niedziela, 6 września 2026

 
 
Największym zagrożeniem dla Tajwanu była Chińska Republika Ludowa. W 1976 roku zmarł Mao Zedong, co zmniejszyło wprawdzie niebezpieczeństwo bezpośredniej inwazji na wyspę, ale za to Chiny stawały się coraz większym wyzwaniem gospodarczym. Pod nowym przywództwem zaczęły integrować się ze światową gospodarką i przyciągały do siebie firmy, które tworzyły miejsca pracy przy produkcji i montażu prostych urządzeń. Wcześniej, żeby wydźwignąć się z biedy, podobne działania podjął Tajwan. W Chinach płace były jednak niższe, a kilkaset milionów rolników z ochotą zrezygnowałoby z pracy na roli na rzecz zatrudnienia w fabrykach, dlatego wejście Państwa Środka do branży montażu urządzeń elektronicznych zagrażało gospodarce Tajwanu. Tajwańscy urzędnicy spotykający się z kierownictwem Texas Instruments skarżyli się, że taka sytuacja jest równoznaczna z „wojną” gospodarczą. Nie mogąc konkurować z Chinami w zakresie cen, Tajwan sam musiał zacząć produkować zaawansowane technologicznie urządzenia.

K.T. Li zwrócił się o pomoc do Morrisa Changa, osoby, która w największym stopniu przyczyniła się do sprowadzenia firm montażowych na Tajwan. Na początku lat osiemdziesiątych Chang został pominięty w awansie na stanowisko prezesa Texas Instruments („wysłali mnie na zieloną trawkę” – stwierdził później) i po ponad dwudziestu latach pracy opuścił firmę. Przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie prowadził firmę elektroniczną General Instrument, ale niezadowolony z pracy, po roku z niej zrezygnował. W przeszłości osobiście pomagał budować przemysł półprzewodników. Niezwykle wydajne procesy produkcyjne TI były wynikiem jego eksperymentów i wiedzy w zakresie zwiększania wydajności. Stanowisko, o którym marzył – prezesa zarządu TI – zapewniłoby mu w branży prominentną pozycję porównywalną ze statusem Boba Noyce’a czy Gordona Moore’a. Kiedy więc otrzymał od tajwańskiego rządu propozycję objęcia kierownictwa nad przemysłem półprzewodnikowym na wyspie, popartą czekiem in blanco na sfinansowanie tych ambitnych planów, Chang uznał ofertę za intrygującą. Miał pięćdziesiąt cztery lata i wciąż szukał nowych wyzwań.

Chociaż większość mówi o „powrocie” Changa na Tajwan, jego związki z wyspą ograniczały się w zasadzie do zakładów Texas Instruments, które pomagał tworzyć, i problematycznej zwierzchności Tajwanu nad rządem jego ojczystych Chin. Chang po ucieczce z ojczyzny przez czterdzieści lat jej nie odwiedzał, a miejscem, w którym mieszkał najdłużej, był Teksas. Posiadał amerykańskie poświadczenie bezpieczeństwa uprawniające go do prac nad urządzeniami dla wojska. Był zapewne bardziej Teksańczykiem niż Tajwańczykiem. „Tajwan był dla mnie dziwnym miejscem” – wspominał później.

Jednak budowa tajwańskiego przemysłu półprzewodnikowego wydawała się ekscytującym wyzwaniem. Kierowanie rządowym Industrial Technology Research Institute – takie stanowisko formalnie zaproponowano Changowi – stawiało go w centrum tajwańskich wysiłków na rzecz rozwoju branży układów scalonych. Obietnica rządowego wsparcia finansowego dodatkowo osładzała umowę. Rzeczywiste objęcie pieczy nad przemysłem półprzewodnikowym na wyspie gwarantowało, że Chang nie musiał odpowiadać przed nikim poza ministrami takimi jak K.T. Li, którzy i tak obiecali mu dużą swobodę działania. Firma Texas Instruments nigdy nie dawała czeków in blanco. Chang wiedział, że będzie potrzebować dużo pieniędzy, ponieważ jego plan opierał się na rewolucyjnym pomyśle. Gdyby udało się go zrealizować, układ sił w przemyśle elektronicznym zostałby zdefiniowany na nowo, dając Changowi – i Tajwanowi – kontrolę nad najbardziej zaawansowaną technologią na świecie.

