czwartek, 27 sierpnia 2026



W czwartek wojska rosyjskie zrzuciły na największą elektrociepłownię w Chersoniu cztery kierowane bomby lotnicze. Zniszczone zostały wszystkie urządzenia do wytwarzania energii elektrycznej i ciepła.

"Dlatego trzeba powiedzieć otwarcie: nie możemy już zakładać, że tej zimy elektrociepłownia ani inne obiekty infrastruktury krytycznej będą działały w normalnym trybie" - napisał Prokudin w serwisie Telegram.

Wyliczył, że od 1 lipca na obwód chersoński zrzucono 170 kierowanych bomb lotniczych. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy wojska rosyjskie wystrzeliły na region ponad 1700 dronów uderzeniowych. Ponadto, tylko w ciągu tygodnia, liczba ataków przy użyciu niewielkich dronów FPV wzrosła do 6,5 tys.

"Trzeba więc uczciwie zdawać sobie sprawę, że Chersoń może pozostawać bez prądu i ogrzewania nie przez kilka godzin czy dni, lecz przez dłuższy czas. Należy zacząć przygotowywać się do tego już teraz" - oświadczył Prokudin.

"Po raz kolejny zwracam się jednak do mieszkańców Chersonia, zwłaszcza rodzin z dziećmi i osób starszych: jeśli macie możliwość wyjazdu albo krewnych czy przyjaciół w bezpieczniejszych regionach - wyjedźcie!" - zaapelował, oferując pomoc w ewakuacji i zakwaterowaniu w bezpiecznych miejscach Ukrainy.

Atak nastąpił w nocy ze środy na czwartek. Serhij Fedorenko, p.o. prezesa zarządu państwowej grupy Naftohaz, do które należy elektrociepłownia oświadczył, że doznała ona krytycznych zniszczeń. "W wyniku ataku całkowicie zniszczono i wyłączono z eksploatacji wszystkie urządzenia do produkcji ciepła i energii elektrycznej, które pozostały na terenie zakładu" - powiedział Fedorenko, cytowany na Telegramie.

Zwrócił uwagę, że elektrociepłownia w Chersoniu miała charakter wyłącznie cywilny i zapewniała dostawy ciepła znacznej części budynków mieszkalnych w tym mieście.

"Atak ten nie ma żadnego uzasadnienia militarnego. Jego jedynym celem jest terroryzowanie ludności cywilnej oraz próba pozbawienia dziesiątków tysięcy mieszkańców Chersonia źródła ciepła przed rozpoczęciem sezonu grzewczego" - podkreślił Fedorenko.

Poprzednio elektrociepłownia w Chersoniu zaatakowana została w nocy 26 sierpnia, kiedy zrzucono na nią jedną kierowaną bombą lotniczą. Główne źródło ciepła dla miasta zostało wówczas poważnie uszkodzone. Po najnowszym ataku zostało całkowicie wyłączone z użytkowania.

PAP


Prace nad uruchomieniem produkcji trwają od 2024 r. Fabryka powstaje w kooperacji między amerykańskim producentem Raytheon a niemieckim koncernem zbrojeniowym MBDA – podaje „SZ” /dziennik „Sueddeutsche Zeitung” - red./.

Autorzy zaznaczają, że w bawarskich zakładach będzie produkowany starszy model pocisku – PAC-2 GEM-T. W przeciwieństwie do najnowszego wariantu rakiety PAC-3 starszy model nie trafia bezpośrednio w cel, lecz eksploduje w jego pobliżu. Doświadczenia z wojny w Ukrainie pokazują, że do strącenia wrogiej rakiety potrzeba wtedy więcej niż tylko jednego pocisku.

Inny niemiecki koncern zbrojeniowy – Rheinmetall zabiega o współpracę z amerykańską firmą Lockheed Martin w celu rozpoczęcia produkcji w Niemczech najnowszego modelu pocisku – PAC-3, znacznie bardziej precyzyjnego, nadającego się szczególnie do zwalczania rakiet balistycznych. „Plany te jak dotychczas nie uległy jednak konkretyzacji” – podkreśla „SZ”.

Gazeta przypomina, że USA, Polska, Niemcy, Holandia i Szwecja na szczycie NATO w Ankarze podpisały porozumienie o utworzeniu ośrodka konserwacji rakiet PAC-3.

Powstająca fabryka w Bawarii ma już zamówienia na 1000 pocisków. Dostawami zainteresowana jest nie tylko niemiecka Bundeswehra, ale także Hiszpania, Holandia, Rumunia i Szwecja. Z zakładów w Schrobenhausen będzie zapewne także pochodzić 600 pocisków obiecanych przez Niemcy Ukrainie.

„SZ” zwraca uwagę na trudną sytuację Ukrainy. Prezydent Wołodymyr Zełenski szacuje potrzeby swojego kraju na co najmniej 300 rakiet PAC-3 podczas najbliższej zimy, co odpowiada połowie całej światowej produkcji. Zdaniem autorów dodatkowa pomoc ze strony Niemiec jest wątpliwa ze względu na własne braki. Gazeta cytuje niemieckiego generała Juergena Schroedla, że Niemcy „dotarły do ściany” i muszą myśleć także o własnym bezpieczeństwie.

Z doniesień „Financial Times” wynika, że prezydent Donald Trump podczas spotkania z Zełenskim pod koniec lipca odrzucił prośbę o kilkaset rakiet przechwytujących, uzasadniając odmowę potrzebami wynikającymi z wojny z Iranem.

Wyjściem byłoby przekazanie Ukrainie pocisków przez kraje, które dotychczas nie angażowały się w pomoc. „SZ” wymienia w tym kontekście Hiszpanię i Grecję, jednak w przypadku obu krajów „brak jest sygnałów” świadczących o gotowości do pomocy.

Nadzieją jest – zdaniem „SZ” – francusko-włoski projekt SAMP/T uważany za europejską alternatywę wobec Patriotów. Ukraina posiada już kilka takich wyrzutni, a w przyszłym roku dostanie najnowszą generację tego systemu. Skala produkcji pocisków do tych wyrzutni jest jednak jeszcze mniejsza niż rakiet do Patriotów. W tym roku powstanie zaledwie 230–270 pocisków Aster-30 przeznaczonych do zwalczania rakiet balistycznych.

Francja zaproponowała Niemcom włączenie się w produkcję pocisków do systemu SAMP/T. Niemiecki minister obrony Boris Pistorius uważa, że posiadanie dwóch różnych systemów obrony przeciwlotniczej „nie jest proste”. Pomimo to Niemcy powinny jego zdaniem zbadać „bardzo poważnie” ofertę Francji.

wnp.pl\PAP