Można zatem zrozumieć, że rządy wielu państw UE widząc szturm 60 tys. osób, przeważnie bardzo młodych mężczyzn, na Ceutę, a następnie Melillę, skoncentrowały się na kwestii zagrożenia migracyjnego. Również krytyka polityki migracyjnej Hiszpanii nie była bezpodstawna. To co jednak trudno zrozumieć to całkowita ślepota na zamach na integralność terytorialną Hiszpanii, a konkretnie podważanie hiszpańskiej suwerenności nad tymi terytoriami.
Atak na Ceutę i Melillę nie był spontanicznym działaniem zdesperowanych ludzi, lecz operacją hybrydową do pewnego stopnia przypominającą to co się stało w 2021 r. na naszej granicy z Białorusią. Zasadnicza różnica jest jednak taka, że w przypadku Ceuty wiele wskazuje na to, iż sam napływ migrantów był tylko przykrywką maskująca inne działania tj. próbę podważenia suwerenności Hiszpanii nad jej północnoafrykańskimi eksklawami. I w tym zakresie operacja Maroka trwa w najlepsze, a niczyjej (poza mediami hiszpańskimi) reakcji na to nie widać.
Już kilka miesięcy przed atakiem na Ceutę zaczęła się kampania na rzecz umiędzynarodowienia rzekomego problemu tych eksklaw, które wpływowi proizraelscy analitycy amerykańscy, niektóre media izraelskie oraz środowiska opiniotwórcze w Maroku zaczęły określać jako „tereny okupowane” czy „kolonie”. Oczywiście, marokańskie pretensje do tych terenów to nie nowość, ale takiego natężenia i umiędzynarodowienia propagandy antyhiszpańskiej w tym zakresie nigdy nie było. I są one zupełnie bezpodstawne.
Warto przypomnieć, że miasta te założyli Fenicjanie, z którymi arabsko-berberyjscy Marokańczycy nie mają nic wspólnego. Później rządzili nimi Rzymianie, germańscy Wandalowie i w końcu Wizygoci. Morze Śródziemne przez kilka tysięcy lat nie stanowiło bowiem granicy między kontynentami, lecz było łącznikiem i po obu stronach była jedna cywilizacja. W 710 r. najazd arabski zniszczył Królestwo Wizygotów, ale w Asturii utrzymał się jeden z arystokratów imieniem Pelayo. Jego królestwo dało początek Hiszpanii i reconquiście, czyli procesowi wypierania najeźdźców z podbitego terytorium. W ramach tej inwazji arabskiej została zajęta też Ceuta i Melilla, a w ramach reconquisty odzyskana na początku XV w. Z kolonializmem nie miało to zatem nic wspólnego.
W marcu 2026 r. znany, neokonserwatywny ekspert i publicysta Michael Rubin opublikował na stronie American Enterprise Institute (jednego z czołowych amerykańskich think tanków) artykuł noszący tytuł „Maroko powinno wysłać nowy Zielony Marsz do Ceuty i Melilli”. Było to nawiązanie do wydarzeń z 1975 r., gdy Maroko, niezgodnie z prawem międzynarodowym i wbrew woli mieszkańców Sahary Zachodniej, zajęło to terytorium przy pomocy strumienia migracyjnego złożonego z 350 tys. Marokańczyków (nieuzbrojonych cywilów). Natomiast w kwietniu br. czołowy izraelski portal informacyjny Ynetnews opublikował artykuł Marokańczyka Amnie’a Ayouba wzywający Izrael do wsparcia marokańskich pretensji do Ceuty i Melilli oraz dyplomatycznej presji na USA by również wsparły w tym zakresie Maroko.
To tylko dwa przykłady takich działań, ale jest ich znacznie więcej. Kampania ta nasiliła się oczywiście w momencie napływu migrantów, a Maroko zobaczyło, że jest to skuteczna presja na Europę. Może i większość migrantów opuściła Ceutę, ale UE słowem nie skrytykowała północnoafrykańskiego królestwa. To zachęta by wzmocnić presję na stworzenie „problemu Ceuty”. I rzeczywiście, szum w mediach, w szczególności w internecie, nie ustaje. Biorą w nim udział zarówno trolle jak i uznani publicyści. Głos zabrali również izraelscy politycy i dyplomaci stając oczywiście po stronie marokańskich pretensji.
polskieradio.pl