„W branży półprzewodnikowej panowała niezwykle zażarta konkurencja” – wspominał Charlie Sporck, dyrektor wykonawczy /AMD - red./, który kierował przeniesieniem produkcji układów scalonych do Azji. „Walcz, znokautuj, wykończ” – wyjaśnił Sporck, uderzając pięścią w otwartą dłoń, aby zilustrować swój punkt widzenia. Stawką były duma, patenty i miliony dolarów – zatargi między amerykańskimi producentami chipów często miały osobisty charakter, ale w branży wciąż było mnóstwo przestrzeni na wzrost. Japońska konkurencja wydawała się jednak inna. Sporck przewidywał, że gdyby Hitachi, Fujitsu, Toshiba i NEC odniosły sukces, cały przemysł półprzewodnikowy przeniósłby się za Pacyfik. „W General Electric pracowałem nad telewizorami – ostrzegał Sporck. – Możesz dziś przejechać obok zakładu, gdzie były produkowane, ciągle stoi pusty. (…) W tamtym czasie znaliśmy już niebezpieczeństwa i, cholera jasna, nie mieliśmy zamiaru pozwolić, by przydarzyło się to nam”. Stawką było wszystko – miejsca pracy, majątki, dziedzictwo, duma. „Jesteśmy w stanie wojny z Japonią – twierdził Sporck. – To nie jest konflikt, w czasie którego używa się dział i ostrej amunicji, to wojna ekonomiczna, gdzie bronią jest technologia, wydajność i jakość”.
Dla Sporcka wewnętrzne walki w Dolinie Krzemowej były uczciwe, uważał jednak, że japońskie firmy produkujące układy DRAM czerpią korzyści z kradzieży własności intelektualnej, ochrony rynku wewnętrznego, dotacji rządowych i taniego kapitału. Sporck miał rację co do szpiegowania. W trakcie spotkania w zimny listopadowy poranek 1981 roku w holu hotelu Hartford w stanie Connecticut pracownik Hitachi, Jun Naruse, wręczył kopertę z pieniędzmi „konsultantowi” z firmy Glenmar, który obiecał pomóc Japończykom zdobyć tajemnice przemysłowe. Naruse dostał identyfikator, dzięki któremu zyskał dostęp do tajnego zakładu producenta samolotów, firmy Pratt & Whitney, i sfotografował stojący tam najnowszy komputer.
Po zrobieniu zdjęć współpracownik Juna Naruse’a z Zachodniego Wybrzeża, Kenji Hayashi, wysłał do Glenmara list z propozycją zawarcia „umowy na świadczenie usług konsultacyjnych”. W celu kontynuowania współpracy osoby z wyższego szczebla kierownictwa Hitachi zatwierdziły płatności w wysokości pół miliona dolarów na rzecz Glenmara. Jednak była to firma przykrywka, jej pracownikami byli agenci FBI. „Wygląda na to, że Hitachi wpadło w pułapkę” – przyznał nieśmiało rzecznik firmy po aresztowaniu jej pracowników, a historia trafiła na pierwszą stronę działu biznesowego „New York Timesa”.
Hitachi nie było w takich działaniach osamotnione. Podobne zarzuty postawiono Mitsubishi Electric. Nie tylko w przypadku układów scalonych i komputerów pojawiały się oskarżenia o japońskie szpiegostwo i krętactwa. Toshiba, japońska korporacja, która w połowie lat osiemdziesiątych była światowym liderem w produkcji pamięci DRAM, przez lata walczyła z zarzutami – jak się okazało prawdziwymi – że sprzedała Związkowi Radzieckiemu maszyny, które pomogły mu zbudować cichsze łodzie podwodne.
(...)
Sporck i Sanders zwrócili uwagę, że firmy japońskie czerpały również korzyści z ochrony rynku krajowego. Japońskie firmy mogły bez ograniczeń sprzedawać w Stanach Zjednoczonych, ale Dolina Krzemowa z trudem zdobywała udziały na japońskim rynku. Do 1974 roku Japonia ustalała limity ograniczające liczbę chipów, które amerykańskie firmy mogły tam sprzedawać. Nawet po ich zniesieniu japońskie firmy kupowały niewiele chipów w Dolinie Krzemowej, mimo że Japonia wykorzystywała jedną czwartą światowej produkcji układów scalonych, które firmy takie jak Sony umieszczały w sprzedawanych na całym świecie telewizorach czy magnetowidach. Niektóre wielkie japońskie firmy, takie jak NTT, monopolista telekomunikacyjny, kupowały chipy prawie wyłącznie od rodzimych dostawców. Rzekomo była to decyzja biznesowa, ale NTT było firmą państwową, więc polityka prawdopodobnie odegrała pewną rolę. Niewielki udział Doliny Krzemowej w rynku japońskim kosztował amerykańskie firmy miliardy dolarów.