Już w połowie lat siedemdziesiątych, będąc jeszcze w TI, Chang wpadł na pomysł stworzenia firmy, która produkowałaby chipy samodzielnie zaprojektowane przez klientów. W tamtym czasie firmy takie jak TI, Intel czy Motorola produkowały chipy zaprojektowane głównie przez siebie.

Chang przedstawił ten nowy model biznesowy innym dyrektorom TI w marcu 1976 roku. „Niski koszt mocy obliczeniowej sprawi – wyjaśniał współpracownikom – że układy znajdą zastosowanie w zupełnie nowych obszarach”, tworząc nowe źródła popytu na chipy, które wkrótce miały być używane we wszystkich urządzeniach – od telefonów po samochody i zmywarki do naczyń. Zakładał, że firmy wytwarzające te towary nie mają doświadczenia w produkcji układów scalonych, więc będą wolały zlecić ich wytwarzanie wyspecjalizowanym przedsiębiorstwom. Co więcej, wraz z postępem technicznym i zmniejszaniem się wielkości tranzystorów koszty maszyn produkcyjnych i prac badawczo-rozwojowych będą rosły. Tylko firmy produkujące duże ilości chipów mogą być konkurencyjne cenowo.

Kierownictwo TI nie było do tego pomysłu przekonane. W tamtym czasie, w 1976 roku, nie było jeszcze żadnych firm, które mimo braku własnych fabryk zajmowałyby się projektowaniem układów scalonych. Jednak Chang przewidywał, że wkrótce takie firmy się pojawią. Texas Instruments miał duże zyski, więc wchodzenie na rynki, które dopiero się tworzyły, wydawało się ryzykowne. Pomysł został dyskretnie odrzucony.

Chang nigdy nie zapomniał o swojej idei. Uważał, że wraz z upływem czasu staje się ona coraz bardziej realistyczna, szczególnie po tym, jak przełomowe rozwiązania Lynn Conway i Carvera Meada w zakresie projektowania chipów znacznie ułatwiły oddzielenie tego procesu od produkcji układów scalonych. Według autorów pomysłu mogło to być kamieniem milowym w branży półprzewodnikowej porównywalnym do „rewolucji Gutenberga” w piśmiennictwie.
 
Na Tajwanie niektórzy inżynierowie myśleli w podobny sposób. Chintay Shih, który pomagał kierować tajwańskim Industrial Technology Research Institute, w połowie lat osiemdziesiątych zaprosił Meada na wyspę, aby podzielić się z nim swoją wizją „rewolucji Gutenberga” w przemyśle półprzewodnikowym. Pomysł rozdzielenia projektowania i wytwarzania chipów dojrzewał więc na Tajwanie już kilka lat przed tym, zanim minister K.T. Li zaoferował Morrisowi Changowi czek in blanco na budowę tajwańskiego przemysłu półprzewodnikowego.

Minister Li spełnił swoją obietnicę i znalazł środki na sporządzony przez Changa biznesplan. Tajwański rząd zdecydował się pokryć 48 procent kapitału początkowego TSMC, ale postawił jeden warunek – Chang miał znaleźć zagraniczną firmę, która zapewni dostęp do zaawansowanych technologii produkcyjnych. Byli koledzy Changa z TI i Intela nie poparli go. „Morris, kiedyś miałeś wiele dobrych pomysłów – powiedział mu Gordon Moore. – Ale to nie jest jeden z nich”. Tymczasem Chang przekonał Philipsa, holenderską firmę z branży półprzewodnikowej, do wyłożenia 58 milionów dolarów, transferu technologii produkcyjnych i udostępnienia odpowiednich licencji w zamian za 27,5 procent udziałów w TSMC.

