niedziela, 2 sierpnia 2026



- Rosjanie wyciągnęli wszystko, co mogli. W trakcie poprzedniego ataku na Kijów, 30 lipca, użyli zaledwie dziewięciu pocisków batalistycznych. Dzisiaj to były praktycznie wyłącznie pociski batalistyczne - stwierdził w rozmowie z Espreso TV ekspert ds. lotnictwa Walerij Romanenko.

W ocenie specjalisty tak szerokie zastosowanie rakiet oznacza, że Rosja sięgnęła do zapasów zgromadzonych w odległych bazach. Świadczyć o tym może także obecność bombowców strategicznych Tu-160, które, jak zauważył ekspert, musiały przybyć z Dalekiego Wschodu.
Wojna w Ukrainie. Ekspert o ataku na Kijów

W obecnej sytuacji pociski batalistyczne okazują się być wyjątkowo skuteczną bronią - jak przytoczył rozmówca Espreso, w ostatnim czasie Rosja wystrzeliła 125 pocisków, z czego zestrzelonych zostało tylko 19.

- To wyraźnie świadczy o jednym - brakuje nam systemów przeciwrakietowych, konkretnie pocisków do systemów Patriot, zdolnych do zestrzeliwania rosyjskich rakiet. To gwałtownie wpływa na skuteczność odpierania ataków Rosji - wskazał.

Jak zauważył Ramanenko, w nocy z piątku na sobotę w stronę Kijowa leciało 27 pocisków balistycznych. Zestrzelony został tylko jeden. - Nie chcę używać tego słowa, ale jeżeli miałbym rozwinąć tę myśl, to powiedziałbym wprost - dzisiaj to była egzekucja - stwierdził.

Romanenko ma jednak nadzieję, że w przyszłości sytuacja się poprawi. - Nie sądzę, żeby ta sytuacja trwała długo. Rosjanie po prostu wykorzystują okazję - powiedział, wskazując, że Ukraina czeka obecnie na dostawę pocisków Patriot, które zmienią sytuację.

(...)

Niedobór pocisków do systemów Patriot, o którym od tygodni mówi strona ukraińska, jest obecnie jednym z głównych tematów podejmowanych przez dyplomację Ukrainy w rozmowach z zachodnimi partnerami.

- To niesamowita broń. Musimy bardzo uważać, komu pozwalamy ją produkować - powiedział Trump w prezydenckiej rezydencji w Camp David, odpowiadając na pytanie o możliwość zezwolenia Ukrainie na wytwarzanie pocisków Patriot. Prezydent USA stwierdził następnie, że Ameryka nie wyraziła zgody na wydanie Kijowowi takiej licencji.

Deklaracja ta stoi w sprzeczności z wcześniejszymi zapewnieniami Wołodymyra Zełenskiego, a także samego Trumpa, który o pozwoleniu na produkcję tej broni dla Ukrainy osobiście mówił podczas szczytu NATO w Ankarze.

- Zgodził się wydać nam licencję, a następnie odbyłem spotkanie z przedstawicielami sektora produkcyjnego, bardzo ważnymi amerykańskimi firmami zbrojeniowymi - zapewniał jeszcze w środę Wołodymyr Zełenski, komentując spotkanie z Trumpem na krótko po zakończeniu rozmowy.

interia.pl


Z kolei ludzie Morawieckiego przypomnieli sobie, że w PiS trwa wewnętrzna dyskusja o wyjściu z Unii — czemu dotąd wszyscy, także oni, zaprzeczali. Dowiedzieliśmy się też, kto w PiS prowadzi farmy trolli i dla kogo one pracują — bo każda frakcja ma swoje trolle, które zwalczają frakcję przeciwną. Otóż część dużych, anonimowych kont w mediach społecznościowych, które dotąd atakowały Tuska, a teraz prowadzą natarcie na rozłamowców, prowadzona jest przez niezawodnych działaczy dawnej Suwerennej Polski — Dariusza Mateckiego i Patryka Jakiego.

Ale to rękodzieło. Bo duże farmy trolli w serwisie X prowadzić mają ludzie Morawieckiego — dlatego na tym portalu rozłam zbiera lepsze opinie niż w innych mediach społecznościowych. Nas to nie dziwi, bo pamiętamy ważny wątek afery RARS — ludzie Morawieckiego dawali zarobić setki milionów dyktatorowi prawicowej mody spod znaku „Red is Bad” Pawłowi Sz., który odwdzięczał się im finansując trolling na ich rzecz w kampanii wyborczej.

Ale nas najbardziej wciągnęła wywołana przez "harcerzy" awantura o to, kto w PiS przygotował raport o ciemnych stronach życiorysu Karola Nawrockiego. Dokument ów ujawniliśmy w "Stanie Wyjątkowym" jesienią 2024 r., tuż przed ogłoszeniem nominacji prezydenckiej PiS dla Nawrockiego, opowiadając o wojnach wewnętrznych wokół tej kandydatury. Jego autorstwo pozostawało tajemnicą — do momentu rozłamu.

Znów samo gęste: "Dobrzy znajomi i współpracownicy Nawrockiego przyjaźnią się z psychopatycznymi hitlerowcami i członkami gangów. Wszyscy bywają w tych samych miejscach, jest mnóstwo okazji, by ich wspólnie sfotografowano czy nagrano. Nawrocki tolerował fakt, że tacy ludzie aktywnie uczestniczyli w animowanym przez niego ruchu wokół upamiętnienia Żołnierzy Wyklętych w Gdańsku; można więc mu postawić zarzut splamienia pamięci i nadużycia zaufania starych, schorowanych weteranów, którzy nie wiedzieli, że fotografują się z gangsterami i hitlerowcami. Jako pracownik IPN i dyrektor Muzeum II Wojny Światowej Nawrocki nie przeciwstawiał się obecności na organizowanych przez siebie imprezach patriotycznych bandziorów z gangów motocyklowych i jawnych, wytatuowanych w swastyki neonazistów. Pozwalał im nagrywać filmy na Westerplatte, godził się, żeby powstawały tam teledyski zespołu, którego członków zatrzymywała za propagowanie nazizmu ABW. Głównymi postaciami narracji o uwikłaniach Nawrockiego mogą stać się Olgierd Lipnicki — gangster skazywany m.in. za sutenerstwo i brutalne pobicia, jeden z najbardziej znanych swego czasu polskich neonazistów, a obecnie członek gangów motocyklowych, oraz Grzegorz Horodko, hitlerowiec, członek nielegalnej organizacji Blood and Honour (Blut und Ehre — motto Hitlerjugend), kontaktujący się z najbardziej aktywnymi neonazistami z Europy. Lipnicki i Horodko, a także koledzy Nawrockiego z bokserskiego ringu, powiązani są z gangiem motocyklowym Bad Company, którego trzon stanowią recydywiści, a obecną gwiazdą jest satanista Marcin "Różal" Różalski. Już dzisiaj, w ciągu kilku godzin i tylko korzystając z ogólnodostępnych źródeł, można bez problemu skonstruować przekonującą, spójną, bogato ilustrowaną i świetnie klikającą się w internecie narrację, że kandydat PiS na prezydenta to uwikłany w znajomości z faszystami i gangsterami radykał. Czy, po ogłoszeniu jego kandydatury, pojawią się ludzie z kolejnymi informacjami, zdjęciami, filmami z bliższej i dalszej przeszłości (takie materiały na pewno są, Nawrocki był aktywny w środowisku także w czasach, kiedy zdjęcia czy filmy nie trafiały od razu do internetu, a o mediach społecznościowych nikt nawet nie myślał)? Wydaje się to oczywiste".

onet.pl