówce albo zamykała się w łazience. Inny szef produkował prezentacje, z których wynikało, że nie rozumiał, czym zajmuje się zespół. — Co ciekawe, ci najlepiej symulujący pracę najczęściej awansowali. Pozory wygrywają — mówi. Z jej obserwacji wynika, że w korporacjach pracownicy albo pracę udają albo są wyzyskiwani. Managerowie nie potrafią bowiem właściwie rozdzielić pracy, ponieważ sami często dostali stanowisko z przypadku.

onet.pl\Forbes


Wojska rosyjskie zniszczyły wszystkie stacje benzynowe na trasie między miastami Połtawa i Charków na północnym wschodzie Ukrainy - powiadomił w poniedziałek deputowany do charkowskiej rady obwodowej Ołeksandr Skoryk.

- Obecnie wszystkie stacje benzynowe na trasie (...) od Charkowa do Połtawy zostały całkowicie zniszczone - powiedział przedstawiciel regionalnych władz na antenie stacji telewizyjnej Espreso.tv.

Długość trasy samochodowej między tymi dwoma miastami wynosi 143 km. Polityk zaapelował do kierowców, którzy się tam wybierają, by jechali z zapasem paliwa.

Zapewnił jednocześnie, że mimo zniszczeń infrastruktury paliwowej nie można dziś mówić o kryzysie w tej branży.

- W Ukrainie zniszczonych zostało ponad 200 stacji benzynowych, z czego ponad 80 w Charkowie i obwodzie charkowskim. Ale kryzysu nie ma. Żyjemy, walczymy, wojujemy - oznajmił Skoryk. 

PAP


MSZ Iranu oskarżyło Kijów o chęć rozszerzenia wojny po tym, jak w piątek ukraiński dron trafił w statek na Morzu Kaspijskim - podał Reuters. Iran twierdzi, że jednostka była cywilna i w ataku zginęła jedna osoba. Szef irańskiej dyplomacji ostrzegł w niedzielę, że ten atak nie może pozostać bez odpowiedzi.

"Zełenski zaatakował irański okręt handlowy, zabijając marynarza" - napisał minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi na platformie X. Oskarżył też ukraińskiego przywódcę o działanie na rozkaz Izraela.

Aragczi podkreślił, że "ten atak nie może pozostać bez odpowiedzi". Dodał, że takie stanowisko przedstawił też w rozmowach telefonicznych z szefową unijnej dyplomacji Kają Kallas i rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem.

MSZ Iranu wezwało w sobotę w następstwie tego ataku charge d'affaires Ukrainy w Teheranie. To zdarzenie irańskie MSZ określiło mianem "wrogiego i przestępczego ataku".

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przekazał w sobotę, że siły ukraińskie uderzyły w cele na Morzu Kaspijskim, w tym "jednostki transportujące sprzęt wojskowy z Iranu i okręt wojenny".

Reuters zwrócił uwagę, że ostra reakcja irańskich władz zbiegła się w czasie z kolejną wypowiedzią Zełenskiego. W opublikowanym w sobotę wieczorem nagraniu wideo prezydent Ukrainy oznajmił, że Rosja pomaga Iranowi w atakowaniu amerykańskich obiektów wojskowych na Bliskim Wschodzie i państw Zatoki Perskiej. Według ukraińskiego prezydenta, Rosja ma przekazywać Iranowi zdjęcia satelitarne, które mogą służyć m.in. do oceny irańskich uderzeń.

PAP