Resztę kapitału pozyskano od zamożnych Tajwańczyków, których rząd „poprosił” o zainwestowanie w TSMC. „Zwykle wyglądało to tak, że jeden z ministrów dzwonił do tajwańskiego biznesmena – wyjaśnił Chang – aby skłonić go do inwestycji”. Rząd poprosił o wyłożenie pieniędzy kilka najbogatszych rodzin na wyspie, które były właścicielami firm specjalizujących się w tworzywach sztucznych, tekstyliach i chemikaliach. Kiedy pewien biznesmen po trzech spotkaniach z Changiem odmówił, premier Tajwanu zadzwonił do skąpego prezesa i przypomniał mu: „Rząd był dla ciebie bardzo dobry przez ostatnie dwadzieścia lat. Teraz ty zrób coś dla rządu”. Niedługo potem przyszedł od niego czek na budowę zakładów produkcyjnych Changa. Rząd przyznał również TSMC duże ulgi podatkowe, dzięki czemu firma mogła przeznaczyć pokaźne środki na inwestycje. Od pierwszego dnia TSMC nie był tak naprawdę prywatną firmą: był to projekt tajwańskiego państwa.

Podstawą sukcesu TSMC były głębokie powiązania z amerykańskim przemysłem półprzewodnikowym. Klientami firmy byli w większości amerykańscy projektanci układów scalonych, a wiele zatrudnionych w niej osób pracowało wcześniej w Dolinie Krzemowej. W latach 1991–1997 prezesem TSMC był Don Brooks, były dyrektor w Texas Instruments. „Większość podlegających mi osób – wspominał Brooks – miała za sobą jakieś doświadczenia pracy w Stanach Zjednoczonych (…) wszyscy zatrudnieni byli w Motoroli, Intelu lub TI”. Przez większą część lat dziewięćdziesiątych połowa sprzedaży TSMC przypadała na firmy amerykańskie. W tym samym czasie duża część kadry kierowniczej robiła doktoraty na najlepszych amerykańskich uczelniach.

Ta symbioza przynosiła korzyści zarówno Tajwanowi, jak i Dolinie Krzemowej. Przed powstaniem TSMC kilka małych firm, głównie z Doliny Krzemowej, próbowało budować swój biznes wokół projektowania chipów. Starały się uniknąć poniesienia kosztów budowy własnych fabryk poprzez zlecanie produkcji innym podmiotom. Czasami firmy, które nie posiadały własnych fabryk – stąd nazwa „fabless” – były w stanie przekonać do współpracy dużego producenta układów scalonych dysponującego wolnymi mocami produkcyjnymi. Jednak zawsze miały dla niego status drugiej kategorii, ponieważ priorytetem była realizacja jego własnych planów. Co gorsza, ciągle narażały się na ryzyko, że firmy, którym zlecały produkcję, ukradną ich pomysły. Ponadto musiały uwzględniać różnice w procesach produkcyjnych, które w każdej fabryce były nieco inne. Brak konieczności budowania fabryk zdecydowanie obniżał koszty rozpoczęcia działalności, ale poleganie na konkurencji w zakresie produkcji układów scalonych zawsze było ryzykownym modelem biznesowym. 

Założenie TSMC dało wszystkim projektantom układów scalonych niezawodnego partnera. Chang obiecał nigdy nie projektować chipów, tylko je budować. TSMC nie konkurował ze swoimi klientami; zarabiał, jeśli oni odnosili sukcesy na rynku.

(...)

W branży układów scalonych model biznesowy Changa, dzięki któremu start-upy mogły obniżać koszty rozpoczęcia działalności, przyczynił się do powstania dziesiątek nowych „twórców” – firm typu fabless projektujących układy scalone, ale nieposiadających własnych zakładów produkcyjnych. Dzięki nim można było umieścić układy scalone we wszelkiego rodzaju urządzeniach, a to całkowicie przekształciło branżę technologiczną. Jednakże postępująca demokratyzacja w zakresie projektowania układów scalonych zbiegła się w czasie z monopolizacją „cyfrowej prasy drukarskiej”. Ekonomika produkcji chipów wymagała nieustannego wzmacniania pozycji rynkowej. Firma, która produkowała najwięcej chipów, zyskiwała przewagę konkurencyjną dzięki rozłożeniu kosztów inwestycji kapitałowych na większą liczbę klientów. TSMC rozkwitł w latach dziewięćdziesiątych i nieustannie doskonalił swoje procesy produkcyjne.

Chris Miller - Wielka wojna o czipy