Rząd Japonii dotował również producentów układów scalonych. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, gdzie prawo antymonopolowe zniechęcało firmy z branży półprzewodnikowej do współpracy, japoński rząd zmusił firmy do kooperacji, uruchamiając w 1976 roku konsorcjum badawcze o nazwie VLSI Program i finansując połowę jego budżetu. Amerykańscy producenci chipów przytaczali to jako dowód nieuczciwej japońskiej konkurencji, chociaż 72 miliony dolarów, które VLSI wydawał rocznie na badania i rozwój, odpowiadało mniej więcej budżetowi Texas Instruments na ten cel, a środki, które przeznaczała na to Motorola, były jeszcze większe. Co więcej, sam rząd Stanów Zjednoczonych był głęboko zaangażowany we wspieranie przemysłu półprzewodnikowego, chociaż pomoc Waszyngtonu przyjęła formę grantów z DARPA, jednostki Pentagonu, która inwestowała w nowoczesne technologie i odegrała kluczową rolę w finansowaniu produkcji układów scalonych.
Chris Miller - Wielka wojna o czipy
Dla Sporcka wewnętrzne walki w Dolinie Krzemowej były uczciwe, uważał jednak, że japońskie firmy produkujące układy DRAM czerpią korzyści z kradzieży własności intelektualnej, ochrony rynku wewnętrznego, dotacji rządowych i taniego kapitału. Sporck miał rację co do szpiegowania. W trakcie spotkania w zimny listopadowy poranek 1981 roku w holu hotelu Hartford w stanie Connecticut pracownik Hitachi, Jun Naruse, wręczył kopertę z pieniędzmi „konsultantowi” z firmy Glenmar, który obiecał pomóc Japończykom zdobyć tajemnice przemysłowe. Naruse dostał identyfikator, dzięki któremu zyskał dostęp do tajnego zakładu producenta samolotów, firmy Pratt & Whitney, i sfotografował stojący tam najnowszy komputer.
Po zrobieniu zdjęć współpracownik Juna Naruse’a z Zachodniego Wybrzeża, Kenji Hayashi, wysłał do Glenmara list z propozycją zawarcia „umowy na świadczenie usług konsultacyjnych”. W celu kontynuowania współpracy osoby z wyższego szczebla kierownictwa Hitachi zatwierdziły płatności w wysokości pół miliona dolarów na rzecz Glenmara. Jednak była to firma przykrywka, jej pracownikami byli agenci FBI. „Wygląda na to, że Hitachi wpadło w pułapkę” – przyznał nieśmiało rzecznik firmy po aresztowaniu jej pracowników, a historia trafiła na pierwszą stronę działu biznesowego „New York Timesa”.
Hitachi nie było w takich działaniach osamotnione. Podobne zarzuty postawiono Mitsubishi Electric. Nie tylko w przypadku układów scalonych i komputerów pojawiały się oskarżenia o japońskie szpiegostwo i krętactwa. Toshiba, japońska korporacja, która w połowie lat osiemdziesiątych była światowym liderem w produkcji pamięci DRAM, przez lata walczyła z zarzutami – jak się okazało prawdziwymi – że sprzedała Związkowi Radzieckiemu maszyny, które pomogły mu zbudować cichsze łodzie podwodne.
(...)
Sporck i Sanders zwrócili uwagę, że firmy japońskie czerpały również korzyści z ochrony rynku krajowego. Japońskie firmy mogły bez ograniczeń sprzedawać w Stanach Zjednoczonych, ale Dolina Krzemowa z trudem zdobywała udziały na japońskim rynku. Do 1974 roku Japonia ustalała limity ograniczające liczbę chipów, które amerykańskie firmy mogły tam sprzedawać. Nawet po ich zniesieniu japońskie firmy kupowały niewiele chipów w Dolinie Krzemowej, mimo że Japonia wykorzystywała jedną czwartą światowej produkcji układów scalonych, które firmy takie jak Sony umieszczały w sprzedawanych na całym świecie telewizorach czy magnetowidach. Niektóre wielkie japońskie firmy, takie jak NTT, monopolista telekomunikacyjny, kupowały chipy prawie wyłącznie od rodzimych dostawców. Rzekomo była to decyzja biznesowa, ale NTT było firmą państwową, więc polityka prawdopodobnie odegrała pewną rolę. Niewielki udział Doliny Krzemowej w rynku japońskim kosztował amerykańskie firmy miliardy dolarów.
Rząd Japonii dotował również producentów układów scalonych. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, gdzie prawo antymonopolowe zniechęcało firmy z branży półprzewodnikowej do współpracy, japoński rząd zmusił firmy do kooperacji, uruchamiając w 1976 roku konsorcjum badawcze o nazwie VLSI Program i finansując połowę jego budżetu. Amerykańscy producenci chipów przytaczali to jako dowód nieuczciwej japońskiej konkurencji, chociaż 72 miliony dolarów, które VLSI wydawał rocznie na badania i rozwój, odpowiadało mniej więcej budżetowi Texas Instruments na ten cel, a środki, które przeznaczała na to Motorola, były jeszcze większe. Co więcej, sam rząd Stanów Zjednoczonych był głęboko zaangażowany we wspieranie przemysłu półprzewodnikowego, chociaż pomoc Waszyngtonu przyjęła formę grantów z DARPA, jednostki Pentagonu, która inwestowała w nowoczesne technologie i odegrała kluczową rolę w finansowaniu produkcji układów scalonych.
Chris Miller - Wielka wojna o czipy