Specjalni wysłannicy prezydenta USA, Witkoff i Kushner przylecieli do Moskwy. Z lotniska przejechali się na Kreml rosyjskimi samochodami rządowymi (a nie limuzyną amerykańskiej ambasady). Pogawędzili z Putinem, oblewając go wazeliną i obsypując pochlebstwami. Złego słowa o zbrodniach wojennych – same przyjemne pogaduszki. Udali się do Kijowa. Zełenski podziękował im za przyjazd: „Jesteście bardziej skuteczni niż Patrioty, dzięki wam mieszkańcy Kijowa mogą choć przez kilka nocy spać spokojnie”. Wyjechali. Czy ich misja przybliżyła pokój na Ukrainie?
(...)
Kremlowskie media uznały pojawienie się amerykańskich wysłanników za dobry powód do szyderstw i podawania w wątpliwość sensowności misji. W jednym z telewizyjnych programów publicystycznych komentatorzy w studio nazwali Kushnera i Witkoffa „Bolkiem i Lolkiem”. Jeden z „ekspertów” uznał, że nie należy brać poważnie kogoś, kto nie jest dyplomatą i zajmuje się jakimiś biznesami. A drugi dodał, że „najlepszym rosyjskim dyplomatą jest rosyjski żołnierz”. I po herbacie.
labuszewska.pl